Czy rosyjskie szkoły baletowe działają na korzyść baletu?
[quote:fd8fbe1f7a]I już tak poza tym.........jeżeli teraz nawet czujecie żal, złość czy frustrację to wiedzcie, że to wszystko nauczyciel robi dla waszego dobra, kiedyś mu naprawdę za to podziękujecie. Ja sam byłem na identycznym miejscu jak wy( to nie do wszystkich), i dziś całym sercem dziękuję za to co robiła moja nauczycielka (zresztą to ona mi zaszczepiła fascynację rosją i będąc na emeryturze zaczęła mnie uczyć........nie było miło napewno).
I również dlatego pozostanę zwolennikiem rosyjskich metod nauczni[/quote:fd8fbe1f7a]
Tak się składa, że nie mam już kilkunastu lat, i potrafię z perspektywy spojrzeć, na moją dotychczasową edukację artystyczną.
Też mi się momentami wydawało, że takie 'zahartowanie' w postaci tyranizującego podejścia wyjdzie na dobre. Bo owszem, dyscyplinę mam, zawsze byłam niespodziewanie zdumiona, jak inni, z ktorymi pozniej sie uczylam, mowili ze czegos juz nie zrobia, bo zmeczeni, bo boli, bo im sie nie chce - ja o tym nawet nie myslalam, bo mialam gdzies przeswiadczenie, ze mi nie wolno, ze nawet jak czuje bol to nie moge o tym glosno powiedziec, tylko mam robic i tyle (wlasciwie: wypelniac powierzone zadania). Ma to swoje dobre cechy, uczy pracowitosci i dyscypliny. Ale ma tez duzo minusow, ktore potem sa wlasciwie nie do przeskoczenia, a ktore ujawniaja sie juz nie podczas nauki 'rzemieslniczej', ze to tak okresle, a wtedy, kiedy trzeba zaczac samemu zajac sie okresolna dziedzina sztuki i tworczoscia. Kazdy szkolony artysycznie ma taki moment, ze juz nie ma nacisku na dokladne uczenie warsztatu, a wspolprace z innymi tworcami, np. rezyserem, choreografem, innymi aktorami/ tancerzami, itd. I wtedy pojawiaja sie schody - bo 'idealny' robot' nie jest tak kreatywny (nawet jesli ma pomysly albo sie przeciw czemus buntuje, to jego naturalna pierwsza reakcja jest 'robienie', wykonanie zadania, a nie klocenie sie o cos), trudniej go 'rozbic', 'zlamac' (tez jest to element ksztalcenia artystycznego - scenicznego).
Mnie np. czesto - czasami nawet do tej pory zdarza sie - towarzyszyl lek, przed tym, aby dana rzecz wykonac dobrze, bo jak nie, to mi sie dostanie (nawet jesli byla wykonana dobrze jak na moje mozliwosci, ale nie wystarczajaco, jak to sobie pedagog wymyslil)...
Mialam pozniej duze trudnosci, aby przestawic sie wlasnie na podejscie kontestujace, bardziej tworcze, podwazajace cos, co juz jest.
I jeszcze jedna rzecz, o ktorej juz wspominalam wczesniej to zrozumienie, ze cwicze dla samej siebie, nie nauczyciela czy kogokolwiek innego, tzw. ze rozwijam sie i dbam o swoj warsztat dla samej siebie, bo wiadomo, ze wystepuje sie dla publicznosci.
I z perspektywy uwazaj, ze znacznie lepiej jest zaczac edukacje, zwlaszcza dzieci, od traktowania, ktore juz na wstepnie wyzwoli w nich kreatywnosc, pozwolic im na popelnianie bledow, ktorych nie beda sie potem bali w przyszlosci (bo jesli boimy sie popelniac bledy, to nigdy nie pojdziemy na przod). Oczywiscie, nie ma to nic wspolnego z luzem czy poblazliwoscia, bo mam wrazenie ze niektorzy widza tylko te dwie strony medalu. Oprocz tego powinno byc konsekwentnie uczone rzemioslo, ale rownoczesnie dbanie o 'ducha', rozwijanie osobowosci i charakteru ucznia - bo to zaowocuje w przyszlosci, i wlasnie w ten sposob mozna oszlifowac perle, a nie krzykiem i niezbyt cenzuralnymi komentarzami.
