Zarobki tancerzy
[quote:e04897426c="Father"]Pragnę zauwazyć, że dżentelmeni i artyści nie rozmawiają o pieniądzach. :D
Czy prawdziwy artysta a chyba za takiego chce sie uważac każdy szanujący sie tancerz myśli o pieniądzach? :wink: To pytanie kieruję głównie do Joanny albowiem na jej prośbę onegdaj zamiesciłem powyższy przedruk, chcąc, nie chcąc inicjując tę dyskusję.
P.S. Oni je poprostu mają i nieładnie jest im zaglądać do kieszeni :oops:
Wiem, że to hipokryzja ale ona zawsze występuje na granicy sztuki i realiów życia[/quote:e04897426c]
Moje zdanie: oczywiście, że TAK! Jak każdy inny, 'artysta' również jak taki księgowy chce opłacić mieszkanie, telefon, mieć co jeść, itd. Jak ktoś ma np. rodzinę/ dzieci to tym bardziej myśli o tych pieniądzach, bo przecież trzeba dziecku dać jeść również. Chyba to oczywiste. Wielu osobom 'z ulicy' zawody artystyczne kojarzą się głównie z natchnieniem, misją, blablablaitp. itd., a zapominają, że na CO DZIEŃ to jest po prostu praca, rzemiosła, a Sztuka to jest, i Artysta się bywa, jedynie w ulotnych momentach...
PS. Dżentelmeni może o pieniądzach nie rozmawiają, ale skąd to przekonanie o artystach? To chyba właśnie tutaj - abstrahując już od samych tancerzy - właśnie są te wszystkie dyskusje o zapłacie, stawkach, kontraktach, bo w końcu wolny zawód - co w dość wyolbrzymionej wersji możemy zobaczyć w show buissnesie: aktorzy, muzycy, tancerze, itp.
PS. 2. A czy tancerze mają pieniądze - to różnie... Stawki w zespołach w Polsce są bardzo niewielkie, 'głodowe' więc. Trochę się zarabia tez na uczeniu, ale wiadomo nie każdy uczy, i tutaj stawki są dość zróżnicowane - niektóre nawet dość wysokie, oczywiście jak na realia taneczne, przeważają jednak średnie stawki, czasem wręcz b. niskie.
Na Zachodzie jest trochę lepiej - ale też dlatego, że tam poziom życia jest lepszy, i za równie niewygórowaną stawkę można sobie na więcej pozwolić, np. na opłacenie mieszkania/ pokoju, itp., i takie codzienne życie. A w Warszawie co można kupić za 1000 miesięcznie, skoro wynajem głupiego pokoju (jednego!) kosztuje kilkaset złotych, to wtedy nawet głupia kawa na mieście to jest wydatek do przemyślenia...
Oczywiście, są też na Zachodzie tancerze, w Polsce mniej (bo nie mamy aż takiej kadry, może nieliczne osoby), którzy mają się całkiem nieźle, bo np. dużo uczą, w sensie międzynarodowo, i to są całkiem przyzwoite pieniądze (chociaż w porównaniu z tymi glodowymi stawkami z polskich teatrów, to chyba wszystko inne wypada przyzwoicie ;) ), albo też sporo grają. Tancerz to wolny zawód, więc wiele zależy od tego, jak komu się uda 'zakręcić', itp. Oczywiście, tym kieruje nie tylko ekonomia, ale tez np. potrzeba rozwoju artystycznego, ambicja, itd.
Czy prawdziwy artysta a chyba za takiego chce sie uważac każdy szanujący sie tancerz myśli o pieniądzach? :wink: To pytanie kieruję głównie do Joanny albowiem na jej prośbę onegdaj zamiesciłem powyższy przedruk, chcąc, nie chcąc inicjując tę dyskusję.
