Balet - kłopoty ze stawami...
Balet - kłopoty ze stawami...
Nie wiem czy taki temat już był, ale ja niczego konkretnego nie znalazłam.
Właśnie jak to dokładnie jest? W jakim wieku i czy u każdej baletnicy pojawiają się kłopoty ze stawami? Czy są to poważne problemy? Koleżanki często mi mówią "Ja nigdy bym nie chciała uczyc się baletu, bo potem są kłopoty ze stawami". Więc jak to w końcu jest?
Właśnie jak to dokładnie jest? W jakim wieku i czy u każdej baletnicy pojawiają się kłopoty ze stawami? Czy są to poważne problemy? Koleżanki często mi mówią "Ja nigdy bym nie chciała uczyc się baletu, bo potem są kłopoty ze stawami". Więc jak to w końcu jest?
Są, tak samo jak w przypadku np. wyczynowego sportu - zależnie od rodzaju aktywności. Kiedy to zależy od predyspozycji i indywidualnej budowy. Niektórzy mają już nawracające kontuzje i początki zmian zwyrodnieniowych już w szkole, inni dopiero po x latach w zawodzie. Są tancerze, którzy całe swoje życie zawodowe nie odczuwają jakiegoś _większego_ dyskomfortu. To kwestia przeciążeń. W balecie, aby zrobić jakąkolwiek rzecz, nawet najmniejszą, wymagane jest nienaturalne ustawienie ciała - do którego organizm się oczywiście przyzwyczaja, i traktuje je jako normę, no ale jednak stawy szybciej wtedy się zużywają (bo natura jednak zbudowała organizm człowieka tak a nie inaczej, że np. pozycja wykręcona nie jest naturalna dla stawów, nawet jeśli ktoś bez problemu ma duże rozwarcie, to jednak stawy permamentnie ustawiane pod takim kątem, szybciej się zyżywają - nie wiem czy jasno to napisałam).
Inna rzecz to taka (zresztą podobnie jest np. w gimnastyce, itp. nawet tam w większym stopniu) - że o ile się ćwiczy, to jest jeszcze w miarę ok, bo o ile stawy poruszają się tak, jak chce tancerka (a niekoniecznie natura
), to jednak cały czas ćwiczone są mięśnie, które to utrzymują; poza tym sam ruch robi swoje (a nie, że te stawy są zostawione w jednej pozycji non stop). Natomiast wielu osobom właśnie problemy zaczynają się, kiedy przestają ćwiczyć. Bo np. kręgi są 'zjechane', czy biodra, a mięśnie już ich tak nie trzymają.
Wiadomo, że tancerze szybciej będą mieli różne dolegliwości tego typu, jak zmiany zwyrodnieniowe z powodu powtarzających się przeciążeń, i po prostu zużycia materiału. Ale z drugiej strony jak popatrzeć, obecnie większość osób już w średnim wieku, oraz starszym, ma problemy i zmiany zwyrodnieniowe spowodowane właśnie... brakiem ruchu, oraz utrwalonymi złymi nawykami postawy (które notabene też wcale nie są naturalne, zgodne z budową szkieletu itp...)
Generalnie co się zużywa w tańcu - kolana, biodra, plecy (od wygięć, w połączeniu z postawą baletową wymagającą trochę przeprostostowania kręgosłupa, niż jego naturalne krzywizny), oraz stawy skokowe, ale tu raczej tkanki miękkie, typu ścięgna, oraz zwichnięcia/ skręcenia.
Aha, i błagam, skończmy z tym mówieniem "to mit, że tancerze mają takie problemy później, itp., znam tancerzy którzy są na emeryturze i się dobrze czują, ..." Bo to nie o to chodzi. Problemy SĄ i nie ma co temu zaprzeczać. Inna sprawa, że tancerze są przyzwyczajeni do bólu, i w trakcie pracy też miewają kontuzje, to nie jest tak, że wyskakuje coś nagle po skończeniu kariery. Tylko często sami mówią, że ich właściwie to aż tak wiele i za bardzo to nie boli - bo faktycznie tak czują! - dopiero na zdjęciach rtg widać zjechane kości, stawy. Ale to jest to właśnie kwestia przyzwyczajenia, a właściwie odczuwania bólu czy dyskomfortu jako czegoś naturalnego, co po prostu jest, i tyle.
