czy uczniowie OSB kochają balet? (wydzielony)

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
klara
Posty: 106
Rejestracja: pn sty 16, 2006 8:50 am

Post autor: klara »

zgadzam sie z tym ze uczniowie szkol baletowych w pewnym okresie przestaja kochac to co w zyciu chcieli by robic, masz przyklad Marysi- zniechecona przez nauczyciela, utwierdzana ze nie nadaje sie do baletu, zastanawia sie czy nie zrezygnowac i pojsc do normalnej szkoly. Niestety prawda jest taka ze wlasnie nauczyciele w szkolach baletowych potrafia zabic ta milosc do baletu
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

moze nie zabic.
to trudno opisac.
ja sie na poczatku staralam, nawet bardzo.
potem mialam problem z nogami i gdy wrocilam, musialam zaczynac wszystko od poczatku (rozciagniecie, skok, wszystko!)
a pani tylko sie na mnie darla, ze ja nie chce, a potrafie. nie umiala zrozumiec, ze chce tylko wlasnie nie potrafie!
zniechecila mnie totalnie.
och, ile razy chcialam zrezygnowac. mama mnie niemalze ja sile prowadzila.
potem powoli wracalam do formy (nie takiej jak wczesniej, ale jednak) i szlo mi coraz lepiej.
jednak niechec pani do mnie w ogole sie nie zmienila.
wciaz sie na mnie darla i 'fochowala' z byle powodu (nie bylo mnie na jakichs zajeciach, bo mialam wazna sprawe i od razu FOCH, nie wyszly mi piruety, gdy mialam zrobic sama-> FOCH)
ale jakos nie potrafilam zrezygnowac z baletu
mimo ze nie bylam najlepsza, ze moze nie mialam jakichs wielkich predyspozycji, wciaz cwiczylam.
z tym ze..
nie wiem czemu, ale nie potrafilam starac sie przy mojej nauczycielce!
nie wiem czemu. po prostu nie potrafilam!
moze dlatego ze zawsze na lekcjach mowila mi ze sobie markuje, a na lekcjach pokazowych sie tylko wysilam.
ktoregos razu w ogole nie staralam sie na lekcji pokazowej, a na nastepnej zwyklej lekcji bardzo.
i co powiedziala?
"na lekcji pokazowej to sie staralas, a teraz co?"
:?
no ale to nie jest temat, bym sie miala zalic.
strasznie sie ciesze, ze mama mnie przetrzymala w ognisku.
teraz wiem, ze kocham to, co robie, mimo iz dopiero ucze sie 'wczuwac' przy nauczycielce..
mam juz dyplom i jest dla mnie milsza.
moze w koncu zrozumiala, ze nie tanczylam dla papierka, tylko dla wlasnej przyjemnosci.
DariaD14
Posty: 79
Rejestracja: sob sie 19, 2006 10:15 am

Post autor: DariaD14 »

