Córka Źle Strzeżona
recenzja, znalazłam tylko jedną?
Love story z pewną dozą pieprzu
"Córka źle strzeżona" w chor. Georgia Madii w Operze Wrocławskiej. Pisze Katarzyna Kaczorowska w Polsce Gazecie Wrocławskiej.
«To właściwie błaha historia. Ot, pewna wdowa ma córkę, którą chce wydać za syna zamożnego jegomościa. Córka jednak zakochana jest w kimś zupełnie innym i o porywach jej serca nie decyduje grubość portfela kandydata do ręki. W dodatku, mimo starań matki, czy też raczej z jej nieświadomą pomocą, uda się jej wywinąć z niechcianego mariażu. Wszystko kończy się szczęśliwie, nikt nie umiera, nikt nikogo nie zabija i nie cierpi. A wszystko to w scenerii bliżej nieokreślonej wsi, pośród domyślnych łanów zbóż, krów, w czasie i po żniwach.
Z tej niby-błahej historyjki Giorgio Madia, niegdysiejszy solista baletu Maurice'a Bejarta, wyczarował cacko pełne świeżości, młodzieńczego wdzięku, radości i dowcipnej pikanterii. Pod ręką Madii balet Opery Wrocławskiej dał z siebie wszystko.
Paulina Woś jako tytułowa córka źle strzeżona jest i liryczna, i zabawna, i urocza. Z Łukaszem Ożgą w roli jej ukochanego Colasa tworzą świetny duet, w którym umiejętności taneczne idą ręka w rękę (i noga w nogę) z aktorskimi.
Rewelacyjny jest również Anatoliy Ivanov w roli niekochanego Alaina - postać rodem z burleski, przypominająca śmiertelnie poważnego Bustera Keatona czy niezdarnego Charliego Chaplina. Już choćby tylko dla niego warto zobaczyć ten spektakl.
Madia, który podkreślał przed premierą, że jego "Córka
źle strzeżona" będzie inscenizacją czystą, odwołującą się do korzeni baletu, jego historii, pokazał we Wrocławiu, że bliski jest mu też teatr i zabawa konwencją. Bo taką zabawą jest nie tylko burleskowy rys postaci Alaina, ale też budząca salwy śmiechu rubaszna wdowa Simone, czyli Dariusz Raczycki z przyczepionym monstrualnym biustem, atrybutem kobiecości tyleż kuszącym, co przerażającym. Raczycki w duecie z równie komicznym Piotrem Oleksiakiem (Thomas, ojciec Alaina) zapewniają widzom sporą dawkę śmiechu, jak przystało na prawdziwą komedię, a kto nie lubi się śmiać, zwłaszcza gdy za oknem temperatura jak w zamrażarce?
"Córkę źle strzeżoną" warto też zobaczyć nie tylko dla dobrej zabawy czy umiejętności baletu. Urzeka scenografia - minimalistyczna i w formie, i w kolorze, a przecież przebogata dzięki świetnej pracy reżysera świateł (wielkie brawa dla Łukasza Różewicza, nie wiedziałam, że szary ma w sobie wszystkie kolory tęczy). Kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej miały w zamyśle Madii być dowodem na spotkanie - jak mówił - polskiego chłopa z Giorgiem Arma-nim. I rzeczywiście spotkali się. We Wrocławiu, w minioną sobotę i niedzielę. I nie da się ukryć, że spotkanie to obie strony powinny uznać za wyjątkowo udane. Tym bardziej że wiele wskazuje na to, że "Córka źle strzeżona" to nieostatnia realizacja Madii w Operze Wrocławskiej. Włoski tancerz i choreograf najprawdopobniej wystawi u nas "Coppelię" - równie słynne dzieło baletowe.»
"Tańczą dla widzów romantyczną love story z pewną dozą pieprzu"
Katarzyna Kaczorowska
Polska Gazeta Wrocławska nr 32
Love story z pewną dozą pieprzu
"Córka źle strzeżona" w chor. Georgia Madii w Operze Wrocławskiej. Pisze Katarzyna Kaczorowska w Polsce Gazecie Wrocławskiej.