P.S. Oni je poprostu mają i nieładnie jest im zaglądać do kieszeni :oops:
Wiem, że to hipokryzja ale ona zawsze występuje na granicy sztuki i realiów życia[/quote:e04897426c]
Moje zdanie: oczywiście, że TAK! Jak każdy inny, 'artysta' również jak taki księgowy chce opłacić mieszkanie, telefon, mieć co jeść, itd. Jak ktoś ma np. rodzinę/ dzieci to tym bardziej myśli o tych pieniądzach, bo przecież trzeba dziecku dać jeść również. Chyba to oczywiste. Wielu osobom 'z ulicy' zawody artystyczne kojarzą się głównie z natchnieniem, misją, blablablaitp. itd., a zapominają, że na CO DZIEŃ to jest po prostu praca, rzemiosła, a Sztuka to jest, i Artysta się bywa, jedynie w ulotnych momentach...
PS. Dżentelmeni może o pieniądzach nie rozmawiają, ale skąd to przekonanie o artystach? To chyba właśnie tutaj - abstrahując już od samych tancerzy - właśnie są te wszystkie dyskusje o zapłacie, stawkach, kontraktach, bo w końcu wolny zawód - co w dość wyolbrzymionej wersji możemy zobaczyć w show buissnesie: aktorzy, muzycy, tancerze, itp.
PS. 2. A czy tancerze mają pieniądze - to różnie... Stawki w zespołach w Polsce są bardzo niewielkie, 'głodowe' więc. Trochę się zarabia tez na uczeniu, ale wiadomo nie każdy uczy, i tutaj stawki są dość zróżnicowane - niektóre nawet dość wysokie, oczywiście jak na realia taneczne, przeważają jednak średnie stawki, czasem wręcz b. niskie.
Na Zachodzie jest trochę lepiej - ale też dlatego, że tam poziom życia jest lepszy, i za równie niewygórowaną stawkę można sobie na więcej pozwolić, np. na opłacenie mieszkania/ pokoju, itp., i takie codzienne życie. A w Warszawie co można kupić za 1000 miesięcznie, skoro wynajem głupiego pokoju (jednego!) kosztuje kilkaset złotych, to wtedy nawet głupia kawa na mieście to jest wydatek do przemyślenia...
Oczywiście, są też na Zachodzie tancerze, w Polsce mniej (bo nie mamy aż takiej kadry, może nieliczne osoby), którzy mają się całkiem nieźle, bo np. dużo uczą, w sensie międzynarodowo, i to są całkiem przyzwoite pieniądze (chociaż w porównaniu z tymi glodowymi stawkami z polskich teatrów, to chyba wszystko inne wypada przyzwoicie ;) ), albo też sporo grają. Tancerz to wolny zawód, więc wiele zależy od tego, jak komu się uda 'zakręcić', itp. Oczywiście, tym kieruje nie tylko ekonomia, ale tez np. potrzeba rozwoju artystycznego, ambicja, itd.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
trochę to dziwnie zabrzmiało: mam nadzieje ze tylko w mojej wyobrazni. :)
Osobiście uważam, że w miarę dobry tancerz: czy klasyczny czy wspolczesny nie powinien zarabiac mniej niż 5 tyś zl/miesiac. Bo za pewien poziom zawodowstwa i poswiecenia mniejsza stawka bylaby zwyczajnie smieszna.
A skoro temat się rozwinął, to na marginesie wypowiem coś, co mnie zawsze wkurzało: denerwuje mnie, kiedy I-si soliści baletu w łódzkim Tatrze Wielkim tańczą bokiem w operach. Toż to zakrawa o paranoję!!!! :evil: Teatr Wielki w Łodzi płaci dużo różnym ludziom, myślę, że 4 I-szym solistom winien zaproponować taką pensję, żeby ich nie interesowało "dorabianie" w operach. Jak dla mnie to jest to skandal.
Osobiście uważam, że w miarę dobry tancerz: czy klasyczny czy wspolczesny nie powinien zarabiac mniej niż 5 tyś zl/miesiac. Bo za pewien poziom zawodowstwa i poswiecenia mniejsza stawka bylaby zwyczajnie smieszna.
