Marek Weiss-Grzesiński
O rany, M. jestem pod wrażeniem Twojego posta.
Skoro mamy okazję "wyrównać rachunki" i wyrzucić z siebie wszystkie żale, bo wiemy, że Druga Strona czynnie uczestniczy i ustosunkowuje się do naszej pozycji, chciałam napisać jeszcze o paru sprawach, które mnie bolą.
Po pierwsze o "dyktaturze". Rozumiem, że prowadzenie teatru jest zadaniem trudnym, a wprowadzenie zmian do instytucji o wieloletniej tradycji może być postrzegane przez postronnych za kontrowersyjne działanie. Jak inaczej ma być jednak odbierane, skoro można mieć wrażenie, że obecny okres jest oddzielony od wcześniejszych grubą kreską? Czy prowadzenie instytucji według swojej wizji rzeczywiście wymaga obrócenia w perzynę wszystkiego, co do tej pory wiązało się z nazwą "Opera Bałtycka"? Pytam, bo nie wiem, jak ma się do wizji artystycznej na przykład pomysł usunięcia "Baru Opera", który na szczęście nie doszedł do skutku. Wiem, że napisał Pan, że nie miał w tym udziału, natomiast parę osób związanych z Operą przekazało informację, że to Pan podjął decyzję o wymówieniu. Te plotki świadczą o tym, jak zła atmosfera jest teraz w POB.
Nie wiem też, czemu chodzą słuchy o ograniczeniu (jeżeli nie w ogóle wycofaniu) udziału szkoły baletowej w spektaklach POB. Jak każda instytucja kulturalna, Opera pełni również funkcje edukacyjne, a dla uczniów OSB w Gdańsku była miejscem zdobywania praktyki zawodowej, bez której tancerzami sensu stricto się nie staną.
Tego typu decyzje są odbierane przez osoby nie związane profesjonalnie z Operą jako totalitarne. Przychodzi "nowa władza" i wszystko robi po swojemu, czy to ma sens, czy nie, a osoby myślące inaczej mogą się spodziewać infamii i publicznej nagany. To koszmarnie wpływa na odbiór Opery przez osoby trzecie, bo zamiast artystycznego postępu słyszą o aferach, kłótniach i szybkich zmianach na stanowiskach funkcyjnych.
Słowo "dyktatura" pojawia się w kontekście Opery głównie z powodu monopolu na spektakle taneczne, który miała Izadora Weiss. Nie będę się rozpisywać na ten temat, bo wszystko już zostało powiedziane, a temat jest częściowo nieaktualny. Nadal jest jednak pewien niesmak spowodowany ograniczeniem wyboru. Rozumiem, że poprzedni sezon miał być swoistym zaznaczeniem obecności Pana i Pana żony w POB, natomiast wprowadził pewną monotonię do repertuaru, zwłaszcza tanecznego.
Po drugie o "złej atmosferze", o której już wspomniały dziewczyny. Wiąże się ona ze wszystkimi sprawami, o których pisałam powyżej, a szczególnie ze zmianami personalnymi w Operze. Jeśli permanentnie słyszy się o dobrowolnych odejściach osób, które do tej pory w POB spędziły większą część swojego zawodowego życia, to nie można mieć wrażenia, że w zespole dobrze się dzieje. Albo jest problem z kompromisami, albo proponowane rozwiązania są zbyt drastyczne. A budowanie składu od zera potrwa i na początku nie będzie miało dobrych efektów. Poza tym źle się patrzy na ludzi, o których się wie, że pracują razem niechętnie i właściwie nie do końca podoba im się to, co się wokół nich dzieje.
Myślę, że najlepszą decyzją do tej pory był pomysł na wprowadzenie do repertuaru odświeżonego "Dziadka do orzechów". Jest to pewien kompromis i stopniowa zmiana. Osoby, które nie wyobrażają sobie okresu świątecznego bez "Dziadka" będą go miały, a Opera będzie konsekwentna w swoim planie artystycznym. Efekt ocenimy później, ale nie jest on w tym momencie dyskusji istotny: chodzi o wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom widzów i zgodę z nimi, a nie branie widza z zaskoczenia i stawianie go przed faktem dokonanym, dokładając jeszcze parę zdań o jego "nieprzygotowaniu" do odbioru proponowanej formy.
Skoro mamy okazję "wyrównać rachunki" i wyrzucić z siebie wszystkie żale, bo wiemy, że Druga Strona czynnie uczestniczy i ustosunkowuje się do naszej pozycji, chciałam napisać jeszcze o paru sprawach, które mnie bolą.
Po pierwsze o "dyktaturze". Rozumiem, że prowadzenie teatru jest zadaniem trudnym, a wprowadzenie zmian do instytucji o wieloletniej tradycji może być postrzegane przez postronnych za kontrowersyjne działanie. Jak inaczej ma być jednak odbierane, skoro można mieć wrażenie, że obecny okres jest oddzielony od wcześniejszych grubą kreską? Czy prowadzenie instytucji według swojej wizji rzeczywiście wymaga obrócenia w perzynę wszystkiego, co do tej pory wiązało się z nazwą "Opera Bałtycka"? Pytam, bo nie wiem, jak ma się do wizji artystycznej na przykład pomysł usunięcia "Baru Opera", który na szczęście nie doszedł do skutku. Wiem, że napisał Pan, że nie miał w tym udziału, natomiast parę osób związanych z Operą przekazało informację, że to Pan podjął decyzję o wymówieniu. Te plotki świadczą o tym, jak zła atmosfera jest teraz w POB.
Nie wiem też, czemu chodzą słuchy o ograniczeniu (jeżeli nie w ogóle wycofaniu) udziału szkoły baletowej w spektaklach POB. Jak każda instytucja kulturalna, Opera pełni również funkcje edukacyjne, a dla uczniów OSB w Gdańsku była miejscem zdobywania praktyki zawodowej, bez której tancerzami sensu stricto się nie staną.
Tego typu decyzje są odbierane przez osoby nie związane profesjonalnie z Operą jako totalitarne. Przychodzi "nowa władza" i wszystko robi po swojemu, czy to ma sens, czy nie, a osoby myślące inaczej mogą się spodziewać infamii i publicznej nagany. To koszmarnie wpływa na odbiór Opery przez osoby trzecie, bo zamiast artystycznego postępu słyszą o aferach, kłótniach i szybkich zmianach na stanowiskach funkcyjnych.
Słowo "dyktatura" pojawia się w kontekście Opery głównie z powodu monopolu na spektakle taneczne, który miała Izadora Weiss. Nie będę się rozpisywać na ten temat, bo wszystko już zostało powiedziane, a temat jest częściowo nieaktualny. Nadal jest jednak pewien niesmak spowodowany ograniczeniem wyboru. Rozumiem, że poprzedni sezon miał być swoistym zaznaczeniem obecności Pana i Pana żony w POB, natomiast wprowadził pewną monotonię do repertuaru, zwłaszcza tanecznego.
Po drugie o "złej atmosferze", o której już wspomniały dziewczyny. Wiąże się ona ze wszystkimi sprawami, o których pisałam powyżej, a szczególnie ze zmianami personalnymi w Operze. Jeśli permanentnie słyszy się o dobrowolnych odejściach osób, które do tej pory w POB spędziły większą część swojego zawodowego życia, to nie można mieć wrażenia, że w zespole dobrze się dzieje. Albo jest problem z kompromisami, albo proponowane rozwiązania są zbyt drastyczne. A budowanie składu od zera potrwa i na początku nie będzie miało dobrych efektów. Poza tym źle się patrzy na ludzi, o których się wie, że pracują razem niechętnie i właściwie nie do końca podoba im się to, co się wokół nich dzieje.
