Zaczęłabym od tego: nie popadajmy w skrajności w ocenie Poliny. Zarówno jeśli chodzi o jej krytykę, jak i hiperbolizację uwielbiania (typu powyżej zastosowane określenie: arcy-primabalerina XXI wieku, co w odniesieniu to tak młodej tancerki jak ona jest według mnie dużym nadużyciem).
Co do porównań z Dianą Vishnevą to naprawdę dałabym tej kwestii spokój. One są naprawdę dwiema, zupełnie różnymi tancerkami, a mój ogromny podziw dla Diany nie wyklucza również szacunku dla Poliny.
Poza tym nauczyłam się już pokory w ocenie tancerzy, każdemu trzeba dać szansę, nie tylko z uwagi na ogromny wysiłek, jaki włożył w swoje kształcenie, ale czasem naprawdę można się pomylić. O ile już teraz wiem, że do pewnych tancerek (typu Somova, Tereshkina) nigdy się już raczej nie przekonam, to ostatnio dziwiąc się sama sobie odkrywam "to coś" w tancerkach, które jeszcze niedawno zażarcie krytykowałam. Jest nawet taki jeden znamienny przypadek, ale na razie starczy odchodzenia od tematu.
Ale muszę coś dodać koniecznie jeszcze a propos zdolności aktorskich Diany - nie wiem, co dokładnie rzekomo na ten temat piszą (ale przypuszczam, że jeśli już niepochlebnie to chyba tylko niezbyt wyrafinowana rosyjska krytyka, której poglądy czasem mnie wręcz śmieszą, nawet nie tyle, że denerwują), ale pomijając samą technikę, to właśnie jeśli chodzi o te, niech już będzie - tzw. zdolności aktorskie - to właśnie w tej kwestii mało która primabalerina dzisiaj w ogóle dorasta Dianie do pięt! Za samą technikę nie kocha się dziś artystów baletu (a przynajmniej ja nie, nigdy), bo dobrych technicznie mamy dziś na pęczki, a tancerki o takim stopniu wrażliwości artystycznej i właśnie o takich zdolnościach aktorskich, jakie ma Diana, możemy policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Zapewniam.
Kontynuując offtopic jestem ciekawa, czy trafiłam z tą rosyjską krytyką.. chwilami mam wrażenie, że rozwinęli u siebie bardzo mocno kult Uliany Łopatkiny i tylko, albo przede wszystkim jej, a na Dianę mogą szczególnie mocno kręcić nosem i krzywo patrzeć, odkąd więcej tańczy w ABT, niż w Maryjskim. Albo po prostu - mają takie widzimisię i tyle, niczym innym tego nie można wytłumaczyć.
Wracając do tematu: Blanche zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz. Porównywanie tego, jak szybko ktoś osiągnął wysoki status w Berlinie, a jak w Maryjskim jest zupełnie niemiarodajne. Osobiście uważam, że poziom artystyczny w Berlinie jest nieporównanie większy, niż w Maryjskim, a nawet wręcz trudno porównywać, bo poza klasyką - i to też nierzadko nudną - wszystko inne w Maryjskim po prostu "leży", czyli jednym słowem nie ma nic (no dobrze, może z wyjątkiem kilku pozycji z repertuaru neoklasycznego i współczesnego, typu Balanchine, Forsythe). Jeśli chodzi o Berlin zaś to mają ogromnie dużo do zaproponowania w każdym repertuarze i to na najwyższym poziomie, jak i w ogóle w skali światowej dzieją się tam fantastyczne rzeczy, ale z drugiej strony jeśliby wziąć pod uwagę (wyjmując doskonałych pierwszych tancerzy, czy raczej pierwszych solistów według ich nomenklatury) przeciętnego członka corps de ballet, to na pewno będzie on na dużo niższym poziomie techicznym, niż inny "przeciętny" tancerz w Maryjskim. Dlatego to prawda, że w tym drugim zespole wybić się o wiele trudniej i jeśli już idziemy tym tropem rozumowania, to można powiedzieć, że Diana w krótszym czasie osiągnęła o wiele więcej niż Polina, już po roku zostając primabaleriną w Maryjskim, mimo że Semionova została zaangażowana na pierwszą tancerkę w Berlinie od razu po ukończeniu szkoły.
