Vladimir Malakhov (w Polsce i nie tyko)

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Wreszcie znalazlem chwile aby zagłebic sie w Wasze listy.
Ten czardasz jest prawdopodobnie też Straussa tylko nie wiem czy ojca czy syna.
Czardasze strausowskie sa wolniejsze i charakteryzuja sie mniejszą dynamika w porównaniu np: do calmanowskich a ten takowy jest.
Ten walc i czardasz w wykonaniu filharmoników wiedeńskich przypomniał mi o koncercie noworocznym z Wiednia który z przyjemnoscią chcę obejrzeć i posłuchać.
Nie wiem dlaczego ale w walcu Malakow wydaje mi sie zamało przekonywujacy, może powinno być: zamało dostojny. Być może jest tak dlatego iż Malakow reprezentuje najwyższą klasyczną półkę a walce Strausa które notabene, uwielbiam sa jakby o pół poprzeczki niżej :wink: Kiedyś spelniały rolę salonowej muzyki rozrywkowej.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

I)

http://www.youtube.com/watch?v=bfJtz5Dz7KA

Nie wiem, czy ten film juz tu się pojawiał - ja go wczoraj widziałam po raz pierwszy . Jak dla mnie najlepiej zrobiony film o V.M - w sensie najbardziej go oddający. W tytule ma Portret Malakhova i jest to wierny portret. chm a może nie tyle jest to obraz wierny ile obraz impresjonistyczny - to znaczy wychwytujący impersję (wrażenie). Film tej jak żaden oddaje zmysłowe, ulotne momenty w których istniał w danej chwili i sekundzie V.M.
A skoro to - w moim odczuci impresja - to też podzileę się moimi wrażeniami:

Ale ad rem:
1) jedynym minusem (dodam wkurzającym minusem) jest język tzn. niemiecki, którego kompletnie nie znam. Po pewnym czasie mnie irytowało wręcz, że w oryginale były przyswajalne języki: angielski i rosyjski ale tłumacz wszystko zagłuszał skutecznie. Były takie momenty, gdzie byłam bardzo ciekawa co powie VM a niestety zostało to zagłuszone niemieckim np. o kwiatkach taka słodka sentencja, czy w czasie prób w Bolszoj.

2) serce rośnie jak widzi się przyjecie V.M. w Tokyo... Kilka lat temu, jak interesowałam się bardziej baletem w Korei Południowej , odniosłam wrażenie, że chyba w Korei i Japonii tancerze baletowi są najbardziej doceniani - dlatego wyrazy szacunku dla azjatów, że umieją tak docenić to co ładne. Wracając do Tokyo, to te obrazki z metra z miasta - na których tłum szedł z V.M, a prawie każdy przechodzień umiał go zidentyfikować i popadał w popłoch, ze jest tam V.M - ogromnie cieszą wzrok.

3) kolejne wrażenie z filmu to to, że obraz ten jak żaden inny wyłapał niesamowitą delikatność V.M. Jest kilka scen z prób, na których widać, że jak komuś coś nie wyszło albo stał się poddenerwowany, to on natychmiast to wyczuwał, podchodził i przytulał taką osobę. I z tego kolejne moje wrażenie: chyba V.M. jest znakomitym szefem dla tancerzy w Statsballett Berlin .

4) ostatnie wrażenie luźno wiąże się z v.M, bo dotyczy atmosfery w Bolszoj i Staatsballett Berlin. Noc i dzień. W Berlinie luz, zrozumienie, szacunek i duuużo śmiesznych scen typu zaczepaianeie V.M. w przebraniu kobiecym (z Kopciuszka) klapsem w tyłek a w Bolszoj sami wściekli i wredni (no może poza 2 osobami). Współczuję biednym tancerkom Bolszoj, zwłaszcza tym najniższym w hierarchii, bo chyba nie mają życia usłanego różami.

II. Co do Caravaggia, to chciałabym go zobaczyć ale powiem szczerze, że na żywo. Taka mi została pozostałość z pierwotnego nakierowania tylko i wyłącznie na klasykę, że rzeczy współczesne bardziej robią na mnie wrażenie dużo większe na zywo. Przypuszczam , że jest to wypadkowa 2 rzeczy: 1)zbyt małego zdecydowanie wgryzienia się w taniec współczesny 2) tego że w tańcu współczesnym więcej jest przekazywalnych uczuć i wrażeń jakby poza tańcem, a to trochę wymaga bezpośredniego kontaktu.