A skoro temat się rozwinął, to na marginesie wypowiem coś, co mnie zawsze wkurzało: denerwuje mnie, kiedy I-si soliści baletu w łódzkim Tatrze Wielkim tańczą bokiem w operach. Toż to zakrawa o paranoję!!!! :evil: Teatr Wielki w Łodzi płaci dużo różnym ludziom, myślę, że 4 I-szym solistom winien zaproponować taką pensję, żeby ich nie interesowało "dorabianie" w operach. Jak dla mnie to jest to skandal.
[b:5ebc0d6141]Agnieszka P.[/b:5ebc0d6141], jak ktoś jest dobrym tancerzem (np. tańczył u uznanych choreografów jak Forsythe, Kylian, itp., i później uczy po całej Europie/ świecie), albo prowadzi masę zajęć w miejscach, gdzie udało mu się wytargować dobrą cenę ;) albo też prowadzi zajęcia nie tyle z tańca, ile z jakiegoś systemu body work - im modniejszego lub bardziej orientalnego tym lepiej (bo niektóre tego typu zajęcia/ sesje indywidualne są teraz w modzie), to nie wiedzie mu się źle. No ale zarówno uczenie tańca, jak i róznych systemów pracy z ciałem, to są wszystko prace 'okołotaneczne' - nie umniejszając ich walorów edukacyjnych, to często są głównie zarobkowe, by się utrzymać. Średnio na samym tańczeniu 'sztuki', czyli np. praca w zespole, czy chociażby jako free lancer, to dochody przynosi niespecjalnie wysokie - aczkolwiek na Zachodzie wydaje mi się, że o ile nie są to oszałamiające pieniądze, to 'dadzą' radę, za to w Polsce... :/ Nie znam dokładnych stawek w np. zespołach baletowych w Polsce, ale z tego co się orientuję, to zarzucony przeze mnie przysłowiowy 1000 zł nie jest daleki od prawdy.... :roll:
Witajcie. Dawno nie zaglądałem na forum - a tu taki temat - niestety prawdziwy z tymi marnymi zarobkami tancerzy w Polsce. Generalnie od lat zarobki w teatrze były w miarę wymierne tylko w Teatrze Wielkim w W-wie. W innych miastach niestety już nie .Przepracowałem w teatrze 20 lat jako tancerz i ostatnia moja pensja z wysługą lat rzeczywiście była marna poniżej 1500 zł netto. W tej chwili pensje kształtują się średnio między 1200 a 2400 zł./ ale ta górna granica jest u jednostek / tak jak tu pisała Joanna samym tańcem i miłością do niego nie da się wykarmić rodziny.
Tancerze najczęściej dorabiają na tak zwanych "chałturach" - czyli jakieś występy w knajpie na sylwestra lub na jakimś festynie i inne...Inni dają korepetycje z tańca inni całe warsztaty, jeszcze inni zupełnie inne rzeczy nie związane z tańcem, jeszcze inni nie mają żadnego pomysłu i klepią biedę żyjąc na ciągłych debetach .Wszystko zależy od pomysłu ,zaradności i szczęścia danej osoby. Co prawda tancerz ma taki grafik ,że mało kiedy może dorobić - najczęściej w teatrach tancerze pracują od wtorku do soboty rano i wieczorem / 10-14 i 18-22 / pomiędzy tymi godzinami musi dojechac do domu - obiad, rodzina i.t.d i zaraz musi wychodzić zeby być na czas w teatrze wieczorem.Natomiast w niedziele najczesciej wszystkie są spektakle. Pozostają tylko wolne poniedziałki - jedyny dzień żeby załatwić sprawę urzędową ,a gdzie tu myśleć o dorobieniu ! Najczęściej taka możliwość rodzi się dopiero podczas urlopu ,który trwa w większości teatrów w okresie letnim - lipiec,sierpień - i wtedy to może tancerz gdzieś dorobić - np pracować 1,5 miesiąca a 2 tygodnie sobie tylko dać na odpoczynek i taka to rzeczywistość jest w polskich realiach. W moim przypadku jakby nie było wziąłem to pod uwagę i skończyłem studia na AM w W-wie - pedagogoka baletu. I po 20 latach zrezygnowałem sam z pracy w teatrze. Obecnie jest mi z tym dobrze - jestem na tak zwanym swoim - działaność gospodarcza - agencja artystyczna - teraz od czasu do czasu to ja daję możliwość dorobienia tancerzom :)