I również dlatego pozostanę zwolennikiem rosyjskich metod nauczni[/quote:fd8fbe1f7a]
Tak się składa, że nie mam już kilkunastu lat, i potrafię z perspektywy spojrzeć, na moją dotychczasową edukację artystyczną.
Też mi się momentami wydawało, że takie 'zahartowanie' w postaci tyranizującego podejścia wyjdzie na dobre. Bo owszem, dyscyplinę mam, zawsze byłam niespodziewanie zdumiona, jak inni, z ktorymi pozniej sie uczylam, mowili ze czegos juz nie zrobia, bo zmeczeni, bo boli, bo im sie nie chce - ja o tym nawet nie myslalam, bo mialam gdzies przeswiadczenie, ze mi nie wolno, ze nawet jak czuje bol to nie moge o tym glosno powiedziec, tylko mam robic i tyle (wlasciwie: wypelniac powierzone zadania). Ma to swoje dobre cechy, uczy pracowitosci i dyscypliny. Ale ma tez duzo minusow, ktore potem sa wlasciwie nie do przeskoczenia, a ktore ujawniaja sie juz nie podczas nauki 'rzemieslniczej', ze to tak okresle, a wtedy, kiedy trzeba zaczac samemu zajac sie okresolna dziedzina sztuki i tworczoscia. Kazdy szkolony artysycznie ma taki moment, ze juz nie ma nacisku na dokladne uczenie warsztatu, a wspolprace z innymi tworcami, np. rezyserem, choreografem, innymi aktorami/ tancerzami, itd. I wtedy pojawiaja sie schody - bo 'idealny' robot' nie jest tak kreatywny (nawet jesli ma pomysly albo sie przeciw czemus buntuje, to jego naturalna pierwsza reakcja jest 'robienie', wykonanie zadania, a nie klocenie sie o cos), trudniej go 'rozbic', 'zlamac' (tez jest to element ksztalcenia artystycznego - scenicznego).
Mnie np. czesto - czasami nawet do tej pory zdarza sie - towarzyszyl lek, przed tym, aby dana rzecz wykonac dobrze, bo jak nie, to mi sie dostanie (nawet jesli byla wykonana dobrze jak na moje mozliwosci, ale nie wystarczajaco, jak to sobie pedagog wymyslil)...
Mialam pozniej duze trudnosci, aby przestawic sie wlasnie na podejscie kontestujace, bardziej tworcze, podwazajace cos, co juz jest.
I jeszcze jedna rzecz, o ktorej juz wspominalam wczesniej to zrozumienie, ze cwicze dla samej siebie, nie nauczyciela czy kogokolwiek innego, tzw. ze rozwijam sie i dbam o swoj warsztat dla samej siebie, bo wiadomo, ze wystepuje sie dla publicznosci.
I z perspektywy uwazaj, ze znacznie lepiej jest zaczac edukacje, zwlaszcza dzieci, od traktowania, ktore juz na wstepnie wyzwoli w nich kreatywnosc, pozwolic im na popelnianie bledow, ktorych nie beda sie potem bali w przyszlosci (bo jesli boimy sie popelniac bledy, to nigdy nie pojdziemy na przod). Oczywiscie, nie ma to nic wspolnego z luzem czy poblazliwoscia, bo mam wrazenie ze niektorzy widza tylko te dwie strony medalu. Oprocz tego powinno byc konsekwentnie uczone rzemioslo, ale rownoczesnie dbanie o 'ducha', rozwijanie osobowosci i charakteru ucznia - bo to zaowocuje w przyszlosci, i wlasnie w ten sposob mozna oszlifowac perle, a nie krzykiem i niezbyt cenzuralnymi komentarzami.