III. Nie ma wątpliwości, że Czardasz. Pisząc o carskiej Rosji miałam na myśli nastrój, czy mówiąc dosadniej moje wrażenie, subiektywne odczucie po obejrzeniu. Chodzi o to, że jak się widze coś co mną zawładnia, to na gruncie tego rodzą się w głowie skojarzenia, wrażenia, odczucia czy emocje, które kompletnie nic wspólnego nie mają czasem z tym co widzę. W tym fragmencie z 2000 r. V.M. wchodząc do pałacu (zamku czy czegoś tam) w płaszczu i z jakimś niepokojem skojarzył mi się ze znaną w literaturze rosyjskiej sceną... PS. w liceum miałam ogromny pociąg do literatury rosyjskiej z carskiej Rosji... coś z tego zauroczenia zostało chyba w mojej podświadomości.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Jak pisałam poprzednio, to post Fathera jeszcze nie doszedł, więc po przeczytaniu go, zaczęłam być ciekawa i zaczęłam szukać co dokładnie było w programie z 2000 roku - ale nie znalazłam. Doszukałąm się programów z bieżącego roku i jeszcze któregoś ale nie z 2000. No i co mnie wkurza w programach nie ma nic o tancerzach - ale to tak na marginesie.

[quotebd="Father"]Nie wiem dlaczego ale w walcu Malakow wydaje mi sie zamało przekonywujacy, może powinno być: zamało dostojny. Być może jest tak dlatego iż Malakow reprezentuje najwyższą klasyczną półkę a walce Strausa które notabene, uwielbiam sa jakby o pół poprzeczki niżej :wink: Kiedyś spelniały rolę salonowej muzyki rozrywkowej.[/quotebd]

A widzisz to już kwestia subiektywnego odbioru każdego indywidualnego człowieka, z którym głupstwem byłoby polemizować, a można tylko uszanować. Ja odebrałam W.M. jako ogromnie dostojnego... i ogólnie cały ten fragment mnie zahipnotyzował :D ale ja biorę poprawkę na to, że od 22 XII jestem jak w amoku i dziennie oglądam V.M z kilka godzin łącznie (nie licząc nocy, bo nawet mi się ostatnio śni jak tańczy.... :D ), więc mój odbiór może być wypadkową tego co już mam w podświadomości i tego co widzę.
A skoro tak to F. odebrałeś, to nie sądzę, że to wina muzyki. Słuchamy dziś jednak z naszymi dzisiejszymi odczuciami, a dziś Straus wydaje nam się jednak nobilitujący, więc chyba to jednak "wina" (o ile to dobre określenie) V.M.
PS zachęcam Was do rozmów w temacie Dinu Tamazlacaru - mam ogromny głód rozmów na jego temat.
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Daruję Ci. Masz rację Mnie muzyka Strausa nobilituje:smile:
Uwielbiam kobiety w amoku :wink:
A tak przy okazji: przyjmijcie ode mnie serdeczne Życzenia Noworoczne.
Za 10 min w tv2 bedzie koncert noworoczny z Wiednia
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

tak tak bardzo ładny (jak się okazało) ale bez Staatsballett Berlin... :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry:
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Też oglądałam i też trochę się zawiodłam, choć niekoniecznie tym, że nie tańczyli tancerze z Berlina ;). Pierwszy taniec (ten, gdzie tancerka miała czerwoną suknię) mnie nie powalił, nie choreografia, ale wykonanie, szczególnie tancerka (dla informacji - byli to Eleonora Abbagnato i Nicolas Le Riche). Drugi podobał mi się już znacznie bardziej, jednak kostiumy trochę psuły mi odbiór, mimo znanego nazwiska projektanta ;).
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

[quotecc="ag111111"]I)

http://www.youtube.com/watch?v=bfJtz5Dz7KA

Nie wiem, czy ten film juz tu się pojawiał - ja go wczoraj widziałam po raz pierwszy . Jak dla mnie najlepiej zrobiony film o V.M - w sensie najbardziej go oddający. W tytule ma Portret Malakhova i jest to wierny portret.[/quotecc]
To znaczy to jest "Suche nach Schwerelosigkeit" czyli "W poszukiwaniu nieważkości", film zrealizowany w 2004r. w Niemczech ;) Też bardzo lubię ten dokument i mnie też denerwuje to, że całość jest po niemiecku, a nawet kiedy mówią po angielsku lub rosyjsku i tak wszystko zostaje zagłuszone przez tłumacza.

