Mao`s last dancer - film

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Mao`s last dancer - film

Post autor: Sagittaire »

Maos last dancer (Cast : Bruce Greenwood ... Ben Stevenson
Kyle MacLachlan ... Charles Foster
Joan Chen ... Niang
Chi Cao ... Li Cunxin - as an adult
Amanda Schull ... Elizabeth Mackey
Shuangbao Wang ... Dia (as Shuang Bao Wang))

http://www.youtube.com/watch?v=O8ufi--d_CQ

Widziałam:) Przyznam, ze trailer zapowiada lepszy film, niż to co obejrzałam- w znaczeniu lepiej zmontowany, z lepszymi zdjeciami, z barwniejszą i bardziej emocjonalną fabułą i dramaturgią. Cóż - film jakby oceniac jako film, to moim zdaniem wypadł by marnie. Tyle, ze my tu na forum patrzymy innym okiem na filmy baletowe - znaczy okiem maniaka i to maniacze oko powinno film moim zdaniem obejrzec z trzech powodów;
1. bo przybliza postac baletu nie za dobrze znaną acz ciekawą;
2. bo w jakiś maleńki sposób pozwala lepiej osadzic nasze wyobrazenie o chinskim balecie w realiach;
bo to o balecie :)

Ososbiście to, co mnie najbardziej wkurzalo w filmie, to takie amerykanskie podejscie do świata, które zna kazdy, kto jakiś czas byl w stnach, mianowicie takie, że tam większosc myśli, że cały świat marzy o mieszkaniu w Stanach. Mnie to osobiście potwornie wkurzalo jak tam bylam, a film hołduje takiemu wyobrażeniu i choc rozumiem, ze w latach 70tych, 80tych człowiek z małej wioski chińskiej marzył o Ameryce, to jednak mnie zawsze jakos to amerykanskie ego śmieszy tak jak widok 10000 go cudzoziemca w amerykanskim filmie, który zachwyca sie tamtejszym drapaczem chmur.
Od strony baletowej nie ma tam zbyt wielu fragmentów spektakli ale te, jakie są sa dosc przyjemne dla oka.
Generlanie polecam ale uprzedzam, zebyscie przed obejrzeniem nie robili sobie zbytnich nadziei na cos super fajnego...
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

no to zapewne ksiązka lepsza...
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

[quote99="Sagittaire"]Ososbiście to, co mnie najbardziej wkurzalo w filmie, to takie amerykanskie podejscie do świata, które zna kazdy, kto jakiś czas byl w stnach, mianowicie takie, że tam większosc myśli, że cały świat marzy o mieszkaniu w Stanach. [/quote99]
Wybacz ale bylem stnach i tego podejścia nie zaznalem. To nasze retrospektywne wyobrażenia ktore wychodowaliśmy w sobie w czasach głebokiego zniewolenia. :)
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Czytałaś książkę Kasiu??? - jestem ciekawa jaka jest. Możliwe, że książka jest lepsza od filmu, bo ta historia jest sama w sobie ciekawa, tyle, ze film ją -moim zdaniem subiektywnym-spłaszczył.
[size=93e]A co do tego luźnego spostrzeżenia na boku rozmowy o filmie, to odczułam to własnie b. wyraźnie na sobie, że tak jest - zwłaszcza ludzie z małych miasteczek mają takie nastawienie, ze każdy człowiek chocby nie wiem jaki miał zawód w Polsce, to marzy o zostaniu tam. Zresztą to się wpisuje w takie amerykańskie wyobrażenie o tym kraju. [/size3e]
Chiaranzana
Posty: 349
Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am

