wiotkość stawów, hipermobilność a TANIEC

Zagadnienia techniczne, problemy tancerzy, zdrowie, pointy, ubiór, ćwiczenia itd.;
witamina-c
Posty: 50
Rejestracja: wt cze 20, 2006 9:47 pm

Post autor: witamina-c »

A poza tym zespol Marfana a hipermobilnosc to cos innego. Zespol Morfana to przede wszystkim probleym kardiologiczne, a o hipermobilnosci ostatnio mi opowiadala rehabilitantka (wredna z reszta:D), ktora robila mi krioterapie (zreszta stwierdzila, ze hipermoblinosc rowniez posiadam). Powiedziala mi, ze to polega na tym, ze cale moje cialo jest utrzymywane tylko za pomoca miesni (tzn, ze nie trzymaja za bardzo wiazadla itp itd). A potem mnie skreslila mowiac, ze wygladam jakbym w ogole nie miala miesni czworoglowych (no to jestem ciekawa jakim cudem chodze hehe:P).
Maja
Posty: 3
Rejestracja: ndz lut 25, 2007 4:17 am

Post autor: Maja »

Ja trenowalam gimn. artystyczna teraz aerobik sportowy
od zawsze sidalam z 3 szczebelka, stawy barkowe potrafie do tej pory wyginac tak ze wydaje sie ze wylamne i przekladam rece splecione na druga strone, giecie tez na kazdym odcinku kregoslupa, chociaz skonczylam gimn artyst. w sredniej szkole, a teraz jestem po studiach ponadszpagaty mi dotad zostaly.. wszystkie szpagaty robie bez rozgrzewki do przodu tez w dowolny stopniu.. klade lokcie na podlodze..

ale rozwalilam pare dni temu kolano po skoku ze zmiana spadlam jakos dziwnie i polecialo do srodka diagnoza zerwane ACL sciegno krzyzowe przednie - niestabilnosc kolana boczna i przednia - to trzeba operowac jesli chce sie potem noramlnie trenowac i nie rozwalic do konca nogi wiec jak ktos ma zerwane wiezadlo (objawem moze byc niestabilnosc kolana czesto wogole niezdiagnozowane po urazie) to po przestudiowaniu netowych artykulow i wyziycie u dobrego ortopedy napawde wiem ze warto i powinno sie przemyslec ta sprawe i robic rekonstrukcje operacyjnie ....

co prawda zawsze mialam przeprosty w lokciach i moze lekarz ta ceche zinterpretowal jako wlasnie niestabilnosc.. tyle ze rozni sie w lewej i prawej nodze.. licze ze tylko naciagnelam a nie urwalam.. eh...w lokciach przeprosty mam mniejsze niz w kolanach)

Teraz na jakims forum rehabilitacji dowiedzialam sie ze jest cos co sie nazywa hipermobilnoacia..i tu z tego powodu trafilam do was.. z kostkami tez mam problemy - wykrecilam kiedys zle spadajac ze szpagatowego i teraz w dowolny sposob na plaskim chodniku potrafi sie wykrecic.

ale nie mialam nigdy problemow kardio. ani tez nie wyginam kciukow i nie mam dlugich rak jestem raczej niska 166cm mam krotkowzrocznosc i nigdy nie moglam usiedziec spokojnie na zajeciach w szkole.. nie wiem moze ma to jakis zwiazek.. skora przesuszona zwykele , piegi.. potrafi sie luszczyc troche ..na nosie..chociaz nie mam zadnych grzbkow ani nic takiego siniaki tez umiarkowanie raczej noralnie... jak na kilanasie lat treningu to malo kontuzji... chyba..
mama tez miala to samo barkami i kostkami .. troche sie martwie ze zaczna sie problemy ze stwami dopier teraz... chociaz teraz chodze na silownie i raczej miesnie powinny chronic stawy ale z tego wynika ze nie powinnam przestawac cwiczyc tak zupelnie .. bo to moze byc chyba niebezpieczne..wszystkie szpagaty robie bez rozgrzewki do przodu tez w dowolny stopniu.. klade lokcie na podlodze w sklonie w przod.. no nie wiem.. mam nadziej ze to wynik treningu i budowy stawow niz jakis zespol.. pozdrawiam wszsytkich
Majka
cynamonek
Posty: 112
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 4:58 pm

Post autor: cynamonek »