A, i jeszcze jedno.
Koleżanki nie do końca mają rację, bo nie znaczy, że po samej nauce baletu przez kilka lat, będzie się od razu miało jakieś problemy (jeśli są to albo ze względu na indywidualne predyspozycje, np. budowa, malo wytrzymale tkanki typu sciegna, itp.; albo ze względu na źle prowadzone nauczanie - im poprawniej się coś robi, tym jest to bezpieczniejsze dla ciała). Mowa jest raczej o tancerzach, którzy przetańczyli ileś lat, np. 20-30 lat łącznie ze szkołą, no to w sumie normalne, ze stawy są u nich jakie są.
Inna rzecz to taka (zresztą podobnie jest np. w gimnastyce, itp. nawet tam w większym stopniu) - że o ile się ćwiczy, to jest jeszcze w miarę ok, bo o ile stawy poruszają się tak, jak chce tancerka (a niekoniecznie natura
Wiadomo, że tancerze szybciej będą mieli różne dolegliwości tego typu, jak zmiany zwyrodnieniowe z powodu powtarzających się przeciążeń, i po prostu zużycia materiału. Ale z drugiej strony jak popatrzeć, obecnie większość osób już w średnim wieku, oraz starszym, ma problemy i zmiany zwyrodnieniowe spowodowane właśnie... brakiem ruchu, oraz utrwalonymi złymi nawykami postawy (które notabene też wcale nie są naturalne, zgodne z budową szkieletu itp...)
Generalnie co się zużywa w tańcu - kolana, biodra, plecy (od wygięć, w połączeniu z postawą baletową wymagającą trochę przeprostostowania kręgosłupa, niż jego naturalne krzywizny), oraz stawy skokowe, ale tu raczej tkanki miękkie, typu ścięgna, oraz zwichnięcia/ skręcenia.
Aha, i błagam, skończmy z tym mówieniem "to mit, że tancerze mają takie problemy później, itp., znam tancerzy którzy są na emeryturze i się dobrze czują, ..." Bo to nie o to chodzi. Problemy SĄ i nie ma co temu zaprzeczać. Inna sprawa, że tancerze są przyzwyczajeni do bólu, i w trakcie pracy też miewają kontuzje, to nie jest tak, że wyskakuje coś nagle po skończeniu kariery. Tylko często sami mówią, że ich właściwie to aż tak wiele i za bardzo to nie boli - bo faktycznie tak czują! - dopiero na zdjęciach rtg widać zjechane kości, stawy. Ale to jest to właśnie kwestia przyzwyczajenia, a właściwie odczuwania bólu czy dyskomfortu jako czegoś naturalnego, co po prostu jest, i tyle.
A, i jeszcze jedno.
Koleżanki nie do końca mają rację, bo nie znaczy, że po samej nauce baletu przez kilka lat, będzie się od razu miało jakieś problemy (jeśli są to albo ze względu na indywidualne predyspozycje, np. budowa, malo wytrzymale tkanki typu sciegna, itp.; albo ze względu na źle prowadzone nauczanie - im poprawniej się coś robi, tym jest to bezpieczniejsze dla ciała). Mowa jest raczej o tancerzach, którzy przetańczyli ileś lat, np. 20-30 lat łącznie ze szkołą, no to w sumie normalne, ze stawy są u nich jakie są.
niedokladnie to mialam na mysli.
poza tym bez przesady, nie jest tak, ze kazdy tancerz po przejsciu na emeryture jest od razu kaleka i w ogole na wozek, to nie tak.
'przezywaja' celowo ujelam w cudzyslow.
mialam na mysli, ze wiekszosc ludzi poczuje lekki bol/ zmeczenia, i od razu zaczyna plakac, czyli ze kmus robia sie np. zwyrodnienia od np. nieustannego garbienia sie, to narzeka i chodzi po lekarzach, jak to go wszystko boli i kluje (powaznie, akurat cos o tym wiem). a tancerz jest przyzwyczajony do bolu, wiec nawet jak w wieku 40 lat ma kosci i stawy 60-latka, to coz, czasem nawet nie czuje ze go boli
(czyli ze czuje, ale nic wiekszego sobie z tym nie robi... mowie tu oczywiscie o takim codziennym bolu, ze budzisz sie rano, i zawsze Cie cos boli, masz z czyms problemy - dla wielu tancerzy to normalka)
poza tym bez przesady, nie jest tak, ze kazdy tancerz po przejsciu na emeryture jest od razu kaleka i w ogole na wozek, to nie tak.
