[quote2b="Blanche"]Ale to nie jest aż takie złe[/quote2b]
Może i masz rację Świat sie zmienia a mentalnie człowiek stoi w miejscu.
A może ważniejsza jest ilość a nie jakość?.
Ostatecznie są komputery aby bardziej swiat ogarnąć.
Córeczko nie dołuj się. Kiedy ja miałem Twoje lata to nie wiedzialem połowy z tego co Ty.
[quote74="Princess Maron"]a ja nie rozumiem dlaczego ludzie się tak jarają "zmierzchem" i książkami z tej serii... film mi sie niezbyt podobał i szczerze powiedziawszy nie zachęca do książki[/quote74]
No bo film był beznadziejny. Moja koleżanka się poryczała z gniewu ;P A ta rodzina wampirów tak wyglądała, ze się tak śmiać zaczęłyśmy Książka jest świetna!
a ja jestem stara i "mądra" i mimo to jakos te ksiażki mnie "wzięły" choć dostrzegałam i ich płytkość i nudne problemy itd. Nie wiem dlaczego ale mnie wciągnęły - chyba na zasadzie Ani z Zielonego wzgórza - że to "takie urocze".
Stara, durna romantyczka
Pomimo tego, że książka jest momentami pisana w tak banalny sposób, na zasadzie: zjadła, ubrała się, wyszła z domu. To wciągają. MOże dlatego, że czasem potrzeba takiego totalnego odprężenia?
Dołączę swoje trzy grosze - jest taka mentalność ludzka, zwana gustem. Jedni twierdzą, ze film jest genialny, dlatego zabierają się za książkę, jeszcze inni przeczytali książkę, a potem siedząc w kinie i oglądajac film o tymże samym tytule burczy pod nosem z niezadowolenia, że tyle ważnych wątków jest pominiętych jak ja, aczkolwiek jak patrzy na aktorów w pewien sposób nadrabia to braki (nie to, ze jestem jakąś fanatyczką odtwórców ról - nie, po prostu doszłam do wniosku, ze pasują do swoich ról;)) co do samych książek to twierdzę, ze fakt, może jest to banał, ale trzeba wyjść też z założenia, że może autorka nie miała na celu napisać jakiejś mega ambitnej książki, tylko żeby właśnie poruszyła te 'stare durne romantyczki' (do których ja też należę zresztą ;p). Myślę, że książki Meyer jako tako nie miały opowiadać o samych wampirach tylko miłości, a to, że jednym z nich jest wampir dodaje jakiś kolorów do powieści.
Jest też jakiś fenomen w tych książkach, że ludzie dopatrują się w bohaterach własnych cech, żyją jakąś tymi sytuacjami i myślę, że to są te główne punkty przyczepne w książkach.
Ja np. miałam tak ze wspomnianą Meg Cabot, która działa pod pseudonimem również, czytając książki pod nazwą "Pośredniczka" (nawiasem genialne, kolejne pstre romansidło, tym razem śmiertelniczki z duchem [ach kocham takie niemożliwe miłostki]), która mnie osobiście tak wciągnęła, po prostu żyłam tą książką przez następny miesiąc. I myślę, ze takie książki mają właśnie to 'coś'.
Nawiasem polecam książki Terakowskiej. Coś niesamowitego.
[quoted1="Kasia G"]a ja jestem stara i "mądra" i mimo to jakoś te ksiażki mnie "wzięły" choć dostrzegałam i ich płytkość i nudne problemy itd. Nie wiem dlaczego ale mnie wciągnęły - chyba na zasadzie Ani z Zielonego wzgórza - że to "takie urocze".
Stara, durna romantyczka [/quoted1]
Chyba czytałaś na temat tej książki w ostatnim nr. "Polityki"?
Jest tam bardzo trafny wywód na temat światowego powodzenia tej książki.
Ja na temat "Zmierzchu" powiem tyle: dla mnie takie rzeczy są za płytkie i nie znoszę marysuizmu, który się z tej serii wylewa (odsyłam do Wikipedii). Ale rozumiem, ze może się podobać, historia bazuje na takich schematach, które zawsze porywały i porywać będą.
Ale ja jestem pretensjonalną intelektualistką czytającą takich autorów jak Cortazar, Pamuk, Styron w kawiarniach przy oparach dymu papierosowego. Obecnie równolegle z literaturą brytyjską (potrzebne na studia) czytam klasyków rosyjskich. Na tapecie mam "Annę Kareninę" i jak ktoś chce poczytać piękne historie miłosne, to polecam (osobiście najbardziej lubię wątek Lewina i Kitty, sama Anna mnie denerwuje trochę). Zresztą osoby zainteresowane baletem powinny znać tę historie .
[quote49="Father"][quote49="Kasia G"]a ja jestem stara i "mądra" i mimo to jakoś te ksiażki mnie "wzięły" choć dostrzegałam i ich płytkość i nudne problemy itd. Nie wiem dlaczego ale mnie wciągnęły - chyba na zasadzie Ani z Zielonego wzgórza - że to "takie urocze".
Stara, durna romantyczka [/quote49]
Chyba czytałaś na temat tej książki w ostatnim nr. "Polityki"?
Jest tam bardzo trafny wywód na temat światowego powodzenia tej książki.[/quote49]
Si, czytałam, własnie też pomyślałam ze to bardzo trawna diagnoza. Mnie też sporo rzeczy w tej ksiazce denerowao, ale jednak inne przyciągały. Wiele dziewczyn i kobiet w zalewie bohaterek silnych, twardych i coraz niej kobiecych bohaterek zbiorowej imaginacji poszukuje (identyfikuje sie) z sierotkami typu Bella potykającymi się o własne nogi, potrzebujacymi oparcia, ale w chwili prawdziwego wyzwania gotowymi na poświęcenia. Ot, taki stary, zakorzeniony w nas mit Ja tam nie lubię jak bohaterka wymachuje szpadą lepiej od swego ukochanego i rozkłada wrogów na lopatki nie oczekując na pomoc )
PS. Nie tylko z racji wykształcenia znam "Annę Kareninę" i okropnie jej nie lubię - fakt, denerwuje mnie bohaterka, wolę Kitty, ale generalnie to ja tam wybieram Malgorzatę z Bułhakowa (jesli idzie o rosyjską literature)