I dodatkowo nałóżmy na to poprawkę, że było to w 2002 roku, czyli znany nam dobrze dyrektor artystyczny był dopiero na początku drogi reformowania zespołu w Berlinie, dlatego tym bardziej Staatsballett nie miał jeszcze takiego statusu i znaczenia, jakie posiada dziś. Ta renoma, którą obecnie dysponuje, to efekt ciężkiej pracy wykonanej przez ostatnie 8 lat. Wtedy, gdy została zaangażowana Polina, tak naprawdę wcale nie istniała, był to zespół o zdecydowanie przeciętnym poziomie.
No dobrze, a teraz przechodząc już konkretnie do rzeczy, to kiedyś miałam trochę podobne nastawienie do Poliny co ag, ale tylko trochę, bo na pewno nie aż tak radykalne. Również denerwował mnie ten powszechny i raczej mało uzasadniony nad nią zachwyt, ale swoją opinię zmieniłam niemal o 180 stopni po zobaczeniu jej w "Caravaggiu". Teraz nie jestem wręcz w stanie wyobrazić sobie kogokolwiek innego w roli Światła, jest w niej absolutnie fenomenalna i tym samym wzbudziła we mnie ogromny szacunek i podziw - jej talent jest wielki. Dlatego teraz już rozumiem, że nie jest przeciętną "primabaleriną", jakich chociażby w Maryjskim wcale nie brakuje, w "Serait.." również ani trochę mnie nie rozczarowała i przypuszczam, że to nie są jedyne pozycje w repertuarze współczesnym, w których się sprawdza, a nawet jestem tego pewna.
Co do klasyki - w niczym w całości tak naprawdę jej nie widziałam. Ag, a czy Ty widziałaś z nią całe "Jezioro łabędzie"? Z tego co mi wiadomo berlińska wersja, którą swoją drogą lubię, a którą można zobaczyć na dvd z 1998 roku, ze Steffi Scherzer i Oliverem Matz, jest jak na razie jedyną z tego teatru.. ale jeśli się mylę to bardzo proszę o szybkie wyprowadzenie mnie z błędu, bo jestem bardzo łasa na wszelkie nagrania ze Staatsballett
Natomiast po obejrzeniu następujących fragmentów, chociażby czarnego pas de deux:
http://www.youtube.com/watch?v=4q0z5nSiLUY&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=87ak9QNsRXk&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=I5tqXIZnOG8&feature=related (tutaj z kolei te fragmenty wariacji Odylii wydają mi się jeszcze bardziej dopracowane i dojrzałe, co jest świetnym dowodem na to, że cały czas musi się rozwijać i doskonalić).
Mogę śmiało stwierdzić, że przynajmniej jako Odylia bardzo mi się podoba. Bardzo elegancka, czarująca, zmysłowa. Poza tym spójrzcie tylko na jej ręce - są jak fala, absolutnie cudowne. I charakter roli oddany według mnie bez zarzutu, świetnie sobie z nią tutaj poradziła.
Poza tym jako Odetta też się wydaje być bardzo piękna - http://www.youtube.com/watch?v=NZKRxESG454&NR=1
A wnioskuję oczywiście na tyle, na ile wnioskować można z tak krótkich fragmentów
Co do przesadnego wchodzenia w rolę, to ja akurat należę do osób, które są jak najbardziej za takim właśnie modelem - czyli wchodzenia w rolę do tego stopnia, żeby tancerz był pozbawiony całkowicie jakiegokolwiek dystansu wobec kreowanej postaci. Tę cechę ma właśnie Malakhov i moim zdaniem to między innymi w dużym stopniu zadecydowało o jego sukcesie. Absolutnie fenomenalna umiejętność! Ale pozwolę sobie tym razem nie rozwijać, mam już w planach przy innej okazji
Natomiast całkowicie nie mogę się zgodzić co do jednej rzeczy - do tego, że Vladimir w ciągu ostatnich kilku, czy też kilkunastu lat się "wyrobił". To naturalna droga dojrzewania, jaką przechodzi każdy tancerz, nigdy też nie zauważyłam, żeby robił śmieszne miny, a patrząc na różnych tancerzy 20-parolatków i porównując z nim, kiedy był mniej więcej w tym samym wieku, mogę jedynie stwierdzić, że wręcz przeciwnie - był wtedy aż nad wiek dojrzały. I tu cały czas uparcie będę się powoływać na "Ledę i łabędzia" oraz "Pocałunek wieszczki", balety, w których partie tańczył mając niewiele ponad 20 lat, a które byłyby bardzo wymagające nawet od wiele starszego, bardziej doświadczonego tancerza. Nie mówiąc o tym, o jakim kalibrze "ciężkości" - przede wszystkim emocjonalnej - role dźwiga dziś. Caravaggio jest tego porażającym przykładem, naprawdę.