Post autor: Chiaranzana »

http://www.youtube.com/watch?v=UbIFdwViKcU

Filmu nie widzialam, nie wiem czy sa sceny z Akademii Tanca w Pekinie, ich system jest inny w nauczaniu. Kazdy Chinczyk w latach 90 tych marzyl o Ameryce, tak jak Polak. Zreszta dzisiejszy Pekin czy Szanghaj niczym nie rozni sie od Nowego Yorku.
Zona Mao, kochala balet, tworzyla rowniez balety oczywiscie rewolucyjne. Dlatego szukano po wsiach i malych miasteczkach kadydatow na uczniow. Chciano miec jak najwiecej uczniow w szkolach baletowych.
Pozniejszy etap podobny do Barysznikowa.
Splycone sceny to znaczy jakie? Czego brakuje w filmie? Znam jego profil z chinskiej prasy tylko i z ksiazek o balecie chinskim.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Na wstępie wypada mi zaznaczyć, że średnia ocena filmu to moje subiektywne zdanie, a jedna z naszych forumowiczek ocenia go dużo lepiej niż ja, więc moich twierdzeń nie traktuję jako pewnik i zachęcam do obejrzenia i wyrobienia sobie zdania - być może całkowicie odmiennego od mojego.
Co do scen z Akademii Tańca, to jest ich bardzo mało i bardziej jako tło czegoś tam np. lekcja partnerowania to scena około 50 sekund i chodzi tam tylko o to, żeby pokazać, ze nasz bohater zauroczył się jakąś dziewczyną. Generalnie scen z Akademii jest jakoś może z 5 minut i są ujęte zawsze jako tło np dlatego, ze chwilę po lekcji następuje aresztowanie kogoś tam. Nie ma uwypuklenia trudu wkładanego w balet ani dyscypliny, wszystko przychodzi łatwo, a to co złe to tylko komunizm w szkole - ja przynajmniej miałam takie wrażenie oglądając. Brakowało mi pokazania tego etapu, jak układała się edukacja. Jest pokazane tylko, ze nasz tancerz był słaby ale po zobaczeniu filmu z Baryshnikovem przemyconego przez aresztowanego nauczyciela zaczął wyrabiać mięśnie nóg biegając po schodach i ćwiczyć po zgaszonym świetle ale tego jest z 2 minuty w filmie. Jest też o szkole taki fragment minutowy jak dziecko zaraz po przyjeździe płacze w nocy za rodzicami ale ktoś puszcza bąka i zły nastrój mija jak ręką odjął - i oto właśnie ilustracja podejścia do wyrzeczeń tancerzy - moim zdaniem za płytkie to wszystko.


Generalnie brakuje mi w filmie sylwetki tancerza - obrazu jego wyrzeczeń i trudu zwiazanych z tańcem, zdjeć z sal prób, wejścia głębiej w taniec. Film został zrobiony tak, że jakby wyciąć z 15 minut zdjęć z sal czy teatru (któe są przy okazji czegoś tam np Święto wiosny w tetrze przy okazji wizyty rodziców ) to można by wkleić coś innego i na tej kanwie zrobić film o robotniku, litracie, lekarzu chińskim w Stanach, któremu nie chcą pozwolić na zatrudnienie.

Natomiast jeden plus jest w filmie - ogromnie mi się podobała dziewczyna - tancerka, z którą nasz bohater ostatecznie się związał po rozstanie z żoną- ich taniec miał w sobie magię. Jest taka ostatnia scena filmu, kiedy on i jego wybranka serca jadą do jego rodzimej wsi, wita ich tłum i ta dwójka tańczy na jakimś klepisku na dworze - jak dla mnie ta scena jest piękna, podobnie jak urokliwe jest ich cudne pdd - tam jest wszystko w tym tańcu- wspaniała tancerka i tancerz, magia między nimi, świetne zdjęcia, ładne emocje . Gdyby cały film był zrobiony jak ta ostatnia scena, to mógł by być zachwycający. I w tym właśnie dylemat, że z historii świetnie się nadającej zrobiono coś powierzchownego i za mało nierozerwalnie związanego z tańcem.
Co do wyszukiwania po wsiach kandydatów do szkół to się bardzo chwali. Zresztą mają efekty tego teraz....

