Teatr mój widzę ogromny...
Teatr mój widzę ogromny...
Irena Turska, w bardzo poręcznej, portreptycznej książeczce (w serii małych książeczek PWM-u) „Co to jest balet” stawia u początku swojego dziełka taką oto definicję: Balet to w pierwszym rzędzie dramatyczne widowisko muzyczno-choreograficzne, dzieło sztuki teatralnej. Skoro ów myśliciel baletowy na tym buduje swoje rozważania, to musi chyba być coś na rzeczy. Przyznam się, że niezwykle mnie ta kwestia interesuje i ciekaw jestem co Wy sądzicie na temat relacji między pracą tancerza, a pracą aktora, między działalnością choreografa a tym, co robi reżyser. Co w takim razie odpowiadałoby dramaturgowi? W jakiej mierze kompozytor, w jakiej librecista?
Wiem o przypadkach tancerzy, którzy grywali. Barysznikow to chyba najlepszy przykład. Zrobił on na mnie niezwykłe wrażenie nie tylko w „Białych nocach”, ale i w widzianych przeze mnie fragmentach „Don Kichota”, gdzie zaprezentował solidny warsztat aktorski. Czytałem też w wywiadzie z Olgą Sawicką o jej przygodach w filmie i teatrze dramatycznym.
Czy to jest jednak konieczne? Może da się wszystko wytańczyć i aktorem tancerzowi być nie trzeba?
Czy balet jest teatrem? Jak myślicie?
Wiem o przypadkach tancerzy, którzy grywali. Barysznikow to chyba najlepszy przykład. Zrobił on na mnie niezwykłe wrażenie nie tylko w „Białych nocach”, ale i w widzianych przeze mnie fragmentach „Don Kichota”, gdzie zaprezentował solidny warsztat aktorski. Czytałem też w wywiadzie z Olgą Sawicką o jej przygodach w filmie i teatrze dramatycznym.
Czy to jest jednak konieczne? Może da się wszystko wytańczyć i aktorem tancerzowi być nie trzeba?
Czy balet jest teatrem? Jak myślicie?
[color=darkblue:199d9e8904]Odpowiedź Sagittaire na post powyżej (wiem, ze to dziwne ale trochę nakręciłam, tak, że długo by tłumaczyć. W każdym razie post Wukaesiaka to mój post :D ):
[/color:199d9e8904]
Chyba Ci przyznam jakąś honorową nagrodę za ożywianie tablicy teoria. Może tytuł jakiś czy coś?
A w temacie powiem tak:
Odnośnie relacji choreograf - reżyser, to jest w miarę podobnie, tyle, że jest inny język: tak język mowy + inne środki, tu język ruchu i inne środki.
Odnośnie zaś tancerzy, to są dwie rzeczy, które mnie ujmują ogromnie w tancerzach: 1) geniusz ruchu, który mają Pronk i Nazar Botsiy, wyrażający się w umiejętności wzruszania ruchem - nie grą aktorską tylko ruchem. Chodzi mi o umiejętność budowania uczuć tańcem. Hmm jakby to powiedzieć... Są np choreografie, zwłaszcza współczesne Antona Ovchinnikova, czy Forsytha, które bazują na pięknie ruchu. Umiejętności aktorskie odchodzą w dal, a na pierwszy plan wysuwa się to, aby tancerz zaczarowywał tańcem. Nie chodzi przy tym o to, żeby robić raz po raz 20 przewrotów na jednym ręku czy kręcić 30 piruetów, ale o to, żeby ruszyć łokciem, nogą czy czymś tam tak, że widz zamrze ze wzruszenia. To jest taki geniusz ruchu, właściwy głównie tancerzon zrodzonym dla współczesnego, którzy czasem umieją zatańczyć perfekcyjnie klasykę ale tańcząc współczesny szeroko pojęty tańczą tak, że ruch przedziera się przez klasyczną formę i wznosi na wyżyny artystyczne. To są tancerze, którzy potrafią przy odrobinie swobody wyzwalać ruch zakorzeniony w klasyce i wynosić go na wyższe poziomy. Niektórzy mówią: współczesny zawsze jest gorszy niż klasyka. Ja odpowiadam, czasem jest ale czasem pozwala klasykom -geniuszom ruchu wznieść się na inny poziom.