[quotecc="ag111111"] serce rośnie jak widzi się przyjecie V.M. w Tokyo... Kilka lat temu, jak interesowałam się bardziej baletem w Korei Południowej , odniosłam wrażenie, że chyba w Korei i Japonii tancerze baletowi są najbardziej doceniani - dlatego wyrazy szacunku dla azjatów, że umieją tak docenić to co ładne. Wracając do Tokyo, to te obrazki z metra z miasta - na których tłum szedł z V.M, a prawie każdy przechodzień umiał go zidentyfikować i popadał w popłoch, ze jest tam V.M - ogromnie cieszą wzrok.[/quotecc]
Moim zdaniem on w Japonii jest traktowany niemal jak gwiazda Hollywood ;) Spacer po czerwonym dywanie, kwiaty, tłumy ścigające go na stacji metra, przed którymi musi po protu uciekać, rozdawanie autografów, i nawet kiedy wsiada już do limuzyny nie ma chwili spokoju - fani obstępują samochód i jeszcze przez szyby próbują robić zdjęcia aparatami, komórkami etc. A jak mówił Witkiewicz w innych krajach jest podobnie, np. w Wiedniu po spektaklach czekają tłumy, kilkaset osób czatuje na autograf lub zrobienie sobie z nim zdjęcia, a nawet, jak wspominał, gdy udawał się z nim obiad do restauracji, lub na spacer do parku cały czas był zaczepiany przez kogoś, kto prosił o autograf, lub po prostu chciał uścisnąć mu dłoń i powiedzieć: "dziękuję".
I jak mówił, fascynowało go niezmiernie to, że osoba z tak elitarnej dziedziny sztuki zyskała tak kolosalną popularność i jest powszechnie rozpoznawana niemal na każdym kroku.

Jedno ze źródeł tej informacji, nigdy wcześniej go tutaj nie zamieszczałam, bo nigdy nie było aż tak zagorzałych dyskusji, ale myślę, że znajdziecie tam co najmniej jedną bardzo interesującą ciekawostkę na temat Vladimira (jak dla mnie uroczą) i nie tylko: http://www.maestro.hb.pl/mambo/document/Kurier_Malakhov.pdf

Jestem też ciekawa, co myślicie o tekście Alaina Bernarda, bo ja muszę przyznać, że nie ze wszystkim się z nim do końca zgadzam.

[quotecc="ag111111"]3) kolejne wrażenie z filmu to to, że obraz ten jak żaden inny wyłapał niesamowitą delikatność V.M. Jest kilka scen z prób, na których widać, że jak komuś coś nie wyszło albo stał się poddenerwowany, to on natychmiast to wyczuwał, podchodził i przytulał taką osobę. I z tego kolejne moje wrażenie: chyba V.M. jest znakomitym szefem dla tancerzy w Statsballett Berlin. [/quotecc]
Tak, on nawet mówił o tym, że wszystkich tancerzy traktuje właśnie jak rodzinę, że czuje się za nich odpowiedzialny i dlatego musi się nimi wszystkimi opiekować - czasami pogłaskać po głowie, a czasem pogrozić palcem ;)

[quotecc="ag111111"]ostatnie wrażenie luźno wiąże się z v.M, bo dotyczy atmosfery w Bolszoj i Staatsballett Berlin. Noc i dzień. W Berlinie luz, zrozumienie, szacunek i duuużo śmiesznych scen typu zaczepaianeie V.M. w przebraniu kobiecym (z Kopciuszka) klapsem w tyłek a w Bolszoj sami wściekli i wredni (no może poza 2 osobami). Współczuję biednym tancerkom Bolszoj, zwłaszcza tym najniższym w hierarchii, bo chyba nie mają życia usłanego różami.[/quotecc]
Rzeczywiście widać to na każdym kroku, a co do teatrów w Rosji, zarówno Wielkiego i Maryjskiego to chyba zatrudnieni tam tancerze taką napiętą, pełną rywalizacji atmosferę postrzegają jako coś na porządku dziennym, coś normalnego. Dlatego pod względem tej przyjaznej atmosfery Staatsballett na pewno jest pewnego rodzaju ewenementem, ABT też zawsze wydawało mi się takim w miarę przystępnym zespołem, ale jednak wymagania tam są ogromne, kiedy tancerz nie rozwija się, nie "awansuje" jest po prostu zwalniany (nie to, że może sobie dalej spokojnie tkwić w corps de ballet i tak przeczekać do emerytury), więc teraz do tego wizerunku wytworzonego w różnych filmach itd. podchodzę jednak nieco bardziej sceptycznie.

