Czy 24 lata to za dużo na współczesny????
Przypadkowo zauważyłem temacie obok, że jazzu nie zaliczasz do współczesnego, a akurat on jest dla mnie tym najbardziej upragnionym :) W nim trochę bardziej trzeba być rozciągniętym (ale chyba rasowych baletowych elementów, przynajmniej u mężczyzn nie ma? :zly2:), ale czy reszta przygotowania technicznego jest sporo różniąca się od współczesnego, tzn. taka sama trudność przyswajania dla takiego tanecznego laika jak ja?:) Dziękuje za odpowiedzi na wcześniejsze pytania :) Zawsze dobra motywacja do pracy :)
1. Jazz to nie jest taniec współczesny - to dwie różne techniki.
2.[quote:39bfef1324]W nim trochę bardziej trzeba być rozciągniętym.[/quote:39bfef1324]
Nie ma czegoś takiego, jak jakieś ramy rozciągnięcia, że w czymś tam bardziej, w czymś mniej - generalnie wszędzie jak jesteś rozciągnięty, to jest na plus. W klasyce trzeba mieć pewne ustalone zakresy, wysokości, itp., to oczywiste.
We współczesnym z kolei inne rzeczy niż rozciągnięcie są ważniejsze - co nie znaczy, że rozciągnięcie nie jest potrzebne, bo jest, ale na nic Ci się przyda, jak innych rzeczy - kluczowych dla danej techniki - byś nie umiał zrobić.
Zresztą, w pewnym wieku rozciągniesz się tylko tyle, na ile pozwalają Ci stawy. Jak masz naturalnie predyspozycje, duże zakresy, itp. - to super. Jak nie, to w tym wieku już nie wyrobisz tak stawów, tak więc tym bym się tak przejmowała - po prostu się rozciągaj, a będziesz tyle miał, ile możesz.
3. Jazz bardzo opiera się na balecie, bardziej nawet niż współczesny (chociaż to też zależy od odmiany współczesnego, ale już nie wchodźmy w bardziej szczegółowe dywagacje).
Nie wyobrażam sobie tańczyć jazzu, bez żadnego przygotowania baletowego - warto pochodzić na lekcje klasyki.
4. Jak już pisałam - jazz a współczesny to dwie różne rzeczy. Różne 'cele' stoją za tymi technikami, inne 'zastosowania', inny sposób traktowania ciała i ruchu, inne podejście do tancerza na scenie. Dlatego też nacisk jest położony na inne rzeczy - stąd np. we współczesnym rozciągnięcie nie jest najważniejsze, bo istotniejsze są inne aspekty, jak np. jakość ruchowa, dynamika, 'przepływ' ruchów, świadomość ciała, wykorzystywanie w ruchu zawieszeń, pędu, itp. - to się składa tutaj na technikę. Oczywiście, dobra motoryka, i rozciągnięcie też są w cenie.
W jazzie bardziej chodzi o zatańczenie układu, wykonanie pewnych elementów, trochę inny jest rytm (i to też jest ważne), inny jest styl wyrażania emocji i aktorstwa.
5. Trudność przyswajania to chyba kwestia talentu, oraz co istotne, zainteresowań.
2.[quote:39bfef1324]W nim trochę bardziej trzeba być rozciągniętym.[/quote:39bfef1324]
Nie ma czegoś takiego, jak jakieś ramy rozciągnięcia, że w czymś tam bardziej, w czymś mniej - generalnie wszędzie jak jesteś rozciągnięty, to jest na plus. W klasyce trzeba mieć pewne ustalone zakresy, wysokości, itp., to oczywiste.
We współczesnym z kolei inne rzeczy niż rozciągnięcie są ważniejsze - co nie znaczy, że rozciągnięcie nie jest potrzebne, bo jest, ale na nic Ci się przyda, jak innych rzeczy - kluczowych dla danej techniki - byś nie umiał zrobić.
Zresztą, w pewnym wieku rozciągniesz się tylko tyle, na ile pozwalają Ci stawy. Jak masz naturalnie predyspozycje, duże zakresy, itp. - to super. Jak nie, to w tym wieku już nie wyrobisz tak stawów, tak więc tym bym się tak przejmowała - po prostu się rozciągaj, a będziesz tyle miał, ile możesz.
3. Jazz bardzo opiera się na balecie, bardziej nawet niż współczesny (chociaż to też zależy od odmiany współczesnego, ale już nie wchodźmy w bardziej szczegółowe dywagacje).
Nie wyobrażam sobie tańczyć jazzu, bez żadnego przygotowania baletowego - warto pochodzić na lekcje klasyki.
