: czw mar 11, 2010 9:31 pm
[quote2b="Ewa J."]Może nie powinnam wtrącać się do tej dyskusji, bo informacje mam tylko te, które pochodzą od Kasi, ewentualnie z zamieszczonych tu przez nią artykułów, ale chciałabym zauważyć, że nazwa nowej instytucji ma brzmieć "Instytut Muzyki i Tańca", a nie "Instytut Muzyki i Tańca współczesnego" 
Przyjmuję do wiadomości argumenty, że taniec współczesny jest w Polsce znacznie słabiej promowany, niż taniec klasyczny, ale i cóż z tego, jak o tym drugim pojęcie nadal jest marne, kształtuje się w sposób stereotypowy. Tak jak powiedziała Kasia - wiele środowisk (w tym ludzie młodych) łatwiej przekonać do zobaczenia spektaklu współczesnego, niż do klasyki, bo przecież balet to jakiś relikt przeszłości, być może dobry jeszcze w XIX wieku, ale dzisiaj? Kogo to może obchodzić. A poza tym: jak już zostało zauważone; to od tańca klasycznego wszystko się zaczęło, wszystko z niego wyrosło, więc chyba warto zaczynać od podstaw, od źródeł, a nie "od środka". Trudno, żeby nie wystawiało się spektakli baletowych na deskach teatrów operowych w Polsce, a że od czasu do czasu zdarzy się wywiad z jakimś solistą, to jeszcze nie świadczy o szczytach popularności baletu wśród przeciętnych zjadaczy chleba i o tym, że jest tak fantastycznie promowany.
[/quote2b]
Ewo, patrząc z zewnątrz mało się orientujesz o 'genezie' owego Insytutu - który de facto jeszcze nie powstał. Jest to inicjatywa środowiska głównie tańca współczesnego, które jak na razie w Polsce egzystuje na 'kocią łapę'. Ale też nikt nie twierdzi, że nikt inny nie ma do tego instytutu prawa - chodzi o usystematyzowanie tego, co się dzieje na scenach w tańcu, w Polsce, i o ile 'Jezioro łabędzie' takiego porządkowania nie potrzebuje, to w przypadku tańca współczesnego brak dokumentacji wieeeelu produkcji, nie wiem jak z produkcjami baletowymi - tu jest trochę łatwiej ze względu na to, że powstają w zinstytucjonalizowanych miejscach, tancerze mają tu zwykle etaty, miejsce (przestrzeń), administracje, spektakle są dokumentowane, itp. W tańcu współczesnym - może ŚTT i PTT (a przepraszam, PTT nie ma własnego budynku i sceny...). A cała reszta funkcjonuje w lepszym razie przy większych ośrodkach kultury, a w gorszym jako bliżej nieokreślony twór bez własnego czegokolwiek (no, czasem 'wisi' nazwa w internecie). Ot, to tylko jeden aspekt tego, czego brakuje, i czym powinien się zająć instytut (jedna z opcji).
[quote2b]
I cóż, może to nie będzie mile widziane, co teraz powiem, ale dobrze wyszkolony tancerz klasyczny ma przecież możliwość tańczenia także w technikach współczesnych na bardzo wysokim poziomie (ale tak, zgadzam się, nie dotyczy to jak na razie naszego kraju), natomiast tancerz współczesny (o ile nie ukończył baletówki) nigdy nie będzie w stanie zatańczyć klasyki w takiej formie, jaka jest akceptowana do zaprezentowania na scenie teatru. Żeby nie być gołosłowną - powołam się na słowa Joanny, która jakiś czas temu napisała, że nierzadko szpagat w tym środowisku (tancerzy współczesnych) budzi podziw, bo nie każdy jest w stanie go wykonać.[/quote2b]
No nie.... Faktem jest, że na Zachodzie znakomita większość tancerzy umie klasykę, na jakimś tam poziomie, ale przeciętnie tancerz klasyczny tak samo zatańczy współczesny, jak ten od współczesnego partię klasyczną... Nawet super wybitnego klasyka jakby wsadzić np. do Ultimy Vez, czy do Rosas, czy DV8, czy Batshevy, czy gdzie indziej - to sobie tak z marszu nie poradzi [po prostu taniec współczesny może być na tak samo wybitnym poziomie, jak i wybitna klasyka...) - to tak samo specyficzny rodzaj ruchu, wymagający iluśletniego ukierunkowanego na to treningu, (dodatkowo wymieniłam zespoły, z których każdy ma swój, zupełnie inny od innych, "styl" tańczenia). Mówię teraz o Europie. W Polsce sytuacja jest zgoła inna, ale też działa w obie strony (tylko u nas jest kuriozalna i nierzadko świadczy o po prostu niewysokim poziomie tancerzy w Polsce - mówiąc bardzo ogólnie, bo przeciez mamy też i świetne jednostki)...