Myślę, że najlepszą decyzją do tej pory był pomysł na wprowadzenie do repertuaru odświeżonego "Dziadka do orzechów". Jest to pewien kompromis i stopniowa zmiana. Osoby, które nie wyobrażają sobie okresu świątecznego bez "Dziadka" będą go miały, a Opera będzie konsekwentna w swoim planie artystycznym. Efekt ocenimy później, ale nie jest on w tym momencie dyskusji istotny: chodzi o wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom widzów i zgodę z nimi, a nie branie widza z zaskoczenia i stawianie go przed faktem dokonanym, dokładając jeszcze parę zdań o jego "nieprzygotowaniu" do odbioru proponowanej formy.
[quote:891aaac568="Marek Weiss-Grzesinski"]Pisze Pani w liczbie mnogiej, w imieniu jakiejś grupy osób, co mnie rzeczywiście peszy, bo nie znam ich liczby, ale już całkowicie odbiera mi głos stwierdzenie, że "wszystko to już słyszeliśmy i czytaliśmy" Przecież Pani argumenty na wyrwane z kontekstu mojej wypowiedzi zdania też "słyszeliśmy i czytaliśmy".
Powracając jednak do spraw poważnych muszę oświadczyć, że nie podzielam Pani poglądu, że balet Opery Bałtyckiej tańczył w ostatnich latach klasykę, a już z pewnością, że tańczył ją dobrze. Pani z kolei nie podoba się nasz nowy repertuar i nowy zespół. I chyba to przesądza losy naszej dalszej dyskusji. Tak już jest w naszej działalności, że ci, co aktualnie tworzą nie są akceptowani przez tych, co w tym miejscu tworzyli poprzednio.
Przecież i moja ekipa nie będzie kierowała Operą Bałtycką w nieskończoność i z czasem zostanie zastąpiona przez kolejną. Może nie tak szybko, jakby sobie niektórzy życzyli, ale kiedyś ten moment nastąpi. Być może wtedy udowodnicie, że jednak balet klasyczny może tu być realizowany.
My tylko ich inaczej tańczymy i inaczej śpiewamy. To przecież nie jest zbrodnia.[/quote:891aaac568]
Zaczynajac od poczatku - wypowiem sie w imieniu M. - ta liczba mnoga to wszyscy "fani" baletu w Operze Bałtyckiej. Moze nie tyle fani co milosnicy - mlodzi luzie, o ktrych pisalysmy wczesniej. Ci o ktorych tak pan walczy bo przechodza wielkim lukiem obok Opery nie zagladajac do srodka.
Nie wiem do konca jaka ma Pan wizje ale nie wyobrazam sobie, zeby wiekszosc ludzi z tych, ktorzy zobaczyli 4&4 i Eurazje wybrala sie na cos jeszcze. Rozmawialismy o tym w innym temacie - te "balety" sa poprostu takie same. Przecietny widz nie wytrzyma tego wiecej.
Tez mam wrazenie, ze wszystko to o czym Pan teraz pisze juz gdzies slyszalam, albo w artykulach prasowych albo na spotkaniu "dla studentow" po 4&4.
Nie wiem czy dokladnie czytal Pan to co pisalysmy wczesniej. Wiekszosc z nas jest zdania, ze klasyka nie byla na rewelacyjnym poziomie. Za mala roznorodnosc spektakli, malo radosci widocznej w tancerzach. Jedynie kilka ostatnich BALETOW bylo zrealizowanych na wysokim poziomie - np ostatni "Dziadek".
Zadna z nas nie powiedziala, ze nie podoba nam sie nowy repertuar ani nowy zespol. Oczywiscie sa tancerze, ktorych oglada sie z przyjemnoscia i tacy ktorzy tancza w na szarym koncu i sobie nie radza. Tak samo jest jesli chodzi o repertuar. Mozna zobaczyc cos nowego ale jesli za kazdym razem ruchy sa takie same - to juz jest nudne. Ogladajac Eurazje mialam wrazenie, ze sa framenty ktore wdzialam wczesniej w 4&4. Z reszta nie bylo to tylko moje zdanie. Ile razy mozna ogladac to samo?
Chodzi nam o brak klasyki, ktora moze byc wystawiana obok wspolczesnego.
Tak jak Pan napisal - przyjdzie ktos nowy. Tylko czy wtedy bedzie co ratowac?
Jak sam Pan wczesniej pisal, zespol ktory nie ma lekcji klasycznych i nie wystawia spektakli klasycznych nie da rady tanczyc. Sprawa jasna - nie bedzie tanczyl.
Nie jest zbrodnia inaczej tanczyc i inaczej spiewac. Tylko czemu nie chce Pan pojsc na kompromis. Czy Pana wizja jest az tak wazna? Nikt nie ma pretensji o inny taniec i spiew tylko o brak klasyki.
Swoja droga mysle, ze ta dyskusja i tak do niczego nie doprowadzi. Odpowie Pan na podobnej zasadzie - "wszystko to juz slyszelismy i czytalismy".
W pelni podpisuje sie pod postem Czajori.
Powracając jednak do spraw poważnych muszę oświadczyć, że nie podzielam Pani poglądu, że balet Opery Bałtyckiej tańczył w ostatnich latach klasykę, a już z pewnością, że tańczył ją dobrze. Pani z kolei nie podoba się nasz nowy repertuar i nowy zespół. I chyba to przesądza losy naszej dalszej dyskusji. Tak już jest w naszej działalności, że ci, co aktualnie tworzą nie są akceptowani przez tych, co w tym miejscu tworzyli poprzednio.
Przecież i moja ekipa nie będzie kierowała Operą Bałtycką w nieskończoność i z czasem zostanie zastąpiona przez kolejną. Może nie tak szybko, jakby sobie niektórzy życzyli, ale kiedyś ten moment nastąpi. Być może wtedy udowodnicie, że jednak balet klasyczny może tu być realizowany.
My tylko ich inaczej tańczymy i inaczej śpiewamy. To przecież nie jest zbrodnia.[/quote:891aaac568]
Zaczynajac od poczatku - wypowiem sie w imieniu M. - ta liczba mnoga to wszyscy "fani" baletu w Operze Bałtyckiej. Moze nie tyle fani co milosnicy - mlodzi luzie, o ktrych pisalysmy wczesniej. Ci o ktorych tak pan walczy bo przechodza wielkim lukiem obok Opery nie zagladajac do srodka.
Nie wiem do konca jaka ma Pan wizje ale nie wyobrazam sobie, zeby wiekszosc ludzi z tych, ktorzy zobaczyli 4&4 i Eurazje wybrala sie na cos jeszcze. Rozmawialismy o tym w innym temacie - te "balety" sa poprostu takie same. Przecietny widz nie wytrzyma tego wiecej.
Tez mam wrazenie, ze wszystko to o czym Pan teraz pisze juz gdzies slyszalam, albo w artykulach prasowych albo na spotkaniu "dla studentow" po 4&4.
Nie wiem czy dokladnie czytal Pan to co pisalysmy wczesniej. Wiekszosc z nas jest zdania, ze klasyka nie byla na rewelacyjnym poziomie. Za mala roznorodnosc spektakli, malo radosci widocznej w tancerzach. Jedynie kilka ostatnich BALETOW bylo zrealizowanych na wysokim poziomie - np ostatni "Dziadek".
