wiotkość stawów, hipermobilność a TANIEC

Zagadnienia techniczne, problemy tancerzy, zdrowie, pointy, ubiór, ćwiczenia itd.;
nathaliye
Posty: 2264
Rejestracja: czw wrz 27, 2007 6:51 pm

Post autor: nathaliye »

Jestem w podobnej sytuacji co Twoja córka, oczywiście nie mam już 6 lat ale stawy od zawsze miałam wiotkie, prawda jest taka że wszystko ma swoje dobre i złe strony, z jednej strony zachwycanie się ludzi jakie to świetne rozciągniecie, jakie możliwości, rozmowy w stylu jaki to dar od losu dany nielicznym jak wspomniałaś w poście, z drugiej wszystko ma swoją cenę, słabe mięśnie, konieczność noszenia wkładek ortopedycznych w każdym obuwiu bo istnieje ryzyko pogłębienia płaskostopie, kolana mogą lecieć do środka i oczywiście najważniejsze czyli skrzywienie kręgosłupa,
lekarze lekarzami, trudno żeby w podobnej sytuacji zachęcali ludzi do czynności które tą elastyczność mogą jeszcze pogłębić co za tym idzie bóle kręgosłupa, pogłębiające się płaskostopie, w tym wypadku to od Ciebie zależy na ile pozwolisz swojemu dziecku tańczyć, ze wszystkim da się żyć tylko w miarę możliwości pilnować wtedy kiedy to się da, stopniowo będzie nabierać siły i mięśnie przestaną być takie wiotkie chociaż w większości oczywiście to zostaje,
taka przypadłość w jednych budzi zachwyt ale bywa uciążliwa, trzeba ją ujarzmić i można korzystać z tak zwanego daru
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Też mam dość elastyczne ciało... Może nie jakoś tak totalnie i jakoś bardzo mocno, ale jednak. I owszem, są z tego powodu problemy, ale są też i pewne możliwości. No i to się naprawdę da opanować, trzeba tylko włożyć sporo pracy w to, jak opanować swoje ciało, żeby ono nie było takie "rozlatane". To już w późniejszym wieku, jak ma się świadomość tego, jak się pracuje - wcześniej dobrze jest trafić na nauczyciela, który odpowiednio pokieruje, tzn. jak dziecko np. machnie wysoko nogą, to nie zostawić tego, na zasadzie 'och, super, że taka elastyczna', a przypilnować wtedy trochę bardziej technicznie, poprawić ustawienie dziecka, aby te mięśnie, w tym zwłaszcza te odpowiedzialne za postawę, miały szansę faktycznie popracować (też nie wiem, na ile to ma zastosowanie do 6-latki, ale już do dziecka w wieku, 9-11 lat jak najbardziej).
Plusem jest to, że jak się już to opanuje, i umie z tego - daru właśnie - korzystać, to staje się on naprawdę dużą zaletą.
Leonika
Posty: 8
Rejestracja: czw maja 14, 2009 7:13 pm

Post autor: Leonika »

Przeglądam zestaw ćwiczeń dla Oli przesłany mi wczoraj przez fizjoterapeutę i widzę, że znakomita część z nich jest powieleniem ćwiczeń, które dzieci każdorazowo wykonują na balecie! I to zarówno ćwiczenia na ręce, tułów, mięśnie brzucha, tzw. ćwiczenia ogólne, jak i ćwiczenia na nogi i stopy! Jedyne, czego nie ma wśród tych ćwiczeń, a jest na zajęciach baletowych, to różnego rodzaju skoki, podskoki i piruety, obroty. Rozumiem, że skoki obciążają kolana, ale równocześnie wzmacniają chyba staw skokowy?
Fizjoterapeuta miał chyba wizję jakichś strasznie katorżnicznych ćwiczeń, skoro stanowczo odradził Oli uczęszczanie na balet, gdy tymczasem podany przez niego zestaw ćwiczeń jest bardzo zbliżony do tych, które Ola właśnie wykonuje na balecie.
Nie ma obaw, że w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat (o ile w ogóle) Ola rozpocznie profesjonalny trening baletowy, w związku z tym na razie nie wypiszę jej z tych zajęć - przeciwnie - będę je traktować jako jedną z form rehabilitacji.
Dziękuję za Wasze odpowiedzi i proszę o dalsze uwagi i ewentualne sugestie.
Mama Oli
Leonika
Posty: 8
Rejestracja: czw maja 14, 2009 7:13 pm