[quotecc="ag111111"]Co do Caravaggia, to chciałabym go zobaczyć ale powiem szczerze, że na żywo. Taka mi została pozostałość z pierwotnego nakierowania tylko i wyłącznie na klasykę, że rzeczy współczesne bardziej robią na mnie wrażenie dużo większe na zywo. Przypuszczam , że jest to wypadkowa 2 rzeczy: 1)zbyt małego zdecydowanie wgryzienia się w taniec współczesny 2) tego że w tańcu współczesnym więcej jest przekazywalnych uczuć i wrażeń jakby poza tańcem, a to trochę wymaga bezpośredniego kontaktu.[/quotecc]
Również chciałabym zobaczyć "Caravaggia" na żywo, mam nadzieję, że może w tym nowym roku uda mi się obejrzeć ten spektakl razem z "Czajkowskim" w Berlinie, nie mniej jednak już samo nagranie było dla mnie źródłem ogromnych emocji, więc nawet trudno mi sobie wyobrazić odbiór i percepcję tego dzieła przy bezpośrednim kontakcie ze sceną ;)

[quotecc="ag111111"] Nie ma wątpliwości, że Czardasz. Pisząc o carskiej Rosji miałam na myśli nastrój, czy mówiąc dosadniej moje wrażenie, subiektywne odczucie po obejrzeniu. Chodzi o to, że jak się widze coś co mną zawładnia, to na gruncie tego rodzą się w głowie skojarzenia, wrażenia, odczucia czy emocje, które kompletnie nic wspólnego nie mają czasem z tym co widzę. W tym fragmencie z 2000 r. V.M. wchodząc do pałacu (zamku czy czegoś tam) w płaszczu i z jakimś niepokojem skojarzył mi się ze znaną w literaturze rosyjskiej sceną... PS. w liceum miałam ogromny pociąg do literatury rosyjskiej z carskiej Rosji... coś z tego zauroczenia zostało chyba w mojej podświadomości.[/quotecc]
No widzisz, a ja właśnie nie byłam pewna, mimo że sama muzyka nakierowywała mnie w tą stronę, to jeszcze kostiumy kojarzyły mi się bardzo z Węgrami - jak widać oglądanie w dzieciństwie filmów o Sissi nie poszło na marne ;) Dlatego także bardzo dziękuję margotczyk za sprecyzowanie :)

A tutaj coś, czego na pewno nie było jeszcze na forum - "Sylwia" w Staatsballett:
http://www.youtube.com/watch?v=c6amovXU14M&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=3dH50rTvocE&feature=related

Sylwia - Polina Semionova, Amintas - Vladimir Malakhov

I teraz aż się coś we mnie gotuje, kiedy pomyślę, że mam arte, a nigdy na nic nie mogę trafić, wypadałoby się teraz tylko zainteresować, czy przypadkiem nie będzie powtórki. A jeśli ktoś zna francuski i zechciałby chociaż trochę pobawić się w tłumacza (tzn. np. tak mniej więcej streścić, o czym mówią), byłoby miło ;)

Już po samych fragmentach widzę, że ta "Sylwia" musi być nadzwyczajna, chociaż inscenizację Royal Ballet z Darcey Bussel i Roberto Bolle bardzo lubię, to widzę, że ta musi być jeszcze sto razy lepsza. Skoro mają nagranie - niech się nie cackają, tylko wydają dvd, Polina i Vladimir do tych ról zdają się być wprost stworzeni.

A już na sam koniec odbiegając od tematu, to występy na Koncercie Noworocznym podobały mi się, mimo absencji najbardziej oczekiwanego przeze mnie tancerza, a same kostiumy też mnie nie raziły.
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

[quote36="Ewa J."]I teraz aż się coś we mnie gotuje, kiedy pomyślę, że mam arte, a nigdy na nic nie mogę trafić, wypadałoby się teraz tylko zainteresować, czy przypadkiem nie będzie powtórki. A jeśli ktoś zna francuski i zechciałby chociaż trochę pobawić się w tłumacza (tzn. np. tak mniej więcej streścić, o czym mówią), byłoby miło ;)[/quote36]
Będzie. Jutro o 5 rano ;). Jest to krótki dokument, trwa 25 minut, tytuł brzmi: [i36]Bodytalk: l'erotisme du ballet classique.[/i36].
raisa
Posty: 1070
Rejestracja: ndz paź 16, 2005 4:07 pm

Post autor: raisa »

[quote04="Blanche"]jednak kostiumy trochę psuły mi odbiór, mimo znanego nazwiska projektanta ;).[/quote04]