Co innego w baletach z librettem jak Giselle, Jezioro czy w wariacjach jak Contact. Tam sam geniusz ruchu to za mało i balet w tych spektaklach musi być połączony z rzemiosłem aktorskim. Jakoże nigdzie nie czuję się tak swobodnie jak na łódzkim podwórku, to powiem, że np jest u nas Beata Brożek-Grabarczyk, która ma już swoje lata ale jest chyba najlepszą aktorką. Powierza się jej role zgwałconych dziewczyn, samotnych żon czujących pustkę egzystencji itd, bo ona umie zagrać je na poziomie dobrej czy bardzo dobrej aktorki dramatycznej. Sama jak ją pierwszy raz w życiu widziałąm w roli mówionej, dramatycznej, to mi szczęka opadła, bo na moje oko to nie widziałąm różnicy między nią, a dobrym aktorem dramatycznym.
Z innej działki, weźmy np Ulianę Lopatkinę i jej Odettę, która jest ideałem. Poza genialną techniką (perfekcja w 110%) każda mina jest na miejscu, tak, że wiarygodne staje się jej nieszczęscie jako zaklętej w łabędzia. Porównując np z Somovą w Jeziorze - bez porównania. Niby obie mają te samą rancgę w tym samym teatrze a równica jest wielka. Pomijając technikę, brak jest w tym drugim przypadku zdolności aktorskich uwiarygadniających postać.
PS Baryshnikov to na moje oko typ zahaczający o tę pierszą grupę tancerzy... Wiem, ze niejednemu stanie teraz włos na głowie ale na mój gust on ma talent do współczesnego, zwłąszcza do współczesnego na wesoło. :sad: :sad: :D
[/color:199d9e8904]
Chyba Ci przyznam jakąś honorową nagrodę za ożywianie tablicy teoria. Może tytuł jakiś czy coś?
A w temacie powiem tak:
Odnośnie relacji choreograf - reżyser, to jest w miarę podobnie, tyle, że jest inny język: tak język mowy + inne środki, tu język ruchu i inne środki.
Odnośnie zaś tancerzy, to są dwie rzeczy, które mnie ujmują ogromnie w tancerzach: 1) geniusz ruchu, który mają Pronk i Nazar Botsiy, wyrażający się w umiejętności wzruszania ruchem - nie grą aktorską tylko ruchem. Chodzi mi o umiejętność budowania uczuć tańcem. Hmm jakby to powiedzieć... Są np choreografie, zwłaszcza współczesne Antona Ovchinnikova, czy Forsytha, które bazują na pięknie ruchu. Umiejętności aktorskie odchodzą w dal, a na pierwszy plan wysuwa się to, aby tancerz zaczarowywał tańcem. Nie chodzi przy tym o to, żeby robić raz po raz 20 przewrotów na jednym ręku czy kręcić 30 piruetów, ale o to, żeby ruszyć łokciem, nogą czy czymś tam tak, że widz zamrze ze wzruszenia. To jest taki geniusz ruchu, właściwy głównie tancerzon zrodzonym dla współczesnego, którzy czasem umieją zatańczyć perfekcyjnie klasykę ale tańcząc współczesny szeroko pojęty tańczą tak, że ruch przedziera się przez klasyczną formę i wznosi na wyżyny artystyczne. To są tancerze, którzy potrafią przy odrobinie swobody wyzwalać ruch zakorzeniony w klasyce i wynosić go na wyższe poziomy. Niektórzy mówią: współczesny zawsze jest gorszy niż klasyka. Ja odpowiadam, czasem jest ale czasem pozwala klasykom -geniuszom ruchu wznieść się na inny poziom.