'przezywaja' celowo ujelam w cudzyslow.
mialam na mysli, ze wiekszosc ludzi poczuje lekki bol/ zmeczenia, i od razu zaczyna plakac, czyli ze kmus robia sie np. zwyrodnienia od np. nieustannego garbienia sie, to narzeka i chodzi po lekarzach, jak to go wszystko boli i kluje (powaznie, akurat cos o tym wiem). a tancerz jest przyzwyczajony do bolu, wiec nawet jak w wieku 40 lat ma kosci i stawy 60-latka, to coz, czasem nawet nie czuje ze go boli
po pierwsze nie mowie o 60, tylko trochę wcześniej;)
po drugie, trochę dziwne pytanie. to oczywiste, że wszyscy tutaj mają prędzej czy później jakieś problemy ze zdrowiem, tylko często sami się do tego przyznają. poza tym jeśli ktoś od dzieciństwa obraca się zupełnie tylko wokół tańca, to nawet nie uważa niektórych rzeczy za niepokojące, a problem zauważa dopiero, jak coś się zaczyna rozlatywać, albo już się rozleciało
to jest po pierwsze kwestia przyzwyczajenia, a po drugie jest taka niepisana 'zasada', że boleć trochę musi, bo to taka specyfika i już (oczywiście, jest to prawda).
ponadto zauważyłam, że często źle jest odbierane zwracanie uwagi na ból. tutaj jednak muszę dodać, że to zależy - wśród tancerzy głębiej siedzących w tzw. body work (raczej dot. tancerzy współczesnych, i to na Zachodzie niż u nas, u nas tylko jednostki się tym zajmują), jest też trochę inne podejście do tego, oraz co za tym idzie też inny sposób traktowania swojego ciała - z większym szacunkiem i świadomością tego, co i jak się robi (co jednak wymaga sporej wiedzy, chęci poznania różnych metod itp. - w Polsce tego jak na razie niestety bardzo brakuje, imho).
zwykle jest tak, że problem zaczyna się zauważać dopiero, jak trzeba biegać po rehabilitantach i ratować to, co jeszcze się da, a zbyt małą uwagę przykłada się do prewencji kontuzji, przeciążeń, itp.
po drugie, trochę dziwne pytanie. to oczywiste, że wszyscy tutaj mają prędzej czy później jakieś problemy ze zdrowiem, tylko często sami się do tego przyznają. poza tym jeśli ktoś od dzieciństwa obraca się zupełnie tylko wokół tańca, to nawet nie uważa niektórych rzeczy za niepokojące, a problem zauważa dopiero, jak coś się zaczyna rozlatywać, albo już się rozleciało
to jest po pierwsze kwestia przyzwyczajenia, a po drugie jest taka niepisana 'zasada', że boleć trochę musi, bo to taka specyfika i już (oczywiście, jest to prawda).
ponadto zauważyłam, że często źle jest odbierane zwracanie uwagi na ból. tutaj jednak muszę dodać, że to zależy - wśród tancerzy głębiej siedzących w tzw. body work (raczej dot. tancerzy współczesnych, i to na Zachodzie niż u nas, u nas tylko jednostki się tym zajmują), jest też trochę inne podejście do tego, oraz co za tym idzie też inny sposób traktowania swojego ciała - z większym szacunkiem i świadomością tego, co i jak się robi (co jednak wymaga sporej wiedzy, chęci poznania różnych metod itp. - w Polsce tego jak na razie niestety bardzo brakuje, imho).
zwykle jest tak, że problem zaczyna się zauważać dopiero, jak trzeba biegać po rehabilitantach i ratować to, co jeszcze się da, a zbyt małą uwagę przykłada się do prewencji kontuzji, przeciążeń, itp.