No właśnie... mi też coś nie pasowalo do tego tańca. Lubię Valentino, ale jakoś te kostiumy nie mogły do mnie przemówić. Ale to był jego pierwszy takie doświadczenie - robienie kostiumów do baletu i może następnym razem nas bardziej oczaruje.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Co do koncertu noworocznego, to tak sobie myślę, że może taki był zamysł, żeby w tym roku balet nie tylko był czymś sam w sobie, ile ilustrował czy imitował taniec towarzyski. Do takiej konwencji świetnie pasowała i choreografia i kostiumy. Inna sprawa, że ja np. czegoś innego oczekiwałam tzn miałam ochotę zobaczyć coś w stylu: albo choreografii z 2000 roku (Czardasz) albo zeszłorocznej Polki węgierskiej. Ale moi kochani nie ma tego złego... - za rok liczę, że będzie inaczej (a że bywa z trenadami cyklicznie, to nadzieja jest). Poza tym wczoraj już pisaliście, że 2 lata pod rząd to i tak było dużo...

Co do tego linku maestro.hb.pl..... to mi się nie wyświetla ta strona, tzn wyświtla się ale pusta.

Co zaś się tyczy ABT, to ja osobiście po obejrzeniu kilku filmików stamtąd nigdy nie miałam wrażenia, że panuje tam anielska atmosfera. Przede wszystkim miałam wrażenie, że była jakaś taka silna rywalizacja między czołowymi tancerzami (nie taka jak w Rosji, bo bardziej maskowana- ale zawsze). Widać to np na kilku filmach na youtube z prób czy z prób i spektakli . Zawsze oglądając je miałam wrażenie (być może nie słuszne), że jeszcze nie tak dawno kilku (bardzo swoją drogą lubianych przeze mnie tancerzy) cały czas się podśmiewało z V.M. A oprócz tego to takie są Stany: kochają silne charaktery i wybitne osobowości, ale nikt tam , w żadnym fachu, nie ma skrupułów, żeby wyrzucić na bruk tego, kto nie daje sobie rady.

no i chyba tam, gdzie ścierają się w jednym miejscu wielcy i równi sobie zawsze jest jednak rywalizacja, aby się wybić. To takie chyba naturalnie ludzkie. W ABT jest - zwłaszcza chyba wsród mężczyzn - silna konkurencja i nikt nie jest chyab wg mnie gwiadą górującą zdecydownaie nad innymi w odróżnieniu od Statsballett Berlin, gdzie V.M. ma jednak zdecydowanie taką pozycję (mimo że na stronie oficjalnej podany jest jako 5 z pierwszych tancerzy, to nikt nie ma wątpliwości że jest wizytówką tego baletu i 1szą gwiazdą).

Ja też coraz częściej myślę, żeby zrobić sobie taką baletową wycieczkę do Berlina ale na nieszczęście najbliższy rok to dla mnie decydujący rok katorżniczej pracy od 4 rano do nocy z ewentualną przerwą na jakieś przedstawienie w Łodzi czy DVD, czy forum i mocno okrojone zycie prywatne. Czasowo przy dobrych wiatrach liczę, że może za jakiś rok wygospodaruję trochę czasu (Choć 2 następne lata też bedę podobne, ale może). A jak tak się stanie to powiem szczerze że nie wiem nawet na co jechać, bo im dłużej wchodzę w berliński repertuar, tym dochodze do wniosku, że wszystko warto zobaczyć...

Pamiętam, że z jakieś chyba 2 lata temu Katarzyna Bednarczyk napisała , że jeśli wycieczka baletowa to polaca Berlin. Wtedy pomyślałam, że to jakaś niedorzeczność, bo Paryż bo Londyn nie mówiąc o Stanach. Teraz z pokorą przyznać muszę, że w pełni ten pogląd podzielam.

Odnośnie Sylwii, to ciekawa jestem tego fragmentu, gdy V.M. mówił o tym chyba jak poznał Siemionovą. nic z tego nie zrozumiałam, możliwe że chodziło o coś innego. Jeśli ktoś z Was to zrozumiał, to błagam o przetłumaczenie.

To jak: kto jutro wstaje o 5 rano???? żeby obejrzeć? :D :D :D :D Ja wstaję o 4 jak co dzień prawie ale niestety nie mam tego programu w domu. Ale jakby ktoś z Was chciał pobudki, to służę pomocą :)

i na koniec jeszcze jedno odnośnie tego sklwepu w Tokyo: co stamtąd stanowi dla Was najbardziej pożądany produkt? a co tam, pomarzyć dobra rzecz....

PS a i tak mi się przy okazji przypomniało, widząc Sylwię, że V.M. W-em M-em, ale zobaczyć na żywo Nurjejewa... to by była gradka ....
ODPOWIEDZ