Strona 8 z 9

: śr cze 13, 2007 9:44 pm
autor: aankaa_baletnica=)
hmmm... chyba się inaczej nie da... próbę na scenie mamy w dzień występu... Raczej nie chodzona chociaż w tym roku pan na nas krzyczał, że mamy markować wariacje... ale różnie to jest.

: śr cze 13, 2007 10:07 pm
autor: Joanna
Odylio, bywa roznie.
Zwykle wiadomo, dzien wczesniej jest dosc dluga proba, ale bywa tez w dniu wystepu, nie tylko chodzona i z ustawianiem swiatel (to zajmuje czasu), ale tez i robieniem. Ale to bywa roznie, wszystko zalezy od warunkow, przygotowania, znajomosci sceny, itd.

: śr cze 13, 2007 10:30 pm
autor: aankaa_baletnica=)
W tym roku miałyśmy i dzień przed występem całodzienną próbę i w dzień występu. Dzień wcześniej na sali, takie ostatnie dopracowanie, w dzień występu próba na scenie z dopasowywaniem świateł, ustawianiem rysunków i zazwyczaj też robieniem. Nie było tak źle :D

: czw cze 14, 2007 6:43 am
autor: .:Odylia:.
Wiem,Joanno,że bywa różnie :wink: tylko zamęczając ludzi przed właściwym spektaklem autor/choreograf/pedagog "zabiera" i siły i kondycję i zdolność koncentracji-obniza tym samym jakośc przedstawienia..

: czw cze 14, 2007 9:39 am
autor: Joanna
Z jednej strony tak, ale i też nie lubię takich męczących prób tuż przed. Ale często jest tak, że mimo to na spektaklu udaje się zebrać nowe siły, i się nie czuje tak tego zmęczenia. Ale takie próby faktycznie są zbyt korzystne, bo czasem może być też tak, że mimo chęci, ciało o prostu odmówi współpracy.
Niestety jednak jest sporo np. reżyserów, choreografów, itd., którzy o to nie dbają. Zresztą, zależy to też od innych warunków, itd.
W każdym razie nie uważam za w porządku nazywanie tego 'nieprofesjonalne', bo to po prostu bywa różnie (wiadomo, że na 100% nikt wtedy nie robi).

: czw cze 14, 2007 9:45 am
autor: Piotr Malaga
No właśnie - te rzeczy o których piszecie - myślimy gorączkowo co zjeść, że często chce się siku w kulisach... to nie wynika z tego że rzeczywiście sprawy diety albo innych czynności fizjologicznych są tak ważne w związku z występem, tylko po prostu emocje kierują nasze myśli na wszystkie dziwne strony.

A najgorsze w tym wszystkim są dwie rzeczy - po pierwsze nie do końca dobra organizacja i nerwy, po drugie nuda i mnóstwo czasu z którą nie wiadomo co zrobić (z resztą jedno i drugie przeważnie idzie w parze!).

Niestety - choć w przypadku wielu szkół i występów te rzeczy można minimalizować, to najczęściej nie da się ich całkowicie zlikwidować.

Po prostu - zwykle występujecie w miejscach za które Wasza organizacja (szkoła, studio) słono płaci i stara się minimalizować koszty. Nawet jak jakiś zespół jest "u siebie" to nie oznacza, że ma dostępną scenę non stop kiedy tylko chce - to są koszty całej obsługi.

Dlatego nie zawsze wszystko da się zorganizować tak jak to powinno być. Nie zawsze ilość prób na scenie jest dostateczna, często scena jest dostępna dopiero w dniu występu - i trzeba zrobić próby sceniczne wszystkich grup po kolei, rozgrzewki no i w końcu występ.

I często logistycznie nie da się zrobić tak, żeby było dobrze - często np. jedynym możliwym terminem rozgrzewki dla danej grupy jest czas na 4 godziny przed występem, albo trzeba przyjść o 13 i siedzieć cały dzień choć koncert jest wieczorem - bo tak są ustawione próby sceniczne.

No i potem bywa tak że rzeczywiście jest nerwówka, trzeba się szybko przebierać albo przemalować - jak to w pracy tancerza. Ale to jest jakby zdrowa sytuacja.

Ja najbardziej nie lubię sytuacji odwrotnych - człowiek snuje się po tym teatrze, nie wie co ma ze sobą zrobić i wszechogarniająca nuda wyziera z każdego kąta. Nie bardzo nawet wiadomo czy można wyjść (np. coś zjeść) czy będzie się potrzebnym - bo choć plan prób jest ustalony, to gdy w całej maszynerii jeden trybik nawali (np. drobna awaria techniczna) wtedy cały plan jest niemożliwy do realizacji i trzeba improwizować.

