codzienna rutyna ?
To ja tez napisze plan mojego typowego poniedzialku ;)
6.00-6.15 - mama mnie budzi :P
6.30-6.45 - wstaje (wiem, mam zabójcze tempo :lol: )
do 7.30 - spacer z psem i inne poranne obowiazki
7.30-8.30 - czas wolny, przewaznie komp :twisted:
8.30- 10.00 - ide do szkoły na kolko mat. po czym wracam do domu
10.00-11.30 - znowu przerwa, czasem komp, czasem cos innego
11.30-16.10 - szkola (po zmianie planu bede konczyc godizne szybciej :) )
16. 10 - 17. 30 - obiad, spacer z psem
17.30 - 19.30 - tańce :D
Potem robie pelno glupich rzeczy i okolo 1 w nocy kłade sie spac ;)
6.00-6.15 - mama mnie budzi :P
6.30-6.45 - wstaje (wiem, mam zabójcze tempo :lol: )
do 7.30 - spacer z psem i inne poranne obowiazki
7.30-8.30 - czas wolny, przewaznie komp :twisted:
8.30- 10.00 - ide do szkoły na kolko mat. po czym wracam do domu
10.00-11.30 - znowu przerwa, czasem komp, czasem cos innego
11.30-16.10 - szkola (po zmianie planu bede konczyc godizne szybciej :) )
16. 10 - 17. 30 - obiad, spacer z psem
17.30 - 19.30 - tańce :D
Potem robie pelno glupich rzeczy i okolo 1 w nocy kłade sie spac ;)
a ja poszlam dzisiaj na balet po kasete z ukladem, ktorego musze sie nauczyc, a poniewaz jestem chora to nie cwiczylam..
poszlam tylko na pierwsza godzinke zajec i jeszcze pomagalam pani dociagac dziewczyny :twisted: och, biedaczki, pani dowalila jeszcze dzisiaj nowe cwiczenia , ah jak im wspolczuje :twisted:
no coz, trzeba sie liczyc z tym, ze za tydzien czeka mnie to samo :roll:
poszlam tylko na pierwsza godzinke zajec i jeszcze pomagalam pani dociagac dziewczyny :twisted: och, biedaczki, pani dowalila jeszcze dzisiaj nowe cwiczenia , ah jak im wspolczuje :twisted:
no coz, trzeba sie liczyc z tym, ze za tydzien czeka mnie to samo :roll:
MOJ CZWARTEK
moze nie taki jak zwykle ale jednak dzisiejszy opisze
wstalam wczesniej bo stwierdzilam ze nic nie mam do szkoly i trzeba by sie bylo zastanowic nad zad dom ;) na szczescie jest takie cos jak nieprzygotowanie (ktore jest 3 dni jesli sie bylo chorym tydzien przynajmniej). postanowilam wiec ze nie chce mi sie wszystkiego odrabiac i poszlam do szkoly. nie spodziewalam sie ale chlopcy o nas pamietali! dostalysmy lizaaakii takie duze no i dostalam jeszcze kwiatka. ;) moje dzisiejsze lekcje to chemia-geografia-polski-matematyka-wf-wf. na wfach nie bylam bo mialam zwolnienie z powodu "pochorobowego" ;) po szkole wrocilam do domku i poswiecilam czas czytaniu i... psu :) potem pojechalam na balet na jazzowe (no, wspolczesne, niech wam bedzie). myslalam ze bedzie normalnie ale jednak to ze wczoraj przestalam brac antybiotyk dalo sie we znaki. padalam juz na rozgrzewce podczas gdy inne nie mialy nawet rumiencow.. i oczy mnie bolaly :( no ale uzalac sie nie bede, bardzo lubie jazzowe i dzisiaj zaczelismy nowy uklad-do muzyki z musicalu cats [b:6fe3c2885e](SWOJĄ DROGĄ JESLI KTOS TAKOWA POSIADA TO PROSZE O KONTAKT)[/b:6fe3c2885e] .
wrocilam i wlaczylam telewizor a teraz weszlam na forum.. oto moj czwartek (namotalam niezle ale trudno ;) )
jesli chodzi o to rozciagniecie.. to ja nie jestem rozciagnieta, ale, no, musze przynac, jestem dosyc silna i trzymam nogi wyzej niz dziewczyny [mimo iz wolalabym trzymac jeszcze wyzej]. gdy na balecie mowie ze nie jestem rozciagnieta nauczycielce gdy chce bym cos zrobila a potem sie okazuje ze najwyzej trzymam noge to zaraz ze jestem rozciagnieta! denerwuje mnie to bo teraz jest stwierdzenie ze ja lubie jak ktos mi mowi ze jestem rozciagnieta. a wcale tak nie jest-nie umiem niektorych szpagatow np. na lewa noge.. coz ze jestem silna to trzymam prawa noge w tyl wysoko ale nie umiem trzymac jej tak wysoko jak lewej [bo szpagat na praawa umiem]. WIEC PROSZE NIE MOWCIE MI ZE JESTEM ROZCIAGNIETA! misnie to zupelnie inna sprawa.