«To właściwie błaha historia. Ot, pewna wdowa ma córkę, którą chce wydać za syna zamożnego jegomościa. Córka jednak zakochana jest w kimś zupełnie innym i o porywach jej serca nie decyduje grubość portfela kandydata do ręki. W dodatku, mimo starań matki, czy też raczej z jej nieświadomą pomocą, uda się jej wywinąć z niechcianego mariażu. Wszystko kończy się szczęśliwie, nikt nie umiera, nikt nikogo nie zabija i nie cierpi. A wszystko to w scenerii bliżej nieokreślonej wsi, pośród domyślnych łanów zbóż, krów, w czasie i po żniwach.
Z tej niby-błahej historyjki Giorgio Madia, niegdysiejszy solista baletu Maurice'a Bejarta, wyczarował cacko pełne świeżości, młodzieńczego wdzięku, radości i dowcipnej pikanterii. Pod ręką Madii balet Opery Wrocławskiej dał z siebie wszystko.
Paulina Woś jako tytułowa córka źle strzeżona jest i liryczna, i zabawna, i urocza. Z Łukaszem Ożgą w roli jej ukochanego Colasa tworzą świetny duet, w którym umiejętności taneczne idą ręka w rękę (i noga w nogę) z aktorskimi.
Rewelacyjny jest również Anatoliy Ivanov w roli niekochanego Alaina - postać rodem z burleski, przypominająca śmiertelnie poważnego Bustera Keatona czy niezdarnego Charliego Chaplina. Już choćby tylko dla niego warto zobaczyć ten spektakl.
Madia, który podkreślał przed premierą, że jego "Córka
źle strzeżona" będzie inscenizacją czystą, odwołującą się do korzeni baletu, jego historii, pokazał we Wrocławiu, że bliski jest mu też teatr i zabawa konwencją. Bo taką zabawą jest nie tylko burleskowy rys postaci Alaina, ale też budząca salwy śmiechu rubaszna wdowa Simone, czyli Dariusz Raczycki z przyczepionym monstrualnym biustem, atrybutem kobiecości tyleż kuszącym, co przerażającym. Raczycki w duecie z równie komicznym Piotrem Oleksiakiem (Thomas, ojciec Alaina) zapewniają widzom sporą dawkę śmiechu, jak przystało na prawdziwą komedię, a kto nie lubi się śmiać, zwłaszcza gdy za oknem temperatura jak w zamrażarce?
"Córkę źle strzeżoną" warto też zobaczyć nie tylko dla dobrej zabawy czy umiejętności baletu. Urzeka scenografia - minimalistyczna i w formie, i w kolorze, a przecież przebogata dzięki świetnej pracy reżysera świateł (wielkie brawa dla Łukasza Różewicza, nie wiedziałam, że szary ma w sobie wszystkie kolory tęczy). Kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej miały w zamyśle Madii być dowodem na spotkanie - jak mówił - polskiego chłopa z Giorgiem Arma-nim. I rzeczywiście spotkali się. We Wrocławiu, w minioną sobotę i niedzielę. I nie da się ukryć, że spotkanie to obie strony powinny uznać za wyjątkowo udane. Tym bardziej że wiele wskazuje na to, że "Córka źle strzeżona" to nieostatnia realizacja Madii w Operze Wrocławskiej. Włoski tancerz i choreograf najprawdopobniej wystawi u nas "Coppelię" - równie słynne dzieło baletowe.»
"Tańczą dla widzów romantyczną love story z pewną dozą pieprzu"
Katarzyna Kaczorowska
Polska Gazeta Wrocławska nr 32
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Skrót (pierwszy chyba wrocławski, bo Madia zawsze dba, aby kazdy jego balet miał skrót). Język tańca i humor typowe dla Madii . oprócz tego widze, ze nie zabrakło głownej wady tych spektakli - dziur choreograficznych, nie wypełnionych tańcem.
http://www.youtube.com/watch?v=UmWKayWiqio&feature=player_embedded#!
a tymczasem Madia ma robic kolejna premierę dla Wrocławia,...
http://www.youtube.com/watch?v=UmWKayWiqio&feature=player_embedded#!
a tymczasem Madia ma robic kolejna premierę dla Wrocławia,...
