Vladimir Malakhov (w Polsce i nie tyko)

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

A więc byłam, niedawno wróciłam i niestety jak na tą chwilę rzetelnej relacjo-recenzji nie jestem w stanie napisać. Zaczęło się od tego, że byłam bliska zawału, kiedy siedziałam już w fotelu i nagle podczas przemowy konferansjera padło zdanie tego rodzaju:"(...)I Vladimir Malakhov, którego niestety dziś nie ma z nami". Najpierw myślałam, że się przesłyszałam, ale spojrzałam na koleżankę i tak samo zobaczyłam w jej oczach przerażenie. Dlatego od tego momentu straciłam kontakt z rzeczywistością, nic do mnie docierało i nic dalej nie słuchałam, chyba chciano mnie już zacząć cucić, w każdym razie, nie wiem, jak to dokładnie dalej było, ale po jakimś czasie przekazano mi, że ktoś wyprostował tą informację, a konferansjer-gamoń miał na myśli, że nie ma go, ale w tej chwili na scenie..
W tamtym momencie naprawdę miałam ochotę udusić tego pana za chwile grozy, jakie mi zafundował! A poza tym to było po prostu przepięknie, co prawda program dosyć mnie zaskoczył i chociaż na początku nie mogłam odżałować, że nie będzie "Voyage", to przede wszystkim "Cerait-ce la mort?" i "Aria" do muzyki Haendla zrobiły na mnie przeogromne wrażenie. Szczególnie, że tych dwóch choreografii nie widziałam wcześniej, a kiedy je oglądałam to miałam po prostu w oczach.. ach. Opisywanie moich wzruszeń nie ma chyba zbyt wielkiego sensu, ale mogę tylko powiedzieć, że raz chwilę ekstazy - kiedy wstałam, żeby oklaskiwać "Cerait.." próbowała przerwać mi jakaś pani, ciągnąc mnie z tyłu za sukienkę (nie wiem nawet, z jakiego powodu), ale i tak jej się nie udało, a samo stanie oko w oko, całkiem na wprost mistrza było czymś cudownym i niezwykłym.
Wprost nie da się tego opisać, jakie to uczucie, kiedy ogląda się go na żywo, jak przyciąga wzrok i jak magnetyzuje swoją osobą, było to dla mnie ogromne przeżycie, poza tym ani na chwilę, gdy był na scenie, nie mogło mnie opuścić drżenie i łomotanie serca.. A zresztą, wszyscy się strasznie powzruszali, łącznie z organizatorami i dlatego zaczęły się im sypać przemowy, były ogromne brawa na stojąco, tak długo, jak długo nie przerwał ich w końcu konferansjer, żeby umożliwić końcowe "ceremonie". Poza tym nie tylko publiczność, ale sam Vladimir był bardzo wzruszony, naprawdę było to widać, uśmiechał się cały czas, nawet dwa razy wykonał taki gest, jakby ocierał łzę z oka, a później, kiedy otrzymał jeszcze statuetkę Nadzwyczajnego Fauna za wybitny wkład w rozwój światowego baletu, powiedział kilka zdań, myślę, że takich naprawdę od serca i dodał, że chciałby znowu wrócić ze swoim zespołem do Polski i kolejny raz jeszcze bardziej pozytywnie zaskoczyć publiczność, co oczywiście spotkało się z powrotem gromkiego aplauzu. Także zostali naprawdę ciepło przyjęci, a cała gala miała bardzo ciekawy program, tancerze na najwyższym poziomie, nawet kilku takich zapowiadających się na duże talenty, że już nie wspomnę o cudownych Beatrice Knopp, na którą do tej pory małą zwracałam uwagę, a jest ona po prostu niesamowita, Polinie Semionovej, tak samo fantastycznej i bez porównania z tym, kiedy ogląda się ją na nagraniach, jak też Nadii Saidakovej, której niestety było niewiele i jeszcze Shoko Nakamurze - naprawdę pozytywne wrażenie wywarła na mnie jej Zobeida w adagiu z "Szecherezady", jej partner zresztą również. A wszystkie panie razem wzięte w "Cerait.." łącznie z Vladimirem to była po prostu czysta poezja, coś nadzwyczajnego.

I zdecydowanie był to najpiękniejszy występ, jaki do tej pory widziałam i którego na pewno nigdy nie zapomnę, a apetyt na Berlin i "Czajkowskiego" wcale nie zmalał, ale przeciwnie, wciąż rośnie i rośnie. Jak najwięcej, jak najwięcej jego tańca, samej jego osoby, wycisnąć wszystko, co tylko się da. I nie mogłabym chyba żyć z myślą, że żyjąc w tych czasach nie widziałam na żywo najwybitniejszego tancerza XXI wieku, szczególnie mając świadomość, że był tak blisko, a teraz w końcu mi się udało. Kolejna misja przede mną: zdobyć nagranie z tej gali, a całe szczęście, że w taki rzeczach jestem zawzięta i niezwykle uparta ;)
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

No tak, wreszcie chwila spokoju po świętach i mogę pisać.
Na mnie również wielkie dobre wrażenie wywarła "Aria" chor. ValCaniparoli w wykonaniu V.M.. Jak dla mnie to był taniec numer 1 wieczoru...
Co do V.M., to przypuszczam, że gdyby tylko wyszedł i się uśmiechnął, to i tak byłoby mi bardzo miło, że mogę go zobaczyć na żywo... A i gdyby zatańczył cokolwiek, nawet coś zupełnie go nieeksploatującego fizycznie, to i tak sama harmonia ruchów, rzuciłaby mnie na kolana.