Wracając do tematu zarobków tancerzy - tancerz ma gażę podstawową i tak zwaną normę spektakli - dla przykładu niech to będzie : norma 3 - czyli w ramach tej gaży - wychodzi na scenę w 3 spektaklach. Każdy następny spektakl jest opłacany, albo procentowo od gaży tancerza / np 10 % od gaży zasadniczej / lub konkretna stawka kwotowa brutto. Oczywiście stawki te zależne są od roli - zespół, koryfejska, solistyczna a także każdy spektakl może mieć różne stawki.I jeszcze jeden problem, że tych spektakli jest w danym miesiącu najczęściej 5,6 / w tym te przykładowe 3 w ramach gaży tancerza / czasami troszkę więcej ,więc te dodatkowe pieniądze za spektakle są nieduże. I tak to w skrócie wygląda :) Z tanecznym pozdrowieniem Tanc...
Tancerze najczęściej dorabiają na tak zwanych "chałturach" - czyli jakieś występy w knajpie na sylwestra lub na jakimś festynie i inne...Inni dają korepetycje z tańca inni całe warsztaty, jeszcze inni zupełnie inne rzeczy nie związane z tańcem, jeszcze inni nie mają żadnego pomysłu i klepią biedę żyjąc na ciągłych debetach .Wszystko zależy od pomysłu ,zaradności i szczęścia danej osoby. Co prawda tancerz ma taki grafik ,że mało kiedy może dorobić - najczęściej w teatrach tancerze pracują od wtorku do soboty rano i wieczorem / 10-14 i 18-22 / pomiędzy tymi godzinami musi dojechac do domu - obiad, rodzina i.t.d i zaraz musi wychodzić zeby być na czas w teatrze wieczorem.Natomiast w niedziele najczesciej wszystkie są spektakle. Pozostają tylko wolne poniedziałki - jedyny dzień żeby załatwić sprawę urzędową ,a gdzie tu myśleć o dorobieniu ! Najczęściej taka możliwość rodzi się dopiero podczas urlopu ,który trwa w większości teatrów w okresie letnim - lipiec,sierpień - i wtedy to może tancerz gdzieś dorobić - np pracować 1,5 miesiąca a 2 tygodnie sobie tylko dać na odpoczynek i taka to rzeczywistość jest w polskich realiach. W moim przypadku jakby nie było wziąłem to pod uwagę i skończyłem studia na AM w W-wie - pedagogoka baletu. I po 20 latach zrezygnowałem sam z pracy w teatrze. Obecnie jest mi z tym dobrze - jestem na tak zwanym swoim - działaność gospodarcza - agencja artystyczna - teraz od czasu do czasu to ja daję możliwość dorobienia tancerzom :)
Wracając do tematu zarobków tancerzy - tancerz ma gażę podstawową i tak zwaną normę spektakli - dla przykładu niech to będzie : norma 3 - czyli w ramach tej gaży - wychodzi na scenę w 3 spektaklach. Każdy następny spektakl jest opłacany, albo procentowo od gaży tancerza / np 10 % od gaży zasadniczej / lub konkretna stawka kwotowa brutto. Oczywiście stawki te zależne są od roli - zespół, koryfejska, solistyczna a także każdy spektakl może mieć różne stawki.I jeszcze jeden problem, że tych spektakli jest w danym miesiącu najczęściej 5,6 / w tym te przykładowe 3 w ramach gaży tancerza / czasami troszkę więcej ,więc te dodatkowe pieniądze za spektakle są nieduże. I tak to w skrócie wygląda :) Z tanecznym pozdrowieniem Tanc...
