https://www.facebook.com/operanarodowa/photos/a.168532845745.147573.50567015745/10154149809010746/?type=3&theater
VLADIMIR YAROSHENKO
Nie byłaś Kasiu
a rozglądałem się przekonany, że "dyżurujesz" na tym niezwykłym Festiwalu Szekspirowskim. Wiele straciłaś, bo to był dopiero Hamlet - ten Vladimira Yaroshenki, ale też Ofelia Dagmary Dryl, Klaudiusz Carlosa Martina Pereza, Gertruda Magdaleny Ciechowicz i świetny Horacjo Kristófa Szabó. I jeszcze walczył zawzięcie Maksim Woitiul jako Laertes
jakoś jednak dziwnie podstrzyżony. Co to robi trafny i emocjonujący wsad artystyczny w roli głównej! Spaja całość i dodaje skrzydeł wszystkim innym. Dzięki niemu cały spektakl Jacka Tyskiego urósł i wzleciał w szekspirowskie rewiry. A do tego zniknęły mi z pola widzenia wcześniejsze niedosyty. Wyszedłem pod wielkim wrażeniem p. Yaroshenki i całości
brawa dla wszystkich!
Ano nie byłam, te obsadę poza Vładimirem widziałam na początku sezonu bodaj, żałuję,a le nawet mnie nie udaje się być CODZIENNIE w teatrze - skoro byłam na dwóch Snach, w tym na ostatnim (gdzie mozna było podziwiać Vladimira w najlepszej jego roli Oberona/Tezeusza) i skoro w piątek wybierałam się na druga obsade "Burzy", to czwartek i Hamlet niestety juz nie.
A Maks nie "dziwnie podstrzyżony" - tylko po prostu ostrzyżony, skoro do 16 maja nic nie tańczy
A Maks nie "dziwnie podstrzyżony" - tylko po prostu ostrzyżony, skoro do 16 maja nic nie tańczy
[quote20="Kasia G"]...mozna było podziwiać Vladimira w najlepszej jego roli Oberona/Tezeusza...[/quote20]
Zastanowiła mnie Kasiu ta Twoja
kategoryczna klasyfikacja. Fakt, rola Tezeusza-Oberona jest jego świetnym osiągnięciem, co potwierdził sam Neumeier ściągając go do niej na występy swojego zespołu w Tokio. Ja jednak miałbym duży kłopot z wyborem tej jego „najlepszej” roli spośród wielu, w jakich go oglądałem. Kiedy patrzę na ich bogaty zestaw z perspektywy czasu: http://teatrwielki.pl/ludzie/vladimir-yaroshenko/ to pomijając nawet doskonałe partie taneczne w baletach Balanchine'a, Forsythe'a, Kyliana czy Pastora, a ograniczając się do tzw. „ról”, to do tych jego „najlepszych” zaliczyłbym także:
Wybrańca w Święcie wiosny Béjarta
Księcia w Kopciuszku
Księcia i Dziadka w Dziadku do orzechów
Solora w Bajaderze
Désiré w Śpiącej królewnie
Lizandra w Śnie nocy letniej
Romea w Romeo i Julii
Basilia i Espadę w Don Kichocie
Casanovę w Casanovie w Warszawie
Petruchia w Poskromieniu złośnicy
Hamleta w Hamlecie
Prospera w Burzy
I nie zaryzykowałbym postawienia którejś z nich ponad innymi. Tego nie da się tak kategorycznie ocenić, wymierzyć, wyważyć, sklasyfikować. „Najlepszy” dla mnie to jest
jego całokształt.