4. Jak już pisałam - jazz a współczesny to dwie różne rzeczy. Różne 'cele' stoją za tymi technikami, inne 'zastosowania', inny sposób traktowania ciała i ruchu, inne podejście do tancerza na scenie. Dlatego też nacisk jest położony na inne rzeczy - stąd np. we współczesnym rozciągnięcie nie jest najważniejsze, bo istotniejsze są inne aspekty, jak np. jakość ruchowa, dynamika, 'przepływ' ruchów, świadomość ciała, wykorzystywanie w ruchu zawieszeń, pędu, itp. - to się składa tutaj na technikę. Oczywiście, dobra motoryka, i rozciągnięcie też są w cenie.
W jazzie bardziej chodzi o zatańczenie układu, wykonanie pewnych elementów, trochę inny jest rytm (i to też jest ważne), inny jest styl wyrażania emocji i aktorstwa.
5. Trudność przyswajania to chyba kwestia talentu, oraz co istotne, zainteresowań.
Co do baletu - jak najbardziej możliwe. W Polscenauka klasyki dla osób dorosłych coraz bardziej się rozwija, głównie po programach typu YCD wzrasta na nie zapotrzebowanie, i wiele szkół tańca ma w swojej ofercie również lekcje klasyki (właśnie dla młodzieży oraz dorosłych) - zarówno tych przy szkołach baletowych, jak i szkołach tańca nastawionych na inne formy taneczne. Poszukaj również na forum w działach "Szkoła baletowa", oraz "Kursy, warsztaty, audycje".
Oczywiście, nie chodzi o to, aby chodząc na lekcje baletu 2 razy w tygodniu stać się tancerzem klasycznym, bo to przecież niemożliwe. Ale można nabyć podstaw techniki, dużo wypracować - rozciągnięcia, siły, ustawienia ciała, oraz nauka elementów jak obroty, skoki.
Profesjonalną naukę baletu zaczyna się około 10 lat - ćwiczy się wtedy codziennie przez 9 lat (w Polsce), i to daje podstawę do zawodu tancerza przede wszystkim baletowego.
Zaczynając tańczyć w wieku licealno - studenckim nie masz chyba aspiracji podbijania scen operowo-baletowych świata?
Natomiast ćwiczyć klasykę jako tzw. technikę wspomagającą czy też uzupełniającą, do innych technik tańca - jak najbardziej możesz, a w Warszawie jest sporo miejsc, które oferują taką możliwość (również polecam przeszukanie innych działów forum - było już o tym pisane, jak i podawane były adresy internetowe szkół, itp.)
Oczywiście, nie chodzi o to, aby chodząc na lekcje baletu 2 razy w tygodniu stać się tancerzem klasycznym, bo to przecież niemożliwe. Ale można nabyć podstaw techniki, dużo wypracować - rozciągnięcia, siły, ustawienia ciała, oraz nauka elementów jak obroty, skoki.
Profesjonalną naukę baletu zaczyna się około 10 lat - ćwiczy się wtedy codziennie przez 9 lat (w Polsce), i to daje podstawę do zawodu tancerza przede wszystkim baletowego.
Zaczynając tańczyć w wieku licealno - studenckim nie masz chyba aspiracji podbijania scen operowo-baletowych świata?
Natomiast ćwiczyć klasykę jako tzw. technikę wspomagającą czy też uzupełniającą, do innych technik tańca - jak najbardziej możesz, a w Warszawie jest sporo miejsc, które oferują taką możliwość (również polecam przeszukanie innych działów forum - było już o tym pisane, jak i podawane były adresy internetowe szkół, itp.)
no mnie raczej YCD jakoś do tańca nie porywa :P no na taniec zamierzam poświęcić trochę więcej niż 2h w tygodniu. Może mistrzem nie będę (zresztą balet nie jest docelowy ;) zresztą nawet gdyby to 190 wzrostu to chyba trochę przydużo - oczywiście mi się tylko tak wydaje ;) ) ale jak się coś robi to porządnie ;) Raz trzeci dziękuję za odpowiedź. Naprawdę bardzo mi pomogłaś i zmotywowałaś do pracy :) Jakoś optymistyczniej na to patrzę.
A propos YCD u mnie w Lublinie była organizowana przez nich studniówka. I wcale jakoś tak super nie wyszła. I tak musieli dopłacać :twisted:
edit: co do tego baletmistrza.. milton ;)
A propos YCD u mnie w Lublinie była organizowana przez nich studniówka. I wcale jakoś tak super nie wyszła. I tak musieli dopłacać :twisted:
edit: co do tego baletmistrza.. milton ;)
1. Ale wiele osób do tańca YCD zachęciło, zresztą akurat na myśli miałam trochę co innego: jako że taniec zrobił się modny, to otwiera się coraz więcej szkół, szkółek, zajęć, warsztatów, itp. z różnych technik.