Ano właśnie - zapomniałam o chałturach, a przecież to raz, że niezły pieniądz, a dwa to baaardzo popularna forma 'dorabiania'.
Znam też i takie osoby, które zrezygnowały z pracy bw teatrze (w corps), jako zupełnie nie-rozwijajacej i mało płatnej, i tańczą w jakichś zespolikach mało angażujących, a zarabiają głównie chałturami właśnie.
Ale generalnie tancerz musi się nieźle nabiegać, napracować, a przede wszystkim dobrze zorganizować, żeby zarobić jakieś przyzwoite pieniądze.
Znam też i takie osoby, które zrezygnowały z pracy bw teatrze (w corps), jako zupełnie nie-rozwijajacej i mało płatnej, i tańczą w jakichś zespolikach mało angażujących, a zarabiają głównie chałturami właśnie.
Ale generalnie tancerz musi się nieźle nabiegać, napracować, a przede wszystkim dobrze zorganizować, żeby zarobić jakieś przyzwoite pieniądze.
Agnieszko - teatr (opera) zwykle nie zmusza solistów czy pierwszych solistów do wystepowania w operach, ani tancerze nie dorabiają w nich wystepując tylko nalezy to do ich raz: obowiązków (oprócz TW-ON od niedawna w każdym teatrze operowo-baletowym w Polsce sa to rzeczy połaczone i nierozdzielne). Po drugie - wystepy w operach to sposób na wyrobienie słynnej "Normy" spektakli w miesiacu - wujśc na scenę, gdy w anym miesiacu jest mało spektali baletowych - to po prostu dodatkowe pieniądze do golej pensji. Owszem - jestem za tym aby tacy artysci najwyzszej klasy nie musieli "dorabiać" i wystepowac we "wstawkach" baletowych (choć w historii polskiego baletu znae sa liczne wypadki wybitnych tancerzy demi-klasycznych ktorzy takimi wystepami zbudowali swoją legendę) ale sytuacja ekonomiczna jest jaka jest... Jest wreszcie aspekt artystyczny - dla mnie jako widza zawsze bylo wielka radoscią, gdy mogłam zobaczyć moich ulubionych tancerzy - solistów np. w mazurze w Strasznym dworze albo w Nocy Walpurgi w Fausćie - to były najwyższej klasy wystepy. teraz w TW-ON np. starają się np. w mazurze nie "wypuszczać" na scenę pierwszych solistów czego akurat bardzo żałuję. Najlepsi solisci jesli potrafią znakomicie tańczyć np. tańce narodowe nadają im charakteru bo sami sa przeciez obdarzeni sceniczna haryzmą.... Miałam kiedys takich "pierwszych mazurzystów" - dziś - chyba pozostał z nich tylko Piotr Chojnacki
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Na wstępie podziękowania dla Tanc... i Joanny za to, że swoimi wypowiedziami wreszcie przerwali jakąś swoistą "zmowę milczenia" na forum, dzięki czemu po raz pierwszy możemy rozmawiać konkretnie, szczerze i otwarcie.
Zarobki, o jakich piszecie, zwłaszcza osób z corpsu, czy jak mowicie zespolu, zwalają z nóg. Jest to dla mnie osobiście bardzo przykre, ponieważ dla mnie balet to jednak przede wszystkim, nie tyle DVD i nie ogladanie innych zespolow, ale taniec na żywo łódzkiego zespołu i naturalnym jest, że chciałabym, żeby moi ulubieńcy taplali się w luksusie za te miłe chwile, które mam siedząc na widowni i sobie na nich patrząc...
Patrząc na problem zarobków z drugiej strony, to tak sobie myślę, że odpowiedzialność za małe wpływy z baletu i w konsekwencji za niskie zarobki, ciąży często nie na malym zainteresowaniu baletem i nie na problemami z finansowaniem ale głównie na wyjątkowo nieudolnej dyrekcji... Od lat chodząc na ŁSB widzę, że [b:1916b682c8]jest dużo osób, które chętnie wydaja kilkaset i więcej złotych na obejrzenie dobrego baletu[/b:1916b682c8]. Byle on był tylko [b:1916b682c8]dobry[/b:1916b682c8]. I o dziwo przekonałam się, że dla łodzian dobry tzn wartościowy, nawet jeśli trudny w odbiorze.