Przeczytalam wszystkie wasze listy-pozwole sobie napisać moj. Nie uważam, ze któs na kimś wywiera presje, albo przywiazuje na sile do szkoly. Po reformie szkolnictwa, wprowadzenie gimnazjum nastepuje selekcja wśród uczniow(w kazdej podstawówcenie tylko w OSB). wiem, ze ucznioweie ktorzy nie lubią tej szkoly do ktorej chodzą -mają szanse na zmianę, np. konczy sie 1etap-koniec podstawówki, wybiera się gimnazjum , przenosi dokumenty i po sprawie. po drugie (nie wiem jak w innych OSB) ale w gdańskiej tak jest , ze I-IIIklay -klasy sa dwie w każdej nie więcej niz 16uczniów. Od gimnazjum powstaje jedna klasa. I wynika to z tego, że zostają tylko ci którzy się do tego nadają-mają dobre oceny z przedmiotów zawodowych --i to jest naturalna selekcja --ten wybór. Z ukończeniem gimnazjum, ąprzejściem do Lo jest podobnie. Należy tylko pamiętac, ze chodząc do LO w OSB ma się dużo mniejszy wybór przedmiotów do zdawania na maturze, bo nie ma biologii, geografii. To moze być problem dla osoby, ktora np. po LO w OSb ma zamiar zdawac na medycyne. Nie mówię, ze to sie nie udaje---po prostu wiąże sie to z opanowaniem biologii we wlasnym zakresie.
Co do rodziców---moi drodzy nie róbcie z nich tyranów. każdy rodzić chce , zeby jego dziecko bylo szczesliwe--i nie wierze--że gdy dziecko skarży (znaczy placze, wpada w histerie, ze nie pójdzie itp) (nie mówię o chwilowych "nabąknięciach, typu a klasyka jest glupia)sie ze nie lubi szkoly --i nie ma w niej osiagnieć(slabe oceny zawodowe) to rodzic prowadzi go za ucho --nie wierze. Sama uprawialam sport-podobny ciut do baletu--i nikt mnie na sile nie prowadzal, żaluje ze nie poszlam do sportowej szkoly od początku, bo to by ulatwiło wiele spraw.-pozwole sobie przytoczyć---jak chodzilam do "zwykłej" podstawówki to nikogo nie obchodzilo, ze bylam na zawodach-musialąm pisać klasówke razem z innymi i po szkole biegac na treningi na drugi koniec miasta. Jak juz chodzilam do sportowej szkoly to bylo to latwiejsze-- jak byliśmy na zawodach to nauczyciele to zrozumieli ze jestesmy zmeczeni itp. Zresztą obserwujac dzisiejszą młodzież widze, ze niektórzy "ciągną dwie sroki za ogon' wszystko po trochu, bo kolega/ka chodzi wlasnie na judo to ja tez pójde. Dlatego uwazam, ze pomysl przeprowadzania w Gdańskiej OSB(nie wiem jak jest w innych) egzaminu z klasyki, ludowego, rytmiki jest bardzo dobry---ponieważ--bo poznanu wyniku nawet 11latek się orientuje jaką powinien wybrac droge. Takie jest moje zdanie.Pozdrawiam
PavlovaAnna
Posty: 139
Rejestracja: sob sie 05, 2006 7:40 pm

Post autor: PavlovaAnna »

Niektóre uczennice z OSB są obrzydzone tańcem, lecz w głębi duszy
go kochają i nie mogłyby zrezygnować z czegoś, co w pewnym stopniu jest już ich życiem.
Przeciętna uczennica ma tygodniowo 16 godzin tańca, jednak te najlepsze mają ich o wiele więcej. Są uczennice, które ćwiczą przez większość dnia, wstają wcześnie rano, by zdąrzyć do szkoły...
Całe szczęśliwe idą na pierwszą lekcje tńca tego dnia. Wytrwale ćwiczą przy drążku, nie pozwalają sobie nawet na chwile przerwy. Nieraz na lekcji mają ochotę wyjść z sali i trzasnąć drzwiami, mają dosyć pedagogów, którym nigdy nic nie pasuje, zawsze znajdują błędy i wciąż wmawiają ci, że markujesz. Zmęczone wychodzą z sali baletowej, a zaraz po zamknięciu drzwi od szatni wybuchają płaczem. Muszą się jednak uspokoić, bo za chwile będzie następna lekcja, niekoniecznie tańca...
Czasem nie mają nawet chwili czasu, by coś zjeść, bo zaraz po lekcjach (tych obowiązkowych, ustalonych przez dyrektora) biegną na repertuary, "prywatne" zajęcia dla najlepszych. Zazwyczaj nauczyciel prowadzący repertuar ma taką zasadę, że będzie on trwał tak długo, dopuki nie będzie "dość dobrze".
Z niechęcią ponownie wchodzą na salę baletową i zakładają te "przeklęte" pointy. Po kilkanaście razy wykonują te same pas, zawsze słysząc tą samą odpowiedź, źle. Rzadko zdarza się, że nauczyciel powie dość dobrze, a na jego twarzy zobaczy się choćby lekki uśmiech.
Po repertuarze zmęczone wpadają do szatni, by jak najprędzej uwolnić z point zakrwawione palce. Denerwują się, tracą wiarę w siebie, płaczą mówiąc, że już nigdy nie wrócą do tej przeklętej szkoły, a jednak... nie są w stanie zostawić za sobą czegoś, na co straciły tyle łez, sił, nerwów...
Po pewnym czasie nadchodzi dzień "debiutu", pare sekund, w których mogą pokazać taniec, dla którego codziennie miały zakrwawione palce. Podczas tych sekund nie liczysię to, jak to wszystkobolało, wtedy całe ciało ogarnia radość, szczęście. Przecież tak miło jest słuchać oklaski publiczności, zachwyt przyjaciół, rodziców...
Te pare sekund jednak szybko mija i wraca smętna rzeczywistość. Znów nastają ciężkie dni, prowadzące do kolejnego "debiutu", jednak zanim to się stanie, codziennie z ich (uczennic) ust słychać słowo "odchodzę", choć nigdy nie odchodzą. One poprostu to kochają...