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
E tam drgnęło, nie rozumiem skąd ta ekscytacja. Spektakl na moje oko jeden z najgorszych Madii. Plus tylko taki, że jest estetyczny, więc publiczności się może podoba. Język ruchu powtarzalny, zabiegi rozśmieszające podobne, reszta ściągnięta z innych choreografów. Zero nowości. Jakby recenzje były pisane przez osoby, które znają jakieś spekatklae poza wrocławskimi np łódkzie i mają ogólną wiedze o balecie, to nie byłyby takie przychylne. Na dłuższą metę Madia psuje tancerzy, bo zdejmują pointy i generalnie tam nie ma wybitnie trudnych elementów. Dlatego można miec w repertuarze z jeden jego spektakl ale więcej to chodzenie na łatwiznę. Porównując np ostatnia premierę poznańską i tamtejszy język ruchu i stopień trudności z tą wrocławska to poziomy jak szkoła podstawowa i liceum. Do tego znając sposób wybierania przez Madię fragmentów do skrótów śmiem twierdzic, że poza tym co tam jest jest nie dużo więcej tańca. Generalnie spektakle Madii są przechodzone, a jak są ciekawsze momenty, to sa ujmowane w skrótach. W tym skrócie nic nie zaskoczyło - ruch szalenie powtarzalny, jednym słowem jak dla mnie nuda.
A we Wrocławiu nic się nie zmieni póki jest ta szefowa. Jej się nawet nie chce robic lekcji codziennie, a to jest skandal, bo w takim trybie nie da się utrzymać poziomu zespołu. Jeszcze jak im wejdzie seria spekatkli Madii, które nie są trudne dla tancerzy, to poziom pójdize w dół.
A we Wrocławiu nic się nie zmieni póki jest ta szefowa. Jej się nawet nie chce robic lekcji codziennie, a to jest skandal, bo w takim trybie nie da się utrzymać poziomu zespołu. Jeszcze jak im wejdzie seria spekatkli Madii, które nie są trudne dla tancerzy, to poziom pójdize w dół.
[quote35="Sagittaire"]nie rozumiem skąd ta ekscytacja.[/quote35]
Ekscytacji nie było, jeno odrobina nadziei. A za prostotę środków bym raczej Madii nie winił. Cała sztuka w tym, by z marnym zespołem zrobić dobry spektakl takimi środkami, które ukrywają słabość tancerzy. Dobrym tego przykładem był np. "Zniewolony umysł" Roberta Bondary w Operze Nova w Bydgoszczy. Mądrość choreografa polega na tym, by nie stawiać zespołowi zadań ponad jego możliwości, a zrobić swoje z sukcesem.
Ekscytacji nie było, jeno odrobina nadziei. A za prostotę środków bym raczej Madii nie winił. Cała sztuka w tym, by z marnym zespołem zrobić dobry spektakl takimi środkami, które ukrywają słabość tancerzy. Dobrym tego przykładem był np. "Zniewolony umysł" Roberta Bondary w Operze Nova w Bydgoszczy. Mądrość choreografa polega na tym, by nie stawiać zespołowi zadań ponad jego możliwości, a zrobić swoje z sukcesem.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
skoro juz zastanawiamy się nad kondycja i rozwojem zespołu krakowskiego to warto zacytowac (za stroną PBN): Emil Wesołowski otrzymał także propozycję z Opery Krakowskiej, aby wystawić tam w przyszłym sezonie Romea i Julię Prokofiewa. Po warszawskiej, gdańskiej i poznańskiej, byłaby to już czwarta jego inscenizacja tego baletu na scenach polskich.
Romeo i Julia w Krakowie - ho ho! Moze to rzeczywiście doby prognostyk
Romeo i Julia w Krakowie - ho ho! Moze to rzeczywiście doby prognostyk
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am