sezon 2008/2009

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

ah! M. Gdybyś mogła to zobaczyć te 2-3 lata temu we wzorcowej obsadzie 3 wspanialych... Jesli wzruszył Cię i zachwycil umierający Merkucjo Koncewoj (byl naprawdę dobry!) to pomyśl co się czuło gdy to tańczył Stasiewicz - mniej więcej 10 razy lepiej, bardziej wzruszająco , wzorcowo.... :)
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

ah, Kaś, wyobrażam sobie...ale staram się o tym nie myśleć (chociaż podczas wczorajszego jete po kole przypominałam sobie w myślach Maksa w Śpiącej) i mam nadzieję, że jednak nie przestanie mi sprawiać przyjemności częste siedzenie na widowni TW - bo styczniu miałam mocny moment zwątpienia...bo kurna, co z tego, że mogę sobie wyobrazić vel. wspominać własne najmilsze momenty na widowni, jak chciałabym za każdym razem wychodzić zadowolona i tyle. Z resztą, Milton widział i sam mnie powstrzymywał przed wcześniejszym wychodzeniem z Jeziora - teraz chciałam zostać do końca, więc było lepiej.. ok. mogłam wyjść trochę znudzona, był zachwyt nad jednym tancerzem, klimatem muzyki Prokofieva, strojami, scenami zbiorowymi w maskach i tak jak przewidywałam: pierwsze oglądanie na żywo podczas, którego polubiłam ten balet - więc było warto... ale nadal to trochę mało.

Inna sprawa, że w związku z tym zaczęłam się zastanawiać nad tym, o czym rozmawialiśmy kiedyś w innym wątku - może jednak jak zespół nie ma możliwości wystawienia zachwycającego Jeziora, to jednak lepiej by brał się za "mniejsze" balety.. ??

Z resztą, nie wiem na jakiej podstawie - ale cały czas mam nadzieję, że sytuacja w TW się zmieni, bo naprawdę takie wybiórcze zachwyty (jak wczoraj i wcześniej na Jeziorza-tańce narodowe, to dużo za mało - ten balet jest piękny w całości i taki powinien być na scenie... jak z resztą każdy). Co z tego, że mamy swoich ulubionych tancerzy i w każdym znajdzie się 1 czy 2, którzy sprawią, że powiemy, że było warto - jak trudno jest odpowiedzieć na pytanie "na co na pewno warto przyjechać do Warszawy". Wiesz, ja dla siebie znajdę zawsze powód by przyjść, natomiast chce się zachwycać i dzielić zachwytami ze znajomymi i tu jest problem... Na Jezioro powinno być warto - a wg mnie nie warto i z wielkim żalem mówie znajomym, że Jezioro muszą zobaczyć, ale że wbrew temu, że sto razy bardziej zazwyczaj wolę oglądać przedstawienia na żywo, tym razem wolę pokazać im płytę, a do Teatru mogę pójść z nimi ale na ich odpowiedzialność... ludzie nie zrozumieją na czym polega fenomen tego baletu, jeśli nie zobaczą go w dobrym wykonaniu :cry:

Ech, moja dusza domaga się ostatnio zachwytów i wzruszeń zarówno operowych, jak i baletowych... głód jak nie wiem co...

Ale, wystarczy - nie ma co narzekać... jak Maks wróci na scene to będzie na pewno warto przyjeżdzać na Romea. Kropka.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote:5d54942294="M."]Inna sprawa, że w związku z tym zaczęłam się zastanawiać nad tym, o czym rozmawialiśmy kiedyś w innym wątku - może jednak jak zespół nie ma możliwości wystawienia zachwycającego Jeziora, to jednak lepiej by brał się za "mniejsze" balety.. ??[/quote:5d54942294]

Jeśli o mnie chodzi, to nawet wolę mniejsze formy, ale wydaje mi się, że głównym powodem jest głównie 'popyt' - na [i:5d54942294]Jezioro...[/i:5d54942294], itp. zawsze będzie więcej chętnych + wycieczki, a z drobniejszymi formami, zwłaszcza nieklasycznymi, trudniej skompletować widownię.
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

