Przed występem
-
aankaa_baletnica=)
- Posty: 1514
- Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm
-
aankaa_baletnica=)
- Posty: 1514
- Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm
-
.:Odylia:.
- Posty: 688
- Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm
Z jednej strony tak, ale i też nie lubię takich męczących prób tuż przed. Ale często jest tak, że mimo to na spektaklu udaje się zebrać nowe siły, i się nie czuje tak tego zmęczenia. Ale takie próby faktycznie są zbyt korzystne, bo czasem może być też tak, że mimo chęci, ciało o prostu odmówi współpracy.
Niestety jednak jest sporo np. reżyserów, choreografów, itd., którzy o to nie dbają. Zresztą, zależy to też od innych warunków, itd.
W każdym razie nie uważam za w porządku nazywanie tego 'nieprofesjonalne', bo to po prostu bywa różnie (wiadomo, że na 100% nikt wtedy nie robi).
Niestety jednak jest sporo np. reżyserów, choreografów, itd., którzy o to nie dbają. Zresztą, zależy to też od innych warunków, itd.
W każdym razie nie uważam za w porządku nazywanie tego 'nieprofesjonalne', bo to po prostu bywa różnie (wiadomo, że na 100% nikt wtedy nie robi).
-
Piotr Malaga
- Posty: 169
- Rejestracja: pt sty 20, 2006 4:26 pm
No właśnie - te rzeczy o których piszecie - myślimy gorączkowo co zjeść, że często chce się siku w kulisach... to nie wynika z tego że rzeczywiście sprawy diety albo innych czynności fizjologicznych są tak ważne w związku z występem, tylko po prostu emocje kierują nasze myśli na wszystkie dziwne strony.
A najgorsze w tym wszystkim są dwie rzeczy - po pierwsze nie do końca dobra organizacja i nerwy, po drugie nuda i mnóstwo czasu z którą nie wiadomo co zrobić (z resztą jedno i drugie przeważnie idzie w parze!).
Niestety - choć w przypadku wielu szkół i występów te rzeczy można minimalizować, to najczęściej nie da się ich całkowicie zlikwidować.
Po prostu - zwykle występujecie w miejscach za które Wasza organizacja (szkoła, studio) słono płaci i stara się minimalizować koszty. Nawet jak jakiś zespół jest "u siebie" to nie oznacza, że ma dostępną scenę non stop kiedy tylko chce - to są koszty całej obsługi.
Dlatego nie zawsze wszystko da się zorganizować tak jak to powinno być. Nie zawsze ilość prób na scenie jest dostateczna, często scena jest dostępna dopiero w dniu występu - i trzeba zrobić próby sceniczne wszystkich grup po kolei, rozgrzewki no i w końcu występ.
I często logistycznie nie da się zrobić tak, żeby było dobrze - często np. jedynym możliwym terminem rozgrzewki dla danej grupy jest czas na 4 godziny przed występem, albo trzeba przyjść o 13 i siedzieć cały dzień choć koncert jest wieczorem - bo tak są ustawione próby sceniczne.
No i potem bywa tak że rzeczywiście jest nerwówka, trzeba się szybko przebierać albo przemalować - jak to w pracy tancerza. Ale to jest jakby zdrowa sytuacja.
Ja najbardziej nie lubię sytuacji odwrotnych - człowiek snuje się po tym teatrze, nie wie co ma ze sobą zrobić i wszechogarniająca nuda wyziera z każdego kąta. Nie bardzo nawet wiadomo czy można wyjść (np. coś zjeść) czy będzie się potrzebnym - bo choć plan prób jest ustalony, to gdy w całej maszynerii jeden trybik nawali (np. drobna awaria techniczna) wtedy cały plan jest niemożliwy do realizacji i trzeba improwizować.
A najgorsze w tym wszystkim są dwie rzeczy - po pierwsze nie do końca dobra organizacja i nerwy, po drugie nuda i mnóstwo czasu z którą nie wiadomo co zrobić (z resztą jedno i drugie przeważnie idzie w parze!).
Niestety - choć w przypadku wielu szkół i występów te rzeczy można minimalizować, to najczęściej nie da się ich całkowicie zlikwidować.
Po prostu - zwykle występujecie w miejscach za które Wasza organizacja (szkoła, studio) słono płaci i stara się minimalizować koszty. Nawet jak jakiś zespół jest "u siebie" to nie oznacza, że ma dostępną scenę non stop kiedy tylko chce - to są koszty całej obsługi.