[quote:c64e1c42a4="Maja"]ale rozwalilam pare dni temu kolano po skoku ze zmiana spadlam jakos dziwnie i polecialo do srodka diagnoza zerwane ACL sciegno krzyzowe przednie - niestabilnosc kolana boczna i przednia - to trzeba operowac jesli chce sie potem noramlnie trenowac i nie rozwalic do konca nogi wiec jak ktos ma zerwane wiezadlo (objawem moze byc niestabilnosc kolana czesto wogole niezdiagnozowane po urazie) to po przestudiowaniu netowych artykulow i wyziycie u dobrego ortopedy napawde wiem ze warto i powinno sie przemyslec ta sprawe i robic rekonstrukcje operacyjnie .... [/quote:c64e1c42a4]

mi poleciało na zewnątrz... hmm takie uczucie jakby kolano przsunęło się do boku i po chwili przesunęło się spowrotem. 1 lekarz stwierdził u mnie skręcenie, 2 pękniętą łękotke (i czekająca mnie artroskopia) a znów 3 (po pobycie w szpitalu, punkcja, antybiotyki naświetlania) stwierdził że niue wie co to moż być ale wie na pewno że nie mogę tańczyć (nie tańczę baletu tylko taniec współczesny i jazz) kazał mi sie skierować do innego lekarza ,to już był 4, który po obejrzeniu mi kolana zapytał tylko czy mnie boli ( nie bolało) stwierdził że nic mi nie jest że to było tylko skręcenie a na moje ewentualne pytania o rezonans magnetyczny stwierdził że nie ma takiej potrzeby. Ja oczywiście na przekór wróciłam do tańca i raczej wszystko jest okej tylko czasem zaczyna mnie naprawde bardzo boleć kolano i mam takie chwile w których czuje jakby znów miało "wypaść". Po naczytaniu się różnych artykułów w necie ( mówiące m.in że takie rzeczy się komuś zdarzały potem wracał np. do sportu i po 2 czy 3 latach znów mu się tak przytrafiło) bardzo panikuję i w sumie sama nie wiem co mam robić czy szukać następnego lekarza który w końcu wyjaśniłby mi co mi saię dzieje. Może ktos z was miał podobne problemy?

[nie wiedziałam czy to moge tu napisać ale skoro koleżanka którą cytowałam juz wspomniała o kolanie to stwierdziłam ze też napiszę mimo że temat jest inny.]
Maja
Posty: 3
Rejestracja: ndz lut 25, 2007 4:17 am

Post autor: Maja »

moze nas wywala z tego tamatu ale odpwiem Ci.. tutaj..
Z tego co mi wiadomo to po zaniedbaniu takich rzeczy mozna miec b duze problemy nie odrazu ale po 3-5 latach takie ze np musza robic powazna operacje z rekonstrukcja jakis tam powierzchni kosci itd bo sie wszsytko porozwalalo... nie znam sie na twoim schorzeniu tak naprawde wogole sie nie znam na ortopedii! :D ale jest miejsce w ktorym kilku znanym mi osobom b pomogli - kolega zwiedzil kilku ladnych lekarzy chyba ze 3 a ten dopiero mu to dobrze zdjagnozowal i wyleczyl (pigulkami bo sie okazalo ze problemem jest zapalenie miesnia jakies). Wiem ze do tego osrodka z calej Polski przyjezdzaja ludzie. Nie wiem jak tam operuja.. operuja podobno najlepiej w Carolina Medical System - ale tam troche drozej.

lekarz medycyny sportowej dr n. med. Scinski pracuje w osrodku na Skrze w Warszawie Ul. Wawelska 5 (centralny osrodek medycyny sportowej) proponuje sie przejsc do niego - bo z innymi roznie bywa.. chociaz to swietny osrodek i b duzo wlasnie kolan robia i przedewszystkim sportowcow. Niestety wizyta jest platna, ale terminy krotkie, a ceny nie az tak astronomiczne. Usg zrobiono mi fachowo w ciagu kilku dni od zapisania.

no coz zycze zdrowia ! i dbajcie o nozki

bo jak skonczymy trenowac to tez trzeba bedzie ... sie przemieszczac.. eh... ciesze sie ze nie poszlam na AWF i nie zarabiam tancem i sportem na zycie bo nie wiem co bym teraz przezywala.. tyle Wam powiem... chociaz kocham taniec....
Maron
Posty: 2668
Rejestracja: czw gru 15, 2005 11:08 pm

Post autor: Maron »

czy to nie jest przypadkiem takie przeskakujące kolano w bok? znam chyba 6 osób którym tak przeskakuje [ale jednocześnie boli] - moja siostra, babcia, kumpel i dwie koleżanki z klasy, z czego jedna z nich tańczy od wielu lat...