Widzę też jak przez ostatnie kilka miesiecy w Łodzi ludzie ciągną na choreografie Madii. Mimo, ze wszystkie maja minimum rok!!!, to ostatnio z biletami trzeba sie super spieszyc, zeby zdobyc, bo sa wykupowane w pierwszych dniach!!! (2 X w tym roku juz mi sie zdarzylo ze w 5 dniu od rozpoczecia sprzedazy juz nie moglam kupic biletow!!!)
Inna sprawa, ze w ankietach, jakie rozdano kiedys widzom w TW niemal 70 czy 65 % powiedzialo , ze jesli chodzi o zmiany to pw chce wiecej baletu na scenie. Czyli popyt jest wbrew temu co sie wiecznie mowi ze to wina widzow ze tumany sie nie znaja..
Wkurza mnie tylko jesli wyrzuca sie w bloto masę pieniedzy na zenujace "towary", ktore wypadaja z repertuaru po kilku miesiacach. Sadze, ze myslacy dyrektor jest w stanie ocenic takiego knota od razu, po samym wczesniejszym dorobku choreografa itd, po co wiec ladowac w to koszmarne pieniadze? Tu bym glownie szukala pieniedzy. Oprocz tego sadze, nauczona doswiadczeniem z ŁSB, ze na rzeczywiscie dobry spektakl widzow nie zabraknie. Formą wiec oszczedzania dyrekcji winno byc pożądne inwestowanie w świetnych choreografow itd.
I jeszcze kilka slow na koniec apropo tego, co pisze Kasia G. Kasiu, piszesz-jak zawsze- z pewnoscia sensownie i wysuwasz argumenty obiektywnie przekonywalne ale mnie nie przekonalas...
OK- w polskich teatrach (poza TW-ON czy jak tam zwal) jest jeden teart jako całość, w ktorym sa 2 zespoly: opera i balet i jedno siłą rzeczy korzysta z drugiego.
Wiec (zdania nie zaczyna sie od więc- ale niech tam :) ) niech sobie tańczą osoby z corpsu, koryfeje, ba niech i tańczą soliści, jesli jest taka potrzeba ale NIE PIERWSI SOLISCI, KTORYCH JEST TYLKO 4. Sądzę, że jeżeli osiągnęło się już taki poziom w tańcu, ze ma sie stanowisko I solisty, to świadczy to o duzym kunszcie, ktoremu winno sie tworzyc dobre warunki, .Niech sie wiec doskonala sie I solisci w balecie, a nie rozdrabniaja na jakies opery.
Tym bardziej, ze nawet dobry tancerz, jezeli mu sie zawraca w glowie tanczeniem 100 glupot tylko traci. Spójrzmy na repertuar na swiecie. Dla przykładu nasz rodak W. Dudek w Statsballett Berlin tanczy w miesiącu srednio 2 spektale (i to te same), czyli np teraz w lutym 2 razy Zygfryda wJeziorze . Młodzi tj Buczko do czerwca wałkują tylko 1 spektakl!!! I to się nazywa dobre warunki pracuy, bo jak ma w miesiacu 1 spektakl , to ma fizycznie mozliwosc, zeby sobie cwiczyc i dążyć do perfekcji i tą perfekcję osiągnąć.