Masz rację Joanno, zalezy co na kogo działa mobilizująco, ale takze jakie takie a nie inne "wytresowanie" w dzieciństwie czy młodości będzie miało skutki i "oddzwięki" w osobowosci i umiejętnosci radzenia sobie u dorosłego juz człowieka-artysty. Wiele zależy od indywidualnych cech danej osoby, ale wiele mozna wypracowac albo zniszczyć i w tym wzgledzie porzadek, dyscyplina tak, ale uczenie kreatywnosci, otwarcie, pozwalanie uczyć sie na błedach daje o wiele lepsze rezultaty. Zastanawia mnie jednak i tym tropem chciałabym powrócić do tematu wątku dlaczego "szkoła rosyjska" została tu sprowadzona tylko do bezdusznego rygoru a nawet tortur psychicznych i fizycznych. Baletowa szkoła rosyjska to nie tylko to, moze podyskutujemy o zachowaniu tradycji, o nienaruszalnosci stylu, o prawdłach kalsyki przeoszonych przez "szkołę Waganowej". Jak sądzicie - na ile w balecie, w jego nauczaniu potrzebne i dopuszczalne sa innowacje, na ile balet klasyczny jednak sie zmienia na przestrzeni lat dzięki nowym pedagogom, jak na tle świata wypada szkoła rosyjska i czy jej konserwatyzm ma wiecej plusów czy minusów?
Postaram sie odpowiedziec krotko (jak na mnie ;) ) - osobiscie uwazam, ze balet klasyczny rowniez powienien podlegac pewnym zmianom i rozwojowi, aby nie zostac tylko reliktem przeszlosci. Czasy sie zmienialy, zyjemy z innych czasach niz te, w ktorych ksztaltowaly sie zasady tanca klasycznego w choreografiach np. Petipy, posiadamy inna kryteria piekna i sztuki, a nie zapominajmy, ze na owczesne czasy estetyka baletowa byla czyms aktualnym, odpowiednim dla danej epoki. Dzisiaj klasyczne 'Jezioro labedzie' nie spelnia juz takiej funkcji jak kiedys, bo i czasy sie zmienily - dzisiaj mamy za to Forsythe'a, Eka, Kyliana, Ejfmana, ktorzy wnosza jakis 'ferment' do tej sztuki. Zmienila sie funkcja teatru i calej sztuki w ogole, ich istota i rola.
Nie mowie o tym, aby 'spalic Luwr' ;) , ale aby ne zatrzymywac rozwoju sztuki baletowej, dzisiaj wlasciwie mozna powiedziec tanca, bo nie da sie juz chyba rozdzielic wplywu technik wspolczesnych na balet klasyczny.
Na Zachodzie podejscie w ksztalceniu jest wlasnie takie bardziej otwarte - przyszli tancerze klasyczni ucza sie technik wspolczesnych, ucza sie metody Pilatesa, Alexandra, a wiec metod pracy z cialem charakteryzujacych bardzo wspolczesne podejscie. Im bardziej na wschod, tym - moim zdaniem - wiekszy konserwatyzm, powtarzania istniejacych juz form w imie tradycji, takie 'zywe muzeum', ale niekoniecznie 'zywa sztuka' (w zawezonym rozumieniu sztuki tylko do tego, co akutalnie tworzone przez ludzi, i odpowiadajace ich obecnym potrzebom w danej rzeczywistości historycznej, społecznej, itd.).
Nie mowie o tym, aby 'spalic Luwr' ;) , ale aby ne zatrzymywac rozwoju sztuki baletowej, dzisiaj wlasciwie mozna powiedziec tanca, bo nie da sie juz chyba rozdzielic wplywu technik wspolczesnych na balet klasyczny.
Na Zachodzie podejscie w ksztalceniu jest wlasnie takie bardziej otwarte - przyszli tancerze klasyczni ucza sie technik wspolczesnych, ucza sie metody Pilatesa, Alexandra, a wiec metod pracy z cialem charakteryzujacych bardzo wspolczesne podejscie. Im bardziej na wschod, tym - moim zdaniem - wiekszy konserwatyzm, powtarzania istniejacych juz form w imie tradycji, takie 'zywe muzeum', ale niekoniecznie 'zywa sztuka' (w zawezonym rozumieniu sztuki tylko do tego, co akutalnie tworzone przez ludzi, i odpowiadajace ich obecnym potrzebom w danej rzeczywistości historycznej, społecznej, itd.).
