Nie wydaje mi się, że można jednoznacznie stwierdzić, że "chudość jest brzydka". Negatywny stosunek do nadmiernego wychudzenia obecnie wynika raczej z kwestii zdrowotnych, niż estetycznych.
Doskonale rozumiem Cheryl, bo do 18 roku życia byłam chodzącym szkieletem, wiecznie musiałam odpowiadac na pytania moich nauczycielek (w normalnej - no dobra, względnie normalnej

- szkole, nie w baletówce), czy przypadkiem nie stosuję zbyt drastycznej diety (nie stosowałam żadnej, jadłam jak Critters). Naprawdę można mieć dosyć, szczególnie, jeśli nic się nie robi w kierunku, żeby być takim szczupłym!
Istnieją osoby, które są z natury bardzo szczupłe, kropka. Taka ich uroda i w przypadku tancerek jest to cecha o tyle pozytywna, że nie trzeba się aż tak pilnować co do ilości jedzenia.
Wiadomo, że tancerki są szczupłe - wynika to z ich stylu życia, jak ktoś się tyle rusza, to nie ma problemów z wagą i sylwetką, koniec tematu! Sprowadzanie tej dyskusji do polemiki pt. "anorektycznie chuda baletnica czy tylko chuda" jest o tyle zastanawiające, że nie ma nic wspólnego z panującym obecnie w świecie tańca kanonem urody, który głosi indywidualność. Jeśli tancerka jest z natury bardzo szczupła - świetnie, jeśli jest tzw. normalnej budowy - świetnie. Nic dobrego nie wyniknęło nigdy z mierzenia wszystkich jedną miarą! To po prostu niemożliwe, żeby każda kobieta, każda tancerka miała takie samo ciało.