Taniec V.M. trudno opisywać, bo niby jak opisać słowami doskonałość ruchu... Każdy ruch, krok były perfekcyjne i dodatkowo uwidaczniały jakąś hm... dojrzałość artystyczną.

Patrząc na V.M. i mając w pamięci jego występy sprzed 10, kilkunasu lat (chociażby znanego nam wszystkim handlarza niewolnikami w amerykańskim Korsarzu i inne klasyczne role dostepne na youtube) przeszła mi myśl, że ten artysta z każdym rokiem bardziej dojrzewa, doskonaleje, wyszlachetnia się w tańcu i w obyciu ze sceną. Być może to dlatego, że w przeszłości, chociażby w USA, nie miał chyba jednak takiej pozycji, jaką zdobył obecnie w Berlinie. Teraz jako dyrektor artystyczny i wielka niekwestionowana gwiazda, ma wpływ na to co i jak tańczy.
No i tak jak i Ewę ujęło mnie to, co VM powiedział na koniec.

Wydało mi się to niezwykle urocze, kiedy widząc jak publiczność bije mu nieustannie brawo, a kurtyna opada, przebiegł pod kurtyną do "ludzi", uniemożliwiając zasłonięcie się kurtyną. Była w tym jakaś tęsknota do konatktu z widzami. I radość z wieczoru...

Mam takie wrażenie po przesłuchaniu wywiadu z nim i widząc go na scenie, że ten niesamowicie skromny człowiek i wielki tancerz ma niesamowitą radość z tańca. Pamiętam ten fragment wywiadu o czajkowskim, który chyba Ewa nam umiesciła, gdzie powiedział, że gdy tańczy w Czajkowskim, to z końca przedstawienia z jednej strony jest zadowolony, bo jest skonany, ale z drugiej strony jest smutny, bo uwielbia tę adrenalinę, którą tańcząc czuje.
Tak: emanują z niego 2 silne cechy: skromność i radość z tańczenia (+oczywiście doskonałość w tańcu). Ładna to dla widza mieszanka.


[quote:4f81db87fd="Ewa J."]" a apetyt na Berlin i "Czajkowskiego" wcale nie zmalał, ale przeciwnie, wciąż rośnie i rośnie. Jak najwięcej, jak najwięcej jego tańca, samej jego osoby, wycisnąć wszystko, co tylko się da. I nie mogłabym chyba żyć z myślą, że żyjąc w tych czasach nie widziałam na żywo najwybitniejszego tancerza XXI wieku, szczególnie mając świadomość, że był tak blisko, a teraz w końcu mi się udało. Kolejna misja przede mną: zdobyć nagranie z tej gali, a całe szczęście, że w taki rzeczach jestem zawzięta i niezwykle uparta ;)[/quote:4f81db87fd]

Mi też okropnie się podobało. Widok ten mnie upoił, jak wino alkoholika. Cały czas nie mogę dojść do siebie. I wcale nie zaspokoił się mój apetyt na to, żeby patrzeć na żywo na v.M. - przeciwnie..... Po gali : 1) zwielokrotnił się mój zachwyt V.M 2) zauroczyłam się D.T. i marzy mi się, żeby ich raz jeszcze zobaczyć na żywo.

PS. Jeśli znalazłabyś Ewo jakieś namiary na nagraie z gali, to proszę ogromnie o namiary... Jest w internecie dużo materiałów o tym programie, który widziałyśmy 22XII. Przypuszczam, że skoro to taki znany, często wystawiany i komentowany zestaw, to kto wie, może jakieś nagranie z tego jest.

PS2 jest w sprzedaży książka Vladimir Malakhow. Rozmowaz z... Jana Witkiewicza. Czy ktoś to z Was miał w ręku???
PS 3. mi też podobała się Shoko Nakamura w wyjątku z Korsarza, zwłaszcza jej śmieszne, zalote, orientalne ruchy rak . Bardzo to było słodkie. Posługujac się słowami faceta, który siedział za mną "słodkie to było jak szecherezada".
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

gdzies w polowie tego watku zapowiadalam ukazanie się tej ksiązki - na naszych półkach jest równo od roku bo kupowalam ją koleżankom na poprzednia gwiazdkę :)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

[quote:1fc61f3ca2="ag111111"]No tak, wreszcie chwila spokoju po świętach i mogę pisać.
Na mnie również wielkie dobre wrażenie wywarła "Aria" chor. ValCaniparoli w wykonaniu V.M.. Jak dla mnie to był taniec numer 1 wieczoru... [/quote:1fc61f3ca2]
O panie! Dla mnie to było coś wprost nie do opisania! "Boski" jest w tym nadzwyczajny, nieziemski, czuje się, że ten taniec to tak nieskończenie więcej niż sam taniec, że tak jak powiedziałaś, nie można tego w żaden sposób określić.

