Film... czyli to, co oglądacie...
Hmm... no jeżeli chodzi o Madagaskar 2 to uważam, że ta część jest duuużo lepsza od pierwszej. Już dwa razy w kinie byłam (ale trzeci chyba nie pójdę) :)
A jeżeli chodzi o "Zmierzch" to byłam wczoraj i jestem zachwycona. Na początku stawiałam opory, bo to nie ja wybrałam ten film, tylko koleżanka, ale już od pierwszych minut tego filmu siedziałam i gapiłam na ten ekran jak zaczarowana. Jak pisała Kasia G - piękne widoki, piękne wampiry (ach te oczy Edwarda)... i wszystko cudowne. I zbieram się teraz do przeczytania książki, ale muszę jeszcze tydzień wytrzymać, aż sesja się skończy...
Także "Zmierzch" zdecydowanie polecam!
A jeżeli chodzi o "Zmierzch" to byłam wczoraj i jestem zachwycona. Na początku stawiałam opory, bo to nie ja wybrałam ten film, tylko koleżanka, ale już od pierwszych minut tego filmu siedziałam i gapiłam na ten ekran jak zaczarowana. Jak pisała Kasia G - piękne widoki, piękne wampiry (ach te oczy Edwarda)... i wszystko cudowne. I zbieram się teraz do przeczytania książki, ale muszę jeszcze tydzień wytrzymać, aż sesja się skończy...
Także "Zmierzch" zdecydowanie polecam!
[quote:d1a2e0e0dd=".dulce."]Dziś byłam w kinie na 'just dance' i polecam ;)[/quote:d1a2e0e0dd]
Dla mnie "Just dance" - to poprostu kolejna troszkę banalna historia o dziewczynie, która chce spełnić swoje marzenia... ogląda się nawet miło, ale ja przyznam szczerze, że nie znalazłam w tym filmie nic bardzo szczególnego, wyjątkowego - aby mówić, że szczególnie warto na niego iść - raczej powiedziałabym, że można jak się ma czas i chęć na lekkie spędzenie wolnego czasu i z założenia jest się ciekawym kolejnego, średniego amerykańskiego filmu opartego na sprawdzonym motywie i dotyczącego tańca...
Podobała mi się w nim kreacja postaci głównej bohaterki - sympatyczna, naprawdę zwyczajna, normalna dziewczyna.
Natomiast nie podobała choreografia w tańczonych scenach. Z treści filmu, wynikałoby, że np. nad niektórymi fragmentami tańca w klubie należało by się zachwycić - ja nie widziałam w nich nic wyjątkowego (z resztą to samo jest z fragmentem muzyki, który pokazuje bohaterce jej chłopak - ona mówi "to jest naprawdę dobre!" a ja na widowni zastanawiam się, ale co w tym jest takiego dobrego??? bo nic takiego nie słyszę ;) :lol: ). Nie podobał mi się fragment gdy główna bohaterka tańczy w kałuży - aż chciałoby się wrzucić tam więcej tańca, jakąś dobrą, dopracowaną współczesną choreografię - dużo by ta scena zyskała - a nie jakieś takie fiu bździu, że troszkę sobie po wodzie dziewczynka skika ;) Ostatni, kulminacyjny układ na egzaminie był oczywiście dużo lepszy od pierwszego natomiast momentami miałam wrażenie, że aktorka jest rozciącgnięta, potrafi wykonać tylko kilka elementów, które są wciąż wykorzystywane i jakby trochę na siłę montowane w jedną całość.
Bardzo mi to w odbiorze filmu nie przeszkadzało - nie spodziewałam się niczego odkrywczego i nie dostałam - jak mówie, jak macie czas, to można obejrzeć... jak dla mnie bez zachwytów, miła forma spędzenia wolnego czasu, o ile wie się mniej więcej czego można się spodziewać i idzie bez wygórowanych oczekiwań. Równie dobrze można obejrzeć go z nudów jak już kiedyś będzie w tv, albo bawić się oglądaniem - tak jak my z .:Caroline:. - wyłapując wszystkie baletowe momenty ;)
Dla mnie "Just dance" - to poprostu kolejna troszkę banalna historia o dziewczynie, która chce spełnić swoje marzenia... ogląda się nawet miło, ale ja przyznam szczerze, że nie znalazłam w tym filmie nic bardzo szczególnego, wyjątkowego - aby mówić, że szczególnie warto na niego iść - raczej powiedziałabym, że można jak się ma czas i chęć na lekkie spędzenie wolnego czasu i z założenia jest się ciekawym kolejnego, średniego amerykańskiego filmu opartego na sprawdzonym motywie i dotyczącego tańca...
