Vladimir Malakhov (w Polsce i nie tyko)

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Ja oglądałam i byłam zachwycona, jak zawsze zresztą :). Bardzo mi się podobał Dinu Tamazlacaru w tańcu węgierskim, nie tylko ze względu na taniec, ale przez spojrzenia i uśmiechy, które rzucał - nie mogłam przestać się uśmiechać patrząc na niego :).
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

jesli ktoś jeszcze nie wie to ukazała się książka - wywiad-rzeka z Malakhovem (Wydawnictwo ISKRY), obficie ilustrowana czarno-bialymi zdjęciami

http://www.arkady.com.pl/product/7128.html
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Ostatnio miałam okazję obejrzeć "Voyage" w wykonaniu Małachowa i od tego czasu jestem nim absolutnie urzeczona. Toż to arcydzieło, do tego on - geniusz! Piękne, poruszające, głęboko zapada w pamięć. Te emocje, ekspresja, wszystkie uczucia widoczne na twarzy - żal, lęk, niepewność, tęsknota, aż trudno to wszystko opisać - trzeba zobaczyć i przeżyć! Widać przecież, że bohater z kimś się żegna, że już tęskni, że coś nieodwracalnie traci. Że wyrusza w metafizyczną podróż, ale gdzie dokładnie?
A co do samego Małachowa, owszem, widziałam go już wcześniej w "Korsarzu" ABT, ale w związku z tym, że nie grał tam pierwszych skrzypiec, pozostał dla mnie trochę w cieniu innych artystów i nie miał chyba możliwości zaprezentowania w pełnej krasie swoich umiejętności technicznych i charyzmy. Widziałam go jeszcze w pięknym pas z "Manon" oraz w "Duchu różu" i muszę przyznać, że w tym ostatnim szczególnie tak samo jest fenomenalny, jego interpretacja podoba mi się najbardziej ze wszystkich, które widziałam dotychczas. Jako duch róży, podczas sceny budzenia jest subtelny, delikatny, efemeryczny, jak na istotę nieziemską i nierzeczywistą przystało, ale zarazem energiczny i pełen werwy, np. podczas skoków. Poza tym jakie on ma piękne linie ciała! Jaki jest giętki, gibki, elastyczny, jak ogromna plastyczność i swoboda, a zarazem elegancja i harmonia cechują jego taniec! Nie trzeba dodawać, jak zręcznie potrafi tę harmonię zburzyć poprzez niektóre gesty, pozy i pozycje nie czysto klasyczne. Przykładem są chociażby gesty wysyłania przez niego pocałunków właśnie w "Le voyage". Czyż to nie jest zjawiskowe i zapierające dech w piersiach? ;)

Myślę, że Małachow ma wszystko, co cechuje prawdziwego artystę, ale podkreślam - artystę - bo to w moim przekonaniu tancerz nie tylko doskonale przygotowany warsztatowo, perfekcyjny technicznie, o niezwykłych predyspozycjach, ale też, nie tyle świetny aktor, tylko przede wszystkim ktoś, kto mową swojego ciała i mimiką potrafi przekazać najbardziej złożone, głębokie emocje i uczucia. To trzeba czuć, nie można tego tak po prostu zagrać. A on to wszystko robi, w moim przekonaniu tak dobrze, jak mało kto! Ach, jak mi brakuje takich tancerzy, jak on. Moi rodzice, którzy czasem tylko podpatrzą, co oglądam, pokusili się nawet o stwierdzanie, że według nich Małachow jest o wiele bardziej charyzmatyczny i lepszy wyrazowo od Nureyeva i Barysznikowa (żeby nie było wątpliwości: to są tancerze, których naprawdę ogromnie cenię, dlatego myślę, że podobne stwierdzenia dość trudno rozpatrzeć całkiem obiektywnie, bo moim zdaniem każdy wybitny tancerz ma swój wkład w tworzeniu czegoś całkiem odrębnego i niepowtarzalnego, nawet w tak hermetycznej sztuce, jaką zdaje się być taniec klasyczny).

PS. Powiedzcie mi, myślicie, że są jeszcze jakieś realne szanse, żeby zawitał w najbliższym czasie znowu do Polski? Wiem, że był w październiku ubiegłego roku, ale we Wrocławiu, a poza tym wtedy jeszcze go nie "odkryłam" i nie byłam na pewno do tego stopnia zdeterminowana, żeby jechać za nim w każdy kątek Polski. Jeśli nadarzy się jeszcze taka okoliczność, a przy tej okazji zostanie zorganizowany jakiś zlot, to możecie być pewni mojej obecności i to w jakimkolwiek polskim mieście, a nie tylko w Warszawie :wink:

I Kasiu, jak książka, czytałaś już może? A jeśli tak, to jako specjalistka nie zechciałabyś pokusić się chociaż o jakąś krótką recenzję? I tak mnie nic nie powstrzyma od kupna, ale mam nadzieję znaleźć choć jedną towarzyszkę mojego uwielbienia, choć zdaję sobie sprawę z tego, że być może reprezentuję w tym momencie postawę krańcowo skrajną..