U nas 1 spektalk przez pol roku to rzecz nierealna, wiec OK niech bedzie kilka spektakli roznych ale po cholerę jeszcze opery!!!!Przeciez to pierwsi tancerze!!! winni wiec zarabiac duzo na miare swojego stanowiska tyle zeby nie tanczyc w operach i dobrze sobie zyc i zdania nie zmienie :)
Zarobki, o jakich piszecie, zwłaszcza osób z corpsu, czy jak mowicie zespolu, zwalają z nóg. Jest to dla mnie osobiście bardzo przykre, ponieważ dla mnie balet to jednak przede wszystkim, nie tyle DVD i nie ogladanie innych zespolow, ale taniec na żywo łódzkiego zespołu i naturalnym jest, że chciałabym, żeby moi ulubieńcy taplali się w luksusie za te miłe chwile, które mam siedząc na widowni i sobie na nich patrząc...
Patrząc na problem zarobków z drugiej strony, to tak sobie myślę, że odpowiedzialność za małe wpływy z baletu i w konsekwencji za niskie zarobki, ciąży często nie na malym zainteresowaniu baletem i nie na problemami z finansowaniem ale głównie na wyjątkowo nieudolnej dyrekcji... Od lat chodząc na ŁSB widzę, że [b:1916b682c8]jest dużo osób, które chętnie wydaja kilkaset i więcej złotych na obejrzenie dobrego baletu[/b:1916b682c8]. Byle on był tylko [b:1916b682c8]dobry[/b:1916b682c8]. I o dziwo przekonałam się, że dla łodzian dobry tzn wartościowy, nawet jeśli trudny w odbiorze.
Widzę też jak przez ostatnie kilka miesiecy w Łodzi ludzie ciągną na choreografie Madii. Mimo, ze wszystkie maja minimum rok!!!, to ostatnio z biletami trzeba sie super spieszyc, zeby zdobyc, bo sa wykupowane w pierwszych dniach!!! (2 X w tym roku juz mi sie zdarzylo ze w 5 dniu od rozpoczecia sprzedazy juz nie moglam kupic biletow!!!)
Inna sprawa, ze w ankietach, jakie rozdano kiedys widzom w TW niemal 70 czy 65 % powiedzialo , ze jesli chodzi o zmiany to pw chce wiecej baletu na scenie. Czyli popyt jest wbrew temu co sie wiecznie mowi ze to wina widzow ze tumany sie nie znaja..
Wkurza mnie tylko jesli wyrzuca sie w bloto masę pieniedzy na zenujace "towary", ktore wypadaja z repertuaru po kilku miesiacach. Sadze, ze myslacy dyrektor jest w stanie ocenic takiego knota od razu, po samym wczesniejszym dorobku choreografa itd, po co wiec ladowac w to koszmarne pieniadze? Tu bym glownie szukala pieniedzy. Oprocz tego sadze, nauczona doswiadczeniem z ŁSB, ze na rzeczywiscie dobry spektakl widzow nie zabraknie. Formą wiec oszczedzania dyrekcji winno byc pożądne inwestowanie w świetnych choreografow itd.
I jeszcze kilka slow na koniec apropo tego, co pisze Kasia G. Kasiu, piszesz-jak zawsze- z pewnoscia sensownie i wysuwasz argumenty obiektywnie przekonywalne ale mnie nie przekonalas...
OK- w polskich teatrach (poza TW-ON czy jak tam zwal) jest jeden teart jako całość, w ktorym sa 2 zespoly: opera i balet i jedno siłą rzeczy korzysta z drugiego.
Wiec (zdania nie zaczyna sie od więc- ale niech tam :) ) niech sobie tańczą osoby z corpsu, koryfeje, ba niech i tańczą soliści, jesli jest taka potrzeba ale NIE PIERWSI SOLISCI, KTORYCH JEST TYLKO 4. Sądzę, że jeżeli osiągnęło się już taki poziom w tańcu, ze ma sie stanowisko I solisty, to świadczy to o duzym kunszcie, ktoremu winno sie tworzyc dobre warunki, .Niech sie wiec doskonala sie I solisci w balecie, a nie rozdrabniaja na jakies opery.