Co innego w baletach z librettem jak Giselle, Jezioro czy w wariacjach jak Contact. Tam sam geniusz ruchu to za mało i balet w tych spektaklach musi być połączony z rzemiosłem aktorskim. Jakoże nigdzie nie czuję się tak swobodnie jak na łódzkim podwórku, to powiem, że np jest u nas Beata Brożek-Grabarczyk, która ma już swoje lata ale jest chyba najlepszą aktorką. Powierza się jej role zgwałconych dziewczyn, samotnych żon czujących pustkę egzystencji itd, bo ona umie zagrać je na poziomie dobrej czy bardzo dobrej aktorki dramatycznej. Sama jak ją pierwszy raz w życiu widziałąm w roli mówionej, dramatycznej, to mi szczęka opadła, bo na moje oko to nie widziałąm różnicy między nią, a dobrym aktorem dramatycznym.
Z innej działki, weźmy np Ulianę Lopatkinę i jej Odettę, która jest ideałem. Poza genialną techniką (perfekcja w 110%) każda mina jest na miejscu, tak, że wiarygodne staje się jej nieszczęscie jako zaklętej w łabędzia. Porównując np z Somovą w Jeziorze - bez porównania. Niby obie mają te samą rancgę w tym samym teatrze a równica jest wielka. Pomijając technikę, brak jest w tym drugim przypadku zdolności aktorskich uwiarygadniających postać.
PS Baryshnikov to na moje oko typ zahaczający o tę pierszą grupę tancerzy... Wiem, ze niejednemu stanie teraz włos na głowie ale na mój gust on ma talent do współczesnego, zwłąszcza do współczesnego na wesoło. :sad: :sad: :D
Od razu pozwolę sobie odpowiedzieć.
To, o czym piszesz jest wszystkim, czego brakuje mi w baletach wrocławskich. Oglądałem niedawno nagranie [i:7430c3b69c]Anny Kareniny[/i:7430c3b69c]. Widząc genialny taniec Maji Plisieckiej (i świetną inscenizację - ale to już w takim sensie teatralnej organizacji i plastyki przestrzeni scenicznej) zupełnie nie interesowało mnie, jaką jest aktorką. Jeżeli natomiast tancerz, zaiwania po całej scenie, co nie ma żadnego znaczenia dla dramaturgii spektaklu, albo stoi w miejscu i nic nie robi, to zmusza mnie, żebym go traktował jako kogoś, kto ma mnie ująć ze sceny w jakiś inny, niż taniec, sposób, czyli biorę go za aktora dramatycznego. A jeśli tej funkcji spełnić nie potrafi (co się zdarza często gęsto), to jest to dla mnie wielka przykrość. Wychodzę wtedy z opery smutny - o taki o: :( .
To, o czym piszesz jest wszystkim, czego brakuje mi w baletach wrocławskich. Oglądałem niedawno nagranie [i:7430c3b69c]Anny Kareniny[/i:7430c3b69c]. Widząc genialny taniec Maji Plisieckiej (i świetną inscenizację - ale to już w takim sensie teatralnej organizacji i plastyki przestrzeni scenicznej) zupełnie nie interesowało mnie, jaką jest aktorką. Jeżeli natomiast tancerz, zaiwania po całej scenie, co nie ma żadnego znaczenia dla dramaturgii spektaklu, albo stoi w miejscu i nic nie robi, to zmusza mnie, żebym go traktował jako kogoś, kto ma mnie ująć ze sceny w jakiś inny, niż taniec, sposób, czyli biorę go za aktora dramatycznego. A jeśli tej funkcji spełnić nie potrafi (co się zdarza często gęsto), to jest to dla mnie wielka przykrość. Wychodzę wtedy z opery smutny - o taki o: :( .
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Szczerze mówiąc, to pisałam o czymś innym :). Słabość baletu wrocławskiego to akurat chyba głównie kwestia koszmarnych choreografii. Tancerz robi, co ma robić: powiedzą stać, to stoi jak ciele na targu, bo jakby zaczął coś robić wbrew nakazowi choreografa, to by dostał naganę , że za kogo się uważa - za lepszego od Boga czy co?. Każdy niemal zespół ma dobrych tancerzy, z którymi COS można zrobić, jeżeli jest dobry choreograf i szef znający swoich tancerzy, to zawsze zrobią coś ciekawego. Tak jest np chociażby w balecie bydgoskim, który nie jest najlepszy, jest powiedziałabym przeciętny na tle innych zespołów w Polsce patrząc na tancerzy i finansowanie ale jest warty obejrzenia dzięki temu, ze pozyskuje jakiś wartościowych choreografów i miał jakiegos szefa z wyczuciem.