W każdym razie mogę powiedzieć jedno, nawet jeśli zabrzmi to jak przesada: Małachow - objawienie! ;)
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

ja tak sobie przeczuwam, że chociaż - jak na dzień dzisiejszy - VM mnie jeszcze nie zauroczył, to najprawdopodobniej kiedyś to się stanie.
To co minie jakoś "uprzedziło" do niego (jeśli to jest dobre określenie) to jego rola w Korsarzu, gdzie mi się wydał dobry technicznie ale bez polotu i trochę przestraszony sceną.
Ale jedno nagranie z pewnością o niczym nie świadczy.
Sam taniec w jego wykonaniu jest niesamowity, czego próbkę można zobaczyć na oficjalnej stronie.
ps. mi osobiście bardziej do gustu przypadł w the prince niż w Voyage, ale to już zupełnie subiektywna opinia...
ps 2. czy VM zdobył benois prix de la dance? czy tylko był nominowany?
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Owszem, zdobył, w 1998 roku. Nie jestem jeszcze na tyle obeznana we wszystkich jego osiągnięciach, ale obecnie czytam "Rozmowę z tancerzem stulecia" Witkiewicza i tam jest zamieszczony wykaz najważniejszych faktów i jego dokonań artystycznych.

A czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o "The prince", gdzie go widziałaś, w czyjej jest choreografii etc., bo nie wiem jak to się stało, ale jakoś do tej pory nic mi się nie obiło o uszy.. czy można go gdzieś kupić? I czy "Voyage" widziałaś na żywo, czy też było to nagranie dvd z "Great dancers of our time"?

Ag, na pocieszenie powiem Ci, że pierwszy raz również widziałam go w "Korsarzu" ABT i nawet nie tyle, że mnie zniechęcił, ale był mi tam po prostu najzupełniej w świecie obojętny. Nigdy techniki nie uznaję za pierwszorzędne kryterium, bo oczywiste jest, że jeśli ktoś tańczy na najlepszych scenach świata to technicznie musi być co najmniej bardzo dobry. Po prostu wtedy mnie do siebie nie przekonał i już. Nigdy nie jest tak, że kocham jakiegoś tancerza, bo wszyscy go uwielbiają, bo jest powszechnie uznany. Miałam nawet taki okres, że bardzo kręciłam nosem na Nurejewa, ale wystarczyło, że zobaczyłam go we fragmentach "Korsarza" i wtedy właśnie najbardziej mnie zachwycił - jego charyzma, wyraz sceniczny itd., ale nie da się ukryć, że również technika. I jeśli tak samo - mogę zachwycać się występami Alessandry Ferri, to tymczasem dajmy na to, taniec takiej Zakharovej, którą uznaje się zazwyczaj za lepszą technicznie, zupełnie mnie nie przekonuje, spływa po mnie dosłownie jak woda, bo moim zdaniem nie ma właściwie nic oprócz świetnej techniki, nie jest dla mnie prawdziwą artystką.

No dobrze, koniec tych dygresji, a co do Malakhova, to trzeba go po prostu poczuć. Rzeczywiście, nie skłamię i nie powiem, że był moją baletową miłością "od pierwszego wejrzenia", bo tak nie było, ale teraz jestem na etapie, w którym przez zachwyt dla jego sztuki nie mam już właściwie miejsca dla innych. Teraz już bardzo dobrze rozumiem, dlaczego właśnie o nim mówi się jako "tancerzu stulecia", kolejnym bogu tańca, bo dla mnie rzeczywiście nim jest. I to na równi z resztą, nie jako sympatyczny dodatek do znanego już pocztu, a jeśli nawet bardziej - to chyba właśnie dlatego, że jego taniec tak bardzo mnie poruszył.

A czy widziałaś może w jego wykonaniu "Remanso"? Albo "Ducha róży", czy też "Giselle" z Tokyo Ballet? Myślę, że naprawdę warto. W najbliższym czasie mam też w planach obejrzenie dokumentu "Born to be wild", widziałam już fragmenty na youtube, ale uznałam, że całość chcę zobaczyć w przyzwoitej jakości.

I Ag, jak najbardziej życzę, żeby Cię zauroczył, bo naprawdę jest tego wart ;) A sobie, żebym doczekała jeszcze tego momentu, kiedy go zobaczę na scenie - na żywo.