Dlatego nie zawsze wszystko da się zorganizować tak jak to powinno być. Nie zawsze ilość prób na scenie jest dostateczna, często scena jest dostępna dopiero w dniu występu - i trzeba zrobić próby sceniczne wszystkich grup po kolei, rozgrzewki no i w końcu występ.
I często logistycznie nie da się zrobić tak, żeby było dobrze - często np. jedynym możliwym terminem rozgrzewki dla danej grupy jest czas na 4 godziny przed występem, albo trzeba przyjść o 13 i siedzieć cały dzień choć koncert jest wieczorem - bo tak są ustawione próby sceniczne.
No i potem bywa tak że rzeczywiście jest nerwówka, trzeba się szybko przebierać albo przemalować - jak to w pracy tancerza. Ale to jest jakby zdrowa sytuacja.
Ja najbardziej nie lubię sytuacji odwrotnych - człowiek snuje się po tym teatrze, nie wie co ma ze sobą zrobić i wszechogarniająca nuda wyziera z każdego kąta. Nie bardzo nawet wiadomo czy można wyjść (np. coś zjeść) czy będzie się potrzebnym - bo choć plan prób jest ustalony, to gdy w całej maszynerii jeden trybik nawali (np. drobna awaria techniczna) wtedy cały plan jest niemożliwy do realizacji i trzeba improwizować.
Nie ze wszystkim się zgodzę 
Jaka nuda?? Zawsze jest tyle rzeczy do zrobienia, że raczej nie wiadomo, czy się zdąży ze wszystkim, to naprawdę nie ma miejsca na nudę.
Co do jedzenia - no to jest nie tylko stres. Raczej to, że cały czas jest się w biegu, i faktycznie nie ma nawet czasu, żeby coś zjeść.
Poza tym mówisz jeszcze o dość komfortowej sytuacji, kiedy jest to nie tyle spektakl, ile koncert, i jest sporo osób (grup, itd.), które po kolei wychodzą, tańczą coś i schodzą. I jest to mniej obciążające ogarnąć to, niż np. taki spektakl. A przede wszystkim jest dużo możliwości odpoczynku, kiedy inni robią (próbują). Nie trzeba za**** cały czas, i jest to nawet dość komfortowa sytuacja, bo wtedy łatwiej znaleźć czas na jakieś drobiazgi typu przyszycie czegoś, itd.
Jaka nuda?? Zawsze jest tyle rzeczy do zrobienia, że raczej nie wiadomo, czy się zdąży ze wszystkim, to naprawdę nie ma miejsca na nudę.
Co do jedzenia - no to jest nie tylko stres. Raczej to, że cały czas jest się w biegu, i faktycznie nie ma nawet czasu, żeby coś zjeść.
Poza tym mówisz jeszcze o dość komfortowej sytuacji, kiedy jest to nie tyle spektakl, ile koncert, i jest sporo osób (grup, itd.), które po kolei wychodzą, tańczą coś i schodzą. I jest to mniej obciążające ogarnąć to, niż np. taki spektakl. A przede wszystkim jest dużo możliwości odpoczynku, kiedy inni robią (próbują). Nie trzeba za**** cały czas, i jest to nawet dość komfortowa sytuacja, bo wtedy łatwiej znaleźć czas na jakieś drobiazgi typu przyszycie czegoś, itd.
-
Piotr Malaga
- Posty: 169
- Rejestracja: pt sty 20, 2006 4:26 pm
To jest bardzo różnie i nie ma reguły.
Częściej brakuje na wszystko czasu i są nerwy z pośpiechu.
Ale uwierz Joanno, że bywałem w takich sytuacjach że byłem najedzony i wszystko było przyszyte. A do występu kilka godzin... ...oczywiście wtedy właśnie z nerwów po 30 razy sprawdzałem czy na pewno mam wszystko przyszyte i czy przypadkiem
nie lepiej byłoby coś zjeść, a może jeszcze zrobić siku? Ale to nie wynikało z tego że coś było odprute, że byłem głodny - tylko z nerwów. A wychodząc oczywiście o czymś zapomniałem (np. o drobiazgu do kostiumu, który był przygotowany). Albo na scenie odpruła się np. haftka, którą wczesniej sprawdzałem 30 razy czy jest dobrze przyszyta
Choć może źle nazywać ten stan nudą? Dla mnie to jest nuda wypełniona nerwami, bo myśl o występie każe cały czas być w gotowości. To tylko meczy i również obniża jakość spektaklu. Dla mnie najlepiej byłoby wtedy na 3 godziny zasnąć i zbudzić się rzeźkim i wypoczętym przed występem
Sęk w tym, że nerwy nie pozwalają spać.