Ja mówiłam o czymś nieco innym, to znaczy o tym, ze we współczesnym aktorstwo nieco czasem traci na znaczeniu, bo istotą ruchu jest wzruszanie ruchem - wyższa szkoła abstrakcji. W spektaklach jednak klasycznych czy neoklasycznych czy jakiś innych spektaklach ale mówiąc ogólnie w przedstawieniach z akcją, talent aktorski jest ważny.
Z tym, ze jak jest zła choreografia, która ma dziury na 5 minut, gdzie nie ma nic, to nawet zdobywaca oskara by nie zachwycił, i jakby mu wszechwiedząca szefowa baletu wrocławskiego nakazała "stój jak ciele" to by stał i nic by się nie działo.
Ja mówiłam o czymś nieco innym, to znaczy o tym, ze we współczesnym aktorstwo nieco czasem traci na znaczeniu, bo istotą ruchu jest wzruszanie ruchem - wyższa szkoła abstrakcji. W spektaklach jednak klasycznych czy neoklasycznych czy jakiś innych spektaklach ale mówiąc ogólnie w przedstawieniach z akcją, talent aktorski jest ważny.
Z tym, ze jak jest zła choreografia, która ma dziury na 5 minut, gdzie nie ma nic, to nawet zdobywaca oskara by nie zachwycił, i jakby mu wszechwiedząca szefowa baletu wrocławskiego nakazała "stój jak ciele" to by stał i nic by się nie działo.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Klasycznego? Klasyczny to balet bazujący jednak na wariacjach popisowych, więc taniec jednak jest ważniejszy od aktorstwa. Żeby chociaż tancerz tworzył postać w miarę wiarygodną, to będzie OK. Oczywiście zawsze dobrze, jak jest dobrym aktorem ale to nie zawsze możliwe. Tak więc w klasyce jak Jezioro, czy Dziadek aktorstwo jest ważne, choć nie najważniejsze. W neoklasyce też jest ważne, chyba nawet ważniejsze niż w klasyce. Bo np zgodzimy się, że w Annie Kareninie czy Ziemi Obiecanej ważniejsze jest aktorstwo niz w Dziadku do orzechów, w PDD, gdzie jest niemal tylko sam taniec.
Zatem z zasady myślę, ze jest jak mówisz ale nie ma reguł. Wszystko zależy od tego, jaki to balet.
Zatem z zasady myślę, ze jest jak mówisz ale nie ma reguł. Wszystko zależy od tego, jaki to balet.
właściwie to szalenie wielopłaszczyznowy i trudny do ogarnięcia jednym postem temat. Jak wiadomo twórcy każdej ze sztuk sceniczych (dramatu, opery, baletu) stawiali sobie za cel pełną harmonie wszystkich sztuk wchodzących w jej skład oraz naśladownictwo bądź syntetyczny obraz życia. Nie jest to mozliwe bez dobrego aktorstwa (choc dobre aktorstwo w każdej epoce znaczy co innego bo inne są mody, techniki i oczekiwania ubliczności). Potem każda z tych sztuk welokrotnie się wyradzała zgodnie z gustami publiczności: arystokratycznej, dworskiej, mieszczańskiej czy plebejskiej. I tak opera z czasów Monteverdiego wydaje nam się sztuczna ze swymi niekończącymi się melorecytacjami na wzniosłym tonie, ale porusza, podczas gdy wczesne popularne opery Verdiego gdzie w rytm walców tenor wyspiewuje ze ginie - smieszne i nienaturalne. Wagner chciał stworzyć idealny teatr muzyczny a jego opery i sposób ich wystawiania po jego smierci a nawet za życia wydaje nam się dzis totalnym anachronizmem - przysłowiowe grube aby odziane w pancerze z mealowymi skrzydełkami wyspiewują stojąc nieruchomo przez 40 minut lub łapia się za serce. Wtedy jednak było o dobre oddanie idei i tematu opery - odpowiednie dla widowni srodki wyrazu. Dziś na zasadzie zgody na konwecje przyjmujemy i oglądamy tradycyjne spektale operowe gdzie śpiewak przede wszystkim spiewa poruszajac się co nieco po scenie, ale takze mamy coraz więcej bardzo naturalistycznych sektakli gdzie młoda piękna bohaterka jst młoda piekną dziwczyną która turla sie po odłodze, lezy na łózku gdy spiewa że lezy na łózku, a na zbliżeniach pokazanych za pomoca kamery video widzimy każdy niuans jej aktorstwa.