No właśnie - tylko ten popyt w przypadku osób, które dopiero chcą poznać klasykę wystarczy na jedną wizytę w Teatrze... bo przyjdą, bo "ocho to takie znane" - a potem w domu będą się zastanawiać, co ludzie w tym widzieli i czym się tak zachwycają, że balet jest grany wciąż od końca XIX w...i nie wiesz czy wrócą jeszcze na jakąś "klasykę" skoro jeśli nic ich nie zachwyci... Ja miałam takie wątpliwości, gdy pierwszym Jeziorem, które zobaczyłam była jego szwedzka wersja i myślałam sobie - "kurde, no o co chodzi z tym Jeziorem?", a teraz to dotyczy niestety wielu oper - gdy po wyjściu zastanawiam się, czy np. to kwestia ciężkiej, dosadnej muzyki Pucciniego, może go po prostu nie lubię, czy może trafiam wciąż na słabsze wykonania, to samo miałam z Verdim - los chciał, że wróciłam na Nabucco i wiem, że Verdi też jest "wariacki" ;) więc to kwestia wykonania... i tak samo z Jesiorem dopiero później przy innej wersji odkryłam, że balet jest piękny od początku do końca ;)

Ostatnio mi się wydaje, że należy mierzyć siły na zamiary - róbmy to co możemy robić dobrze (tylko, że ta granica słowa dobrze, jest niestety też bardzo subiektywna) - to świadczy o poziomie i o tym, że poważnie trakujemy to co robimy. To tak jak z małymi dziewczynkami, które komentujemy w filmikach na youtubie, a które się chwytają za wariacje, które mogłyby tańczyć dopiero za kilka lat. Po co?

A to co mówisz o kompletowaniu widowni - również się nad tym zastanawiałam ostatnio. Przy okazji myślenia i o promocji i ogólnie o Gdańsku i Warszawie. Co świadczy o poziomie Teatru - komplet na widowni czy poziom tego co na scenie? Na chłopski rozum wydawałoby się, że jedno z drugim powinno iść w parze, że ludzie na sztuce się poznają i że ona sama się obroni... ale to niestety nie zawsze się sprawdza - to ideał, którego chciałabym bronić... Może to jest tak, że Teatry jakoś muszą wypośrodkować pomiędzy ambicjami a popytem. I próbować kierować swój repertuar do różnych grup widowni...

Trudno mi sobie wyobrazić Teatr Wielki bez Jeziora. Ale wkurza mnie to, że to które widziałam nie było takie jak jak być powinno - a przy pierwszym oglądaniu na żywo zazwyczaj mam i tak wyjątkowo zaniżone oczekiwania i byle co mi wystarcza do zachwytów...albo chociaż do spokojnego oglądania bez nerwów...
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Z tą widownią kwestia jest też o tyle, czy faktycznie trafiamy do tego targetu, do którego chcemy. Czym innym wycieczki ("zaliczyć w końcu klasykę czasem trzeba"), czy widz nie pasjonujący się baletem/ tańcem klasycznym w całej palecie jego barw, a kojarzący jedynie znane tytuły tylko [i:659dd5aa95]Jezioro łabędzie[/i:659dd5aa95] czy [i:659dd5aa95]Dziadek do orzechów[/i:659dd5aa95].