Zadna z nas nie powiedziala, ze nie podoba nam sie nowy repertuar ani nowy zespol. Oczywiscie sa tancerze, ktorych oglada sie z przyjemnoscia i tacy ktorzy tancza w na szarym koncu i sobie nie radza. Tak samo jest jesli chodzi o repertuar. Mozna zobaczyc cos nowego ale jesli za kazdym razem ruchy sa takie same - to juz jest nudne. Ogladajac Eurazje mialam wrazenie, ze sa framenty ktore wdzialam wczesniej w 4&4. Z reszta nie bylo to tylko moje zdanie. Ile razy mozna ogladac to samo?
Chodzi nam o brak klasyki, ktora moze byc wystawiana obok wspolczesnego.
Tak jak Pan napisal - przyjdzie ktos nowy. Tylko czy wtedy bedzie co ratowac?
Jak sam Pan wczesniej pisal, zespol ktory nie ma lekcji klasycznych i nie wystawia spektakli klasycznych nie da rady tanczyc. Sprawa jasna - nie bedzie tanczyl.
Nie jest zbrodnia inaczej tanczyc i inaczej spiewac. Tylko czemu nie chce Pan pojsc na kompromis. Czy Pana wizja jest az tak wazna? Nikt nie ma pretensji o inny taniec i spiew tylko o brak klasyki.
Swoja droga mysle, ze ta dyskusja i tak do niczego nie doprowadzi. Odpowie Pan na podobnej zasadzie - "wszystko to juz slyszelismy i czytalismy".
W pelni podpisuje sie pod postem Czajori.
Równie dobrze, mogę pisać w liczbie pojedeńczej - używam liczby mnogiej odruchowo, gdyż w tak małym środowisku szybko poznałam szerokie grono tanecznych maniaków ;) z którymi z uwagą śledzę losy Opery Bałtyckiej i z którymi w wielu sprawach zasadniczych - takich jak to, że obecność klasyki na Gdańskiej scenie jest sprawą zasadniczą, świadczącą o randze tego miejsca się po prostu zgadzamy.
W kwestii tego, że piszę o niesprawdzonych informacjach - w swoich ocenach opieram się na tym co obserwuje. Jest to dla mnie niepojęte, ale wspaniale jeśli owe koszulki się sprzedały... ale nie w nich jest rzecz. Heh, na szczęście posiadam odrobinę taktu by nie powoływać się na nic co może być jedynie plotką i by pisać jedynie moich wrażeniach z tego w jaki sposób objął Pan posadę w Gdańsku.
Nie wyrywam Pańskich zdań z kontekstu. Wymienił Pan warunki jakie wg Pana powinny być spełnione (i które wymieniał Pan też publicznie np. na spotkaniu ze studentami po studenckiej premierze "4&4" - dlatego napisałam "słyszeliśmy" - ale jeszcze nie słyszałam, poza próbą, której podjęła się A.Boniuszko w Dzień Tańca, aby publicznie ktoś na nie zdecydował się odpowiedzieć) aby tańczyć klasykę jak należy a ja na każdy z tych wg Pana niespełnionych po kolei punktów odpowiedziałam, twierdząc, że jest nieprawdą iż zostały niespełnione. Tak więc pozostaje mi nadal twierdzić, że odrzucenie baletowej klasyki jest kwestią nie realiów a Pańskiego gustu. Oczywiście, że nie jest zbrodnią inne śpiewanie czy tańczenie - napewno bywa czymś ciekawym a czasem bardziej wartościowym. Natomiast w moim odczuciu zbrodnią jest to, że Gdańsk nie ma już klasyki. Mam wrażenie, że nie zrozumiał Pan tego w jakim celu wymieniłam nazwiska kompozytorów...
Dziwne jest twierdzenie, że klasyki w Gdańsku wogle nie było - nikt z nas nie ma złudzeń co do poziomu jaki reprezentowała, ale nie mam pojęcia jakie można wymyśleć zarzuty do tego jak został zatańczony ostatni Dziadek lub jaki poziom zaprezentował zespół na Benefisie?
Nie jest prawdą, że z góry czy z założenia odrzucam(oczywiście tu znów przydałaby się l. mnoga - nawet .:Agga:. pisała w poście wyżej, że naprawdę wiązaliśmy nadzieje z Pańskim przyjazdem - ale niech już będzie jak jest) z góry wszystko co Pan proponuje. Nt. każdego z przedstawień Pani Izadory pisałam i pisaliśmy w odpowiednich wątkach. Są rzeczy, które mi/nam się podobają. Uwielbiam muzykę, którą się inspiruje Pańska żona. Z wielkim entuzjazmem przyjęłam/przyjęliśmy pojawienie się "świeżej krwi" na naszych deskach. Nawet Pan nie zdaje sobie sprawy jaka radość towarzyszyła pojawieniu się na naszej scenie utalentowanej F.Kierc, którą znamy z ubiegłorocznych letnich warsztatów tańca. Doceniam talent M. Łabusia i silną osobowość sceniczną Marzeny Sochy. Obawiając się, że być może zbyt ostro w pierwszej chwili oceniłam "4&4" wybrałam się na przedstawienie kolejne 2 a może 3 razy. A teraz zastanawiając się czy być może coś mi umknęło przy pierwszym czytaniu "Boskiego życia", że zbyt pochopnie wydałam swoją ocenę, zabieram się za książkę po raz drugi, choć zdaje się to być absolutnie niemądrą stratą czasu. Staram się choć jest to wyjątkowo trudne, oddzielać próbę ciągłego racjonalnego oceniania tego co oglądam od tego jakie emocje temu towarzyszą.
Musimy poczekać na to co zaproponował nam Pan w tym sezonie. Zobaczymy jaki będzie ten nowy "Dziadek", szczególną nadzieję wiąże z zapowiadanym na luty "Men's dance", akurat z czekaniem na "Romea i Julię" z tego co czytam w ost. wywiadzie w chor. Pani Izadory mam wielki problem - ale to już kwestia mojego osobistego gustu. Z resztą gdybym z góry założyła, że z powodu uprzedzeń odrzucam wszystko co Pan proponuje, nie mogłabym wyjść z ostatniej premiery w WOK zadowolona i zapowiadająca, że na pewno na Cezara -pomimo drobnych zarzutów- wrócę. Więc proszę mi nie mówić nt uprzedzeń, które mną kierują, bo zdaję się, że wśród osób związanych sercem z Operą Bałtycką jestem ostatnią osobą, którą powinien Pan o nie oskarżać.
Nie wiem być może, ta trudna dla mnie do zrozumienia wizja teatru ma jakiś sens. Może jeśli widzowie z innych miast nie przyjechaliby do Gdańska by zobaczyć klasykę w mniejszej formie niż w stolicy, to przyjadą na Przybyłowicza... kto wie... może nawet to dobrze, że na tym stanowisku jest ktoś z pomysłem o który jest gotowy walczyć bez kompromisów (o ile ta walka miałaby przebiegać z klasą)... tylko, że ja tego pomysłu absolutnie nie rozumiem i trudno mi uwierzyć w to, że jest warty ceny jaką musimy ponieść... zwłaszcza, że jest wdrażany w tak nie elegancki sposób.