PS. Jeśli mogłabyś mi powiedzieć coś więcej o "The prince", a także kiedy i gdzie miałaś okazję obejrzeć, to będę niezwykle wdzięczna :wink:
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Ewo bardzo mi moło zacząć tę rozmowę o VM, bo czuję, że jesteś nim bardzo zafascynowana i nie traktujesz tego zauroczenia powierzchownie, ale przeciwnie - do głąbi i do cna. dlatego też Twoje posty miło mi się czyta.
Udzielając odpowiedzi na zadane mi pytanie, to powiem szczerze, że jestem dziś okropnie zaganiana i jakoś mi tak dwuznacznie sie napisało to co napisałam... Ale już wyjaśniam.
VM jak wiadomo jest "bohaterem" 3 filmów: Bravo Malakhov (1991), Narcise. The Dancer Malakhov (1993) and The True Prince (1996). Czyli ów książę, o którym napisałam - strasznie przyznam nieporadnie - jest filmem o VM.
Film ten zawiera w sobie fragmenty następujących rzeczy: Manon (Vienna State Opera Ballet), Voyage, i Giselle (National Ballet of Canada). Całość trwa niecała godzinę.
W związku z tym , że oprócz tego Korsarza9 ( z serii kioskowej La scalii ) widziałam tylko ten jeden film i to gościnnie to napisałam, że mi się w nim podobał. Film jest z lat 90 tych io a już nie wiem w który z fragmentów mi się podobał.
Na teraz musze juz konczyc, bo mam jeszcze dzis potwornie duzo pisania, a na 19 wybieram sie na balet... więc nie wiem jak zdążę ze wszystkim.
Odezwę się jutro
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Ag, mi też jak zwykle miło z Tobą rozmawiać, przypomniała mi się nawet jakoś nasza dyskusja, bodajże sprzed dwóch lat, na temat dziennika Niżyńskiego i Niżyńskiego w ogóle :wink:
Tak właśnie myślałam, że chodzi o film "The True Prince", jeszcze go nie widziałam (ale zamierzam nadrobić to najszybciej jak tylko będzie możliwe), tylko kiedy napisałaś, że podobał Ci się tam znacznie bardziej, niż we "Voyage", to pomyślałam sobie, że być może rzeczywiście coś mi umknęło i miałaś na myśli jakiś konkretny jego występ. Ja za to nie daruję sobie, że się nie wybrałam do Wrocławia w październiku, bo mam bardzo pesymistyczne przeczucia, że to mogła być ostatnia taka szansa. I cóż teraz zostaje, chyba tylko samemu się pofatygować i odwiedzić pewnego razu Deutsche Staatsoper w Berlinie. Całe szczęście, że do wszystkiego jestem zdolna, szczególnie jeśli o takie sprawy chodzi ;)
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

a to on teraz tańczy w Berlinie? to by było w sumie nawet blisko...
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Tańczy w Berlinie, co więcej - nie tylko tańczy, ale jest też intendantem, dyrektorem berlińskiego baletu od 2002 roku (nawet ponoć do dzisiaj podtrzymywana jest propozycja, żeby został również dyrektorem Wiener Staatsoper).

Ojej.. właśnie przed chwilą ośmieliłam się zawracać głowę Kasi G. pytaniem, czy może mogłaby mi udzielić jakichś wskazówek dotyczących tego, w jaki sposób mogłabym się dowiedzieć o gościnnych występach artystów z Deutsche Staatsoper. Na stronie są informacje tylko o występach do końca czerwca w Staatsballet (no dobrze, jeszcze 1, 2 lipca), w internecie również nic nie znalazłam i wszystko wskazuje, że mimo być może mojej nieporadności nie tylko ja. Dlatego zastanawiam się właśnie nad napisaniem na jakiś oficjalny e-mail Staatsballet, ale z drugiej strony odpowiedź może być taka, że co ich tancerze zaplanują sobie podczas wakacji i gdzie gościnnie występują, to już nie ich rzecz.

Nawet gdybym się uparła, to nie pojadę już w czerwcu na "Śpiącą..", bo to musiałoby być zaraz i już, a konkretnie to 1 lub 3 czerwca. Chciałabym jednak widzieć go w roli księcia, a nie Carabosse.. poza tym szczerze mówiąc, to chyba nawet bardziej marzy mi się jakiś wieczór baletowy, a jeśli klasyka w najczystszej postaci, to najchętniej jakiś spektakl również z Vishnevą, Semionovą.. no tak, nie ma to jak marzenia ściętej głowy, ale może jeszcze coś się uda z tych planów wykrzesać.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

pomarzyć dobra rzecz... czasem się spełnia.
Ja bym chciała go zobaczyć z Malakhov and Friends czyli we fragmentach m.in.: ‘Blumenfest in Genzano’, ‘Diamonds pdd’, ‘Le Corsaire pdd’, ‘Nutcracker pdd’, ‘Tchaikovsky pas de deux’, ‘Serait-ce la Mort?’, ‘Les Bourgeois’, ‘Carmen – Don Jose pdd’, ‘Parting duet’, ‘Alexander the Great’, ‘In The Middle Somewhat Elevated’, ‘Splendid Isolation’, ‘La Vita Nuova’

Planowane jest tournee, ale z tego co widzę (chyba że źle widzę) to tylko po Niemczech: 12 grudnia 2009 we Frankfurcie. Cena od 100 do 50 Euro.
ODPOWIEDZ