a tak a propo, to od niedawna znowu zaczął mnie zastanawiać jedna właściwość dotycząca hipermobilności, a mianowicie jej dziedziczenia...

na 85% moja hipermobilność jest odziedziczona po babci [niegdyś bez wcześniejszego rozciągania siadała w szpagatach, wyginała kregosłup w te i wewte, kończyny też, wszystko], ale zauważyłam że jednak siostra jest bardziej "powyginana" - co prawda nie wiem jak stoi u niej z kręgosłupem i szpagatami, ale np. podbicie, przeprosty w łokciach [kolan wyginać za bardzo nie może] ma zdecydowanie większe od moich, mimo że nigdy tego nie wypracowywała i nie tańczyła. w dodatku ma problemy z kolanami, tak jak właśnie babcia, co uniemożliwia jej jakikolwiek większy wysiłek [ma tak wrażliwe kolano, że od 1 klasy gimnazjum nie ćwiczyła nawet na w-fie]. ja nigdy nie miałam tego typu problemów, pozatym mam raczej mieszaną budowę [zawsze mi mówiono że bardziej się wdałam wyglądem i charakterem w rodzinę taty... np. biodra mam po mamie taty, ale też mam z nimi podobne problemy, tzn. strasznie mi strzela prawe biodro, obawiam się że to jakieś pstrykające/strzelające może być, w dodatku mam odwieczne problemy ze szpagatami...]. czy to oznacza że mam mniejszą hipermobilność od niej? czy na stopień zaawansowania hipermobilności wpływa odziedziczenie budowy?
Maja
Posty: 3
Rejestracja: ndz lut 25, 2007 4:17 am

Post autor: Maja »

nie wiem czy to to samo nie jestem lekarzem ale to nie jest dobre i nie nalezy zaniedbac. Po naderwaniu albo zerwaniu za pierwszym razem jest duza utrzymujaca sie opuchlizna i obrzek i ciezko chodzic bardzo .. trzeba orteze miec i stabilizowac kolano.. potem pewno jak sie oleje sprwe to bedzie czesciej uciekalo ... i bedzie zuzywac chrzastke stawowa i powierzchnie stawowa moze sie to calkiem pogruchotac jesli oleje sie zerwane wiezadlo. Mi polecialy dwa naraz niestety..

mam w miare mocna miesnie wiec na poczatku tylko mi troche kolano lecialo do srodka ale na wszelki wypadek poszlam do lekarza no i sie dowiedzialam ze jesli chce wrocic do pelnej sprawnosci to powinnam zrobic operacje.
I tyle idzcie do dobrego specjalisty szkoda nog!
Maron
Posty: 2668
Rejestracja: czw gru 15, 2005 11:08 pm

Post autor: Maron »

wygrzebuję stare śmieci, bo chcę coś napisać...

no więc moje ciało coraz dziwniej się zachowuje :shock: jak nie prawe biodro strzela jak nienormlane [co nieumożliwia mi wykonywanie niektórych ćwiczeń przy drążku - szkoda że nikt nie odpisał mi na post w temacie o trzaskającym biodrze...], to teraz ramiona walą jak z karabinu... :shock: gdy jeszcze baletowe śnieżynki nam za oknem fruwały, mi zaczeły jakoś dziwnie w ramionach strzelać - oba, chociaż zdaje mi się że lewe bardziej - np. jak robiłam obroty ramionami to mi strzelało i zanim nie zrobiłam kilku wymachów było takie zablokowane, jednakże po pewnym czasie już było ok, ale od paru miesięcy to już w ogóle :shock: :roll: musze przeginać łokieć [tzn tak zeby zgięty z przodu, a ręka się opierała na biodrze] do przodu by mi ramię przeskoczyło w stawie i mogło normalnie funkcjonować... zawsze tak się dzieje po obudzeniu. raczej kwestia że krzywego spania odpada, bo staram się nigdy nie spać na boku, bym się nie obudziła z wybitym ze stawu lub też wbitym w staw ramieniem, albo się nie obudziła rano ze skurczem lub z niedokrwioną ręką... i niestety teraz jak robię obroty lewą ręką że ta wędruje górą do tyłu to mi strzela strzela i odstrzelać nie może - nic nie pomaga, tak samo zresztą jak z biodrem...
mam pytanie... wie ktoś czym to może być wywołane? może brakiem "śluzu" w stawach? bo przyznam się brak mi wiele składników mineralnych i witamin... czytałam ostatnio że strzelanie w biodrze jeżeli się nie pogarsza [bo się nie pogarsza, tylko inne stawy idą w ślady] to operacja nie jest potrzebna i całe strzelanie mogą zniwelować ćwiczenia rehabilitacyjne, na rotację, rozciąganie oraz mięśnie które mają za zadanie podtrzymywać staw podczas ruchu [bo mi to biodro strzela w ruchu - i owszem, przyznam sie, że moje nogi są jak flaki i raczej mogłyby nie amortyzować stawu], ale problem jest taki że ja się rozciągam i ćwiczę mięśnie, wyłamuję coraz bardziej stawy ale nadal mam coś blokowane w biodrach :? no i teraz jeszcze w ramionach które są chyba jednymi z najbardziej elastycznych stawów w moim ciele... pomyślałam że może to wina tego śluzu w stawach, że jest go po prostu a mało i staw strzela i przeskakuje bo się ściera... co o tym myślicie? generalnie moje wygięcia we wszystkich stawach na niczym nie straciły tyle że to coraz bardziej mi to wszystko strzela i co gorsza czasem naprawne jak trzaśnie to tylko paść na podłogę z bólu... :?
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