Od początku miałam wrażenie, że los dyskusji jest przesądzony. Nie rozumiem w jakim celu Pan do niej zachęca - jeśli z góry nie zamierza Pan wysłuchiwać racji tych, którzy się z Pańską wizją nie zgadzają.
W kwestii tego, że piszę o niesprawdzonych informacjach - w swoich ocenach opieram się na tym co obserwuje. Jest to dla mnie niepojęte, ale wspaniale jeśli owe koszulki się sprzedały... ale nie w nich jest rzecz. Heh, na szczęście posiadam odrobinę taktu by nie powoływać się na nic co może być jedynie plotką i by pisać jedynie moich wrażeniach z tego w jaki sposób objął Pan posadę w Gdańsku.
Nie wyrywam Pańskich zdań z kontekstu. Wymienił Pan warunki jakie wg Pana powinny być spełnione (i które wymieniał Pan też publicznie np. na spotkaniu ze studentami po studenckiej premierze "4&4" - dlatego napisałam "słyszeliśmy" - ale jeszcze nie słyszałam, poza próbą, której podjęła się A.Boniuszko w Dzień Tańca, aby publicznie ktoś na nie zdecydował się odpowiedzieć) aby tańczyć klasykę jak należy a ja na każdy z tych wg Pana niespełnionych po kolei punktów odpowiedziałam, twierdząc, że jest nieprawdą iż zostały niespełnione. Tak więc pozostaje mi nadal twierdzić, że odrzucenie baletowej klasyki jest kwestią nie realiów a Pańskiego gustu. Oczywiście, że nie jest zbrodnią inne śpiewanie czy tańczenie - napewno bywa czymś ciekawym a czasem bardziej wartościowym. Natomiast w moim odczuciu zbrodnią jest to, że Gdańsk nie ma już klasyki. Mam wrażenie, że nie zrozumiał Pan tego w jakim celu wymieniłam nazwiska kompozytorów...
Dziwne jest twierdzenie, że klasyki w Gdańsku wogle nie było - nikt z nas nie ma złudzeń co do poziomu jaki reprezentowała, ale nie mam pojęcia jakie można wymyśleć zarzuty do tego jak został zatańczony ostatni Dziadek lub jaki poziom zaprezentował zespół na Benefisie?
Nie jest prawdą, że z góry czy z założenia odrzucam(oczywiście tu znów przydałaby się l. mnoga - nawet .:Agga:. pisała w poście wyżej, że naprawdę wiązaliśmy nadzieje z Pańskim przyjazdem - ale niech już będzie jak jest) z góry wszystko co Pan proponuje. Nt. każdego z przedstawień Pani Izadory pisałam i pisaliśmy w odpowiednich wątkach. Są rzeczy, które mi/nam się podobają. Uwielbiam muzykę, którą się inspiruje Pańska żona. Z wielkim entuzjazmem przyjęłam/przyjęliśmy pojawienie się "świeżej krwi" na naszych deskach. Nawet Pan nie zdaje sobie sprawy jaka radość towarzyszyła pojawieniu się na naszej scenie utalentowanej F.Kierc, którą znamy z ubiegłorocznych letnich warsztatów tańca. Doceniam talent M. Łabusia i silną osobowość sceniczną Marzeny Sochy. Obawiając się, że być może zbyt ostro w pierwszej chwili oceniłam "4&4" wybrałam się na przedstawienie kolejne 2 a może 3 razy. A teraz zastanawiając się czy być może coś mi umknęło przy pierwszym czytaniu "Boskiego życia", że zbyt pochopnie wydałam swoją ocenę, zabieram się za książkę po raz drugi, choć zdaje się to być absolutnie niemądrą stratą czasu. Staram się choć jest to wyjątkowo trudne, oddzielać próbę ciągłego racjonalnego oceniania tego co oglądam od tego jakie emocje temu towarzyszą.
Musimy poczekać na to co zaproponował nam Pan w tym sezonie. Zobaczymy jaki będzie ten nowy "Dziadek", szczególną nadzieję wiąże z zapowiadanym na luty "Men's dance", akurat z czekaniem na "Romea i Julię" z tego co czytam w ost. wywiadzie w chor. Pani Izadory mam wielki problem - ale to już kwestia mojego osobistego gustu. Z resztą gdybym z góry założyła, że z powodu uprzedzeń odrzucam wszystko co Pan proponuje, nie mogłabym wyjść z ostatniej premiery w WOK zadowolona i zapowiadająca, że na pewno na Cezara -pomimo drobnych zarzutów- wrócę. Więc proszę mi nie mówić nt uprzedzeń, które mną kierują, bo zdaję się, że wśród osób związanych sercem z Operą Bałtycką jestem ostatnią osobą, którą powinien Pan o nie oskarżać.
Nie wiem być może, ta trudna dla mnie do zrozumienia wizja teatru ma jakiś sens. Może jeśli widzowie z innych miast nie przyjechaliby do Gdańska by zobaczyć klasykę w mniejszej formie niż w stolicy, to przyjadą na Przybyłowicza... kto wie... może nawet to dobrze, że na tym stanowisku jest ktoś z pomysłem o który jest gotowy walczyć bez kompromisów (o ile ta walka miałaby przebiegać z klasą)... tylko, że ja tego pomysłu absolutnie nie rozumiem i trudno mi uwierzyć w to, że jest warty ceny jaką musimy ponieść... zwłaszcza, że jest wdrażany w tak nie elegancki sposób.
Od początku miałam wrażenie, że los dyskusji jest przesądzony. Nie rozumiem w jakim celu Pan do niej zachęca - jeśli z góry nie zamierza Pan wysłuchiwać racji tych, którzy się z Pańską wizją nie zgadzają.
-
Marek Weiss-Grzesinski
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz paź 26, 2008 12:59 pm
balet w POB
Ja nie zachęcałem do dyskusji o tym, jaka forma baletu jest lepsza dla POB. Macie rację, że los takiej dyskusji jest przesądzony. Zostałem zaproszony do prowadzenia tej instytucji i będę to robił najlepiej jak potrafię, zgodnie ze swoimi przekonaniami artystycznymi. Pisałem o tym, że prowadzenie teatru jest rodzajem dyktatury, bo większość decyzji artystycznych ma charakter arbitralny. Nie ma sensu się z nich tłumaczyć, bo nie ma żadnej obiektywnej płaszczyzny odniesienia. Piszecie, ze nie można obracać "w perzynę" tego co tu było. Ale to emocjonalne określenie znaczy tylko, że dokonuję innych wyborów, niż moi poprzednicy. Nie gram pozycji, które tu były grane od lat, bo nie cenię ich tak wysoko, jak ci którzy je kreowali. Tak samo będzie z moim repertuarem, kiedy przyjdzie nowy szef. Tak już jest w teatrach i ma to swoje plusy. Nie byliście do tego przyzwyczajeni, bo pan Nawotka rządził tu ponad dwadzieścia lat i zrozumiałe, że zmiany nie były jego celem. O tym, że nie będzie tu klasyki baletowej uprzedzałem zespół na spotkaniu na trzy miesiące przed objęciem dyrekcji. Ponieważ był to środek sezonu, obiecałem, że nikogo nie wyrzucę do końca roku mimo, że nie ze wszystkimi chciałem dalej pracować, bo nie wszystkich uważałem za wystarczająco sprawnych. Słowa dotrzymałem. Wypowiedzenie dostała tylko jedna osoba, która w ekstremalnej sytuacji awaryjnej odmówiła zastąpienia chorej koleżanki na próbie. Uważam, że taka postawa jest nie do zaakceptowania. Pozostali odchodzili na własną prośbę i rozumiem z jakich powodów. Państwo Jędrychowie i Bablidze dostali propozycje w Warszawie korzystniejsze finansowo i ciekawsze dla ludzi miłujących klasykę. To samo dotyczy pary, którą porwał Wesołowski do Poznania. Tak się dzieje w każdym zespole, który zmienia profil artystyczny i styl pracy. Nie rozumiem tych aluzji, że to mało eleganckie. Wręcz przeciwnie poszedłem im wszystkim na rękę jeśli chodzi o formalności. A niektórym, jak na przykład małżeństwu Białobrzeskich proponowałem bardzo korzystne formy współpracy. Małgosia Insadowska przeszła na emeryturę w sposób wyjątkowo elegancki, o czym już wspominałem. Jeśli chodzi o szkołę baletową, to jej dyrektor może potwierdzić, że proponowałem ścisłą współpracę, ale ta propozycja została odrzucona. Na nasze castingi zgłaszają się absolwenci gdańskiej szkoły, ale jak na razie przyjęliśmy tylko jednego chłopca. Bufet istnieje i będzie coraz lepszy, a kto go będzie prowadził, to już doprawdy sprawa nie podlegająca internetowej dyskusji. A że plotki źle świadczą o instytucji? No to ich nie rozsiewajcie.