[quote:1fc61f3ca2]Taniec V.M. trudno opisywać, bo niby jak opisać słowami doskonałość ruchu... Każdy ruch, krok były perfekcyjne i dodatkowo uwidaczniały jakąś hm... dojrzałość artystyczną.[/quote:1fc61f3ca2]
Tak, tak, właśnie tak! Szkoda po prostu język tępić na darmo, bo nic sensownego wobec tego fenomenu i tak nie będzie się w stanie wykrzesać ;)

[quote:1fc61f3ca2]Co do V.M., to przypuszczam, że gdyby tylko wyszedł i się uśmiechnął, to i tak byłoby mi bardzo miło, że mogę go zobaczyć na żywo... A i gdyby zatańczył cokolwiek, nawet coś zupełnie go nieeksploatującego fizycznie, to i tak sama harmonia ruchów, rzuciłaby mnie na kolana. [/quote:1fc61f3ca2]
Masz rację, to trzeba przyznać, że sam jego uśmiech podczas ukłonów rozkładał mnie na łopatki i wprawiał w stan zupełnego "wymięknienia", osłabienia itd.


[quote:1fc61f3ca2] Patrząc na V.M. i mając w pamięci jego występy sprzed 10, kilkunasu lat (chociażby znanego nam wszystkim handlarza niewolnikami w amerykańskim Korsarzu i inne klasyczne role dostepne na youtube) przeszła mi myśl, że ten artysta z każdym rokiem bardziej dojrzewa, doskonaleje, wyszlachetnia się w tańcu i w obyciu ze sceną. Być może to dlatego, że w przeszłości, chociażby w USA, nie miał chyba jednak takiej pozycji, jaką zdobył obecnie w Berlinie. Teraz jako dyrektor artystyczny i wielka niekwestionowana gwiazda, ma wpływ na to co i jak tańczy. [/quote:1fc61f3ca2]
Na pewno masz rację, tak, bez wątpienia, bez tej dojrzałości moim zdaniem nie mógłby nie tylko tańczyć takich ról jak np. Caravaggio (w końcu to, że jest on odmieńcem i - mordercą - jest tam głównym motywem, eksponowanym dosłownie cały czas, ale bardzo wbija się w pamięć, w myśli wykreowana tam przez niego postać, porażająca rola wg. mnie, trudna i ciężka również w odbiorze, ale nie zmienia to faktu, że spektakl pierwsza klasa), ale też takich jak Czajkowski, mężczyzna u kresu życia z "Cerait.." i nawet z tych miniatur, jak właśnie "Aria" i "Voyage". Moim zdaniem nie podołałby im jako powiedzmy 20-latek (albo raczej: nie byłyby tak doskonałe, bo "Voyage" np. tańczy już bardzo długo), chociaż i tak wtedy był już bardzo dojrzały, kreował równie fantastyczne role ;)
A jeśli chodzi o Lankedama, to ta czysto popisowa partia nie jest wcale dla niego według mnie - cóż on tam może powiedzieć swoim tańcem?

[quote:1fc61f3ca2]Wydało mi się to niezwykle urocze, kiedy widząc jak publiczność bije mu nieustannie brawo, a kurtyna opada, przebiegł pod kurtyną do "ludzi", uniemożliwiając zasłonięcie się kurtyną. Była w tym jakaś tęsknota do konatktu z widzami. I radość z wieczoru...[/quote:1fc61f3ca2]
Tak, dokładnie tak, to było tak przeurocze, że człowiekowi same na usta cisną się najbardziej "lukrowe" określenia pod słońcem. To była chwila, sekundy, ale zdążył na czas i stanął tak blisko publiczności, dosłownie na wyciągnięcie ręki. A że byłam blisko i stałam centralnie naprzeciwko niego i że wstałam od razu po końcu "Arii" jako pierwsza, to czuło się aż w powietrzu coś tak nadzwyczajnego.. jak on się wtedy uśmiechał, jak się cieszył, naprawdę nigdy go takim nie widziałam na ukłonach po żadnym z tych spektakli, które z nim mam ;)


[quote:1fc61f3ca2]Mam takie wrażenie po przesłuchaniu wywiadu z nim i widząc go na scenie, że ten niesamowicie skromny człowiek i wielki tancerz ma niesamowitą radość z tańca. Pamiętam ten fragment wywiadu o czajkowskim, który chyba Ewa nam umiesciła, gdzie powiedział, że gdy tańczy w Czajkowskim, to z końca przedstawienia z jednej strony jest zadowolony, bo jest skonany, ale z drugiej strony jest smutny, bo uwielbia tę adrenalinę, którą tańcząc czuje.
Tak: emanują z niego 2 silne cechy: skromność i radość z tańczenia (+oczywiście doskonałość w tańcu). Ładna to dla widza mieszanka.[/quote:1fc61f3ca2]
Oj ładna, ładna, dla mnie to jest wprost prześliczna mieszanka :) Nic więcej nie trzeba, tak dokładnie, jak to ujęłaś: skromność i radość z tańczenia, ja to w nim bardzo, ogromnie kocham.
A co do "Czajkowskiego" to mnie zaintrygował w tym właśnie wywiadzie jeszcze jeden fragment i intryguje mnie do dziś: "When you die like physically, not mentally, you're happy somehow". Z pozoru totalny paradoks i absurd, no bo jak to, umiera na scenie i jest szczęśliwy? Ale to jednak nie żadna bzdura, jak się nad tym głębiej zastanowić, za to też go kocham, że językiem paradoksu i jednocześnie nieskomplikowanie często potrafi wyrazić bardzo trafnie jakąś myśl.. tak było też w wywiadzie dołączonym do "Giselle" gdzie tańczył z Dianą Vishnevą, czasem mówił pojedyncze zdania (ale nie jakieś takie banalne przemyślenia) i byłam ogromnie zaskoczona, kiedy czułam, że z tym co mówi dokładnie, słowo w słowo pokrywają się moje refleksje na ten sam temat ;)