Sama pamiętam z chodzenia do TW zrezygnowałam już jakiś czas temu - kiedy pozdejmowali spektakle typu Eka, Kyliana, Przybyłowicza, itp. - i repertuar stał się dla mnie wtedy po prostu zupełnie interesujący (bo ileć razy można oglądać to samo [i:659dd5aa95]Jezioro [/i:659dd5aa95]właśnie w tej samej obsadzie, i to wcale nie wymarzonej?).
Raz próbowałam się przemóc, i wybrałam na [i:659dd5aa95]Oniegina[/i:659dd5aa95] - i nie ukrywam, że również się zawiodłam, właśnie drobnymi niedopracowaniami, zaniedbaniami. Nie winię za to tancerzy - zdaję sobie sprawę, jakie mają warunki pracy, i że tak za bardzo komfortowo im nie jest. Szkoda, że to się wszystko obija na widzu. W każdym razie nawyk chodzenia do TW zanikł mi już prawie zupełnie, i mimo iż podobno nie jest teraz tak źle, jak jeszcze jakiś czas temu, to jakoś już niespecjalnie mam ochotę... Tak to jest, jak sobie teatr zepsuje wypracowaną wcześniej widownię.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Joasiu, ale na Tristana przyjdziesz, prawda? :) W końcu to wyczekana, wymarzona premiera choregrafii K. Pastora w naszym teatrze. Wykonanie tez powinno być na poziomie. Niestety, balet warszawski musi po 2 latach dołka wrócić do formy, co nie nastąpi tak hop-siup... Pare cennych i utalentowanych tancerzy straciliśmy, trzeba odbudowac i poziom tych którzy są i zdobyć nowych (oraz wychować mlodych) bo na jednym soliscie (czy solistce) choćby uwielbianym nie może się trzymać cały repertuar. Niestety, to o czym piszesz M. to kwestia czasem nie zdolności i umiejętności technicznych niektórych tancerzy (choć w pierwszym rzędzie to one nam - widzom nieco bardziej świadomym) przeszkadzają, ale braku CHARYZMATYCZNYCH osobowości scenicznych - tańczących aktorów. Tego czegoś co przyciagnie Twoją uwagę nawet w "mniej popisowym" i przydługim 3 akcie Romea i Julii na przyklad. Gdy tańczą to M./ Wojtiul i I. Milewska to mam łzy w oczach, czuję, zę jeszcze chwila i "pobiegnę na scenę ratować Julię" pomóc jej ukochanemu....
Z drugiej strony słuchająć owacji po szeregowych Jeziorach w nie do końca satysfakcjonujących obsadach czy ostatnim Romeo i Julii, który to spektakl takze mocno odstwał wykonawczo od dobrego standardu nie podzielam Twoich obaw co do przyprowadzania znajomych na balet. Owszem - świadomych znajomych nie zabiorę na większosć spektakli w obsadzie innej niż Wojtiul-Milewska lub ew. Jaroszenko - Żuk, bo po prostu poza tym ze nie zachwyci zauważą ze tancerze się chwieją, źle lądują po skokach, tancerki nie kręcą i nie skaczą... (oczywiście nie generalnizując). Reszta - jesli przygotowana zostanie do odbioru spektaklu i nie zwroci jej się uwagi na uchybienia raczej się zachwyci - Jeziorem, Romeem, Dziadkiem, Śpiącą i Bajaderą, Córką źle strzeżoną, Anną Kareniną. Choć raczej np. nie Onieginem bo estetyka tego spektaklu do wspolczesnego widza nie przemawia i juz... (ale to osobny temat).
Jesli teatr (Opera Narodowa) zaierza utrzymywać i utrzymuje wielki zespół baletowy - staly i etatowy to musi dążyć aby moc na przyzwoitym poziomie wystawiać dzieła klasyczne, jesli nadal będą kłopoty z obsadą głównych ról - to tak jak w operze od dawna - sprowadzac na cykle przedstawień wykonawców zza granicy... (hoć wolalabym dać szansę naszym - jest jeszcze parę osób które mogłby by os pokazać gdyby więcej tańczyły).
Inaczej trzeba by (o czym dyskutowaliśmy w wątku czy balet należy wystawiac tylko doskoale czy wcale) zrobić to nad czym tak zagnewani dyskutujemy od dawna - to co w Gdańsku - i przerobi zespół na zespół neo-klasyczno-współczesny i wystawiać tylko to co w zasięgu jego obecnych możliwości....
Niezależnie od tego z rozkosza widzialabym repertuar Opery Narodowej takim jak przed kilku laty: Śpiąca, Bajadera, Córka... ale takzę Ek, Kylian, Ejfman, Balanchine... i dodałabym paru innych twórców wspolczesnych (Neumeier, van Manen, McMillan) i polskich
Diafora
Posty: 22
Rejestracja: czw lip 24, 2008 4:34 am