Ja to widzę trochę inaczej. Oczywiste jest to, że balet jak każda dziedzina sztuki się rozwija. I bardzo dobrze. Ale uważam również, że powinny zostać miejsca gdzie są kultywowane tradycje. I na dzień dzisiejszy takim miejscem jest właśnie szkoła waganowej. Dla mnie balet klasyczny nie jest czymś, co musi mieć powiązanie z rzeczywistością. On mnie właśnie pociąga ze względu na jego odrealnienie, kompletne oderwanie od rzeczywistości. Którego celem jest dążenie do piękna absolutnego. Dlatego uważam że istnieć powinny zarówno ośrodki które i kultywują tradycję klasyczną jak i powinna być druga gałąź, która pokazywała by twórczy rozwój (np. neoklasyka typu balanchine i petit). Oczywiście to w kontekście klasyki jako takiej bo już twórczość eka czy kyliana to zupełnie inna sprawa. Faktycznie, style uległy wymieszaniu i dziś już coraz rzadziej można spotkać "czyste" przedstawienia w danym stylu. Tym nie mniej uważam że taki konserwatyzm robi sporo dobrego, i z powodzeniem może występować obok. Na rzecz rozwoju nie należy rezygnować czy umniejszać ( np. z powodu nieprzystawalność do dzisiejszych czasów) roli czystej klasyki ( nie tylko jako system ruchów, ale całego kontekstu i tradycji) W muzyce z powodzeniem egzystują zarówno nurty klasyczne jak i nowoczesne (np w muzyce klasycznej) i nikt nie mówi że bach czy vivaldi nie przystają do dzisiejszych czasów. A klasyka jako taka w kształceniu muzyczny przez wiele lat jest jego wręcz jedynym elementem.
Dlatego podsumowują: dla mnie powinna pozostać również klasyka w formie konserwatywnej, nienaruszonej i nic złego nie ma w tym, że będzie ona kompletnie odrealniona, bo dla mnie właśnie taka powinna być. I świetnie że np. w Rosji właśnie taki balet klasyczny jest kultywowany.
Dlatego podsumowują: dla mnie powinna pozostać również klasyka w formie konserwatywnej, nienaruszonej i nic złego nie ma w tym, że będzie ona kompletnie odrealniona, bo dla mnie właśnie taka powinna być. I świetnie że np. w Rosji właśnie taki balet klasyczny jest kultywowany.
[quote:64fe647631="milton"]
TO BZDURA wypisywanie jakie to strasznie mała dzieci są w osb.......w cale nie są takie małe. Zaczynają w wieku 9 lat........[list=]ja zacząłem szkołę muzyczna w wieku 7 lat u bardzo wymagającej nauczycielki. Pewnie bym teraz wypisywał jaka to ona była straszna i jak niesprawiedliwa, że niszczyła psychicznie. i ble, ble, ble.......to są bzdury......pewnie...wtedy to co się działo było momentami dla mnie nawet koszmarem. Ale rozumiem dziś że to wszystko było dla mojego dobra. Wy zaczynaliście w 4 klasie,.......w muzyku zaczyna się już w 1...........i to nie jest tak, że są to lata przygotowawcze....one mnie zaczęły hartować ( cały system kaształcenia muzycznego taki jest....od samego początku już są ciągłe egzaminy, zaliczenia, ( koncerty są też egzaminami, tylko że z dodatkową publicznościa w postaci rodziców). Więc niech mi nikt nie mówi że ni przeszedłem nikogo, kto by w waszym rozumieniu niszczy i znęcał sie. .............Przeszedłem, i wyszło mi to życiowo no zdrowie.
[/quote:64fe647631]
Dlaczego przedstawiasz to w takich czarnych barwach? Nie jest tak zle jesli chodzi o nauke w szkole muzycznej. Moja siostra gra juz trzeci rok, nie dostala sie za pierwszym razem ale za trzecim.. Teraz jest bardzo szczesliwa, spelnia swoje pasje. Owszem ma wymagajacych nauczycieli ale akurat szkola muzyczna a baletowa to dwa rozne swiaty. Tak jak pisala kasia, poswiecasz swoje cialo, na dodatek w OSB spedzasz po 6-8 godzin dziennie a w muzycznej 2-3 i tylko kilka razy w tygodniu - w starszych klasach chodzisz czesciej ale i tak jest to znacznie mniej niz w OSB. Pozniej idziesz do liceum muzycznego - zmiana szkoly i srodowiska a w baletowce zostajesz przez 9 lat.