[quote:1fc61f3ca2]Mi też okropnie się podobało. Widok ten mnie upoił, jak wino alkoholika. Cały czas nie mogę dojść do siebie. I wcale nie zaspokoił się mój apetyt na to, żeby patrzeć na żywo na v.M. - przeciwnie..... Po gali : 1) zwielokrotnił się mój zachwyt V.M 2) zauroczyłam się D.T. i marzy mi się, żeby ich raz jeszcze zobaczyć na żywo. [/quote:1fc61f3ca2]
Upoił to zdecydowanie najwłaściwsze określenie ;) Ze mnie się nawet śmiali, bo już po przerwie miałam nogi jak z waty i schodziłam po schodach z drżącymi kolanami, zupełnie oszołomiona i myślę, że wyglądałam trochę jak nieprzytomna.

[quote:1fc61f3ca2="Ewa J."]PS. Jeśli znalazłabyś Ewo jakieś namiary na nagraie z gali, to proszę ogromnie o namiary... Jest w internecie dużo materiałów o tym programie, który widziałyśmy 22XII. Przypuszczam, że skoro to taki znany, często wystawiany i komentowany zestaw, to kto wie, może jakieś nagranie z tego jest. [/quote:1fc61f3ca2]
Owszem, owszem, jest. Oczywiście nie miałam głowy, by załatwiać wtedy takie rzeczy, chociaż gdy zobaczyłam kamerzystę od początku planowałam, że jak będzie przerwa to od razu do niego podejdę i z nim porozmawiam. Niestety mój stan upojenia poniekąd pokrzyżował mi plany i niejako to uniemożliwił, ale całe szczęście inna osoba z mojego otoczenia była na tyle "trzeźwa", by się tym zająć. A więc tak: od tego pana wiadomo, że nagranie to powstawało oczywiście na zlecenie stowarzyszenia i mówił, żeby ewentualnie udać się na Piotrkowską (chociaż to dziwne, bo siedzibę mają zupełnie gdzie indziej), ale coś mi się wydaje, że na tej Piotrkowskiej prędzej uda się coś załatwić, ponoć czasem na witrynie można obejrzeć fragmenty nagrań np. z ubiegłorocznych konkursów.
Miałam tam iść następnego dnia, ale uznałam, że i tak to bez sensu, bo nie będą przecież mieli jeszcze tego nagrania, więc nie będzie co od nich wyduszać, a tylko prędzej będą mogli odmówić. Na razie więc napisałam do nich maila, jeśli po świętach nie odpiszą, zamierzam do nich zadzwonić, ale oczywiście nie mam złudzeń i zdaję sobie sprawę, że będę musiała tam na pewno znowu jechać. Wiem, że będzie ciężko i nie mam pojęcia ile to wszystko potrwa (kto wie, czy nie kilka miesięcy), ale choćby i z gardła im to wyciągnę, nie ustąpię.

[quote:1fc61f3ca2]PS2 jest w sprzedaży książka Vladimir Malakhow. Rozmowaz z... Jana Witkiewicza. Czy ktoś to z Was miał w ręku???[/quote:1fc61f3ca2]
Tak, i to nie raz ;) Ale mam wrażenie, że ciężko mi czasem do niej wracać, w sumie nie wiedziałam dokładnie dlaczego.. ale to trochę tak, jak powiedział do niego Witkiewicz, że pana życie wygląda na takie kolorowe i bez problemów, gdy pan o nim opowiada, czym oczywiście chciał go sprowokować do zwierzeń innego rodzaju i po części nawet mu się to udało, ale tylko po części, bo sam zainteresowany przyznał, że nie lubi mówić o tych ciemnych stronach, ale o ile jego życie zawodowe to linia prosta ku górze, to prywatne wyglądało bardziej jak ciągłe "góry i doły". Nie wiedziałam np., że został kiedyś ciężko pobity, że chciano w ten sposób odebrać mu życie (o czym zresztą tylko napomknął) i że miało to związek z wykonywaną przez niego profesją. I nie wiedziałam, że te nierówności na jego cerze, ten, jak się wydaje, podwójny podbródek, to blizny po tym pobiciu i że z tyłu głowy ma ich jeszcze więcej. Jeśli chodzi natomiast o ekscesy w zachowaniu madame Lifar wobec niego, to również ciężko byłoby przypuszczać, że aż tak bardzo odbiły się na jego zdrowiu.. ale to tylko pokazuje, że w tym ich świecie wcale nie jest łatwo żyć, że czasem większe zagrożenie od młodych rywali w zawodzie potrafią stworzyć podstarzałe wdowy po jednym bogu tańca i próbujące usidlić kolejnego ;)

[quote:1fc61f3ca2]PS 3. mi też podobała się Shoko Nakamura w wyjątku z Korsarza, zwłaszcza jej śmieszne, zalote, orientalne ruchy rak . Bardzo to było słodkie. Posługujac się słowami faceta, który siedział za mną "słodkie to było jak szecherezada".[/quote:1fc61f3ca2]
No bo to właśnie była "Szecherezada", a "Korsarz" nie wiem czemu, wypadł jakoś z programu gali ;)