Z baletem jest podobny problem z tym ze o ile w operze srodkiem wyrazu jest głos wydobywany z ciała ale w jakims sensie nie angazujący go całego, o tyle w balecie bo chyba głównie chodzi nam tu o balet klasyczny i neoklasyczny posługujący sie dość skodyfikowaną technką i układami ciała - srodkiem przekazu jest ruch tego wasnie ciała. Ponadto balet klasyczny ewoluował m.in. z opracowac rzeźb antycznych czyli czegos nieruchomego o wystudiowanych pozach, a takze z wyszukanych figur tańców dworskich gdzie nie chodziło o emocje i ich pzekaz ale o eleganje formy, ewentualnie o popis. Mimo licznych reorm postulujących powrót do naturalnego tanca, czytelnego akorstwa etc. gorset techniki tańca klasycznego do pewnego stopnia krepuje tancerza. czyi: w balecie klasycznym w momencie gdy tanczy moze grać jedynie twarza i to wtedy gdy absolutnie sam taniec nie sprawia mu rudności, nie musi się skupiac na jego trudności (np. trzymaniu równowagi, wybiciu, utrzymaniu partnerki). Na to moga sobie pozwolic tancerze wybitni, gdy trudnośc techniczna tanca jest dla nich nieistotna - z lekościa np. podnosza patnerke i jeszcze zdąża "zagrac twarzą" miłośc, zachwyt i uwielbienie. No i do tego trzeba miec po prostu talent, bo jednemu wyjdzie to naturalnie, a inny bedzie sie przsłowiowo "szczrzył jak..."
W balecie klasycznym nie mozna zagrac rekoma ani układem ciała (do pewnego stopnia) bo ułożenie wszystkuch czesci ciała jest przypisane kazdej niemal sekundzie tanca. Zostają sceny pantomimiczne czyli tzw. "gadanie rekami" i tu otwiera się miejsce dla akturstwa - czy będzie konwencjonalne, umowne czy tez nazaczone iskra bożą i naturalne... Oczywiście zawsze pozostaje to co jeden z mych ulubionych tanerzy nazywał małym marginesem dowolności, czymś co sprawia że jednego tancerza w danej roli lubimy badziej od drugiego i nie zalezy to od jakosci samego tanca. Ba, bywa nawet tak, ze starsi czy dojrzalsi artyści baletu bardziej oruszaja i sa prawdziwsi w pewnych rolach bo mając doświadceznie, charyzme sceniczna i pewnośc siebie na scenie mogą skupić sie na grze aktorskiej która tez nie jest dla nich nowością. Do tego własnie niezbędna jest dojrzałośc artystyczna (nie zawsze mierzona metrykalnie). Tu tez balet ma trudniej bo nim tancerzrka osiagnie pożądana dojrzałośc artystyczną (jesli nie ma tego danego od Boga od poczatku), to staje sie już zbyt "stary", by kreowac wiele partii, by długo cieszyć nasze oczy pełnią artyzmu.