2. 2x w tygodniu z tego względu, że zazwyczaj tak odbywają się zajęcia - raczej nie znajdziesz kursu (czyli ćwiczenia w tej samej grupie osób, z tym samym pedagogiem), który by oferował większą liczbę zajęć w tygodniu, tak więc chodzi tu również o przerobienie pewnego materiału. A to, czy będziesz chodził do 5 różnych miejsc na jeszcze 15 innych zajęć, to inna sprawa. Jasne, tańcz jak najwięcej, a na pewno będziesz miał efekty :)
3. Milton to akurat dość wyjątkowo sytuacja - generalnie do państwowych szkół baletowych, w tym w trybie eksternistycznym, nie przyjmują osób w tym wieku, bo to po prostu za późno.
4. W Warszawie na pewno spotkasz się z bardzo szeroką gamą zajęć, ale też przygotuj się na hmm pewne obciążenie finansowe. Bo dużo zajęć/ lekcji niestety dużo również kosztuje. Ale jeśli Ci zależy, to warto.
2. 2x w tygodniu z tego względu, że zazwyczaj tak odbywają się zajęcia - raczej nie znajdziesz kursu (czyli ćwiczenia w tej samej grupie osób, z tym samym pedagogiem), który by oferował większą liczbę zajęć w tygodniu, tak więc chodzi tu również o przerobienie pewnego materiału. A to, czy będziesz chodził do 5 różnych miejsc na jeszcze 15 innych zajęć, to inna sprawa. Jasne, tańcz jak najwięcej, a na pewno będziesz miał efekty :)
3. Milton to akurat dość wyjątkowo sytuacja - generalnie do państwowych szkół baletowych, w tym w trybie eksternistycznym, nie przyjmują osób w tym wieku, bo to po prostu za późno.
4. W Warszawie na pewno spotkasz się z bardzo szeroką gamą zajęć, ale też przygotuj się na hmm pewne obciążenie finansowe. Bo dużo zajęć/ lekcji niestety dużo również kosztuje. Ale jeśli Ci zależy, to warto.
Witam wszystkich miłośników tańca bardzo serdecznie :)
Przeczytałam caluteńki wątek bardzo dokładnie i musze powiedzie ze pomieszały się trochę moje uczucia. tyle krytycznych uwag odnośnie kursu, no i niejako czuję jak to zostało określone watku"czlowiek z ulicy".
Mój życiorys taneczny jest raczej ubogi. Zaczynałam mając 10 lat w zespole tańca jak to się mówiło estradowego, trwało to kilka lat, potem przerwa z niejasnych już teraz dla mnie przyczyn. Mając naście wróciłam do tańca tym czasem nowoczesnego lecz nie trwało to zbyt długo. Przyczyny tym razem jasne ale tak głupie, ze nie będe pisac. Potem studia, małżzeństwo, praca, inne sprawy i to uczucie nieustające, żal, ze nie rozwijałam swojej pasji i ze się nie spełniłam.
Aż do października tamtego roku, gdy znalazłam sie ow odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Trochę przypadkiem zobaczyłam występ Studia Tańca CM, byłam pod wrażeniem i czułam ze muszę podejśc, zapytac, po prostu siła jaksaś pchała mnie do przodu. Za kilka dni byłam na pierewszych zajęciach tańca współczesnego, pod kierunkiem wspaniałej Agnieszki Madej:) Mam 31 lat.
Coraz lepiej sobie radzę, wciąga mnie to niesamowicie i daję z siebie wszystko, wróciłam nawet do całkiem dobrej formy jeżeli chodzi o rozciągnięcie.
Gdy usłyszałam o kursie kwalifikacyjnym , pierwsze co pomyślałam ze mogłabym się tam po prostyu rozwijac a sprawa papierka pojawiła się drugorzednie, tym bardziej ze mam wykształcenie pedagogiczne. Choc z drugiej strony jest rzeczą jasną ze wielki tancerz ze mnie już nie będzie, więc moze choc dobry instruktor kiedyś, oczywiście zakładając ze rozwijam swoje umiejetności jak tylko się da. No właśnie....
Więc niejako idąc na taki kurs, jestem "z ulicy", nie mam doświadczenia dużego w tańcu ani tym baradziej w prowadzeniu zajęc (choc w tym tygodniu bede prowadzi zajęcia dla maluszków). Lecz czy to powinno zadecydowac o tym, ze powinnam z tego kursu zrezygnowac, bo będą tam lepsi, lepiej już przygotowani ludzie ?...... Czy niemogę się dokształcac na kursie kwalifikacyjnym, równolegle pracując za zajęciach Studia tańca CM i korzystając z warsztatów? A swoje umiejętności i warsztat, przed podjęciem zadań instruktorskich, ocenic wstępnie chocby po upływie czasu trwania kursu?