Btw - dążenie do "szczytu popularności baletu", a "przynajmniej podstawowych warunków do pracy, takie minimum, zarówno dla tancerzy jak i krytyków, w przypadku t. współczesnego" - sorry, dla mnie to nawet nie jest do porównania.
Ty marzysz o super promocji baletu, podczas gdy taniec współczesny marzy tym, żeby w ogóle mógł jakkolwiek oficjalnie zaistnieć (bo na razie to wielu tancerzy tworzy mniej lub bardziej formalne kolektywy, szumnie zwane zespołami - pracujace oczywiście szumnie nazwanie 'projektowo', bo etat, to poza wyjątkami - policzyc na palcach jednej reki - coś takiego nie istnieje)
_______
Aha, jeszcze jedno, tak bardziej ogólnie. Moim zdaniem błędem jest wspomniany juz wcześniej dysonans, że jedni są współczesni, a drudzy baletowi (pod względem techniki i spektakli). A trzeba się skupic na tym, co sie tańczy współcześnie, w znaczeniu TERAZ, dzisiaj. Przecież powstaje tez masa baletowych rzeczy, neoklasyki - które tylko jakimś dziwnie szerokim łukiem omijaja nasz kraj... To jest właśnie dzisiejsza klasyka, która może być równiez tańczona nowoczesnie, a jednoczesnie nadal byc 'klasyczna' w estetyce ruchu: taki Dawson, czy wcześniejszy Forsythe; i o którą też trzeba dbać.
Skupianie się tylko na tym, że jeden tańczy taka technike, drugi inna, do niczego nie doprowadzi. Ale i tak się wszyscy bedą kłócić, i wyjdzie jak zwykle, czy dużo słabiej niz by mogło:/
____
A, i dodam jeszcze w Polsce tancerz współczesny musi być multifunkcjonalny. Musi nie tylko tańczyć, ale i zadbać o stronę prawną i finansową tego co robi, musi sam sobie zapewnić promocję (nieliczni mają menedzera - i jak słyszę te narzekania na brak promocji baletu... mając takie zaplecze administracyjni... a tancerze od współczesnego nierzadko sami sobie piszą info o spektaklach, wysyłają się np. do prasy, itp., SAMI, wlasnoręcznie, zamiast ćwiczyć na lekcji, których i tak nie ma, czy próbować do spektaklu - ale i tak często nie ma gdzie), musi zorganizowac sobie gdzie gra, jak i miejsca gdzie może próbować, a ponadto czasem sam odpowiada za kostiumy, scenografię, oswietlenie, i Bóg wie co jeszcze. I to nie mówię o zespolikach w domu kultury, a niektórzy powazni tancerze naprawdę nadal tak funkcjonują.... Na szczeście, powoli się to zmienia, tzn. powoli zatrudnia się różnych ludzi do robienia tego wszystkiego, ale przeciez nie kazdy zespol/ tancerz moze sobie na to pozwolic.