Oczywiście balety neoklasyczne fabularne, w zalezności od wykorzystanego ruchu (języka tanca - bo nawet czerpiąc z tej samej klasyki mozna różnie ja traktować) daja tez większa swobodę. Np. rece sa rowadzone swobodnie i naturalnie, nie zawsze musza się znajdowac w okreslonej pozycji a co za tym idzie wyraz aktorski jest pełniejszy - np. gdy choreograf postanowi lub wypróbuje w trakie prób ze w miłosnym pas de deux tanerka ma czule pogładzić tancerza po policzku (przykład). A wtedy od jej talentu aktorskiego i aktorskiej reakcji na to jej partnera zalezy czy uznamy to za pusy gest zawary w choreografii czy po prostu wycisnie nam to łzy z oczu. Można jdak bez konca wymieniac skrajne przykłady pzejawów aktorstwa lub jego braku w róznych choeografiach> jedne choreografie balanchine'a są aktorskie - tancerz musi budowac postac, chocby nakresloną grubą kreską (np. wesoły matros, ulotna nimfa, primabalerina) a w innych totalnie nie - neoklasyczne balety abstrakcyjne. Generalnie oczywiście akcja i abuła bardziej słuzy aktorstwu i go potrzebuje ale geeralnie to tancerz-artysta wypełnia role swoja charyzmą. Sa tancerze którzy wykonujac abstrakcyjny balet przyciagaja wzrok "żywą osobowością", a inni wykonując to samo z takim samym zaangazowaniem i jaością techiki sa po rostu "przezroczyści" jak dobrze naoliwiona lalka.
Jesli zas porównywac balet do teatru dramatyczneo i role poszczególych realizatorów to ie da sie tego prosto zestawić. W teatrze dramatycznym moze nie być muzyki, tworzywem jest tekst, w balecie zwykle tworzywem jest muzyka i do niej ułozony ruch (w dziełach współczesnych i awangardowych bywa już róznie ale mówimy tu o tradycyjnym balecie). Nie da sie powiedziec czy w balecie wazniejsza jest muzyka - nie, bo Jezioro łabędzie Czajkowskiego nie było by nim gdyby muzyke do opowiadaniu o królewnie zamienionej w łabędzia napisał inny kompozytor. Ale tez nie stanowi o sukcesie bo Jezioro łabędzie Czajkowksiego wystawiono poczatkowo w innej choreografii i było klapą, dopiero petipa wespół z Iwanowem uczynił z niego arcydzieło. Choeograf zwykle tez wybiera temat baletu i jego treść - dzis opracowuje ją sam, z pomoca librecisty, inneo "człowieka pióra" lub dramaturga, kiedys sam, wespół z kompozytorem i / lub librecista. Wynikało to z wiekszej specjalizacji - dzis mamy zarys treści i jej streszczeie w programie, kiedyś libretto była to mała książeczka z dokładnym opowiedzeniem scena po scenie co sie będzie działo, a nawet z dialogami napisanymi wg sztuki i tradycji pisania librett. ziś współczsni choreografowie coraz czesciej wspomagają sie współpracą z dramaturgiem własnie po to by balet był nie tylko taneczny, ale także "dramatyczny", "teatralny", "sceniczny i czytelny, nie skupiajacy się na samym tylko ruchu, jego pieknie czy trudnosci.
Z baletem jest podobny problem z tym ze o ile w operze srodkiem wyrazu jest głos wydobywany z ciała ale w jakims sensie nie angazujący go całego, o tyle w balecie bo chyba głównie chodzi nam tu o balet klasyczny i neoklasyczny posługujący sie dość skodyfikowaną technką i układami ciała - srodkiem przekazu jest ruch tego wasnie ciała. Ponadto balet klasyczny ewoluował m.in. z opracowac rzeźb antycznych czyli czegos nieruchomego o wystudiowanych pozach, a takze z wyszukanych figur tańców dworskich gdzie nie chodziło o emocje i ich pzekaz ale o eleganje formy, ewentualnie o popis. Mimo licznych reorm postulujących powrót do naturalnego tanca, czytelnego akorstwa etc. gorset techniki tańca klasycznego do pewnego stopnia krepuje tancerza. czyi: w balecie klasycznym w momencie gdy tanczy moze grać jedynie twarza i to wtedy gdy absolutnie sam taniec nie sprawia mu rudności, nie musi się skupiac na jego trudności (np. trzymaniu równowagi, wybiciu, utrzymaniu partnerki). Na to moga sobie pozwolic tancerze wybitni, gdy trudnośc techniczna tanca jest dla nich nieistotna - z lekościa np. podnosza patnerke i jeszcze zdąża "zagrac twarzą" miłośc, zachwyt i uwielbienie. No i do tego trzeba miec po prostu talent, bo jednemu wyjdzie to naturalnie, a inny bedzie sie przsłowiowo "szczrzył jak..."
