No ja niestety mam tylko dwa razy w tygodniu po 1,5h jazzu. No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :)
Na więcej nie mam czasu, bo w moich planach życiowych taniec pozostaje tylko (i aż!!!) pasją. A teraz klasa maturalna, muszę zdawać rozszerzenia z biologii, chemii, fizyki i podstawy z matmy polskiego i angielskiego ;/... A do szkoły i na treningi dojeżdżam do innego miasta.
uwaga, pisze w godzinach lekcyjnych :!: :!: 10h klasyki ,2h charakterystycznego(albo ludowego jak kto woli),i 2h akrobatyki .do tego dochodza 2h rytmiki i jedna godzina wiedzy o tańcu.
A ja mam 4 h tygodniowo współczesnego w Teatrze Tańca, do tego 1,5 h jazzu i 4h baletu. Czasami także chodzę na jakieś pojedyncze godziny np. z hip-hopu albo salsy. Często też dokupuje sobie jakieś dodatkowe godziny z baletu lub jazzu. Teraz w wakacje chodzę także na izolacje. Wszystko w godzinach zegarowych ;).
Ja mam tylko (albo aż) dwie zegarowe godziny w tygodniu. I te dwie godziny są taką cudowną przerwą od słuchania zniechęcającej mnie do tańca rodziny...
To mój pierwszy post ale chciałam się wypowiedzieć w tym temacie... Kurcze zazdroszczę, ja mimo że kocham taniec nie mogę nigdzie chodzić ( przeciwni rodzice i duża odległość od zajęć)... I wiem że wyda się wam dziwne ale nawet nie tańcząc z instruktorem można to kochać...