Post autor: Leonika »

Byłam dzisiaj z Olą u ortopedy (dziecięcego). Kolejny raz potwierdził skrajną wręcz wiotkość, stwierdził, że w balecie to wielki atut, ale co najważniejsze NIE ZABRONIŁ, a wręcz ZALECIŁ dalsze uczęszczanie na LEKCJE BALETU.
Piszę o tym, bo jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu i jednocześnie widziałam, że sporo osób przejrzało mój wątek, więc może jest z kim podzielić się tą radością.
Ortopeda, podobnie jak Joanna stwierdził, że to jeszcze zbyt wcześnie, by wzmacniać konkretne partie mięśni, niemniej jednak mamy zestaw ćwiczeń na mięśnie grzbietu, brzucha i pośladków. Jeśli chodzi o nogi, to powiedział, że doskonale wzmocnią się na ćwiczeniach baletowych i nie wskazał konkretnych ćwiczeń, bo "przecież Ola już wystarczająco ćwiczy nogi/stopy". I powiedział, żeby absolutnie nie rezygnować z baletu, że Ola tak naprawdę nie może sobie niczego popsuć/pogorszyć (jeśli chodzi o tę wiotkość), trzeba tylko wzmocnić mięśnie grzbietu, brzucha i pośladków, żeby nie doszło do skrzywienia kręgosłupa itd. No i nie mam się spodziewać, że jej ta wiotkość szybko minie - może za 4 lata? Może nawet później. Wskazany basen i wszystkie formy ruchu w dużej ilości. Jedynie zabronione ćwiczenia akrobatyczne. Na moją prośbę zgodził się na wkładki ortopedyczne, które Ola będzie nosić pewnie co najmniej do 8 roku życia, ale uznał, że już jej nie zaszkodzą (wcześniej konsekwentnie odmawiał). Nie wiem, jak nam pójdzie z tymi wkładkami, bo są dosyć szerokie, a Ola ma bardzo wąskie stopy, ale na razie się tym nie martwię. Tak się cieszę, że Ola nie musi rezygnować z tego, co sprawia jej tak wielką przyjemność i radość.
Przepraszam za te moje wynurzenia, ale chciałam się podzielić dobrą nowiną. Pozdrawiam wszystkich uczestników tego forum.
Mama Oli
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Długo przymierzałam się do napisania w tym wątku...
Niedawno zdiagnozowano u mnie zespół Ehlersa- Danlosa, typ III. Przyłamało mnie to, ale i ucieszyło - wyjaśniły się wszystkie moje kłopoty i cierpienia od wczesnego dzieciństwa. Chciałam tu głównie zaznaczyć, że hipermobilność, wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z elastycznością w sensie, że jest to błogosławieństwo dla tancerza. Przykład - można być super rozciągniętym, dotykać głową tyłka, ale w życiu codziennym funkcjonuje się normalnie. Przy EDS/zespole hipermobilności, można nie dotykać głową tyłka, nawet nie zrobić szpagatu, ale z uwagi na nadruchomość i brak kontroli nad stawami "sypie się" całe ciało w trakcie zwyczajnych czynności życiowych a nawet spania (niestabilne stawy to tylko jeden z objawów, do tego dochodzą problemy wewnętrzne, np.: ZDJ, ze wzrokiem i inne)
Nie zrezygnowałam z tańca, ale ograniczyłam ilość godzin. Muszę chodzić na fizjoterapię, dołączyłam do tego pilates. Na co dzień noszę specjalne wkładki do butów oraz stabilizatory (na szyję, nadgarstki, kolana i łokcie), biorę leki przeciwzapalne i przeciwbólowe. Musiałam zrezygnować z ćwiczeń w pointach (samoczynna kontuzja stawu palucha oraz uszkodzenie stawów dwóch palców lewej stopy, przez kretynkę, która zatrzymała się na środku sali a ja na nieszczęście wykonałam piękne grand pas de chat ).
Taka choroba to nie wyrok, ale też nie dar. Można nauczyć się z tym żyć, choć czasem jest naprawdę trudno.
venus-in-furs
Posty: 660
Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am

Post autor: venus-in-furs »