Zastanowiła mnie Kasiu ta Twoja
Wybrańca w Święcie wiosny Béjarta
Księcia w Kopciuszku
Księcia i Dziadka w Dziadku do orzechów
Solora w Bajaderze
Désiré w Śpiącej królewnie
Lizandra w Śnie nocy letniej
Romea w Romeo i Julii
Basilia i Espadę w Don Kichocie
Casanovę w Casanovie w Warszawie
Petruchia w Poskromieniu złośnicy
Hamleta w Hamlecie
Prospera w Burzy
I nie zaryzykowałbym postawienia którejś z nich ponad innymi. Tego nie da się tak kategorycznie ocenić, wymierzyć, wyważyć, sklasyfikować. „Najlepszy” dla mnie to jest
[quote2c="Kasia G"]ja zawsze byłam kategoryczna i szybka w ocenianiu - inaczej nie odważyłabym się zostac krytykiem
[/quote2c]
Masz zatem Kasiu świetne dyspozycje i bez wątpienia kwalifikacje na
jurorkę konkursów tańca. Krytyka sztuki, zwłaszcza dojrzałych zawodowych artystów, wymaga chyba jednak nie tylko gruntownej wiedzy warsztatowej i odwagi ocen, ale także
wniknięcia w istotę kreacji, głębszej refleksji, a generalnie wyważonych sądów,
zwłaszcza tych krytycznych. Tak ja pojmuję rolę krytyka, co zresztą dostrzegam często z szacunkiem u p. Katarzyny Gardziny-Kubały.
Masz zatem Kasiu świetne dyspozycje i bez wątpienia kwalifikacje na
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quoteac="Kasia G"] podziwiać Vladimira w najlepszej jego roli Oberona/Tezeusza) [/quoteac]
Całkowicie popieram. Wg mnie najlepsza rola V.Yaroshenki to właśnie ta. Generalnie Vladimir w tej roli + Maksim jako Puk to według mnie idealna obsada Snu, którego jednak choreograficznie nie lubię.
Wiem Ali, że kochasz V.Yaroshenkę, ale dla mnie tylko w tej jednej roli pobił on Maksima - w roli Oberona/Tezeusza. Co prawda Maksima nie widziałam w roli Oberona ale ciężko mi wyobrazić sobie, żeby ktoś to tak dobrze zatańczył.
Co do pozostałych ról Yaroshenki, to zawsze miałam jakieś ale i zawsze wolałam Maksima. W Kopciuszku i Dziadku zaś - a zatem w rolach książęcych - wolałam zawsze Roberta Gabdulina od Yaroshenki. Zresztą ja generalnie Roberta G. ceniłam bardziej od Yaroshenki. Jestem do dziś niepocieszona, ze nigdy w Warszawie Robert nie pokazał co naprawdę umie. Na scenie w Permie i na Litwie to była torpeda, wulkan, pełen energii i pasji. W Warszawie zawsze go coś tłumiło. Sądzę że gdyby został dłużej, to był to jednak jedyny tancerz, który miałby szansę w mojej subiektywnej ocenie stanąć na podium obok Maksima jako dwóch jednakowych, a może nawet ciut wyżej. Tak się jednak nie stało i według mnie odkąd jeżdżę do opery Narodowej to król jest tylko jeden i całkowicie bezkonkurencyjny i nazywa się Maksim Wojtiul.
No ale dziś Roberta nie ma i zostało ich dwóch: Maksim i Vladimir. Vladimir dziś w swoim najlepszym czasie, najlepszej formie. Od strony technicznej może i lepszy na dzień dzisiejszy od Maksima, ale o ile Maksim zawsze jest na scenie ciekawy, zawsze jakiś, to Vladimir jest zawsze za bardzo książęcy, bez tego czegoś co mnie intryguje, zadziwia, bawi. A że ja zawsze wolę osobowość, to zdecydowanie preferuję Maksima.
Całkowicie popieram. Wg mnie najlepsza rola V.Yaroshenki to właśnie ta. Generalnie Vladimir w tej roli + Maksim jako Puk to według mnie idealna obsada Snu, którego jednak choreograficznie nie lubię.
Wiem Ali, że kochasz V.Yaroshenkę, ale dla mnie tylko w tej jednej roli pobił on Maksima - w roli Oberona/Tezeusza. Co prawda Maksima nie widziałam w roli Oberona ale ciężko mi wyobrazić sobie, żeby ktoś to tak dobrze zatańczył.