W takich sytuacjach czasami ciągnie żeby np. intensywnie ćwiczyć, co raczej dla spektaklu nie jest korzystne i lepiej się oczywiście powstrzymać.
Z resztą nadmiar czasu przed występem to jeszcze pół biedy... dla mnie jeszcze gorszy jest nadmiar czasu w trakcie spektaklu! Wyobraźcie sobie Śnieżkę - tam chłopak choć ma ważną rolę, to ma bardzo niewiele do tańczenia. Tylko na początku i na końcu spektaklu. Na początku ma krótkie pas de deux, na końcu wejście gdzie budzi Śnieżkę pocałunkiem no i jest finał.
A w międzyczasie około godziny czekania... trzeba być w pogotowiu, nie można zdjąć kostiumu ani zmyć makijażu, tylko się przez godzinę czeka na ten finał... koszmar. Już wolę być na scenie i stać z halabardą albo robić za drzewo
Częściej brakuje na wszystko czasu i są nerwy z pośpiechu.
Ale uwierz Joanno, że bywałem w takich sytuacjach że byłem najedzony i wszystko było przyszyte. A do występu kilka godzin... ...oczywiście wtedy właśnie z nerwów po 30 razy sprawdzałem czy na pewno mam wszystko przyszyte i czy przypadkiem
nie lepiej byłoby coś zjeść, a może jeszcze zrobić siku? Ale to nie wynikało z tego że coś było odprute, że byłem głodny - tylko z nerwów. A wychodząc oczywiście o czymś zapomniałem (np. o drobiazgu do kostiumu, który był przygotowany). Albo na scenie odpruła się np. haftka, którą wczesniej sprawdzałem 30 razy czy jest dobrze przyszyta
Choć może źle nazywać ten stan nudą? Dla mnie to jest nuda wypełniona nerwami, bo myśl o występie każe cały czas być w gotowości. To tylko meczy i również obniża jakość spektaklu. Dla mnie najlepiej byłoby wtedy na 3 godziny zasnąć i zbudzić się rzeźkim i wypoczętym przed występem
W takich sytuacjach czasami ciągnie żeby np. intensywnie ćwiczyć, co raczej dla spektaklu nie jest korzystne i lepiej się oczywiście powstrzymać.
Z resztą nadmiar czasu przed występem to jeszcze pół biedy... dla mnie jeszcze gorszy jest nadmiar czasu w trakcie spektaklu! Wyobraźcie sobie Śnieżkę - tam chłopak choć ma ważną rolę, to ma bardzo niewiele do tańczenia. Tylko na początku i na końcu spektaklu. Na początku ma krótkie pas de deux, na końcu wejście gdzie budzi Śnieżkę pocałunkiem no i jest finał.
A w międzyczasie około godziny czekania... trzeba być w pogotowiu, nie można zdjąć kostiumu ani zmyć makijażu, tylko się przez godzinę czeka na ten finał... koszmar. Już wolę być na scenie i stać z halabardą albo robić za drzewo
A w międzyczasie około godziny czekania... trzeba być w pogotowiu, nie można zdjąć kostiumu ani zmyć makijażu, tylko się przez godzinę czeka na ten finał... koszmar. Już wolę być na scenie i stać z halabardą albo robić za drzewo
Moim zdaniem jednak lepiej mieć w takiej sytuacji możliwość zejścia ze sceny - można się wtedy rozgrzać przed drugim wejściem, a najgorsze sytuacje są właśnie takie, kiedy się na scenie długo nic nie robi, a potem nagle zaczyna tańczyć.
Taka sytuacja nie jest też aż taka zła - podobnie jak ktoś, kto zszedł wcześniej, a później idzie tylko do ukłonów, no chociaż ma się więcej tremy wtedy
Moim zdaniem jednak lepiej mieć w takiej sytuacji możliwość zejścia ze sceny - można się wtedy rozgrzać przed drugim wejściem, a najgorsze sytuacje są właśnie takie, kiedy się na scenie długo nic nie robi, a potem nagle zaczyna tańczyć.
Taka sytuacja nie jest też aż taka zła - podobnie jak ktoś, kto zszedł wcześniej, a później idzie tylko do ukłonów, no chociaż ma się więcej tremy wtedy