Natomiast koronny zarzut, że choreografem jest żona obarczyliście już takimi emocjami, że każda moja wypowiedź na ten temat prowokuje jeszcze większą agresję. Ale spróbuję w kilku słowach ostatni raz o tym napisać przez szacunek dla tych którzy wchodzą na tę stronę bez uprzedzeń. Otóż Izadora Weiss jest uważana przez wielu ludzi zajmujących się w Polsce baletem za jednego z najciekawszych choreografów młodego pokolenia. Jest wymieniana jednym tchem obok Przybyłowicza (który też nie jest klasykiem, o czym zdaje się niektórzy nie pamiętają). Ma oczywiście przeciwników i zbiera krytyczne oceny, między innymi pani Kasi G. Język choreograficzny Izadory Weiss jest odmienny od większości znanych na naszych scenach, a duże formy baletowe, które kreuje jako jedna z nielicznych w kraju są łatwiejszą okazją do wysuwania szczegółowych zarzutów, niż miniatury na kilkuosobowe składy. Ale jej wysiłek stworzenia nowej formuły w polskim balecie jest coraz bardziej doceniany nie tylko przez publiczność, ale i przez fachową krytykę. Pracujemy razem od dwunastu lat i stworzyliśmy ponad dwadzieścia premier. Uważam ją za wspaniałą artystkę tak jak kilka innych osób, z którymi stale współpracuję. Jestem zafascynowany jej twórczością i jestem dumny, że zgodziła się kiedyś zostać moją żoną. Jestem dumny, że chwali ją Jiri Kylian i zaprasza do swojego zespołu na staże jako jedyną choreografkę, że chwali ją Nigel Kennedy,Mats Ek, Ohad Naharin, Ewa Wycichowska, Emil Wesołowski czy Krzysztof Penderecki. Oczywiście powiecie, że to też o niczym nie świadczy, ale co w takim razie świadczy? Tylko wasza opinia? Przecież nigdy nie zaakceptujecie Izadory, bo to za jej sprawą nasz balet przekształcił się w fantastycznie pracujący dynamiczny zespół, który już niebawem zacznie korzystać z owoców swojej ciężkiej pracy.A to przecież nie będzie chyba po waszej myśli? A może się mylę?
Natomiast koronny zarzut, że choreografem jest żona obarczyliście już takimi emocjami, że każda moja wypowiedź na ten temat prowokuje jeszcze większą agresję. Ale spróbuję w kilku słowach ostatni raz o tym napisać przez szacunek dla tych którzy wchodzą na tę stronę bez uprzedzeń. Otóż Izadora Weiss jest uważana przez wielu ludzi zajmujących się w Polsce baletem za jednego z najciekawszych choreografów młodego pokolenia. Jest wymieniana jednym tchem obok Przybyłowicza (który też nie jest klasykiem, o czym zdaje się niektórzy nie pamiętają). Ma oczywiście przeciwników i zbiera krytyczne oceny, między innymi pani Kasi G. Język choreograficzny Izadory Weiss jest odmienny od większości znanych na naszych scenach, a duże formy baletowe, które kreuje jako jedna z nielicznych w kraju są łatwiejszą okazją do wysuwania szczegółowych zarzutów, niż miniatury na kilkuosobowe składy. Ale jej wysiłek stworzenia nowej formuły w polskim balecie jest coraz bardziej doceniany nie tylko przez publiczność, ale i przez fachową krytykę. Pracujemy razem od dwunastu lat i stworzyliśmy ponad dwadzieścia premier. Uważam ją za wspaniałą artystkę tak jak kilka innych osób, z którymi stale współpracuję. Jestem zafascynowany jej twórczością i jestem dumny, że zgodziła się kiedyś zostać moją żoną. Jestem dumny, że chwali ją Jiri Kylian i zaprasza do swojego zespołu na staże jako jedyną choreografkę, że chwali ją Nigel Kennedy,Mats Ek, Ohad Naharin, Ewa Wycichowska, Emil Wesołowski czy Krzysztof Penderecki. Oczywiście powiecie, że to też o niczym nie świadczy, ale co w takim razie świadczy? Tylko wasza opinia? Przecież nigdy nie zaakceptujecie Izadory, bo to za jej sprawą nasz balet przekształcił się w fantastycznie pracujący dynamiczny zespół, który już niebawem zacznie korzystać z owoców swojej ciężkiej pracy.A to przecież nie będzie chyba po waszej myśli? A może się mylę?
Mysle, ze nie czyta Pan naszych wypowiedzi.
Pisalysmy, ze np "Z nieba" bardzo nam sie podobalo. Spektakl widzialysmy przed zmiana dyrekcji i po tym. Za kazdym razem bylo pieknie!
Niestety kolejne 2 premiery nie zachwycily. Byly banalne.
Nie napisalysmy, ze nie cenimy IW. Nie napisalysmy tez zlego slowa o zespole.
A co do "tylko naszej opinii" - oprocz tego, ze wypowiadamy sie na forum jestesmy tez publicznoscia a podobno na opinii publicznosci Panu zalezy. Szkoda tylko, ze jak przychodzi co do czego to nikogo Pan nie slucha. Tak samo bylo na spotkaniu ze studentami. Ochy i achy byly na miejscu - mimo, ze nie byly wyglaszane przez "studentow" a glosy krytyki konczyly dyskusje.
Moge jeszcze dodac, ze jest grupa mlodych ludzi, ktorych nidgy nie namowi Pan na wizyte w Operze. Sa to ludzie, ktorzy do Opery nie chodzili i chodzic nie beda. Jest ich bardzo duzo. To wlasnie oni omijaja Opere lukiem idac na zajecia na PG, czy AMG. Nidy nawet nie zwroca uwagi na repertuar, wieszkosc z nich nie wie nawet obok jakiego budynu przechodzi 10 razy tygodniowo. Stanowia wiekszosc.
Podobno chce Pan wysluchac publicznosci - nie widac tego po Pana wypowiedziach.