PS. A tak w ogóle to jestem bardzo mądra, bo napisałaś mi, że masz miejsce w 3 rzędzie, ale jak byłam w teatrze to zapomniałam, które konkretnie. Za to z tego, jak obserwowałam osoby przychodzące same, wyciągnęłam wniosek, że to mogłabyś być ty; czy byłaś może ubrana na jasno-beżowo i miałaś włosy związane w kitkę? ;)
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Co do tego nagrania, to jeżeli miałabyś Ewo problemy z jego uzyskaniem, to może mogłabym Ci pomóc. Jeżeli nie chcieliby lub nie mogli przesłać Ci tego, to mogłabym odebrać to nagranie i Ci je przesłać paczką. Nie wiem dokładnie jakby to zorganizować ale tak myślę na gorąco. Tym bardziej że dla siebie też bym chciała je mieć, więc pewnie też tam pójdę. A czy masz do nich jakiś telefon???

Co do książki Witkiewicza, to :

[quote="Ewa J."] ale o ile jego życie zawodowe to linia prosta ku górze, to prywatne wyglądało bardziej jak ciągłe "góry i doły". Nie wiedziałam np., że został kiedyś ciężko pobity, że chciano w ten sposób odebrać mu życie (o czym zresztą tylko napomknął) i że miało to związek z wykonywaną przez niego profesją. I nie wiedziałam, że te nierówności na jego cerze, ten, jak się wydaje, podwójny podbródek to blizny po tym pobiciu i że z tyłu głowy ma ich jeszcze więcej. Jeśli chodzi np. o ekscesy w zachowaniu madame Lifar wobec niego, to również ciężko byłoby przypuszczać, że aż tak bardzo odbiły się na jego zdrowiu.. ale to tylko pokazuje, że w tym ich świecie wcale nie jest łatwo żyć, że czasem większe zagrożenie od młodych rywali w zawodzie potrafią stworzyć podstarzałe wdowy po jednym bogu tańca i próbujące usidlić kolejnego ;)


Jak Ewo dotarłaś do wszystkich informacji?
Chm a swoją drogą, to ilekroć wchodzi się w życie prywatne jakiegoś "boga tańa" to okazuje się ono smutne i ledwie do wytrzymania. Myślę, że dużo smutniejsze od sławnych ludzi z innych branż. Ogólnie z tancerzy bije jakaś nieśmiałość poza sceną i czasem się zastanawiam, czemu? Czy to ten ból fizyczny i niepewnosć następnego dnia, czy niedowartościowanie ze strony społeczeństwa, czy to taniec odbija takie piętno? Tak czy inaczej okropnie to wszystko jest smutne, że życie tak ciężko doświadcza moich idoli. Tzn nie życie, życie jest neutralne, że ludzie tak ich doświadczają.

Ostatnio zaczęła mnie kusić taka myśl, żeby spróbować napisać do 2 moich idioli tanecznych list czy mail z wyrazami uznania. Biednym moim kochanym tancerzom może w ten sposób udałoby się nieco osłodzić życie , gdyby dostawali codziennie tysiące wyrazów uznania... Nawet jeśli by tego nie czytali, sama świadomość dowartościowania przez widzów może troszkę podnosi na duchu.

[quote:612aeccc73]No bo to właśnie była "Szecherezada", a "Korsarz" nie wiem czemu, wypadł jakoś z programu gali ;)

Noi to palnełam głupstwo (mniejsze niż wczoraj na forum....) ale zawsze (hihi). Ale z tą Szecherezadą to ten ktoś trafił przypadkiem, bo to był laik, który swoje zdanie uzasadnił tak, że szecherezada to bardzo słodkie ciastko i to też był słodkie, więc jest podobne.

czy byłaś może ubrana na jasno-beżowo i miałaś włosy związane w kitkę? ;)[/quote:612aeccc73]

tak, to byłam ja hihi. Jakoś może w przyszłości się nam uda porozmawiać, nic straconego. Przed świętami miałam urwanie głowy zawodowo i jakoś w tym zamieszaniu zapomniałam dopilnować konkretnego umówienia się.

ps. przyznam się Wam, że ostatnio polubiłam na wielkie wydarzenia baletowe chodzić bez towarzystwa. Czuję się wtedy bardziej komfortowo, bo mogę całą uwagę skupić na scenie, a nie na trosce o drugą osobę, czy się nie nudzi czy jest jej dobrze (cóż moi znajomi nie są fanami baletu...). No i oprócz tego balet to jednak dla mnie rzecz osobista, stanowiąca całość sama w sobie. Balet mnie upaja i wystarcza.

PS to chyba Ewo siedziałaś na jakimś z moich ulubionych miejsc. Mi najbardziej dobrze jest w 1 rzędzie na wprost tancerzy po środku. Niestety [b:612aeccc73]po raz pierwszy [/b:612aeccc73]zdarzyło mi się, że jak kupowałam bilet na V.M, to te miejsca +all miejsca w 1 i 2 rzędzie były już zajęte. A na gali się okazało, że ci którzy je wykupili ostatecznie nie przyszli!!!! Trochę mi dziwnie było w 3cim, bo daleko i ludzkie plecy trochę przeszkadzały, ale to chyba siła przyzwyczajenia... Ostatecznie jednak byłam po przedstawiueniu bardzo szczęśliwa.