W balecie klasycznym nie mozna zagrac rekoma ani układem ciała (do pewnego stopnia) bo ułożenie wszystkuch czesci ciała jest przypisane kazdej niemal sekundzie tanca. Zostają sceny pantomimiczne czyli tzw. "gadanie rekami" i tu otwiera się miejsce dla akturstwa - czy będzie konwencjonalne, umowne czy tez nazaczone iskra bożą i naturalne... Oczywiście zawsze pozostaje to co jeden z mych ulubionych tanerzy nazywał małym marginesem dowolności, czymś co sprawia że jednego tancerza w danej roli lubimy badziej od drugiego i nie zalezy to od jakosci samego tanca. Ba, bywa nawet tak, ze starsi czy dojrzalsi artyści baletu bardziej oruszaja i sa prawdziwsi w pewnych rolach bo mając doświadceznie, charyzme sceniczna i pewnośc siebie na scenie mogą skupić sie na grze aktorskiej która tez nie jest dla nich nowością. Do tego własnie niezbędna jest dojrzałośc artystyczna (nie zawsze mierzona metrykalnie). Tu tez balet ma trudniej bo nim tancerzrka osiagnie pożądana dojrzałośc artystyczną (jesli nie ma tego danego od Boga od poczatku), to staje sie już zbyt "stary", by kreowac wiele partii, by długo cieszyć nasze oczy pełnią artyzmu.
Oczywiście balety neoklasyczne fabularne, w zalezności od wykorzystanego ruchu (języka tanca - bo nawet czerpiąc z tej samej klasyki mozna różnie ja traktować) daja tez większa swobodę. Np. rece sa rowadzone swobodnie i naturalnie, nie zawsze musza się znajdowac w okreslonej pozycji a co za tym idzie wyraz aktorski jest pełniejszy - np. gdy choreograf postanowi lub wypróbuje w trakie prób ze w miłosnym pas de deux tanerka ma czule pogładzić tancerza po policzku (przykład). A wtedy od jej talentu aktorskiego i aktorskiej reakcji na to jej partnera zalezy czy uznamy to za pusy gest zawary w choreografii czy po prostu wycisnie nam to łzy z oczu. Można jdak bez konca wymieniac skrajne przykłady pzejawów aktorstwa lub jego braku w róznych choeografiach> jedne choreografie balanchine'a są aktorskie - tancerz musi budowac postac, chocby nakresloną grubą kreską (np. wesoły matros, ulotna nimfa, primabalerina) a w innych totalnie nie - neoklasyczne balety abstrakcyjne. Generalnie oczywiście akcja i abuła bardziej słuzy aktorstwu i go potrzebuje ale geeralnie to tancerz-artysta wypełnia role swoja charyzmą. Sa tancerze którzy wykonujac abstrakcyjny balet przyciagaja wzrok "żywą osobowością", a inni wykonując to samo z takim samym zaangazowaniem i jaością techiki sa po rostu "przezroczyści" jak dobrze naoliwiona lalka.