Proszę o Wasze zdanie.
pozdrawiam wszystkich
Przeczytałam caluteńki wątek bardzo dokładnie i musze powiedzie ze pomieszały się trochę moje uczucia. tyle krytycznych uwag odnośnie kursu, no i niejako czuję jak to zostało określone watku"czlowiek z ulicy".
Mój życiorys taneczny jest raczej ubogi. Zaczynałam mając 10 lat w zespole tańca jak to się mówiło estradowego, trwało to kilka lat, potem przerwa z niejasnych już teraz dla mnie przyczyn. Mając naście wróciłam do tańca tym czasem nowoczesnego lecz nie trwało to zbyt długo. Przyczyny tym razem jasne ale tak głupie, ze nie będe pisac. Potem studia, małżzeństwo, praca, inne sprawy i to uczucie nieustające, żal, ze nie rozwijałam swojej pasji i ze się nie spełniłam.
Aż do października tamtego roku, gdy znalazłam sie ow odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Trochę przypadkiem zobaczyłam występ Studia Tańca CM, byłam pod wrażeniem i czułam ze muszę podejśc, zapytac, po prostu siła jaksaś pchała mnie do przodu. Za kilka dni byłam na pierewszych zajęciach tańca współczesnego, pod kierunkiem wspaniałej Agnieszki Madej:) Mam 31 lat.
Coraz lepiej sobie radzę, wciąga mnie to niesamowicie i daję z siebie wszystko, wróciłam nawet do całkiem dobrej formy jeżeli chodzi o rozciągnięcie.
Gdy usłyszałam o kursie kwalifikacyjnym , pierwsze co pomyślałam ze mogłabym się tam po prostyu rozwijac a sprawa papierka pojawiła się drugorzednie, tym bardziej ze mam wykształcenie pedagogiczne. Choc z drugiej strony jest rzeczą jasną ze wielki tancerz ze mnie już nie będzie, więc moze choc dobry instruktor kiedyś, oczywiście zakładając ze rozwijam swoje umiejetności jak tylko się da. No właśnie....
Więc niejako idąc na taki kurs, jestem "z ulicy", nie mam doświadczenia dużego w tańcu ani tym baradziej w prowadzeniu zajęc (choc w tym tygodniu bede prowadzi zajęcia dla maluszków). Lecz czy to powinno zadecydowac o tym, ze powinnam z tego kursu zrezygnowac, bo będą tam lepsi, lepiej już przygotowani ludzie ?...... Czy niemogę się dokształcac na kursie kwalifikacyjnym, równolegle pracując za zajęciach Studia tańca CM i korzystając z warsztatów? A swoje umiejętności i warsztat, przed podjęciem zadań instruktorskich, ocenic wstępnie chocby po upływie czasu trwania kursu?
Proszę o Wasze zdanie.
pozdrawiam wszystkich
-
fijoletowa
- Posty: 196
- Rejestracja: sob kwie 19, 2008 3:33 pm
to ja tylko co do wartościowych warsztatów, jesteś z Łodzi, więc może tam- http://www.chorea.com.pl/kategorie/wydarzenia/warsztaty-wydarzenia/ ja byłam raz na warsztatach prowadzonych przez pana Tomasza Rodowicza i myślę, że warto. a poza tym, w Śląskim Teatrze Tańca, w Bytomiu co miesiąc, np. w ten weekend. :) - tam zdecydowanie warto.
-
Lady_Gold_Moth
- Posty: 107
- Rejestracja: pn gru 15, 2008 1:25 pm
rossa - kurs kwalifikacyjny to przecież nie tylko droga do zostania instruktorem, ale właśnie szansa na w miarę regularne doskonalenie się w swojej pasji - i przecież zawsze tak do tego możesz podejść :) A czy potraktujesz to hobbystycznie czy może jednak wykorzystasz później gdzieś te umiejętności - to już się okaże. Nie wszyscy dobrzy instruktorzy są genialnymi tancerzami z bogatym doświadczeniem scenicznym - niektórzy po prostu mają widzę i wyczucie, jak dojść do pewnych efektów i do tego umieją ją przekazać (choć czasem nie do końca 'pokazać'). Oczywiście na kursie czymś tam w kwestii wykonawczej będziesz musiała się wykazać - z tego co wiem, są eliminacje dla kandydatów, więc być może one pomogą Ci jakoś zweryfikować Twoje aktualne umiejętności? W każdym razie - masz fajne podejście - dziś, w dobie YCD i innych tego typu programów nagle okazuje się, że co piąta osoba to zawodowy tancerz ;) Ale jeśli sama mówisz, że dopiero zaczynasz coś robić w tym kierunku, masz tego świadomość i chcesz się doskonalić - powinnaś, jeśli tego nie zrobisz, to pewnie będziesz żałować...