Co do pozostałych ról Yaroshenki, to zawsze miałam jakieś ale i zawsze wolałam Maksima. W Kopciuszku i Dziadku zaś - a zatem w rolach książęcych - wolałam zawsze Roberta Gabdulina od Yaroshenki. Zresztą ja generalnie Roberta G. ceniłam bardziej od Yaroshenki. Jestem do dziś niepocieszona, ze nigdy w Warszawie Robert nie pokazał co naprawdę umie. Na scenie w Permie i na Litwie to była torpeda, wulkan, pełen energii i pasji. W Warszawie zawsze go coś tłumiło. Sądzę że gdyby został dłużej, to był to jednak jedyny tancerz, który miałby szansę w mojej subiektywnej ocenie stanąć na podium obok Maksima jako dwóch jednakowych, a może nawet ciut wyżej. Tak się jednak nie stało i według mnie odkąd jeżdżę do opery Narodowej to król jest tylko jeden i całkowicie bezkonkurencyjny i nazywa się Maksim Wojtiul.
No ale dziś Roberta nie ma i zostało ich dwóch: Maksim i Vladimir. Vladimir dziś w swoim najlepszym czasie, najlepszej formie. Od strony technicznej może i lepszy na dzień dzisiejszy od Maksima, ale o ile Maksim zawsze jest na scenie ciekawy, zawsze jakiś, to Vladimir jest zawsze za bardzo książęcy, bez tego czegoś co mnie intryguje, zadziwia, bawi. A że ja zawsze wolę osobowość, to zdecydowanie preferuję Maksima.
[quote7f="Sagittaire"]...zawsze wolałam Maksima... zdecydowanie preferuję Maksima.[/quote7f]
Hmm... Wiem Sagittaire
wiem dobrze komu oddałaś swe serce. I nikt Ci tego nie broni, ale chyba
nie w tym temacie. A tak w ogóle, skąd pomysł porównywania obu tych artystów? To tak, jakby zestawiać ze sobą tenora z barytonem. Oni nie stanowią przecież dla siebie konkurencji, a najlepiej gdy śpiewają obok siebie, walcząc wspólnie o jakość dzieła. Osobiście cenię oba te głosy w odpowiednich partiach, ale kiedy już przychodzi mi wybierać - zawsze wolę szlachetnego barytona niż tenora
jako operetkowego amanta. W balecie bywa podobnie, może dlatego tak lubię Vladimira Yaroshenkę w jego rolach.
Hmm... Wiem Sagittaire
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Że też
nie widziałaś go Sagittaire wczoraj jako Petruchia... Był doskonały, urokliwie naturalny: przekorny, młodzieńczy i sympatyczny. Ani przez moment prostacki, ani przerysowany, a jednak nadspodziewanie komiczny. Przy tym nieustannie szlachetny i gustowny - przez tę swoją wrodzoną kulturę sceniczną - jak przystało na młodego weneckiego szlachcica (a po Casanovie, to już przecież drugi jego stylowy wenecjanin!). Do tego olśniewał techniką tańca - pełną energii, pewną i wirtuozowską. Te jego skoki: radosne i zawadiackie, wysokie, precyzyjne, uskrzydlone, długonogie, szybujące płynnie i zawisające chwilami w powietrzu,
zapierające dech! Takie właśnie, jak na tym mistrzowskim zdjęciu: https://www.facebook.com/operanarodowa/photos/pcb.10153806468955746/10153806456695746/?type=3&theater Słowem, był niesamowity pod każdym względem. A publiczność bawiła się setnie, pełna podziwu i uznania dla jego Petruchia, ale także dla talentu komicznego, wdzięku i urody Yuki Ebihary w roli Katarzyny. Jestem pewien Sagittaire, że ten Petruchio
skradłby wczoraj i Twoje serce!
PS. A dziś
widzę, tańczyli już w gali Dnia Tańca w Bytomiu: http://teatrwielki.pl/teatr/aktualnosci/aktualnosc/n/miedzynarodowy-dzien-tanca-2016/
PS. A dziś