no, koniec przemowienia ;)
moze nie taki jak zwykle ale jednak dzisiejszy opisze
wstalam wczesniej bo stwierdzilam ze nic nie mam do szkoly i trzeba by sie bylo zastanowic nad zad dom ;) na szczescie jest takie cos jak nieprzygotowanie (ktore jest 3 dni jesli sie bylo chorym tydzien przynajmniej). postanowilam wiec ze nie chce mi sie wszystkiego odrabiac i poszlam do szkoly. nie spodziewalam sie ale chlopcy o nas pamietali! dostalysmy lizaaakii takie duze no i dostalam jeszcze kwiatka. ;) moje dzisiejsze lekcje to chemia-geografia-polski-matematyka-wf-wf. na wfach nie bylam bo mialam zwolnienie z powodu "pochorobowego" ;) po szkole wrocilam do domku i poswiecilam czas czytaniu i... psu :) potem pojechalam na balet na jazzowe (no, wspolczesne, niech wam bedzie). myslalam ze bedzie normalnie ale jednak to ze wczoraj przestalam brac antybiotyk dalo sie we znaki. padalam juz na rozgrzewce podczas gdy inne nie mialy nawet rumiencow.. i oczy mnie bolaly :( no ale uzalac sie nie bede, bardzo lubie jazzowe i dzisiaj zaczelismy nowy uklad-do muzyki z musicalu cats [b:6fe3c2885e](SWOJĄ DROGĄ JESLI KTOS TAKOWA POSIADA TO PROSZE O KONTAKT)[/b:6fe3c2885e] .
wrocilam i wlaczylam telewizor a teraz weszlam na forum.. oto moj czwartek (namotalam niezle ale trudno ;) )
jesli chodzi o to rozciagniecie.. to ja nie jestem rozciagnieta, ale, no, musze przynac, jestem dosyc silna i trzymam nogi wyzej niz dziewczyny [mimo iz wolalabym trzymac jeszcze wyzej]. gdy na balecie mowie ze nie jestem rozciagnieta nauczycielce gdy chce bym cos zrobila a potem sie okazuje ze najwyzej trzymam noge to zaraz ze jestem rozciagnieta! denerwuje mnie to bo teraz jest stwierdzenie ze ja lubie jak ktos mi mowi ze jestem rozciagnieta. a wcale tak nie jest-nie umiem niektorych szpagatow np. na lewa noge.. coz ze jestem silna to trzymam prawa noge w tyl wysoko ale nie umiem trzymac jej tak wysoko jak lewej [bo szpagat na praawa umiem]. WIEC PROSZE NIE MOWCIE MI ZE JESTEM ROZCIAGNIETA! misnie to zupelnie inna sprawa.
no, koniec przemowienia ;)
[b:e55dac22bf]Mój piątek:[/b:e55dac22bf]
Wstaję około 6:30. Normalka: śniadanie, szkoła do 12:20. Potem jem obiad, siadam do komputera, no a o 17:00 jadę na balet. Pani wyciska z nas siódme poty, przy okazji dostaje mi się za skoki ("co to jest?! co to za haki?!"). O 19:30 kończę zajęcia i pędzę z językiem na brodzie, żeby zdążyć na autobus. Naturalnie natrafiam na czerwone światło i czekam na przystanku jeszcze 15 min. Po dwudziestej jestem wykończona w domu. Jem kolację, potem znów siadam do komputera lub oglądam tv. Nareszcie dzień się kończy...
Wstaję około 6:30. Normalka: śniadanie, szkoła do 12:20. Potem jem obiad, siadam do komputera, no a o 17:00 jadę na balet. Pani wyciska z nas siódme poty, przy okazji dostaje mi się za skoki ("co to jest?! co to za haki?!"). O 19:30 kończę zajęcia i pędzę z językiem na brodzie, żeby zdążyć na autobus. Naturalnie natrafiam na czerwone światło i czekam na przystanku jeszcze 15 min. Po dwudziestej jestem wykończona w domu. Jem kolację, potem znów siadam do komputera lub oglądam tv. Nareszcie dzień się kończy...