najpierw mówisz:
[quoteb0]oni nie tańczą hip hopu/ new stylu tylko new age czy l.a. style![/quoteb0]
a potem:
[quoteb0]wiec nie wiem czy można powiedzieć ze fpc tańczą hiphop new age...[/quoteb0]
więc wtf?
to co czytam wytłuszonym drukiem... na miłość boską, przecież to jest truizm, że NIGDY się dobrze nie będzie tańczyć hip hopu jeśli nie będzie się miało "feelingu".

chodzi mi o to że jednak często jest tak że zazwyczaj nie da się improwizować bez pracy na sali tanecznej/w pokoju/w garażu/w łazience nad krokami i wymyślaniem ich, tudzież uczeniu się u jakiegoś choreografa [bo wspólne pracowanie w crew to troszkę inna bajka...].
ostatnio zapytałam się mojego kolegi z mojego studia który tańczy new style [taki właśnie nowojorski], jak to jest u niego z tym improwizowaniem - powiedział mi że po prostu to samo przychodzi, zawsze masz jakiś tam fajny zestaw kroków z wszelakich choreografii których się nauczyło i natańczyło, które ci najchętniej odpowiadają i improwizując często je wykonujesz. powiedział jeszcze że jeśli czuje się naprawdę hiphop, to możesz tańczyć o każdej porze w każdym miejscu, myjąc zęby czy robiąc obiad ma się zajawkę - w końcu niespodziewanie wykonasz jakiś fajny ruch i pomyślisz "o to jest dobre, trzeba zapamiętać!!".
i Bobby'emu mówiąc to zapewne m.in. chodziło konkretniej o to że taniec hiphop został tam tak przerobiony i skomercjalizowany [w LA], żeby przeciętny Smith czy Kowalski się nauczył tego układu u choreografa któremu popowa gwiazdka zapłaciła żeby ten zrobił jej chorełkę do klipu. trudno się z nim nie zgodzić - taki własnie Smith pójdzie na zajęcia i podczas nauki choreografii będzie się podniecał że tańczy u choreografa Britney Spears czy Justina Timberlake'a zamiast wczuć się taniec

i wówczas nic już nie będzie miał wspólnego z hiphopem, zostaną tylko wyklepane na pamięć ruchy... dlatego twierdzi że "tancerze" tańczący LA style nie tańczą hiphopu. bo racja, hiphop, jak i w ogóle taniec to u świetnego tancerza naprawdę wielkie emocje. ale uczucia można włożyć we wszystko, nawet w malowanie ścian czy pieczenie ciasta... zresztą jaki by miał sens w ogóle taniec, jeśli się by go w ogóle nie czuło? ostatnio była fajna gadka na ten temat, trochę w podobny deseń, na temat Michaiła Fokina i jego przemyśleń dotyczących mechanicznego wykonywania układów choreograficznych... dlatego dla mnie nazywanie tego że LA style nie ma nic wspólnego z hiphopem wydaje się trochę absurdalne.
poza tym ta wypowiedź świetnie pokazuje że każdy inaczej postrzega odmienne style hip hopu, dla kogoś kto tańczy tak a nie inaczej hip hop, ten inny styl który jest nieco bardziej jazzowy, będzie już street jazzem.
hip hop to nie turniejowy taniec towarzyski* który jest taki oczywisty, wyczynowy i właściwie za każdym razem wygląda tak samo.
new style rozwinął się przede wszystkim w Nowym Yorku, to prawda - gdyż w Los Angeles dominował oczywiście ten nieszczęsny LA style. dla takiego tancerza hiphopowego z wybijającego się biednych nowojorskich dzielnic i podziemi LA style jest wypicowanym, pseudohiphopem, wygladającym jak jazz, w każdym poście podkreślam to że działa to na zasadzie "co kraj to obyczaj", każdy swój ogonek chwali i tańczy tak jak mu się to podoba i czuje. dla niego to co tańczy będzie sacrum i kwintesencją hiphopu. a przecież nawet czarna muzyka z West Coast i z East Coast się różni... dlatego dla nich jakieś tam tancerzyki tańczące LA style w ogóle nie mają nic wspólnego z hiphopem. logiczne że ludzie którzy dzięki tańcu hiphop wyszli z biednych dzielnic nie będą się lubieć z tancerzami mieszkających przy pięknych słonecznych ulicach