Jesli zas porównywac balet do teatru dramatyczneo i role poszczególych realizatorów to ie da sie tego prosto zestawić. W teatrze dramatycznym moze nie być muzyki, tworzywem jest tekst, w balecie zwykle tworzywem jest muzyka i do niej ułozony ruch (w dziełach współczesnych i awangardowych bywa już róznie ale mówimy tu o tradycyjnym balecie). Nie da sie powiedziec czy w balecie wazniejsza jest muzyka - nie, bo Jezioro łabędzie Czajkowskiego nie było by nim gdyby muzyke do opowiadaniu o królewnie zamienionej w łabędzia napisał inny kompozytor. Ale tez nie stanowi o sukcesie bo Jezioro łabędzie Czajkowksiego wystawiono poczatkowo w innej choreografii i było klapą, dopiero petipa wespół z Iwanowem uczynił z niego arcydzieło. Choeograf zwykle tez wybiera temat baletu i jego treść - dzis opracowuje ją sam, z pomoca librecisty, inneo "człowieka pióra" lub dramaturga, kiedys sam, wespół z kompozytorem i / lub librecista. Wynikało to z wiekszej specjalizacji - dzis mamy zarys treści i jej streszczeie w programie, kiedyś libretto była to mała książeczka z dokładnym opowiedzeniem scena po scenie co sie będzie działo, a nawet z dialogami napisanymi wg sztuki i tradycji pisania librett. ziś współczsni choreografowie coraz czesciej wspomagają sie współpracą z dramaturgiem własnie po to by balet był nie tylko taneczny, ale także "dramatyczny", "teatralny", "sceniczny i czytelny, nie skupiajacy się na samym tylko ruchu, jego pieknie czy trudnosci.
[quote:71fbff3548="wukaesiak"]Może da się wszystko wytańczyć i aktorem tancerzowi być nie trzeba?[/quote:71fbff3548]
Moim skromnym zdaniem trzeba a kwintesencja odpowiedzi jest tutaj (zresztą dość obszernie uzasadniona powyżej)
[quote:71fbff3548="Kasia G"]współczsni choreografowie coraz czesciej wspomagają sie współpracą z dramaturgiem własnie po to by balet był nie tylko taneczny, ale także "dramatyczny", "teatralny", "sceniczny i czytelny, nie skupiajacy się na samym tylko ruchu, jego pieknie czy trudnosci.[/quote:71fbff3548].
Moim skromnym zdaniem trzeba a kwintesencja odpowiedzi jest tutaj (zresztą dość obszernie uzasadniona powyżej)
[quote:71fbff3548="Kasia G"]współczsni choreografowie coraz czesciej wspomagają sie współpracą z dramaturgiem własnie po to by balet był nie tylko taneczny, ale także "dramatyczny", "teatralny", "sceniczny i czytelny, nie skupiajacy się na samym tylko ruchu, jego pieknie czy trudnosci.[/quote:71fbff3548].
Czytając rzetelne rozważania Kasi G. nachodzi mnie pewne pytanie, które ośmielę się zadać, mimo, iż może wydać się ono dla kogoś zbyt podstawowe, czy wręcz infantylne. Sądzę jednak, że bez niego trudno będzie ruszyć dalej w tej dyskusji.
Mianowicie, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy balet? Do tej pory myślałem, że wyznacznikiem tejże sztuki jest oparcie się o taniec klasyczny. Widać, tego pojęcia też nie rozumiem, bo okazuje się, że balet współczesny (którego 'baletowość' nie stanowi dla mnie intuicyjnie wątpliwości) z owej formy tańca świadomie rezygnuje, co mu nie przeszkadza być baletem nadal.
Balet jest ciekawy (i ważny, ale to już inny temat) jako pewien język (nieściśle, jako forma komunikacji) z rodziny rozmaitych języków, które stanowią poszczególne sztuki. Okazuje się, że ma on wiele róznych "dialektów". Co jednak wyznacza język baletu jako takiego, niezależnie od ewolucji historycznej?
Mianowicie, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy balet? Do tej pory myślałem, że wyznacznikiem tejże sztuki jest oparcie się o taniec klasyczny. Widać, tego pojęcia też nie rozumiem, bo okazuje się, że balet współczesny (którego 'baletowość' nie stanowi dla mnie intuicyjnie wątpliwości) z owej formy tańca świadomie rezygnuje, co mu nie przeszkadza być baletem nadal.
Balet jest ciekawy (i ważny, ale to już inny temat) jako pewien język (nieściśle, jako forma komunikacji) z rodziny rozmaitych języków, które stanowią poszczególne sztuki. Okazuje się, że ma on wiele róznych "dialektów". Co jednak wyznacza język baletu jako takiego, niezależnie od ewolucji historycznej?