Podobała mi się w nim kreacja postaci głównej bohaterki - sympatyczna, naprawdę zwyczajna, normalna dziewczyna.
Natomiast nie podobała choreografia w tańczonych scenach. Z treści filmu, wynikałoby, że np. nad niektórymi fragmentami tańca w klubie należało by się zachwycić - ja nie widziałam w nich nic wyjątkowego (z resztą to samo jest z fragmentem muzyki, który pokazuje bohaterce jej chłopak - ona mówi "to jest naprawdę dobre!" a ja na widowni zastanawiam się, ale co w tym jest takiego dobrego??? bo nic takiego nie słyszę ;) :lol: ). Nie podobał mi się fragment gdy główna bohaterka tańczy w kałuży - aż chciałoby się wrzucić tam więcej tańca, jakąś dobrą, dopracowaną współczesną choreografię - dużo by ta scena zyskała - a nie jakieś takie fiu bździu, że troszkę sobie po wodzie dziewczynka skika ;) Ostatni, kulminacyjny układ na egzaminie był oczywiście dużo lepszy od pierwszego natomiast momentami miałam wrażenie, że aktorka jest rozciącgnięta, potrafi wykonać tylko kilka elementów, które są wciąż wykorzystywane i jakby trochę na siłę montowane w jedną całość.
Bardzo mi to w odbiorze filmu nie przeszkadzało - nie spodziewałam się niczego odkrywczego i nie dostałam - jak mówie, jak macie czas, to można obejrzeć... jak dla mnie bez zachwytów, miła forma spędzenia wolnego czasu, o ile wie się mniej więcej czego można się spodziewać i idzie bez wygórowanych oczekiwań. Równie dobrze można obejrzeć go z nudów jak już kiedyś będzie w tv, albo bawić się oglądaniem - tak jak my z .:Caroline:. - wyłapując wszystkie baletowe momenty ;)
A mi sie Just dance" kompletnie nie podobalo. chyba najgorszy film jaki mogl powstac! z tancem moim zdaniem nie mialo to wiele do czynienia. bo zamiast pokazac jak juz dostala sie do tej skzoly i wogole i jak tam tanczy to oni jakies kluby i moim zdaniem taniec prawie jak u striptizerki. no okropne!!
[quote:388f112e05=".dulce."]Ja oglądałam wczoraj 'flashdance' na polsacie i nie byłam zachwycona .. trochę nudził mnie ten film i spodziewałam się że bedzie wiecej tańca .[/quote:388f112e05]
Ja byłam okropnie zawiedziona... Taki drętwy ten film.. nudny... :roll:
O.. i jeszcze te głupie żarty o polakach :evil:
Ja byłam okropnie zawiedziona... Taki drętwy ten film.. nudny... :roll:
O.. i jeszcze te głupie żarty o polakach :evil:
No to teraz zupełnie inna kategoria - film, który wydał mi się ciekawy, nie rozczarowałam się i w moim odczuciu wart jest obejrzenia, choć dość specyficzny i nie wszystkim może przypaść do gustu - produkcja irańska: "Trzy kobiety w różnym wieku."
Bez krzyków, fajerwerków i efektów specjalnych - uniwersalna historia opowiedziana w prosty sposób, trochę symbolicznie i - chociaż nie ma tam nic zaskakującego - to prawdziwie. Dzięki zdjęciom, miejscu akcji, spokojnemu i przyzwoitemu sposobowi prowadzenia narracji - bardzo dobrze mi się oglądało. Umieściłabym go w kategorii tych filmów po których nie wstaje się od razu po zapaleniu świateł z fotela i miło go potem trochę "ponosić w sobie". Mądra, wartościowa produkcja - mi się podoba - ale trzeba też mieć akurat nastrój na taki rodzaj kina.
Bez krzyków, fajerwerków i efektów specjalnych - uniwersalna historia opowiedziana w prosty sposób, trochę symbolicznie i - chociaż nie ma tam nic zaskakującego - to prawdziwie. Dzięki zdjęciom, miejscu akcji, spokojnemu i przyzwoitemu sposobowi prowadzenia narracji - bardzo dobrze mi się oglądało. Umieściłabym go w kategorii tych filmów po których nie wstaje się od razu po zapaleniu świateł z fotela i miło go potem trochę "ponosić w sobie". Mądra, wartościowa produkcja - mi się podoba - ale trzeba też mieć akurat nastrój na taki rodzaj kina.