Odpiszę Ci w temacie o trzaskających częściach ciała, bo tutaj jest to offtop ;)
Leonika
Posty: 8
Rejestracja: czw maja 14, 2009 7:13 pm

nadmierna wiotkość stawów a balet

Post autor: Leonika »

Czytam to forum od dłuższego czasu, ale dopiero dzisiaj zdecydowałam się zadać pytanie osobom "u źródła". Sprawa dotyczy mojej 6,5-letniej córeczki.
Ola od 2,5 roku nieprzerwanie chodzi na zajęcia baletowe, prowadzone profesjonalnie przez Szkołę Tańca i Baletu Fuette w Poznaniu. Zajęcia odbywają się 2 razy w tygodniu po 45 minut. Wierzę, że zajęcia te prowadzone są profesjonalnie, przez fachowców po Pedagogice Baletu, z zachowaniem zdrowego rozsądku i z rzetelną wiedzą, co jest dobre (dozwolone) dla dzieci w tym wieku, a co nie. Ogólnie wszystko jest super, Ola jest zachwycona, uwielbia tańczyć, ma za sobą kilka występów na profesjonalnych scenach poznańskich teatrów i mam wrażenie, że balet jest bardzo blisko jej sercu. Nie wiem, czy można mówić o prawdziwej pasji, ale na pewno sprawia jej ogromną przyjemność. W domu Ola również tańczy sama, z nieprzymuszonej woli, organizując sobie wolny czas. Niejednokrotnie wykonuje różne piruety i figury ot tak sobie - nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki. Mam wrażenie, że jest w pewnym sensie dumna ze swoich umiejętności i chętnie je prezentuje. Ale... jest pewien problem.
Ola ma nadmierną wiotkość stawów, która objawia się koszmarnym koślawieniem pięt (co za tym idzie koślawością kolan) oraz przeprostami w kolanach i łokciach. Ponadto, ma pogłębioną lordozę, skłonność go garbienia się i takie jakby "zwisające" ramiona, co powoduje wrażenie zamykania się klatki piersiowej. Najbardziej jednak niepokojąca jest wiotkość przy ścięgnie Achilessa, wygląda to po prostu koszmarnie i jest bardzo niepokojące (dla mnie).
Oczywiście, zarówno w szkole baletowej, jak i ortopedzi twierdzą zgodnie, że taka jej uroda, "cudowna, naturalna wiotkość" dana nielicznym (gimnastyczkom, tancerkom) przez naturę i że nie należy tym się specjalnie przejmować. Wiotkość do tego stopnia, że w szkole baletowej zdecydowano się odroczyć zajęcia z akrobatyki u Oli o rok, bo "mogłaby zrobić sobie krzywdę", "jest jeszcze zbyt wiotka". Jest cudownie elastyczna, plastyczna, ale zbyt wiotka, zbyt słaba.
Niby wszystko super, ale fizjoterapeuta, u którego byłam ostatnio z Olą, kategorycznie odradził mi zajęcia z baletu. Powiedział, że przy tego typu "defekcie", przy tak nadmiernej, patologicznej wręcz, wiotkości, zwłaszcza w okolicy ścięgna Achillesa, wyrządzamy dziecku jeszcze większą krzywdę, bo balet przecież uelastycznia, rozciąga jeszcze bardziej. Że w przypadku Oli stawy należy wręcz usztywnić, działać jakby w odwrotną stronę, a nie jeszcze bardziej uelastyczniać. Powiedział też, że taniec tak, jak najbardziej, ale na pewno nie balet :-(. Może być taniec towarzyski, nowoczesny, sportowy (jeśli da radę), ale nie balet.
I teraz mam straszny dylemat - co mam zrobić? Zrezygnować z baletu? Przyznam szczerze, że szkoda mi bardzo tych 2,5 roku - to kawał życia w 6,5-letnim życiu Oli. Pomijam, jak wiele dały jej te zajęcia - poczucie rytmu, nabrała płynności ruchów, wdzięku, ładnie się rusza tańcząc, słucha muzyki poważnej (nie tylko), nabrała pewności siebie, pięknie współpracuje w grupie - zresztą sami najlepiej wiecie, co mogła zyskać. Jedynie na balecie ma proste plecy :-) i jaką taką sylwetkę - wiem, bo widzę to przez ogromną szybę, kiedy ćwiczą. Ponadto, ona to bardzo lubi, może nawet uwielbia - nie, żeby zostać baletnicą, ale poćwiczyć, potańczyć - czemu nie? Kiedy tańczy w domu, widzę jaką autentyczną radość i przyjemność czerpie z tańca. I mam ją teraz tego pozbawić? Dodam, że chodzimy na spektakle baletowe, oglądamy przedstawienia baletowe na dvd. Ola doskonale rozpoznaje dany balet już po paru taktach muzyki, pamięta co jest z czego, a nawet kompozytorów - jest w tym rewelacyjna. Oczywiście, mogę ją zapisać na taniec towarzyski, ale to przecież już zupełnie co innego...
Przepraszam, że ten mój post taki długi, ale chciałam w miarę dokładnie naświetlić sprawę. Moje pytanie jest następujące - czy rzeczywiście zajęcia baletowe jej szkodzą i mogą pogłębiać jej "defekty"? Czy rzeczywiście powinniśmy działać w przeciwną stronę? Czy naprawdę powinniśmy zrezygnować z baletu?
Wiem, że tutaj uzyskam odpowiedzi od osób "z branży", a jest to dla mnie bardzo ważne.
Z góry za wszystkie dziękuję.
Mama Oli.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Napiszę teraz ogólnikowo, bo pora późna, i zmęczenie daje się we znaki.