Mysle, ze Pana wizyta na forum miala na celu odnalezienie dwoch malzenstw, ktore pod roznymi nickami wypisuja zle opinie. Przypadkiem okazalo sie, ze nie ma ich na forum tylko sa zupelnie inni ludzie, ktorzy chca rozmawiac a tego juz nie bylo w planach. Doskonale widac to po Pana pierwszej wypowiedz. Uwazam, ze cos takiego nie powinno przytrafic sie osobie na Pana stanowisku.
Pisalysmy, ze np "Z nieba" bardzo nam sie podobalo. Spektakl widzialysmy przed zmiana dyrekcji i po tym. Za kazdym razem bylo pieknie!
Niestety kolejne 2 premiery nie zachwycily. Byly banalne.
Nie napisalysmy, ze nie cenimy IW. Nie napisalysmy tez zlego slowa o zespole.
A co do "tylko naszej opinii" - oprocz tego, ze wypowiadamy sie na forum jestesmy tez publicznoscia a podobno na opinii publicznosci Panu zalezy. Szkoda tylko, ze jak przychodzi co do czego to nikogo Pan nie slucha. Tak samo bylo na spotkaniu ze studentami. Ochy i achy byly na miejscu - mimo, ze nie byly wyglaszane przez "studentow" a glosy krytyki konczyly dyskusje.
Moge jeszcze dodac, ze jest grupa mlodych ludzi, ktorych nidgy nie namowi Pan na wizyte w Operze. Sa to ludzie, ktorzy do Opery nie chodzili i chodzic nie beda. Jest ich bardzo duzo. To wlasnie oni omijaja Opere lukiem idac na zajecia na PG, czy AMG. Nidy nawet nie zwroca uwagi na repertuar, wieszkosc z nich nie wie nawet obok jakiego budynu przechodzi 10 razy tygodniowo. Stanowia wiekszosc.
Podobno chce Pan wysluchac publicznosci - nie widac tego po Pana wypowiedziach.
Mysle, ze Pana wizyta na forum miala na celu odnalezienie dwoch malzenstw, ktore pod roznymi nickami wypisuja zle opinie. Przypadkiem okazalo sie, ze nie ma ich na forum tylko sa zupelnie inni ludzie, ktorzy chca rozmawiac a tego juz nie bylo w planach. Doskonale widac to po Pana pierwszej wypowiedz. Uwazam, ze cos takiego nie powinno przytrafic sie osobie na Pana stanowisku.
myśle ze przypisywanie obu stronom dyskusji ukrytych (domniemanych) innych niż prezentowanych na forum intencji nie mieści sie w kulturalnym tonie wymiany zdań. Nie sądze aby pan dyrektor musiał na naszym forum "wysledzać" obecnośc osób rzekomo "na róznych forach" coś tam piszących o jego dyrekcji - zresztą za to domniemanie, wyprowadzony z błędu przeprosił.
Z drugiej strony Agga słusznie zwróciła uwagę, ze wypowiedzi forumowiczów - wiernych widzów POB nie miały charakteru "napaści" na panią Izadorę Weiss - wiele osób wypowiadaoło się pochlebnie na temat choreografii "z nieba", a nawet w innych jej produkcjach odnajdowało coś dla siebie, szczególnie dzieki wykonaniu konkretnych tancerzy. Przywołana do tablicy, potwierdzam ze za twórczoscią Izadory Weiss nie przepadam ale... co własnie dla mnie samej trudne dozdefiniowania: podoba mi sie czesto (nawet bardzo jej język choreograficzny) a nie podobaja efekty jego uzycia. Często myślę, ze w doskonałym wykonaniu (synchronizacja, precyzja) wiele by zyskały. No i stanowczo bardzoj podobaja mi się małe formy (np. choreografie w operach) a nie rozbudowane pełnospektaklowe opowieści, które wydają mi sie mdłe tematycznie, porozrywane - ale jak zawsze podkreślam to mój (jak i każdego widza) osobisty odbiór, jakoś do mnie idee jej spektakli nie trafiają. Ale nie o twórczości pani Izadory to temat (przynajmniej nie w głównej mierze).
Starajać sie podsumowac w jakiś sposób dotychczasową dyskusję z punktu widzenia osoby która jest poza tym wszystkim a kieruje się wyłącznie doniesieniami prasowymi, prywatnymi, w tym i plotkami (bo plotki to nieodłączny stety/niestety element pejzażu teatralnego). Trudno nie zgdzić się, ze dyrektorowanie to dyktatura - tak jest w najlepszych i najgorszych tego typu przypadkach i inaczej byc nie może - aby miało przynieść efekty. Sęk w tym by do swojej dyktatorskiej propozycji umieć przekoać jak największą liczbe i pracowników i widzów, bo to przeciez dla NICH twórzy się teatr. Przekonać nie obrażając ani widzów, ani nie obrażając się na widzów - którzy mają byc moze swoje przyzwyczajenia, byc moze są tak zakochani w swoim tetarze, tak nim zyją, ze trudno im zaakcepować zmiany. Czują sie, jakby ktos przyszedł do ich DOMU i poprzestawiał im meble. Oczywiscie sytuacja nie jest w pełni analogiczna ale wierni, stali widzowie danego tatru TAK to odczuwają. Czują ze w pewnym momencie teatr staje się NIE ICH, ze nie ma tam dla nich miejsca - szkoda odchodzić, trudno zostać... Prawdziwy dialog nasycony szacunkiem dla OBU stron i wspaniałe EFEKTY zmian, jakie dana dyrekcja wprowadza - tylko to moze uleczyć sytuację. Na efekty wszakże trzeba czekać, a to dla bywalca teatru strasznie trudne. No i rzecz o nowej publicznosci: trzeba i warto się o nią starać, ale obok tych starań trzeba pamiętac o starej, często latami przychodzącej wiernej publicznosci, która dała by sie "pokrajać" za swój tetar - takiego potencjału nie mozna lekceważyć, bo to tacy widzowie przyprowadzają do teatru nowych, innych, promują go wokół siebie skuteczniej niz jakie kolwiek plakaty, koszulki czy ogłoszenia. Ozywiają tetatr, obsypują twórców i artystów kwiatami, maja dobre teatralne, światowe nawyki.
Z drugiej strony Agga słusznie zwróciła uwagę, ze wypowiedzi forumowiczów - wiernych widzów POB nie miały charakteru "napaści" na panią Izadorę Weiss - wiele osób wypowiadaoło się pochlebnie na temat choreografii "z nieba", a nawet w innych jej produkcjach odnajdowało coś dla siebie, szczególnie dzieki wykonaniu konkretnych tancerzy. Przywołana do tablicy, potwierdzam ze za twórczoscią Izadory Weiss nie przepadam ale... co własnie dla mnie samej trudne dozdefiniowania: podoba mi sie czesto (nawet bardzo jej język choreograficzny) a nie podobaja efekty jego uzycia. Często myślę, ze w doskonałym wykonaniu (synchronizacja, precyzja) wiele by zyskały. No i stanowczo bardzoj podobaja mi się małe formy (np. choreografie w operach) a nie rozbudowane pełnospektaklowe opowieści, które wydają mi sie mdłe tematycznie, porozrywane - ale jak zawsze podkreślam to mój (jak i każdego widza) osobisty odbiór, jakoś do mnie idee jej spektakli nie trafiają. Ale nie o twórczości pani Izadory to temat (przynajmniej nie w głównej mierze).