Nie wiem, czy to już było na forum?:

http://www.youtube.com/watch?v=H6hkzBFC-EM&feature=related

Dziś od rana oglądam V.M : jak tańczy, jak mówi, co mówi, jak się zachowuje. Mam nieodparte wrażenie, że przygniata go jego przeszłość i to co przeszedł.
W w/w filmie jest smutny, powiedział na początku, że gdyby miał swoje dziecko, to nigdy by go nie oddał do szkoly baletowej przy Bolszoj. Jak mówi o przeszłości, to widać jakieś przygnębienie.
W filmach, wywiadach z czasów kiedy był w USA też widać jakieś przygnębienie. Cóż Stany to mój kochany kraj, ale z własnego doświadczenia wiem, że ten kraj przytula tych , którzy kochają życie, a osoby uwikłane w niesmiałość, złe wspomnienia odrzuca. Na "treningach" w balecie w stanach V.M. "odstaje" od innych tancerzy; czuć że się tam źle czuł.

Ale teraz mam wrażenie, że chyba jest inaczej. Berlin mu służy. Na żywo był inny niż na tych filmach. Oby tak było i oby każdy nowy dzień umacniał go i przynosił wynagrodzenie za trudnone początki.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

[quote:f1525a3a15="ag111111"]Co do tego nagrania, to jeżeli miałabyś Ewo problemy z jego uzyskaniem, to może mogłabym Ci pomóc. Jeżeli nie chcieliby lub nie mogli przesłać Ci tego, to mogłabym odebrać to nagranie i Ci je przesłać paczką. Nie wiem dokładnie jakby to zorganizować ale tak myślę na gorąco. Tym bardziej że dla siebie też bym chciała je mieć, więc pewnie też tam pójdę. A czy masz do nich jakiś telefon???[/quote:f1525a3a15]
Tak, mam, ale to już może napiszę na pw i w ten sposób ustalimy jakąś wspólną strategię co do misji zdobywania nagrania ;)

[quote:f1525a3a15]Jak Ewo dotarłaś do wszystkich informacji?
Chm a swoją drogą, to ilekroć wchodzi się w życie prywatne jakiegoś "boga tańa" to okazuje się ono smutne i ledwie do wytrzymania. Myślę, że dużo smutniejsze od sławnych ludzi z innych branż. Ogólnie z tancerzy bije jakaś nieśmiałość poza sceną i czasem się zastanawiam, czemu? Czy to ten ból fizyczny i niepewnosć następnego dnia, czy niedowartościowanie ze strony społeczeństwa, czy to taniec odbija takie piętno? Tak czy inaczej okropnie to wszystko jest smutne, że życie tak ciężko doświadcza moich idoli. Tzn nie życie, życie jest neutralne, że ludzie tak ich doświadczają.[/quote:f1525a3a15]
Niezbyt skomplikowanie, o tym wszystkim właśnie jest w książce Witkiewicza ;) Myślę, że w przypadku Vladimira o żadnym niedowartościowaniu nie może raczej być mowy, mimo skromności na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że jest uwielbiany, a co do tańca, to przecież powiedział i na gali, że dzięki niemu żyje dłużej i w książce była mowa o tym, że to właśnie taniec pozwolił mu przetrwać te najtrudniejsze chwile, że dawał mu siłę do życia. Takie niedowartościowanie, wydaje mi się, dotyczy tancerzy mniej znanych, którzy rzeczywiście nie doświadczają oznak uznania, nikt się nimi jakoś specjalnie nie interesuje, ale jak widać w tych "wyższych" kręgach może być jeszcze gorzej i można paść ofiarą różnych intryg środowiska. Może niezbyt precyzyjnie to ujęłam, ale chciałam uogólnić, bo takie mechanizmy zaobserwowałam już w życiu kilku innych bardzo znanych tancerzy. Będąc na szczycie, są rozrywani i każdy chciałby ich mieć dla siebie, co niekoniecznie może się dobrze skończyć.. raczej wręcz przeciwnie.

[quote:f1525a3a15]Ostatnio zaczęła mnie kusić taka myśl, żeby spróbować napisać do 2 moich idioli tanecznych list czy mail z wyrazami uznania. Biednym moim kochanym tancerzom może w ten sposób udałoby się nieco osłodzić życie , gdyby dostawali codziennie tysiące wyrazów uznania... Nawet jeśli by tego nie czytali, sama świadomość dowartościowania przez widzów może troszkę podnosi na duchu. [/quote:f1525a3a15]
Mi trochę tak spontanicznie udało się przekazać wyrazy uznania i myślę, że mogę mieć nawet sporą nadzieję, iż do zainteresowanego dotrą ;) Otóż jakiś czas temu pisałam do Staatsballett maila z zapytaniem o występy gościnne Vladimira i parę innych rzeczy, a pech chciał, że ostatnio na tego maila zaglądałam może raz w miesiącu
i chyba na jakieś dwa dni przed występem, czyli z dużym opóźnieniem przeczytałam dość obszerną odpowiedź, gdzie była również informacja o występie w Łodzi.
Dlatego już po, podziękowałam za nią, jak również składałam gorące (może aż za gorące, jak na tak oficjalną formę korespondencji) podziękowania na ręce pana Malakhova i myślę, że przy okazji tych dwóch zdań aż zbyt wyraźnie okazałam swój zachwyt. W każdym razie nazwisko pana Larsa Kiepera widziałam też w napisach końcowych "Caravaggia", z ciekawości muszę aż sprawdzić, czym on się tam jeszcze zajmuje.