i cały na tym pic polega. każdy odbiera hiphop tak jak mu to odpowiada, każdy tańczy new style jak mu odpowiada, w końcu taniec to wolność, a przynajmniej mi się tak wydaje.
to co często powtarzam, hiphop w NY ma to do siebie że jest bardzo twardy i dokładny, nie ma takich póz o których była wyżej mowa. nie każdemu w końcu takie pozy mogą odpowiadać, dlatego też stwierdzi że to nie jest hiphop, a przynajmniej nie ma zbyt wiele wspólnego z tym co oni generalnie tańczą... i tak też tańczą Francuzi, Brytyjczycy [no i nasz polski Top Toys wyżej wymieniony, i Pitzo, co za przypadek...]
przytocze coś co się mniej więcej do tego "konfliktu" odwołuje, tylko że mówi o new style'u, ale można to podciągnąć również do LA style bo porusza podobny problem
[quoteb0="Niecik FPC"]Jest też inna strona new stylu - bardziej hip hopowa. Taką promują francuskie zawody Just Debout. Tam rozumieją to jako taniec wykonywany to mocnej muzyki hip hop, z mocnymi bitami i bez wpływów innych stylów. Również w Londynie raczej tak rozumieją termin new style:
„Podam Ci taki przykład. Przyjechał Spin [choreograf z Londynu] do Polski i zobaczył niektóre chorełki i zapytał ‘wy to nazywacie new style - dlaczego? To jest dla mnie bardziej contemporary, co wy robicie'. Może to jest jakiś contemporary, może jest w tym więcej jazzu niż newstylu. Bo new style to jest dla niego gangsta, tańczą go do muzy hip hopowej.(...) To co się dzieje w Paryżu - Just Debout. Oni organizują taki turniej i nazywają to new style i tam tańczą podobnie do ekipy Top Toys. I to właśnie mi się bardziej kojarzy z new stylem niż takie grupy jak my czy F'N'F"[/quoteb0]
tak więc też, ty możesz tańczyć coś tak jak Top Toys czy nowojorscy tancerze, wiesz że tańczysz hip hop. a co za tym idzie? może ci się wówczas wydawać że to co już jest bardziej "popowe" i "miękkie" z hiphopem nie ma nic wspólnego i to próbuję powiedzieć od kilku postów już...
dobra rozumiem że koleżka Pitzo tak rozumuje new age, ale proszę bardzo - jedźcie i się kłóćcie z 2XS-em z Pineapple'a, wmawiając im po tylu latach działalności i wypuszczonych stamtąd układów i tancerzy że to co tańczą nie ma nic wspólnego z hip hopem... to samo się zresztą tyczy Tuckerów i innych choreografów z LA
prawda jest taka że obaj panowie o których mówiłam w tym poście mają sporo racji w tym co mówią, nie nam zwykłym szarym tancerzykom oceniać już kto ma jej więcej, wszak "każdy swój ogonek chwali".
*a jak już mówiłam o tańcu towarzyskim, przypomniała mi się sytuacja jak to wygląda z salsą. nawet salsa tańczona w Los Angeles jest przystosowana by tańczyło się "łatwiej" i była dostępniejsza dla zwykłego odbiorcy, gdy z kolei ta z Nowego Yorku jest potencjalnie trudniejsza i co za tym idzie - mniej popularna. salsa LA style jest tańczona na 1, a salsa NY style [nazywana przez nowojorczyków ciągle jako MAMBO] jest zdeczka trudniejsza bo zaczyna się na 2...
wnioski nasuwają się same