Tym bardziej, ze nawet dobry tancerz, jezeli mu sie zawraca w glowie tanczeniem 100 glupot tylko traci. Spójrzmy na repertuar na swiecie. Dla przykładu nasz rodak W. Dudek w Statsballett Berlin tanczy w miesiącu srednio 2 spektale (i to te same), czyli np teraz w lutym 2 razy Zygfryda wJeziorze . Młodzi tj Buczko do czerwca wałkują tylko 1 spektakl!!! I to się nazywa dobre warunki pracuy, bo jak ma w miesiacu 1 spektakl , to ma fizycznie mozliwosc, zeby sobie cwiczyc i dążyć do perfekcji i tą perfekcję osiągnąć.
U nas 1 spektalk przez pol roku to rzecz nierealna, wiec OK niech bedzie kilka spektakli roznych ale po cholerę jeszcze opery!!!!Przeciez to pierwsi tancerze!!! winni wiec zarabiac duzo na miare swojego stanowiska tyle zeby nie tanczyc w operach i dobrze sobie zyc i zdania nie zmienie :)
ok, Agnieszko, ale żaden tancerz tańczący nie powie Ci żechcialby tanczyć jeden spektakl w miesiacu - nie z powodu zarobków tylko z powodu specyfiki swojej sztuki - tancerz realizuje się na scenie i swoja sztukę tworzy i szlifuje nie tylko podczas prób ale przede wszystkim w czasie wystepów. Ba, skoro jego kariera jest nieporównanie krotsza niż w innych zawodach to chce tanczyć (wytańczyć się) jak najwiecej. zatem jesli wymienieni przez Ciebie znakomici skądinąt tancerze tancza w swoich macierzystych teatrach tylko tyle ile wyliczyłaś, to znaczy ze poza tym tańcza na swiecie gościnnie w róznych teatrach...
Co do sytuacji w Łodzi i tańczących w operach 4 pierwszych solistów - to trudno mi wyrokowac - moze im się to opłaca, może lubią, moze muszą. Jesli muszą a nie chcą i przeszkadza im ze musza się "rozdrabniać' to oczywiście byłoby cudownie, gdyby dyrekcja mogła im zagwarantowac komfort pracy - z tym się zgadzam w odniesieniu do każdego wybitnego tancerza, bo mamy ich jak na lekarstwo. A od samych tancerzy wiem, ze największy komfort mają gdy np. po jakis 2 -3 tygodniach intensywnej pracy mogą w odstepach jedno-dwudniowych zatańczyć 3-4 lub więcej spektakli tego samego tytułu. Z racji działania w Polsce systemu repertuarowego a nie staggione - raczej niewykonalne (choć kilka teatrów stara się grac tzw. blokami 2-3 spektaklowymi tego samego tytułu). Niestety, nawet w stolicy (niealeznie że na niektóre tytuły cięzko dostac dobr bilet - Jezioro, Śpiąca, Romeo i Julia) to na 3 bajadere w tygodniu miejsca były "lezące" - do wyboru do koloru ;(
Co do sytuacji w Łodzi i tańczących w operach 4 pierwszych solistów - to trudno mi wyrokowac - moze im się to opłaca, może lubią, moze muszą. Jesli muszą a nie chcą i przeszkadza im ze musza się "rozdrabniać' to oczywiście byłoby cudownie, gdyby dyrekcja mogła im zagwarantowac komfort pracy - z tym się zgadzam w odniesieniu do każdego wybitnego tancerza, bo mamy ich jak na lekarstwo. A od samych tancerzy wiem, ze największy komfort mają gdy np. po jakis 2 -3 tygodniach intensywnej pracy mogą w odstepach jedno-dwudniowych zatańczyć 3-4 lub więcej spektakli tego samego tytułu. Z racji działania w Polsce systemu repertuarowego a nie staggione - raczej niewykonalne (choć kilka teatrów stara się grac tzw. blokami 2-3 spektaklowymi tego samego tytułu). Niestety, nawet w stolicy (niealeznie że na niektóre tytuły cięzko dostac dobr bilet - Jezioro, Śpiąca, Romeo i Julia) to na 3 bajadere w tygodniu miejsca były "lezące" - do wyboru do koloru ;(