[quote:f1525a3a15]PS to chyba Ewo siedziałaś na jakimś z moich ulubionych miejsc. Mi najbardziej dobrze jest w 1 rzędzie na wprost tancerzy po środku.[/quote:f1525a3a15]
Nie, to nie tam, w sumie mówiąc blisko, miałam na myśli 7 rząd, z którego jednak bardzo dobrze widziałam, bo nie miałam przed sobą żadnej głowy, czego właśnie wprost nie znoszę. Na początku miałam 3 rząd (i wszystkie inne miejsca do wyboru), ale mój tata, który pojechał odebrać bilety postanowił wejść na salę, żeby samemu zbadać sytuację i ten 3 rząd odrzucił od razu, bo uznał, że po pierwsze z tego miejsca najlepiej będzie widać dolne kończyny tancerzy, a po drugie, że jest za mała różnica wysokości i że widok czyichś pleców będzie raczej nieunikniony. To drugie jak widać się sprawdziło, ale właśnie, jaki jest widok poza tym, widać tancerzy na wysokości kolan, patrzy się na nich z dołu, czy jest normalnie? Bo tego też bardzo nie lubię, więc pierwszego rzędu od początku nie brałam pod uwagę, ale możliwe, że w łódzkim Teatrze Wielkim jest inaczej niż w Warszawie ;)

[quote:f1525a3a15]Nie wiem, czy to już było na forum?:

http://www.youtube.com/watch?v=H6hkzBFC-EM&feature=related

Dziś od rana oglądam V.M : jak tańczy, jak mówi, co mówi, jak się zachowuje. Mam nieodparte wrażenie, że przygniata go jego przeszłość i to co przeszedł.
W w/w filmie jest smutny, powiedział na początku, że gdyby miał swoje dziecko, to nigdy by go nie oddał do szkoly baletowej przy Bolszoj. Jak mówi o przeszłości, to widać jakieś przygnębienie.
W filmach, wywiadach z czasów kiedy był w USA też widać jakieś przygnębienie. Cóż Stany to mój kochany kraj, ale z własnego doświadczenia wiem, że ten kraj przytula tych , którzy kochają życie, a osoby uwikłane w niesmiałość, złe wspomnienia odrzuca. Na "treningach" w balecie w stanach V.M. "odstaje" od innych tancerzy; czuć że się tam źle czuł.

Ale teraz mam wrażenie, że chyba jest inaczej. Berlin mu służy. Na żywo był inny niż na tych filmach. Oby tak było i oby każdy nowy dzień umacniał go i przynosił wynagrodzenie za trudnone początki.[/quote:f1525a3a15]
Ja też nie wiem, ale widziałam już kilka razy ten dokument. Co do tego przygnębienia.. trudno powiedzieć, ale to też trzeba by było dokładnie wiedzieć, co kiedy i w jakich latach miało miejsce. Ta jego choroba, związana właśnie ze złym stanem psychicznym, kiedy bardzo schudł, nic nie mógł jeść, miał depresję, to były czasy, kiedy miał dwadzieścia parę lat, inne fakty z jego życia trochę trudniej umiejscowić tak dokładnie w konkretnych latach.
Poza tym widać, że jest bardzo, bardzo wrażliwym człowiekiem i ciężko przeżywał to, co może innemu łatwiej byłoby znieść, nie mówiąc już o tym, jak koszmarnie musiały na niego wpłynąć jeszcze gorsze sytuacje, jakich nie doświadczają "normalni" ludzie.
I odnośnie tego, że się źle czuł w tych zespołach, to owszem, może to jest związane z tym, że jak mówił, gdy występował w ABT to cały czas podróżował, latał bez przerwy z jednego kontynentu na drugi, miał chyba w tym okresie ze trzy mieszkania. Po pierwsze: mówił, że było to bardzo męczące i na dłuższą metę niemożliwe dla profesjonalnego tancerza, bo zabierało mnóstwo czasu i uniemożliwiało normalne treningi. Po drugie, był taki okres, kiedy bardzo długo nie widział się z rodziną
i wspominał, jak po dwóch latach witał się z matką ze łzami w oczach, że wcześniej rozmawiali tylko przez telefon. Po trzecie mówił, że w tym czasie pracował w tak wielu zespołach, na tylu kontynentach, że nie miał żadnego punktu zaczepienia, oparcia, nigdzie tak naprawdę nie był na stałe. I podsumowywał to tak, że teraz nareszcie jest szczęśliwy, że tancerzy w Berlinie traktuje jak własną rodzinę, bo wreszcie jest gdzieś na stałe, nawet jak wyrusza na tournee to ma potem gdzie wracać, wie, że tam jest jego miejsce i podkreślał, jak ogromnie jest to dla niego ważne. Więc tak, ze swoimi obserwacjami trafiłaś w sedno, jest dokładnie tak, jak instynktownie zauważyłaś - Berlin mu służy, co mnie bardzo cieszy. Ale piękne jest to, że z tych jego doświadczeń życiowych, chociaż bardzo trudnych, powstało właśnie "Voyage" i to jest dokładnie o tym, teraz nareszcie to wiem ;)
Sephia
Posty: 246
Rejestracja: pn sie 27, 2007 2:35 pm

