[quote65="Blanche"]Tu zaś obie role są równorzędne, tak samo wyraziste. Dla mnie po Albrechcie Malakhova widać było, że naprawdę zakochał się w Giselle, był nią oczarowany, troszczył się o nią, ale miał też świadomość, że źle robi, że nie powinien, co obłęd Giselle w pełni mu uświadomił. Nie potrafię wszystkiego tak ładnie zanalizować jak Ty w recenzji, powtórzę tylko to, co pisałam wcześniej - że całe przedstawienie było dla mnie bardzo wyraziste, bardzo sugestywne, np. fragment drugiego aktu, gdy Mirta zmusza Albrechta, by ten tańczył do utraty sił, to po prostu to czułam.[/quote65]
Tak, tak, moim zdaniem właśnie to jest świetne w tym spektaklu, że nikt tutaj nikogo nie spycha na drugi plan - oboje są równorzędnymi partnerami, jak powiedziałaś, a poza tym doskonale rozumieją i czują te role - chyba tak po prostu, intuicyjnie

Ale sam Malakhov mówił o tym, że książę na początku nie wiedział, jak ta gra się potoczy i jak skończy, jakie będzie miała konsekwencje - bo na samym początku to była gra, a kiedy zrozumiał, że jest zakochany, było już za późno, żeby naprawić błędy i zapobiec tragedii.. Na pewno wiele ciekawych rzeczy mówiła też Diana w tym wywiadzie przed spektaklem, ale niestety, nic prawie nie zrozumiałam, bo mówiła po rosyjsku

[quote65="Blanche"]A jeszcze co do Malakhova, tak w niewielkim związku z tematem - jak to się dzieje, że Malakhov jest brzydki, a jednocześnie tak piękny?

[/quote65]
Ha, dobre pytanie, ta kwestia chyba wiele osób porusza i nurtuje - ja już wszystkim na prawo i lewo opowiadałam historię, jak to pierwszy raz nieszczęśliwie zobaczyłam go w "Korsarzu", gdzie artyści najpierw opowiadają libretto. Moja pierwsza myśl odnośnie jego osoby była wtedy mniej więcej taka, że choćby tylko z powodu jego.. powierzchowności, nie powinien być pierwszym tancerzem w takim zespole, jak ABT

Ale teraz, nie dość, że zupełnie mi ona nie przeszkadza, to jeszcze uważam ją za jego atut. Cóż, wydaje mi się, że w jego przypadku (tak jak w przypadku wszystkich innych tancerzy, obu płci) po prostu w tańcu staje się... piękniejszy. Nie pamiętam, czy Ethan Stiefel, czy Jose Manuel Careno powiedział o nim (to było w filmie dokumentalnym "Born to be wild"): "He is mix of creature and nobleman" (przepraszam, że nie tłumaczę, ale moim zdaniem fortunniej to brzmi w takiej formie i oddaje lepiej sens tego sformułowania). Oprócz tego, któryś z tych tancerzy wspominał, że gdyby był tancerką, bałby się tańczyć z Vladimirem, ponieważ ma on tak piękne, eleganckie linie itd. (przytaczam niedosłownie).
I moim zdaniem dokładnie tak samo jest z tancerkami - jest wiele bardzo ładnych, ale jest też duża część takich, które na co dzień prezentują się dość przeciętnie, czasem nawet nieciekawie, a na scenie kwitną i pięknieją - moim zdaniem, wtedy to już nie tylko kwestia makijażu scenicznego, ale przede wszystkim osobowości. To ona ostatecznie decyduje, czy efekt będzie piorunujący i tancerka "porazi" widza, czy też nie (bo przecież nawet te ładniejsze "prywatnie" wielokrotnie takiego wrażenia na widzu nie wywołują

No, ale już więcej nie rozwijam, choć mogłabym oczywiście podać konkretne przykłady, ale to już rzeczywiście zakrawa na offtop
A nie, chociaż wcale nie! Myślę, że mam fantastyczny przykład.. filmowy

Więc spokojnie mogę go tutaj zamieścić. Otóż, oto fascynująca mnie ostatnio Uliana Łopatkina, w kostiumie Odetty i Zobeidy - myślę, że zmienia się nie do poznania, w porównaniu z tym, jak skromnie i niepozornie wygląda prywatnie - tutaj można zobaczyć dokładnie i z bliska:
[URL=http://video.yahoo.com/watch/5258576/13873590]Odetta[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=2nIIWLodAFo&NR=1]Zobeida[/URL]
[URL=http://video.yahoo.com/watch/4332992/11635807]Uliana prywatnie[/URL]