Uwazam ze balet to znacznie wiecej wyzeczen i trudu niz szkola mauzyczna. Dla jasneosci, nie chce nikogo obrazac i nie chodzi mi o to ze osoby ze szkol muzycznych nie pracuja ciezko ale jest to inny rodzaj pracy - moim zdaniem znacznie lzejszy.
Tak z ciekawosci czy ktos z Was liczy ile mam znanych rosyjskich tancerek i tancerzy - okolo..?
TO BZDURA wypisywanie jakie to strasznie mała dzieci są w osb.......w cale nie są takie małe. Zaczynają w wieku 9 lat........[list=]ja zacząłem szkołę muzyczna w wieku 7 lat u bardzo wymagającej nauczycielki. Pewnie bym teraz wypisywał jaka to ona była straszna i jak niesprawiedliwa, że niszczyła psychicznie. i ble, ble, ble.......to są bzdury......pewnie...wtedy to co się działo było momentami dla mnie nawet koszmarem. Ale rozumiem dziś że to wszystko było dla mojego dobra. Wy zaczynaliście w 4 klasie,.......w muzyku zaczyna się już w 1...........i to nie jest tak, że są to lata przygotowawcze....one mnie zaczęły hartować ( cały system kaształcenia muzycznego taki jest....od samego początku już są ciągłe egzaminy, zaliczenia, ( koncerty są też egzaminami, tylko że z dodatkową publicznościa w postaci rodziców). Więc niech mi nikt nie mówi że ni przeszedłem nikogo, kto by w waszym rozumieniu niszczy i znęcał sie. .............Przeszedłem, i wyszło mi to życiowo no zdrowie.
[/quote:64fe647631]
Dlaczego przedstawiasz to w takich czarnych barwach? Nie jest tak zle jesli chodzi o nauke w szkole muzycznej. Moja siostra gra juz trzeci rok, nie dostala sie za pierwszym razem ale za trzecim.. Teraz jest bardzo szczesliwa, spelnia swoje pasje. Owszem ma wymagajacych nauczycieli ale akurat szkola muzyczna a baletowa to dwa rozne swiaty. Tak jak pisala kasia, poswiecasz swoje cialo, na dodatek w OSB spedzasz po 6-8 godzin dziennie a w muzycznej 2-3 i tylko kilka razy w tygodniu - w starszych klasach chodzisz czesciej ale i tak jest to znacznie mniej niz w OSB. Pozniej idziesz do liceum muzycznego - zmiana szkoly i srodowiska a w baletowce zostajesz przez 9 lat.
Uwazam ze balet to znacznie wiecej wyzeczen i trudu niz szkola mauzyczna. Dla jasneosci, nie chce nikogo obrazac i nie chodzi mi o to ze osoby ze szkol muzycznych nie pracuja ciezko ale jest to inny rodzaj pracy - moim zdaniem znacznie lzejszy.
Tak z ciekawosci czy ktos z Was liczy ile mam znanych rosyjskich tancerek i tancerzy - okolo..?
Oczywiście, z punktu widzenia wysiłku fizycznego masz rację. Szkoła muzyczna nie wymaga aż takich poświęceń. Ale nie o to przecież chodziło, ponieważ to jest oczywiste. Chodziło mi raczej o kwestię udziału dziecka w całym systemie kształcenia itd, bo jest naprawdę dużo analogi ( tyle że kształcenie muzyczne trwa znacznie dłużej). Tutaj również trzeba mieć dużą wytrzymałość psychiczną. I nie jest tak że tu się jest codziennie od 6 do 8 godzin a tam kilka razy w tygodniu godzinkę czy dwie. Po pierwsze to zależy czy pójdziesz do szkoły rannej ( jak osb) czy popołudniowej. I wtedy od tej 4 klasy masz podobną ilość zajęć jak w osb. I dokładnie tak samo to rośnie wraz z wiekiem ( ilość lekcji) Tylko w sumie jest jedna zasadnicza różnica.....relacja zajęcia w szkole a ćwiczenia w domu......o ile w osb podstawą jest ćwiczenie na lekcji o tyle w szkole muzycznej jest dokładnie odwrotnie. Na lekcjach się nie ćwiczy (nie powinno tak być ale czasem zdarzają się takie sytuacje). Na lekcja nauczyciel zadaje, tłumaczy jak co wykonać i poprawia błędy. A do tego dochodzą codzienne kilku godzinne ćwiczenia ( tak wygląda rzeczywistość). Oczywiści nie mówię tu prywatnych lekcjach czy nawet ogniskach. Ale w państwowych szkołach tak to wygląda. Są ciągłe zaliczenia i egzaminy (to wszystko jest rozłożone w planie że co półtora miesiąca jest jakieś zaliczenie z instrumentu).
