: pt lut 04, 2011 5:25 pm
Estelle, w tym wątku i pewnie w paru innych poruszana była kwestia, że anorektyczką nie musi być osoba, która przeraźliwie mało waży - jest to osoba, która ma trochę poprzekładane w głowie, ma nieprawdziwy obraz samej siebie i potrzebuje pomocy. Nieważne jest, czy ta osoba waży 30 czy 90 kilogramów; ważne jest to, co dzieje się w głowie chorego.
Moim zdaniem ważysz zdecydowanie za mało. Kościotrupki to nie szczyt moich wyobrażeń estetycznych, jeśli mam być szczera, wydaje mi się również, że nie tylko moich.
Głodówka, jak sama to określiłaś, może być wyrazem sprzeciwu przeciw czemu tam - wtedy możemy mówić o strajku głodowym. Ale głodówka jako rodzaj diety to najgorsze, co może być. Głodująca osoba przeżywa prawdziwy koszmar, a zwłaszcza, jeśli jest to tancerka - rzeczywiście mamy obsesję na punkcie naszego ciała (nie mam na myśli tego, że chcemy być jak najchudsze - choć i to w pewnym stopniu - lecz nasze zaangażowanie w dążeniu do zdobycia określonej techniki i umiejętności) i jesteśmy ogromnie obciążone fizycznie (taniec wymaga bardzo dużego wysiłku), a także psychicznie (występy, stres, egzamin, oceny, bla, bla, bla), a już najgorzej jest, kiedy nasz nauczciel oczekuje od nas stracenia na wadze. Osoby ambitne, chorbliwie ambitne, będą dążyły do celu, będą się odchudzać, będą się głodzić, po to tylko, żeby w końcu wszystko było doskonałe. Idealne. Takie, jak powinno.
Głodząc się jednak dziewczyny robią sobie ogromną krzywdę. Ich ideały wyglądają zupełnie inaczej niż ich koleżanek i nauczyciele, a zwłaszcza ludzi normalnych, niezarażonych miłością do tańce. Wielu filozofów takich jak Kartezjusz czy Kant twierdziło, że mamy wrodzony obraz i jakby formę istoty doskonałej (mówili o Bogu, ale posłużę się tym do czegoś innego). Głodujące adeptki baletu mają ten obraz skrzywiony, zakłocony, jest zupełnie inny, niż nasz. I będą dążyć do tego swojego ideału.
Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne wrażenie, że anoreksja staje się być modna. Modne jest odchudzanie się, modne jest i posiadanie jakiejś pasji i oddawanie się czemuś całkowicie, a więc modne jest popadanie w anoreksję. Może takie "próby anoreksyjne" mają na celu zwrócenie na daną osobę uwagi, może ktoś chce być zauważony. Może ktoś widzi, że wszystkim podobają się patyczaki paradujące po wybiegach mody i ukazujące swe wdzięki na okładkach pięknych, kolorowych wyroczni, magazynów, więc chce być też podobającym się patyczakiem. Może ktoś czuje, że tylko stanie się kimś takim pozwoli mu na wejście do grona pięknych, kolorowych ludzi.
Ale co to ma wspólnego z pokazywaniem, jakimi to jesteśmy anorktykami? To jest powód do leczenia psychicznego. To nie jest powód do chwalenia się wszem i wobec, że blisko jest się godnego, chwalebnego tytułu anorektyczki - tak upragnionego przez wiele moich rówieśniczek (i nie tylko). Coś się poprzekładało i w naszych mózgach - dlaczego myślimy, że anoreksja jest modna? Czy zbyt kojarzymy ją z bardzo niziutką wagą i "cudowną" sylwetką - co stało się jedyną ambicją, jaką posiadają nastolatki? Czy postawiliśmy znak równości między anorektyczką a odchudzaniem i jednoznacznym pięknem? Co tak bardzo podoba się współczesnym dziewczynom w imagu anorektyczki? Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego marzymy o szczupłej sylwetce i wagi nie przekraczajęcej naszego wzrostu - 120. Ale absolutnie nie rozumiem, jak można chcieć być anorektyczką, jak można chcieć być traktowaną jako anorektyczka! Czy nikt nie rozumie, jak bardzo cierpią osoby chore na anoreksję? Czy nikt nie rozumiemie, że w byciu anorektyczką nie ma żadnego prestiżu, żadnej radości, żadnej popularności, nie ma niczego przyjemnego, nie ma nawet niczego znośnego. Jest tylko bardzo powolne i bardzo bolesne dążenie do śmierci. Wydaje mi się absurdem dążenie do dążenia do śmierci bądź dążenie do bycia postrzeganą jako dącącą do śmierci.