Post autor: Diafora »

Jezioro mnie troszkę rozczarowało, Dziadki widziałam dwa w grudniu i tylko ten z Milewską chciałabym pamiętać... no i biedny był ten Dziadek, scena nie zachwycała. Jednak Anna Karenina 20.11.2008 z Wojciechowską podobała mi się bardzo, to wspaniała sztuka i połaczenie teatru z tańcem, z Martą Fidler troszkę mniej, ale wciąż wzniosłe przeżycie.

Na Romea jak najszybciej pojde w zachwalanej przez Was obsadzie :)
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

zachwalamy -jak tylko M. Wojtiul wróci do tańca po kontuzji, więc nie prędko pewnie :(

edit: na początku kwietnia
Beata-wielbicielka baletu
Posty: 90
Rejestracja: sob mar 10, 2007 10:07 pm

Post autor: Beata-wielbicielka baletu »

Kasiu G.- nie chciałabym tutaj w niczym umniejszać zasług naszych zespołów baletowych (nie tylko stołecznego),ale - z całym szacunkiem dla tych zespołów i dla ich ciężkiej pracy - uważam, że obecnie w Polsce byłoby wielkim ryzykiem wystawienie choćby Księcia Pagód,Mayerling czy wreszcie Romea i Julii w choreografii MacMillana, bo opanowanie tej choreografii, a co za tym idzie - doskonałe jej wykonanie przy obecnej kondycji polskiego baletu jest po prostu niewykonalne...Bo z tą choreografią to jest tak: albo jest zatańczona perfekcyjnie z charyzmą,o której wspomniałaś i ze świetną grą aktorską, albo lepiej nie tańczyć jej wcale, a przeciętne wykonanie nie odda piękna tej choreografii. Jak wiadomo, MacMillan stosował w balecie mnóstwo naprawdę trudnych i trwających długo podnoszeń, wymagających od obojga partnerów bardzo dobrej kondycji i elastyczności, w dodatku te podnoszenia należy wykonać wysoko i lekko, dlatego nie widzę tego w wykonaniu tancerzy na "trzęsących się nogach" - bo i takie sformułowanie padło gdzieś powyżej. W zasadzie dobrą kondycję trzeba mieć zawsze, przy każdej choreografii, ale akurat ta od MacMillana jest specyficzna, bo MacMillan wniósł mnóstwo świeżości do baletu opierając się jednak na jego (baletu) klasycznych podstawach. Wprowadził wiele ciekawych, nowatorskich rozwiązań.Myślę, że jeszcze przyjdzie długo nam czekać na balet w tej właśnie choreografii.
Pozdrawiam!
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

ależ masz rację - dlatego bynajmniej ne mówię, zę już, zaraz którykolwiek z naszych zespołów ma przygotować McMillana :( Natomiast obserwując choćby zespół TW-ON przez 25 lat wiem, ze ten zespół potrafil się zmobilizować, podciągnąć, wypracować formę i zatańczyć na europejskim poziomie np. wieczór baletów Kyliana, choreografie Eka, które sam choreograf uznal za wzorcowo wykonane. Nawet Serenada Balanchinea wypadla nienajgorzej, o Czajkowskim Ejfmana nie wspominając bo sama byłam zaskoczona jak pięknie zatańczyli (dobrze zę teatr nagrywa sektakle premierowe bo dziś bym nie uwierzyła). Sek w tym, że przed zespolami trzeba stawiać trudne zadania o wykonaia, nieustannie z nimi pracować, zwiększać potencjał i mozliwości oraz wryfikować stan umiejętności artystów i odnawiać zespół. Wtedy... czemu nie McMillan... zrsztą taki pomysl nie raz przewinął sie juz przez TW, niestety bez skutku
ODPOWIEDZ