Trzymaj się. Nic innego nie umiem powiedzieć. Ale widać, że dość pogodnie do tego podchodzisz, to bardzo dobrze. Bardzo.
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Dziękuję Venus. Nawet takich kilka słów potrafi podtrzymać na duchu, naprawdę :)
Może i chciałam się pożalić, ale też po tylu latach różnych pomysłów, teorii, sposobów leczenia nabyłam takiej wiedzy i doświadczenia, że chętnie służę pomocą w luźnych "konsultacjach".
EDS zdiagnozowałam u siebie sama, choć do końca miałam nadzieję, że to tylko hipermobilność. Niestety, kolejne wizyty u specjalistów potwierdzały moje obawy, aż w końcu w klinice genetycznej potwierdzenie pojawiło się oficjalnie w papierach. Przez pierwsze tygodnie nie mogłam się pozbierać, szlag mnie trafiał na wszystkich konowałów - wystarczyło tyko wziąć podręcznik do ręki i odkreślić po kolei klasyczne, książkowe symptomy, które pojawiły się jeszcze w niemowlęctwie. Nie cierpiałabym tak w dzieciństwie i w zasadzie przez całe życie. Nie musiałabym tak się bać przez cały czas, bo wiedziałabym co mi jest. Rozwijałabym dziś inną pasję niż taniec. Miałabym zapewnioną fizjoterapię i teraz byłoby mi chyba łatwiej, uniknęłabym, albo przynajmniej opóźniła, powstanie nieodwracalnych uszkodzeń stawów, itd, itp..
Złapałam niezłego doła i zaczęłam szukać psychoterapeuty, aż w końcu stwierdziłam, że lepiej znaleźć dobrego fizjoterapeutę i tańczyć póki jeszcze mogę :)

[quote01="Joanna"][quote01]jeżeli byłaby to niestabilność odcinka lędźwiowego, lekarz by to stwierdził już podczas badania, a pewnie bym się o tym dowiedziała i była leczona.[/quote01]
Naprawde w to wierzysz, w warunkach jakie panuja w sluzbie zdrowia w naszym kraju? ;)
[/quote01]

Joanna ma niestety rację. Jak w kalejdoskopie migają mi teraz przed oczami wspomnienia lekarzy, przychodni i szpitali oraz hasła: astenia, wiotkość, hipermobilność, dyslokacje, niestabilność, osteoartroza, chondromalacja, niewydolność więzadeł, zapalenie tkanki łącznej..., oraz wiele innych problemów zdrowotnych ewidentnie związanych z EDS - i nikt tego przez tyle lat jakoś do kupy nie złożył. Ani W Polsce ani w Anglii. Ręce opadają :(
Chiaranzana
Posty: 349
Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am

Post autor: Chiaranzana »

Hmm, trudno cos powiedziec w tym przypadku. Podziwiam i trzymam aby wszytsko mimo choroby sie ulozylo jak sobie wymarzylas.

Ja akurat mam wiotkie stawy ale chyba juz kiedys tu pisalam ze okazalo sie to atutem dla mnie w technice tanca chinskiego ale np juz z luku strzelac nie moge bo reka wygina mi sie zupelnie w druga strone, ponoc to u mnie jest dziedziczne (z rodziny mamy). Tak samo mam z kostkami, nie moge chodzic po chodniku z kocich lbow bo zawsze mi sie dziwnie noga podwinie ale nie jest to bolesne a raczej wkurzajace.
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Mam nadzieję, że coś jeszcze z tych marzeń uda się uszczknąć :)
Ten Twój chiński taniec budzi moje wyjątkowe zainteresowanie (od kilku miesięcy się uczę), ale to na inny wątek :)
Co do tych podwinięć, podwichnięć, zerknij na pierwszy post Joanny na tej stronie. Powodów luźnych stawów (a! - wiotkie i hipermobilne stawy to nie to samo) jest sporo. A może kiedyś skręciłaś kostkę nadrywając ścięgno? Czasem ścięgno nie wraca do swojej normalnej długości i trzeba je operacyjnie podciągnąć, inaczej kostka ciągle się podwija.
A co do przeprostów, to niezwykłe, że niektórzy u mnie na balecie maja takie piękne w kolanach i nie odczuwając żadnych problemów, ja mam minimalne, ale kolana sprawiają mi najwięcej problemów ze wszystkich moich stawów :/
Odetta.
Posty: 143
Rejestracja: sob kwie 30, 2011 12:19 pm

Post autor: Odetta. »

Mi też się noga podwija nie tylko na 'kocich łbach', ale też przy zwykłej grze w siatkówkę, czy po prostu jak idę... A kostki nigdy nie miałam skręconej ani nic z tych rzeczy...
ODPOWIEDZ