Moim zdaniem ważysz zdecydowanie za mało. Kościotrupki to nie szczyt moich wyobrażeń estetycznych, jeśli mam być szczera, wydaje mi się również, że nie tylko moich.
Głodówka, jak sama to określiłaś, może być wyrazem sprzeciwu przeciw czemu tam - wtedy możemy mówić o strajku głodowym. Ale głodówka jako rodzaj diety to najgorsze, co może być. Głodująca osoba przeżywa prawdziwy koszmar, a zwłaszcza, jeśli jest to tancerka - rzeczywiście mamy obsesję na punkcie naszego ciała (nie mam na myśli tego, że chcemy być jak najchudsze - choć i to w pewnym stopniu - lecz nasze zaangażowanie w dążeniu do zdobycia określonej techniki i umiejętności) i jesteśmy ogromnie obciążone fizycznie (taniec wymaga bardzo dużego wysiłku), a także psychicznie (występy, stres, egzamin, oceny, bla, bla, bla), a już najgorzej jest, kiedy nasz nauczciel oczekuje od nas stracenia na wadze. Osoby ambitne, chorbliwie ambitne, będą dążyły do celu, będą się odchudzać, będą się głodzić, po to tylko, żeby w końcu wszystko było doskonałe. Idealne. Takie, jak powinno.
Głodząc się jednak dziewczyny robią sobie ogromną krzywdę. Ich ideały wyglądają zupełnie inaczej niż ich koleżanek i nauczyciele, a zwłaszcza ludzi normalnych, niezarażonych miłością do tańce. Wielu filozofów takich jak Kartezjusz czy Kant twierdziło, że mamy wrodzony obraz i jakby formę istoty doskonałej (mówili o Bogu, ale posłużę się tym do czegoś innego). Głodujące adeptki baletu mają ten obraz skrzywiony, zakłocony, jest zupełnie inny, niż nasz. I będą dążyć do tego swojego ideału.
Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne wrażenie, że anoreksja staje się być modna. Modne jest odchudzanie się, modne jest i posiadanie jakiejś pasji i oddawanie się czemuś całkowicie, a więc modne jest popadanie w anoreksję. Może takie "próby anoreksyjne" mają na celu zwrócenie na daną osobę uwagi, może ktoś chce być zauważony. Może ktoś widzi, że wszystkim podobają się patyczaki paradujące po wybiegach mody i ukazujące swe wdzięki na okładkach pięknych, kolorowych wyroczni, magazynów, więc chce być też podobającym się patyczakiem. Może ktoś czuje, że tylko stanie się kimś takim pozwoli mu na wejście do grona pięknych, kolorowych ludzi.
Ale co to ma wspólnego z pokazywaniem, jakimi to jesteśmy anorktykami? To jest powód do leczenia psychicznego. To nie jest powód do chwalenia się wszem i wobec, że blisko jest się godnego, chwalebnego tytułu anorektyczki - tak upragnionego przez wiele moich rówieśniczek (i nie tylko). Coś się poprzekładało i w naszych mózgach - dlaczego myślimy, że anoreksja jest modna? Czy zbyt kojarzymy ją z bardzo niziutką wagą i "cudowną" sylwetką - co stało się jedyną ambicją, jaką posiadają nastolatki? Czy postawiliśmy znak równości między anorektyczką a odchudzaniem i jednoznacznym pięknem? Co tak bardzo podoba się współczesnym dziewczynom w imagu anorektyczki? Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego marzymy o szczupłej sylwetce i wagi nie przekraczajęcej naszego wzrostu - 120. Ale absolutnie nie rozumiem, jak można chcieć być anorektyczką, jak można chcieć być traktowaną jako anorektyczka! Czy nikt nie rozumie, jak bardzo cierpią osoby chore na anoreksję? Czy nikt nie rozumiemie, że w byciu anorektyczką nie ma żadnego prestiżu, żadnej radości, żadnej popularności, nie ma niczego przyjemnego, nie ma nawet niczego znośnego. Jest tylko bardzo powolne i bardzo bolesne dążenie do śmierci. Wydaje mi się absurdem dążenie do dążenia do śmierci bądź dążenie do bycia postrzeganą jako dącącą do śmierci.