I jeszcze jedno.........po 1 stopniu ( 6 lat) idzie się do drugiego stopnia (też 6 lat i matura wtedy). Ale mimo że są to 2 szkoły to w praktyce ludzie są ci sami. Ja jak poszedłem do 1 klasy II stopnia to w mojej klasie znałem wszystkich. Zmieniają się tylko nauczyciele (też zresztą nie zawsze) ale środowisko zostaje to samo.
Sorry za taki długi off top, ale pewne rzeczy wymagały po prostu wyjaśnienia.
A już całkiem na koniec.........też uważam że balet wymaga nieporównywalnie więcej wyrzeczeń.....ale to już jest akurat truizm
I jeszcze jedno.........po 1 stopniu ( 6 lat) idzie się do drugiego stopnia (też 6 lat i matura wtedy). Ale mimo że są to 2 szkoły to w praktyce ludzie są ci sami. Ja jak poszedłem do 1 klasy II stopnia to w mojej klasie znałem wszystkich. Zmieniają się tylko nauczyciele (też zresztą nie zawsze) ale środowisko zostaje to samo.
Sorry za taki długi off top, ale pewne rzeczy wymagały po prostu wyjaśnienia.
A już całkiem na koniec.........też uważam że balet wymaga nieporównywalnie więcej wyrzeczeń.....ale to już jest akurat truizm
Agga wyrazilaś sie abrdzo dobrze nie za ostro. Nauczyciele nie pracują z dziecmu, które nie wykazują chcęci i faktycznie nawet do takich osób nie podchodzą. Robią one w tym samym tempię, ale technicznie są kiepscy i niestety jak nie nauczył sie podstaw w pierwszej klasie to nie ma co od niego wymagac cudów w klasie 3, w której już zaczyna sie duzo dziać-- widac różnice, talenty, predyspozycje i warunki. I dlatego po 3klasie jest tzw "odsiew'.
" obecnie za najlepsza uwazana jest Opera Paryska i jej szkola, i dzisiaj w ogole najlepsze teatry to jeszcze The Royall Ballet i American Ballet Theatre - czyli typowy Zachód. "
W The Royal Ballet tanczy zaledwie 2-3 Anglikow a reszta to Rosjanie,Kubanczycy,Europa Wschodnia, Hiszpanie...
Naucznie baletu w Angielskich osb jest mierzony funtami a nie talentem-tylko bogate snoby moga pozwolic sobie na "Kulture Wyzsza". Waganowa w Anglii? smiech na sali....
W The Royal Ballet tanczy zaledwie 2-3 Anglikow a reszta to Rosjanie,Kubanczycy,Europa Wschodnia, Hiszpanie...
Naucznie baletu w Angielskich osb jest mierzony funtami a nie talentem-tylko bogate snoby moga pozwolic sobie na "Kulture Wyzsza". Waganowa w Anglii? smiech na sali....
Wiecie co akurat jestem po takiej szkole i bylo co bylo(zapalniczki,igly,paznogcie i td,troche tego bylo)
ale teraz mam tak mocna psychike ze zadko komu udaje sie mnie zlamac.
A co do obecnej teorii nauczania dzieci to uwazam ze tez nie jest dobra.
Jednak regor w takiej szkolke musi byc,moze nie az taki ale jednak musi,inaczej zadko jakie dziecko samo z siebie bedzie pilnie pracowac nad soba.
ale teraz mam tak mocna psychike ze zadko komu udaje sie mnie zlamac.
A co do obecnej teorii nauczania dzieci to uwazam ze tez nie jest dobra.
Jednak regor w takiej szkolke musi byc,moze nie az taki ale jednak musi,inaczej zadko jakie dziecko samo z siebie bedzie pilnie pracowac nad soba.