Starajać sie podsumowac w jakiś sposób dotychczasową dyskusję z punktu widzenia osoby która jest poza tym wszystkim a kieruje się wyłącznie doniesieniami prasowymi, prywatnymi, w tym i plotkami (bo plotki to nieodłączny stety/niestety element pejzażu teatralnego). Trudno nie zgdzić się, ze dyrektorowanie to dyktatura - tak jest w najlepszych i najgorszych tego typu przypadkach i inaczej byc nie może - aby miało przynieść efekty. Sęk w tym by do swojej dyktatorskiej propozycji umieć przekoać jak największą liczbe i pracowników i widzów, bo to przeciez dla NICH twórzy się teatr. Przekonać nie obrażając ani widzów, ani nie obrażając się na widzów - którzy mają byc moze swoje przyzwyczajenia, byc moze są tak zakochani w swoim tetarze, tak nim zyją, ze trudno im zaakcepować zmiany. Czują sie, jakby ktos przyszedł do ich DOMU i poprzestawiał im meble. Oczywiscie sytuacja nie jest w pełni analogiczna ale wierni, stali widzowie danego tatru TAK to odczuwają. Czują ze w pewnym momencie teatr staje się NIE ICH, ze nie ma tam dla nich miejsca - szkoda odchodzić, trudno zostać... Prawdziwy dialog nasycony szacunkiem dla OBU stron i wspaniałe EFEKTY zmian, jakie dana dyrekcja wprowadza - tylko to moze uleczyć sytuację. Na efekty wszakże trzeba czekać, a to dla bywalca teatru strasznie trudne. No i rzecz o nowej publicznosci: trzeba i warto się o nią starać, ale obok tych starań trzeba pamiętac o starej, często latami przychodzącej wiernej publicznosci, która dała by sie "pokrajać" za swój tetar - takiego potencjału nie mozna lekceważyć, bo to tacy widzowie przyprowadzają do teatru nowych, innych, promują go wokół siebie skuteczniej niz jakie kolwiek plakaty, koszulki czy ogłoszenia. Ozywiają tetatr, obsypują twórców i artystów kwiatami, maja dobre teatralne, światowe nawyki.
Popieram Aggę, żeby bardzo ważne zdanie przez nią wygłoszone nie zginęło w dyskusji:
To nieprawda, że źle oceniamy to, jak zespół pracuje obecnie i choreograficzne osiągnięcia Izadory Weiss. To oczywiste, że wymienione przez Pana nazwiska choreografów robią wrażenie i żadna z nas nigdy nie powiedziała, że to o niczym nie świadczy. Wręcz przeciwnie, czekamy na moment, kiedy nareszcie zobaczymy efekt artystyczny godny tylu pochwał tak wspaniałych twórców. Jak na razie go nie widziałyśmy, ale mam cichutką nadzieję, że może są to tak zwane "trudne początki", że może zespół się dotrze i choreografka rozłoży skrzydła.
Do tej pory najbardziej podobała mi się "Eurazja" i właściwie nie miałam do niej żadnych zarzutów, więc chyba jest tendencja wzrostowa...
Wracając do meritum, naszymi głównymi zarzutami (chociaż to słowo chyba nie jest odpowiednie, lepsze chyba będzie "zastrzeżenie") są: niwelacja klasyki do zera i wystawianie spektakli tylko jednego choreografa. Nie ma to nic wspólnego z negatywną oceną twórczości Izadory Weiss, jedynie z chęcią oglądania jak najciekawszych i zróżnicowanych propozycji repertuarowych.
Cieszę się, że wyjaśniła się kwestia współpracy ze szkołą baletową, bo bardzo mnie to zastanawiało, a także że poznałam stanowisko Drugiej Strony w paru innych sprawach, bo mogę wypośrodkować teraz swoje opinie. Nie obędzie się jednak (i to nie tylko w moim przypadku) bez skrajnych emocji. Teatr to przecież emocje - skoro teraz temat Opery jest obecnie centrum tak burzliwej dyskusji, wyrażane uczucia są równie intensywne...
To nieprawda, że źle oceniamy to, jak zespół pracuje obecnie i choreograficzne osiągnięcia Izadory Weiss. To oczywiste, że wymienione przez Pana nazwiska choreografów robią wrażenie i żadna z nas nigdy nie powiedziała, że to o niczym nie świadczy. Wręcz przeciwnie, czekamy na moment, kiedy nareszcie zobaczymy efekt artystyczny godny tylu pochwał tak wspaniałych twórców. Jak na razie go nie widziałyśmy, ale mam cichutką nadzieję, że może są to tak zwane "trudne początki", że może zespół się dotrze i choreografka rozłoży skrzydła.
Do tej pory najbardziej podobała mi się "Eurazja" i właściwie nie miałam do niej żadnych zarzutów, więc chyba jest tendencja wzrostowa...
Wracając do meritum, naszymi głównymi zarzutami (chociaż to słowo chyba nie jest odpowiednie, lepsze chyba będzie "zastrzeżenie") są: niwelacja klasyki do zera i wystawianie spektakli tylko jednego choreografa. Nie ma to nic wspólnego z negatywną oceną twórczości Izadory Weiss, jedynie z chęcią oglądania jak najciekawszych i zróżnicowanych propozycji repertuarowych.
Cieszę się, że wyjaśniła się kwestia współpracy ze szkołą baletową, bo bardzo mnie to zastanawiało, a także że poznałam stanowisko Drugiej Strony w paru innych sprawach, bo mogę wypośrodkować teraz swoje opinie. Nie obędzie się jednak (i to nie tylko w moim przypadku) bez skrajnych emocji. Teatr to przecież emocje - skoro teraz temat Opery jest obecnie centrum tak burzliwej dyskusji, wyrażane uczucia są równie intensywne...
Panie dyrektorze
Z jednej strony pelen respekt za gotowosc podjecia dyskusji na forum internetowym, a z drugiej strony po co to Panu bylo? Poniewaz nie znam, nie widzialem itp. nie moge powiedziec po ktorej stronie stoje, ale widzac ze stara sie Pan przekonac do swojego stanowiska slowem drukowanym musze powiedziec, ze po pierwsze nie bardzo sie to Panu udaje, a po drugie nie wydaje mi sie, ze ta proba dyskusji i wymiany pogladow jest nalezycie doceniana. Mysle, ze musi Pan udowodnic, ze ma Pan racje swoja dzialalnoscia na scenie a nie na forum internetowym. Osiagnal Pan do tej pory wiele i zycze Panu sukcesu rowniez w prowadzeniu Opery Baltyckiej. Z tego bedzie Pan rozliczany a Panski sukces to znaczy stworzenie teatru operowego i baletu o wlasnym oryginalnym i interesujacym obliczu lezy w interesie zycia kulturalnego calego trojmiasta.
Pozdrawiam rowniez innych uczestnikow tej dyskusji.
Z jednej strony pelen respekt za gotowosc podjecia dyskusji na forum internetowym, a z drugiej strony po co to Panu bylo? Poniewaz nie znam, nie widzialem itp. nie moge powiedziec po ktorej stronie stoje, ale widzac ze stara sie Pan przekonac do swojego stanowiska slowem drukowanym musze powiedziec, ze po pierwsze nie bardzo sie to Panu udaje, a po drugie nie wydaje mi sie, ze ta proba dyskusji i wymiany pogladow jest nalezycie doceniana. Mysle, ze musi Pan udowodnic, ze ma Pan racje swoja dzialalnoscia na scenie a nie na forum internetowym. Osiagnal Pan do tej pory wiele i zycze Panu sukcesu rowniez w prowadzeniu Opery Baltyckiej. Z tego bedzie Pan rozliczany a Panski sukces to znaczy stworzenie teatru operowego i baletu o wlasnym oryginalnym i interesujacym obliczu lezy w interesie zycia kulturalnego calego trojmiasta.