Wiem, że ten ostatni akapit jest mniej na temat, ale juz nie mogę czytać, jak to ciężko, jak ma się etat w teatrze, wszystko zapewnione, a nie trzeba wlaczyc o kazdy skrawek przestrzeni na dwie godziny proby, tylko te parę wywiadów w gazecie z tancerzem/ tancerką, to jednak tak mało, że nic tylko narzekać jakie to cięzkie warunki...
Przyjmuję do wiadomości argumenty, że taniec współczesny jest w Polsce znacznie słabiej promowany, niż taniec klasyczny, ale i cóż z tego, jak o tym drugim pojęcie nadal jest marne, kształtuje się w sposób stereotypowy. Tak jak powiedziała Kasia - wiele środowisk (w tym ludzie młodych) łatwiej przekonać do zobaczenia spektaklu współczesnego, niż do klasyki, bo przecież balet to jakiś relikt przeszłości, być może dobry jeszcze w XIX wieku, ale dzisiaj? Kogo to może obchodzić. A poza tym: jak już zostało zauważone; to od tańca klasycznego wszystko się zaczęło, wszystko z niego wyrosło, więc chyba warto zaczynać od podstaw, od źródeł, a nie "od środka". Trudno, żeby nie wystawiało się spektakli baletowych na deskach teatrów operowych w Polsce, a że od czasu do czasu zdarzy się wywiad z jakimś solistą, to jeszcze nie świadczy o szczytach popularności baletu wśród przeciętnych zjadaczy chleba i o tym, że jest tak fantastycznie promowany.
[/quote2b]
Ewo, patrząc z zewnątrz mało się orientujesz o 'genezie' owego Insytutu - który de facto jeszcze nie powstał. Jest to inicjatywa środowiska głównie tańca współczesnego, które jak na razie w Polsce egzystuje na 'kocią łapę'. Ale też nikt nie twierdzi, że nikt inny nie ma do tego instytutu prawa - chodzi o usystematyzowanie tego, co się dzieje na scenach w tańcu, w Polsce, i o ile 'Jezioro łabędzie' takiego porządkowania nie potrzebuje, to w przypadku tańca współczesnego brak dokumentacji wieeeelu produkcji, nie wiem jak z produkcjami baletowymi - tu jest trochę łatwiej ze względu na to, że powstają w zinstytucjonalizowanych miejscach, tancerze mają tu zwykle etaty, miejsce (przestrzeń), administracje, spektakle są dokumentowane, itp. W tańcu współczesnym - może ŚTT i PTT (a przepraszam, PTT nie ma własnego budynku i sceny...). A cała reszta funkcjonuje w lepszym razie przy większych ośrodkach kultury, a w gorszym jako bliżej nieokreślony twór bez własnego czegokolwiek (no, czasem 'wisi' nazwa w internecie). Ot, to tylko jeden aspekt tego, czego brakuje, i czym powinien się zająć instytut (jedna z opcji).
[quote2b]
I cóż, może to nie będzie mile widziane, co teraz powiem, ale dobrze wyszkolony tancerz klasyczny ma przecież możliwość tańczenia także w technikach współczesnych na bardzo wysokim poziomie (ale tak, zgadzam się, nie dotyczy to jak na razie naszego kraju), natomiast tancerz współczesny (o ile nie ukończył baletówki) nigdy nie będzie w stanie zatańczyć klasyki w takiej formie, jaka jest akceptowana do zaprezentowania na scenie teatru. Żeby nie być gołosłowną - powołam się na słowa Joanny, która jakiś czas temu napisała, że nierzadko szpagat w tym środowisku (tancerzy współczesnych) budzi podziw, bo nie każdy jest w stanie go wykonać.[/quote2b]
No nie.... Faktem jest, że na Zachodzie znakomita większość tancerzy umie klasykę, na jakimś tam poziomie, ale przeciętnie tancerz klasyczny tak samo zatańczy współczesny, jak ten od współczesnego partię klasyczną... Nawet super wybitnego klasyka jakby wsadzić np. do Ultimy Vez, czy do Rosas, czy DV8, czy Batshevy, czy gdzie indziej - to sobie tak z marszu nie poradzi [po prostu taniec współczesny może być na tak samo wybitnym poziomie, jak i wybitna klasyka...) - to tak samo specyficzny rodzaj ruchu, wymagający iluśletniego ukierunkowanego na to treningu, (dodatkowo wymieniłam zespoły, z których każdy ma swój, zupełnie inny od innych, "styl" tańczenia). Mówię teraz o Europie. W Polsce sytuacja jest zgoła inna, ale też działa w obie strony (tylko u nas jest kuriozalna i nierzadko świadczy o po prostu niewysokim poziomie tancerzy w Polsce - mówiąc bardzo ogólnie, bo przeciez mamy też i świetne jednostki)...