A co piszą o tym filmie w Chinach?????????????
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Nie wiem czy ktoś zwrócil uwagę na końcowe przesłanie tego filmu a dokladnie klipu, mianowicie: zanim zaczniesz latac musisz poczuć sie wolnym a tak naprawdę chodzi oto iż wazniejsza rzeczą ot tańca jest wolność :roll:
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Książka bardzo dobra - po prostu autobiografia i tu chyba o tyle pokrywa się z filmem ze sam tancerz mało pisze o trudzie tańca i nauki oraz o metodach, więcej o warunkach życia na wsi z której się wyrwał (jedzenie surowych bulw), ciasnota i dryl w szkole, potem zachwyt Ameryką. Natomiast nie zmienia to faktu że czyta się niesamowicie
eventail
Posty: 89
Rejestracja: czw lip 15, 2010 6:14 am

Post autor: eventail »

Czytałam tą książkę, jak i kilka innych dla których oblicze rewolucji kulturalnej jest samym tematem, a ona przede wszystkim opisuje, tak jak powiedziała Kasia, wspomnienia tancerza. A co do tego, że jest pokazane "głupie przeświadczenie że każdy chce być w Ameryce" to... w Chinach tak jest do tej pory. Może nie tak dramatycznie, jak podczas rewolucji kulturalnej czy lat 70/80 tych ale do tej pory, jak mówisz że jesteś z ameryki to automatycznie stajesz się gwiazdą filmową dla Chińczyków. Już sam fakt że jesteś biały powoduje, że chcą ci robić zdjęcia i zujesz się jak małpka w cyrku. Mój chłopak nie raz był proszony na ulicy żeby uścisnął rękę jakiemuś chińczykowi a drugi robi im w tym czasie zdjęcie... tak jest w Chinach. A za czasów rewolucji kulturalnej to było tak, że wszędzie widziano wrogów Amerykanów, na wsiach był skrajny głód, już nie wspomnę o tym, że pełno było mordów na dawnych nauczycielach... Zresztą, wszystko jest do poczytania w bardzo dobrej książce "Lekcje chińskiego", gorąco polecam.
A Madame Mao, owszem, kochała balet, sztukę ogólnie... w końcu jak lepiej propagować idee komunistyczne niż przez spektakle urządzane z ogromnym przepychem? Do tej pory w Chinach można obejrzeć balety rewolucyjne(ale wstęp na nie jest koszmarnie drogi...) i powiem szczerze, że strasznie chciałabym obejrzeć "Czerwony oddział kobiet". Eh eh.
Nie oglądałam filmu, ale czytałam książkę i jest ona bardzo fajna. Po prostu wspomnienia, jak to naprawdę było.
Ale to wszystko pisałam dla Sagittaire. ;) mniej więcej nakreśliłam jak Amerykę postrzegają Chińczycy.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Rewolucyjny balet to i ja bym bardzo chętnie zobaczyła - chocby dla najrówniejszych na świecie scen zbiorowych i dla techniki chińskich tancerzy. Do tego niektórzy solisci sa w Narodowym Balecie Chinskim bardzo ciekawi (nie tylko technicznie - choc istotnie technika to tam podstawa).
[size=9f8]Może jak ktos sie nie ruszął poza Chiny i skręca śrubki w chinskiej fabryce, to marzy mu się Ameryka, a biali sa zjawiskiem (mój znajomy, ktory jest co jakis czas w Chinach , zwraca uwage, ze jest duz aprzepasc miedzy rznymi prowincjami, miastami -wsia itd), ale nie zapominajmy, ze Chiny to obecnie potega, w której w wielkich maistach jak Pekin wiele osób żyje na wyższym pozimie niz przecietny srednio bogaty czlowiek w Stanach, a Chińskie metropolie zapierają dech w piersiach nie wiem, czy nie bardziej niż amerykanskie. Nie jestem znawca Chinczykow, ale Chinscy inzynierowie w Polsce, z ktorymi mieskzalam na jednej klatce schodowej, bynajmniej mieli duze poczucie swojej wartosci, swietnie sie odnajdywali w Europie, mowili b dobrze po angielsku i zyli dostatnie w Chinach bez marzen o Ameryce. Nie popadajmy zatem w skrajnosc, ze kazdy C
hinczyk marzy o zachodzie. Moze w czasie glodu i nedzy, moze w małych maisteczkach i wsiach tak ale nie w metropoliach, bo tam jest czasem wieksza industrializacja i dobrobyt dla niektorych niz w Stanach[/sizef8]
ODPOWIEDZ