Nie dziwcie się więc, że uczennice OSB nie odwiedzają forum, nie dają oznak miłości do tańca. Po ciężkim dniu pracy, gdzie masz świadomość, że jesteś jedną z ostatnich opuszczających szkołę, a twoi przjaciele bawią się w tym czasie, poprostu zaczynasz nienawidzić taniec i chcesz jak najszybciej się od niego odciąć... wtedy nie masz ochoty o nim rozmawiać.
śpiącakrólewna
Posty: 4
Rejestracja: śr sie 23, 2006 12:50 pm

Post autor: śpiącakrólewna »

Osobiście miałam znajomą,która chodziła do OSB przez 2 lata, ale ona robiła to z przymuszenia,i w końcu ją wyrzucili
PavlovaAnna
Posty: 139
Rejestracja: sob sie 05, 2006 7:40 pm

Post autor: PavlovaAnna »

Większość osób przychodzi do OSB, bo myśli, że taniec to nie jest nic trudnego. Takie osoby myślą, że po tygodniu będą tańczyć na scenie. Gdy nauczyciel zaczyna się ich "czepiać", nie chcą już chodzić do szkoły, a najlepszym rozwiązaniem staje się zostać w szkole jak ktoś jest w podstawówce, to do jej końca, by iść do innego gimnazjum...
Cheryl
Posty: 1890
Rejestracja: czw sie 03, 2006 1:21 pm

Post autor: Cheryl »

Tak. Wszystkim się wyadje, że umie szpagat. I jest zdolny. Jeśli ktoś ma warunki to trzeba je "okiełznać" i pokierować ciałem we właściwym kierunku. Najgorzej jednak jest gdy nauczyciel raż krzyknie nie ze złości, ale żeby ucznia zmobilizować i np. żeby więcej zakręcił. Żeby się spiął. To wtedy naturalnie jest, że : Ależ ona wrzeszczy :/
Ja rozumiem takiego nauczyciela...
Tanc...
Posty: 538
Rejestracja: pn cze 27, 2005 11:01 am

Post autor: Tanc... »

ojojoj ,dopiero odkryłem ten temat - heh
- miałbym co pisac .Obiecuje ,że napisze ale za pare dni ,znam to ze swojego doswiadczenia ,ale nie chce mi sie pisac az tak długich wywodów ,ale mysle ,ze napisze niebawem ....Pozdrawiam 8)
PavlovaAnna
Posty: 139
Rejestracja: sob sie 05, 2006 7:40 pm

Post autor: PavlovaAnna »

No to czekamy!!!!!!!!! :D :D :D
bluebird:))
Posty: 82
Rejestracja: wt maja 09, 2006 5:49 pm

Post autor: bluebird:)) »

Uważam, ze jeśli ktoś ćwiczy przez załóżmy 10 lat w wszkole baletowej, włozył w taniec tyle czasu i wysiłku trudno jest mu z tego zrezygnować... To wtedy tak jakby zmarnowany czas. Poza tym jeżeli lekcji z normalnych przedmiotów jest mniej i nie zwraca sie na nie takiej uwagi jak w innych szkołach poziom moze byc rzeczywiscie duzo słabszy. A uczennicy ze słabszymi wynikami po prostu nie przyjma do lepszej szkoły, bo na jej miejsce czekaja osoby z dobrymi ocenami. Oczywiscie ze mozna uczyc sie we własnym zakresie, ale bez przesady - nie da sie nadrobic wszystkiego. gdyby się dało to pocóż byłaby szkoła 8)
ODPOWIEDZ