- baaardzo rzadko spotyka się lekarza/ ortopedę, który pozwoli tańczyć, a zwłaszcza robić tak "straszne" rzeczy jak np. szpagaty ( :roll: ), balet, itp. I to przy niewielkich nawet kontuzjach się to słyszy.

- z drugiej strony duża elastyczność to w balecie wielki dar. Wiadomo, jest to w jakiś sposób trudniej opanować, niż ktoś komu tak nie 'latają' stawy w różne strony, ale za to efekt jest bezkonkurencyjny, wobec osób, które są 'sztywniejsze' (czyli też i mają mniejsze problemy z ustawieniem tego ciała, zapanowaniem nad nadmierną gibkością, itp., co moim zdaniem jest trudniejsze niż po prostu rozciągnięcie się).

- sporo jest tańczy, którzy wg wielu ortopedów w ogóle nie powinni tańczyć, czyli z wiotkimi stawami, dysplazją bioder w dzieciństwie, itp. I co więcej, owe 'defekty' pod względem medycznym, na scenie stają się nieocenionymi zaletami.

- faktem jest, że w tym przypadku powinno się więcej pracować nad wzmocnieniem mięśni, niż pogłębianiem rozciągania. Ale nie zapominajmy też, że balet dobrze prowadzony wymaga również znacznej siły mięśniowej, aby utrzymać sylwetkę w pionie, itp. I faktem jest, że większy nacisk powinien być tu położony na kształtowanie poprawnej postawy, siły mięśniowej, itp. - ale wiek córki to jeszcze dużo za wcześnie, aby tak dokładnie kierować baletowy 'trening'.

(nie wiem, na ile ortopedzi znają się na balecie - ale to nie jest niekontrolowane machanie nogami, a każde, nawet bardzo wysokie podniesienie nogi, wymaga dużej pracy mięśniowej całego ciała, aby utrzymać resztę ciała, tzn. korpus, nogę oporną, w pewnej określonej postawie, czyli mówiąc po polsku, napiąć to wszystko, to nie jest, że to wszystko sobie 'lata').
ale jak pisałam, 6-7 lat to jeszcze dość wcześnie. Dzieci w szkole baletowej, w wieku 10 lat, zaczynają właśnie profesjonalne kształcenie od wyrobienia postawy i siły, bez wysokich podnoszeń nóg, itp.
ODPOWIEDZ