Btw - dążenie do "szczytu popularności baletu", a "przynajmniej podstawowych warunków do pracy, takie minimum, zarówno dla tancerzy jak i krytyków, w przypadku t. współczesnego" - sorry, dla mnie to nawet nie jest do porównania.
Ty marzysz o super promocji baletu, podczas gdy taniec współczesny marzy tym, żeby w ogóle mógł jakkolwiek oficjalnie zaistnieć (bo na razie to wielu tancerzy tworzy mniej lub bardziej formalne kolektywy, szumnie zwane zespołami - pracujace oczywiście szumnie nazwanie 'projektowo', bo etat, to poza wyjątkami - policzyc na palcach jednej reki - coś takiego nie istnieje)
_______
Aha, jeszcze jedno, tak bardziej ogólnie. Moim zdaniem błędem jest wspomniany juz wcześniej dysonans, że jedni są współczesni, a drudzy baletowi (pod względem techniki i spektakli). A trzeba się skupic na tym, co sie tańczy współcześnie, w znaczeniu TERAZ, dzisiaj. Przecież powstaje tez masa baletowych rzeczy, neoklasyki - które tylko jakimś dziwnie szerokim łukiem omijaja nasz kraj... To jest właśnie dzisiejsza klasyka, która może być równiez tańczona nowoczesnie, a jednoczesnie nadal byc 'klasyczna' w estetyce ruchu: taki Dawson, czy wcześniejszy Forsythe; i o którą też trzeba dbać.
Skupianie się tylko na tym, że jeden tańczy taka technike, drugi inna, do niczego nie doprowadzi. Ale i tak się wszyscy bedą kłócić, i wyjdzie jak zwykle, czy dużo słabiej niz by mogło:/
____
A, i dodam jeszcze w Polsce tancerz współczesny musi być multifunkcjonalny. Musi nie tylko tańczyć, ale i zadbać o stronę prawną i finansową tego co robi, musi sam sobie zapewnić promocję (nieliczni mają menedzera - i jak słyszę te narzekania na brak promocji baletu... mając takie zaplecze administracyjni... a tancerze od współczesnego nierzadko sami sobie piszą info o spektaklach, wysyłają się np. do prasy, itp., SAMI, wlasnoręcznie, zamiast ćwiczyć na lekcji, których i tak nie ma, czy próbować do spektaklu - ale i tak często nie ma gdzie), musi zorganizowac sobie gdzie gra, jak i miejsca gdzie może próbować, a ponadto czasem sam odpowiada za kostiumy, scenografię, oswietlenie, i Bóg wie co jeszcze. I to nie mówię o zespolikach w domu kultury, a niektórzy powazni tancerze naprawdę nadal tak funkcjonują.... Na szczeście, powoli się to zmienia, tzn. powoli zatrudnia się różnych ludzi do robienia tego wszystkiego, ale przeciez nie kazdy zespol/ tancerz moze sobie na to pozwolic.
Wiem, że ten ostatni akapit jest mniej na temat, ale juz nie mogę czytać, jak to ciężko, jak ma się etat w teatrze, wszystko zapewnione, a nie trzeba wlaczyc o kazdy skrawek przestrzeni na dwie godziny proby, tylko te parę wywiadów w gazecie z tancerzem/ tancerką, to jednak tak mało, że nic tylko narzekać jakie to cięzkie warunki...