Pozdrawiam rowniez innych uczestnikow tej dyskusji.
nie wiem jak reszta uczestników dyskusji ale ja jako moderator, administrator i uczestnik forum NIEZWYKLE doceniam obecnośc Pana Dyrektora wśród nas i chęć dyskusji.
Fakt jednak ze zetor wyrzekł święte słowa - rezyser, choreograf czy dyrektor opery wreszcie nie słowami a czynami w ostatecznym rozliczeniu moze przekonać/nie przekonac widzów do swych decyzji artystycznych... od tego jest się artystą a nie - dajmy na to - dziennikarzem :mrgreen:
Fakt jednak ze zetor wyrzekł święte słowa - rezyser, choreograf czy dyrektor opery wreszcie nie słowami a czynami w ostatecznym rozliczeniu moze przekonać/nie przekonac widzów do swych decyzji artystycznych... od tego jest się artystą a nie - dajmy na to - dziennikarzem :mrgreen:
A ja mam cały czas mieszane odczucia dotyczące tej dyskusji. Z jednej strony chyba wszyscy dość długo staraliśmy się powstrzymywać od prania gdańskich brudów na publicznym forum - na pewno na osobach, które nie znają sytuacji lub nie mają dystansu do tego co czytają może to zrobić niemiłe wrażenie lub powodować - to czego nie cierpię - nieprzemyślane powtarzanie naszych (jakby nie patrzeć - również nie ostatecznych i być może - choć nie koniecznie - pochopnych) sądów.
Z drugiej strony z każdego dialogu, nawet jeśli nie doprowadzi on do zmiany stanowisk żadnej ze stron, można się czegoś nauczyć i dowiedzieć (niech będzie, że jestem cyniczna - ale przecież to byłby cud gdybyśmy byli w stanie w ten sposób coś zmienić). W tym akurat przypadku chyba obie strony zainteresowane wiedzą już, których sformułowań mogą lub nie powinny używać - w zależności od tego czy chcą sobie wzajemnie "dokopać", czy próbować pomimo wszelkich różnic jakoś przetrwać na jednym terenie. Na pewno pan Weiss wiedząc, że ma i będzie miał cały czas na karku kilkoro "z góry uprzedzonych" :P , obserwujących i komentujących wg własnego uznania każdy jego krok ma jeszcze większą motywacje do udowodnienia w praktyce tego, że się mylimy (wbrew pozorom - jeśli już nie mam żadnego wpływu na tą sytuację, zdecydowanie wolałabym by tak było). W tej chwili mam dziwne wrażenie, że wszyscy jesteśmy odrobinę naiwni dając się (heh - jak napisała Kasia) "pokrajać" za sprawę - my za klasykę a pan Weiss za swoją wizję teatru. Nie wiem ile z jednego i drugiego da się w naszych realiach zrealizować w takiej formie jaka by się nam marzyła. Nie wiem czy klasyka w takiej formie jaka tu była jest warta aż takiej obrony, ani tego czy to co dostaniemy w zamian (skoro jest bronione aż z takim zacięciem) będzie godne wystawiania w skromnym budynku - ale jednak OPERY.
Z punktu widzenia widza - naszym jedynym sposobem "walki" o poziom tego co oglądamy jest jednak słowo. Choć za pewne i ono nie ma aż takiej mocy jaką byśmy chcieli (a może to dobrze?) i nasz wpływ na obecną sytuację jest znikomy, lub wręcz odwrotny od zamierzonego - to też czas pokaże. Nie wiem też jaki jest odbiór tej dyskusji niezaangażowanych obserwatorów - poza Kasią, która chcąc nie chcąc musi zachować w wypowiedziach jak najwięcej dyplomacji i dystansu. My niestety od emocji powstrzymać się nie możemy - ale jakby nie patrzeć, tym razem optymistycznie - skoro przy dyskusjach o czymś co dla widzów jest jedynie sposobem na spędzenie wolnego czasu pojawiają się w nas aż takie emecje to właśnie one świadczą o tym, że nawet w czasach "umierającego baletu" sztuka działa, więc tym bardziej jest o co walczyć.
Proszę Was bardzo, z niedzielnymi pozdrowieniami,
M. która choć nadal niewiele rozumie i kategorycznie się nie zgadza na to co widzi, ale złapała na chwilę szczyptę dystansu, co nie znaczy - o zgrozo ;) - że przestanie pisać.
Z drugiej strony z każdego dialogu, nawet jeśli nie doprowadzi on do zmiany stanowisk żadnej ze stron, można się czegoś nauczyć i dowiedzieć (niech będzie, że jestem cyniczna - ale przecież to byłby cud gdybyśmy byli w stanie w ten sposób coś zmienić). W tym akurat przypadku chyba obie strony zainteresowane wiedzą już, których sformułowań mogą lub nie powinny używać - w zależności od tego czy chcą sobie wzajemnie "dokopać", czy próbować pomimo wszelkich różnic jakoś przetrwać na jednym terenie. Na pewno pan Weiss wiedząc, że ma i będzie miał cały czas na karku kilkoro "z góry uprzedzonych" :P , obserwujących i komentujących wg własnego uznania każdy jego krok ma jeszcze większą motywacje do udowodnienia w praktyce tego, że się mylimy (wbrew pozorom - jeśli już nie mam żadnego wpływu na tą sytuację, zdecydowanie wolałabym by tak było). W tej chwili mam dziwne wrażenie, że wszyscy jesteśmy odrobinę naiwni dając się (heh - jak napisała Kasia) "pokrajać" za sprawę - my za klasykę a pan Weiss za swoją wizję teatru. Nie wiem ile z jednego i drugiego da się w naszych realiach zrealizować w takiej formie jaka by się nam marzyła. Nie wiem czy klasyka w takiej formie jaka tu była jest warta aż takiej obrony, ani tego czy to co dostaniemy w zamian (skoro jest bronione aż z takim zacięciem) będzie godne wystawiania w skromnym budynku - ale jednak OPERY.
Z punktu widzenia widza - naszym jedynym sposobem "walki" o poziom tego co oglądamy jest jednak słowo. Choć za pewne i ono nie ma aż takiej mocy jaką byśmy chcieli (a może to dobrze?) i nasz wpływ na obecną sytuację jest znikomy, lub wręcz odwrotny od zamierzonego - to też czas pokaże. Nie wiem też jaki jest odbiór tej dyskusji niezaangażowanych obserwatorów - poza Kasią, która chcąc nie chcąc musi zachować w wypowiedziach jak najwięcej dyplomacji i dystansu. My niestety od emocji powstrzymać się nie możemy - ale jakby nie patrzeć, tym razem optymistycznie - skoro przy dyskusjach o czymś co dla widzów jest jedynie sposobem na spędzenie wolnego czasu pojawiają się w nas aż takie emecje to właśnie one świadczą o tym, że nawet w czasach "umierającego baletu" sztuka działa, więc tym bardziej jest o co walczyć.
Proszę Was bardzo, z niedzielnymi pozdrowieniami,
M. która choć nadal niewiele rozumie i kategorycznie się nie zgadza na to co widzi, ale złapała na chwilę szczyptę dystansu, co nie znaczy - o zgrozo ;) - że przestanie pisać.