Post autor: Sephia »

Ja może nie dodam nic o Malakhovie bo już raczej wszystko zostało powiedziane :) (w sensie z Gali), ale oprócz tego bardzo podobało mi się "Les Bourgeois" z Dinu Tamazlacaru
http://www.youtube.com/watch?v=TIlBKiTvPUs
i Elisa Carrillo Cabrera tylko nie pamiętam nazwy choreografii, tańczyli tam w takich jakby czarnych sukniach i nie umiem znaleźć nigdzie nagrania z nią :/ Tak mnie tam oczarowała, że nie zwracałam uwagi z kim tańczyła ;p
A mam pytanie jeszcze o to nagranie, czy trzeba za nie jakoś płacić i wystarczy pójść tam na Piotrkowską zapytać się o nie i je dadzą jak będą mieć? Czy raczej uzyskanie nagrania będzie trudniejsze?
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Nic sami nie dadzą i nic się nie będzie ot tak mieć, nie wiadomo w ogóle, czy cokolwiek z tego wyjdzie, ale tutaj akurat lepiej nie kontynuować już tego tematu...
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

a... no widzisz, ja też jestem zauroczona Dinu Tamazlacaru... Pisałam o tym obszernie wczoraj w temacie: Filmy baletowe i internecie.
Ogólnie od 2 dni, mimo iż jestem zawalona pracą, to nic nie mogę zrobić tylko cały dzień oglądam nagrania z Dinu T. i czytam o nim (i o V.M.co oznacza, że czeka mnie poniedziałek i wtorkowa noc bez godziny snu ale co tam...). Uzbierało mi się troszkę recenzji, zdjęc i informacji o nim ale czekam aż jakiś moderator się zlituje i mi wytnie watek o Dinu z Filmów balet w inter do nowego tematu. Wtedy tam to wszystko pozamieszczam.
Do filmów teksty pisane nie pasują.... Jak już taki temat powstanie, to chętnie o Dinu mogę w nieskończoność pisać, jeśli tylko ktoś będzie chciał czytać...
ps. Le Bourgeois też zamieściłam w tym temacie filmów baletowych... Cieszę się, że odebrałaś ten występ tak samo jak i ja.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Teraz jeszcze raz się "wpatrzyłam" w stare linki, które nam załączała Ewa i zwłaszcza w "Duchu róży" udarzyło mnie, że tam gdzie VM tańczy sam, to każdy ruch idealnie współgra z dzwiękiem. Zwłaszcza na początku to widać : każdy ruch każdego palca i ręki jest doskonale zsynchronizowany z muzyką. To jest genialne. Ogólnie to tak sobie na boku myślę, że to zlanie ruchu z myzyką widzę zwłaszcza u laureatów oskara tańca . Miała to tancerka z Korei, ma i V.M. To niby nic wielkiego, w porównaniu z dużo trudniejszymi umiejętnościami, którymi V.M zachwyca ale dla mnie to ważne.
Chm bo tym się chyba różni taniec V.M od innych doskonałych tancerzy, że u V.M. zachwyca już jeden ruch palców u dłoni, a u innych dopiero skoki na metr od ziemi... Teraz chyba dopiero zrozumiałam (o ile się nie mylę) co pisała kiedyś Ewa o tym, że niektóre tancerki nie muszą się forsować na scenie, żeby ja zachwyciły.

A i jeszcze miło mi się oglądało "Giselle" - Vladimir Malakhov i Julie Kent, Stuttgart Ballet. Ja w odróżnieniu od Ewy lubiłam zawsze patrzeć na Julie Kent, nawet jak jakas rola jej nie pasowała, to jakoś i tak było ładnie.... Ma taką inną niż rosyjska delikatność. Cięzko mi to opisać. Spojrzenie, każdy krok są bardzo delikatne.

PS jeszcze jedna myśl, która mi umyka od kilku dni; odnośnie miejsc w teatrze. Nikt ze znanych mi widzów w teatrze wielkim nie lubi 1-szego rzedu. Dlatego jak idę z kimś bliskim, to tam nigdy nie siadam, bo ludzie z zasady źle się tam czują, ale jak idę sama to mam ten komfort, że zawsze sobie kupuję 1szy rząd.
Ja na początku, tzn kilka lat temu siadałam zawsze w czwartym rzedzie pośrodku, bo bazowałąm na tym, że wszyscy mi mówili, że to najlepsze miejsce w Łodzi, ale potem doszłam, że to zdanie innych a jak dla mnie to jest za daleko. Siedząc w 1-szym rzędzie jest się jakby w samym centrum tańca, nic nie rozprasza, ma się kontakt ze sceną nisamowity; jest się jakby cześcią sceny. Zdecydowanie najlepiej i najbardziej komfortowo czuję się więc w 1szym rzędzie. To tak jak się kupuje płytę DVD i są zbliżenia, siedząc tam cały czas ma sie możliwość oglądania z najliższej odległości, gdzie widać każdy ruch. Jedyny minus siedzenia tam to to, że czasem dusi dym :D . Rok temu na Pietragalli zaczęłam aż kasłać, bo takie tumany dymu się wydobywały ze sceny (tzn niby mgły). Ale dało się jakoś nie udusić
ODPOWIEDZ