: czw cze 14, 2007 10:02 am
autor: Joanna
Nie ze wszystkim się zgodzę ;)

Jaka nuda?? Zawsze jest tyle rzeczy do zrobienia, że raczej nie wiadomo, czy się zdąży ze wszystkim, to naprawdę nie ma miejsca na nudę.

Co do jedzenia - no to jest nie tylko stres. Raczej to, że cały czas jest się w biegu, i faktycznie nie ma nawet czasu, żeby coś zjeść.

Poza tym mówisz jeszcze o dość komfortowej sytuacji, kiedy jest to nie tyle spektakl, ile koncert, i jest sporo osób (grup, itd.), które po kolei wychodzą, tańczą coś i schodzą. I jest to mniej obciążające ogarnąć to, niż np. taki spektakl. A przede wszystkim jest dużo możliwości odpoczynku, kiedy inni robią (próbują). Nie trzeba za**** cały czas, i jest to nawet dość komfortowa sytuacja, bo wtedy łatwiej znaleźć czas na jakieś drobiazgi typu przyszycie czegoś, itd.

: czw cze 14, 2007 10:30 am
autor: Piotr Malaga
To jest bardzo różnie i nie ma reguły.

Częściej brakuje na wszystko czasu i są nerwy z pośpiechu.

Ale uwierz Joanno, że bywałem w takich sytuacjach że byłem najedzony i wszystko było przyszyte. A do występu kilka godzin... ...oczywiście wtedy właśnie z nerwów po 30 razy sprawdzałem czy na pewno mam wszystko przyszyte i czy przypadkiem
nie lepiej byłoby coś zjeść, a może jeszcze zrobić siku? Ale to nie wynikało z tego że coś było odprute, że byłem głodny - tylko z nerwów. A wychodząc oczywiście o czymś zapomniałem (np. o drobiazgu do kostiumu, który był przygotowany). Albo na scenie odpruła się np. haftka, którą wczesniej sprawdzałem 30 razy czy jest dobrze przyszyta :)

Choć może źle nazywać ten stan nudą? Dla mnie to jest nuda wypełniona nerwami, bo myśl o występie każe cały czas być w gotowości. To tylko meczy i również obniża jakość spektaklu. Dla mnie najlepiej byłoby wtedy na 3 godziny zasnąć i zbudzić się rzeźkim i wypoczętym przed występem :) Sęk w tym, że nerwy nie pozwalają spać.

W takich sytuacjach czasami ciągnie żeby np. intensywnie ćwiczyć, co raczej dla spektaklu nie jest korzystne i lepiej się oczywiście powstrzymać.

Z resztą nadmiar czasu przed występem to jeszcze pół biedy... dla mnie jeszcze gorszy jest nadmiar czasu w trakcie spektaklu! Wyobraźcie sobie Śnieżkę - tam chłopak choć ma ważną rolę, to ma bardzo niewiele do tańczenia. Tylko na początku i na końcu spektaklu. Na początku ma krótkie pas de deux, na końcu wejście gdzie budzi Śnieżkę pocałunkiem no i jest finał.

A w międzyczasie około godziny czekania... trzeba być w pogotowiu, nie można zdjąć kostiumu ani zmyć makijażu, tylko się przez godzinę czeka na ten finał... koszmar. Już wolę być na scenie i stać z halabardą albo robić za drzewo :)

: czw cze 14, 2007 10:48 am
autor: Joanna
A w międzyczasie około godziny czekania... trzeba być w pogotowiu, nie można zdjąć kostiumu ani zmyć makijażu, tylko się przez godzinę czeka na ten finał... koszmar. Już wolę być na scenie i stać z halabardą albo robić za drzewo

Moim zdaniem jednak lepiej mieć w takiej sytuacji możliwość zejścia ze sceny - można się wtedy rozgrzać przed drugim wejściem, a najgorsze sytuacje są właśnie takie, kiedy się na scenie długo nic nie robi, a potem nagle zaczyna tańczyć.

Taka sytuacja nie jest też aż taka zła - podobnie jak ktoś, kto zszedł wcześniej, a później idzie tylko do ukłonów, no chociaż ma się więcej tremy wtedy ;)

: pt cze 15, 2007 10:07 am
autor: Nati
wczoraj miałam wazny koncert :) tańćzyłąm 8 układów i raz miałam 3 minuty na zdjęcie ubrań, ubranie rajstop, spódniczki, rękawiczek i point! Ale zdążyłąm :D:D