: pn paź 16, 2006 8:13 am
Ostrzegam, że może być przydługo.
Mam dwa słowa :wink: do Kory:
1. Nie wiem, czy nie umiesz czytać, ze zrozumieniem, czy też po prostu poniosły Cię emocje (ewentualność, że zrobiłaś to celowo wykluczam, bo wtedy straciłabym do Ciebie cały szacunek), tak czy inaczej zupełnie wypaczyłaś sens moich słów.
I tak;
"...Nie wiedzieliśmy jakie panują w szkołach baletowych zwyczaje, więc się nie dziw naszym "szokiem...".
Nie wkładaj w moje usta słów, których nigdy nie powiedziałam - w żadnym poście nie pisałam, że dziwi mnie Twoje zaskoczenie sytuacją w jakiej znalazło się Twoje dziecko.
I dalej:
"...jak sugerujesz - przestać być tchórzem i ....... zabrać dziecko ze szkoły..."
To już świadoma manipulacja moją wypowiedzią.
Prostuję więc:
Nie sugeruję, tylko mówię wprost, że w sytuacji jaką opisujesz, tchórzostwem będzie:
- zabranie uzdolnionego dziecka ze szkoły bez podjęcia żadnych kroków mających na celu umożliwienie mu skończenia w/w szkoły w warunkach jakie gwarantuje mu polskie prawo (tzn. bez doświadczania przemocy fiycznej i psychicznej ze strony osób dorosłych w tym przypadku pedagogów).
- pozostawienie dziecka w takich warunkach bez podjęcia żadnych kroków.
A teraz jeszcze kilka słów do przemyślenia na koniec:
Piszesz:
"...Teraz wiemy, że to są ogólnie przyjęte zwyczaje (popychanie, krzyki i podduszania) i wiemy również, że tych zwyczajów się nie cofnie ! ..."
Taka postawa to bezrefleksyjny konformizm.
Gdyby każdy człowiek prezentował podobne poglądy, bylibyśmy w tej chwili cywilizacyjnie daleko przed wymyśleniem koła. Kiedyś ogólnie przyjętym zwyczajem było, że kobieta nie miała żadnych praw obywatelskich, nie miała prawa się kształcić, głosować itd. To, że Ty jako kobieta masz prawo założyć spodnie, iść na studia i do urny zawdzięczasz kobietom, które podjęły walkę z tymi zasadami, bo nie wyrażały na nie zgody.
Ty nie musisz o nic walczyć, bo Twoje dziecko ma PRAWO uczyć się w szkole baletowej bez przemocy a Twoim OBOWIĄZKIEM rodzica jest mu takie warunki zapewnić.
Rozumiesz to?
Matka, która biernie przygląda się jak ktoś bije jej dziecko, albo je wyzywa jest współwninna, bo do jej obowiązków należy zapewnić dziecku życie bez przemocy.
Po przeczytaniu Twoich wszystkich postów dochodzę do wniosku, że napisałaś tu, bo nie czułaś się dobrze, z tym, że wpakowałaś dziecko w taką sytuację i szukasz przyzwolenie na swoje "nic nie robienie" z tym problemem.
Ale moje zdanie jest takie, że jeśli masz wyrzuty sumienia - to zasłużenie.
I tak naprawdę, sumienie przestanie Cię gryźć dopiero wtedy gdy zamiast szukać usprawiedliwień pójdziesz do szkoły i zaczniesz coś w tej sprawie robić.
Proszę - wykorzystaj czas, który byś poświęciła na odpisywanie mi tutaj na przemyślenie tego co napisałam - może mam przynajmniej ziarnko racji i warto chociaż spróbować?
Pozdrawiam :)
Mam dwa słowa :wink: do Kory:
1. Nie wiem, czy nie umiesz czytać, ze zrozumieniem, czy też po prostu poniosły Cię emocje (ewentualność, że zrobiłaś to celowo wykluczam, bo wtedy straciłabym do Ciebie cały szacunek), tak czy inaczej zupełnie wypaczyłaś sens moich słów.
I tak;
"...Nie wiedzieliśmy jakie panują w szkołach baletowych zwyczaje, więc się nie dziw naszym "szokiem...".
Nie wkładaj w moje usta słów, których nigdy nie powiedziałam - w żadnym poście nie pisałam, że dziwi mnie Twoje zaskoczenie sytuacją w jakiej znalazło się Twoje dziecko.
I dalej:
"...jak sugerujesz - przestać być tchórzem i ....... zabrać dziecko ze szkoły..."
To już świadoma manipulacja moją wypowiedzią.
Prostuję więc:
Nie sugeruję, tylko mówię wprost, że w sytuacji jaką opisujesz, tchórzostwem będzie:
- zabranie uzdolnionego dziecka ze szkoły bez podjęcia żadnych kroków mających na celu umożliwienie mu skończenia w/w szkoły w warunkach jakie gwarantuje mu polskie prawo (tzn. bez doświadczania przemocy fiycznej i psychicznej ze strony osób dorosłych w tym przypadku pedagogów).
- pozostawienie dziecka w takich warunkach bez podjęcia żadnych kroków.
A teraz jeszcze kilka słów do przemyślenia na koniec:
Piszesz:
"...Teraz wiemy, że to są ogólnie przyjęte zwyczaje (popychanie, krzyki i podduszania) i wiemy również, że tych zwyczajów się nie cofnie ! ..."
Taka postawa to bezrefleksyjny konformizm.
Gdyby każdy człowiek prezentował podobne poglądy, bylibyśmy w tej chwili cywilizacyjnie daleko przed wymyśleniem koła. Kiedyś ogólnie przyjętym zwyczajem było, że kobieta nie miała żadnych praw obywatelskich, nie miała prawa się kształcić, głosować itd. To, że Ty jako kobieta masz prawo założyć spodnie, iść na studia i do urny zawdzięczasz kobietom, które podjęły walkę z tymi zasadami, bo nie wyrażały na nie zgody.
Ty nie musisz o nic walczyć, bo Twoje dziecko ma PRAWO uczyć się w szkole baletowej bez przemocy a Twoim OBOWIĄZKIEM rodzica jest mu takie warunki zapewnić.
Rozumiesz to?
Matka, która biernie przygląda się jak ktoś bije jej dziecko, albo je wyzywa jest współwninna, bo do jej obowiązków należy zapewnić dziecku życie bez przemocy.
Po przeczytaniu Twoich wszystkich postów dochodzę do wniosku, że napisałaś tu, bo nie czułaś się dobrze, z tym, że wpakowałaś dziecko w taką sytuację i szukasz przyzwolenie na swoje "nic nie robienie" z tym problemem.
Ale moje zdanie jest takie, że jeśli masz wyrzuty sumienia - to zasłużenie.
I tak naprawdę, sumienie przestanie Cię gryźć dopiero wtedy gdy zamiast szukać usprawiedliwień pójdziesz do szkoły i zaczniesz coś w tej sprawie robić.
Proszę - wykorzystaj czas, który byś poświęciła na odpisywanie mi tutaj na przemyślenie tego co napisałam - może mam przynajmniej ziarnko racji i warto chociaż spróbować?
Pozdrawiam :)