Dlaczego taniec nie ma swej promocji w mediach? Zmieńmy to!
[img:4314a6d4cd]http://i.wp.pl/a/i/program_tv/2.gif[/img:4314a6d4cd]
[b:4314a6d4cd]Wieczór filmowy: Kocham Kino - "Niżyński"[/b:4314a6d4cd]
24.07.2007 (wtorek), godz.: 23:40
[quote:4314a6d4cd="TVP2"]Wacław Niżyński taniec miał we krwi, jego rodzice zrusyfikowani Polacy, również byli tancerzami. On sam, absolwent Cesarskiej Szkoły Teatralnej w Sankt Petersburgu, trafił do zespołu baletowego Teatru Maryjskiego, ale prawdziwą sławę przyniosły mu występy w zespole Baletów Rosyjskich Sergiusza Diagilewa, który odkrył i ukazał światu jego geniusz, uczyniwszy go głównym solistą zespołu, a prywatnie kochankiem. Możliwości uprawiania sztuki, stanowiącej sens jego życia, pozbawiła go schizofrenia, odcinając tancerza od otaczającego świata.[/quote:4314a6d4cd]
[b:4314a6d4cd]Wieczór filmowy: Kocham Kino - "Niżyński"[/b:4314a6d4cd]
24.07.2007 (wtorek), godz.: 23:40
[quote:4314a6d4cd="TVP2"]Wacław Niżyński taniec miał we krwi, jego rodzice zrusyfikowani Polacy, również byli tancerzami. On sam, absolwent Cesarskiej Szkoły Teatralnej w Sankt Petersburgu, trafił do zespołu baletowego Teatru Maryjskiego, ale prawdziwą sławę przyniosły mu występy w zespole Baletów Rosyjskich Sergiusza Diagilewa, który odkrył i ukazał światu jego geniusz, uczyniwszy go głównym solistą zespołu, a prywatnie kochankiem. Możliwości uprawiania sztuki, stanowiącej sens jego życia, pozbawiła go schizofrenia, odcinając tancerza od otaczającego świata.[/quote:4314a6d4cd]
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Oglądaliście "Niżyńskiego"? Jestem ciekawa waszych wrażeń. Ja widziałam jedynie koniec bo film zaczął się wcześniej, ale i tak mi wystarczy. Ładny obraz - jeśli mam oceniać kompozycję filmu, ale jest mi teraz strasznie smutno. Po tym wycinku z dziennika myślę sobie, że żona Niżyńskiego musiała być fajną i dzielną babką.
mi się bardzo podobało, bardzo ładne "zinterpretowanie", przełożenie na materiał filmowy dziennika. chyba najbardziej mi się podobały fragmenty, w którym Wacław mówił o swojej córce.
[size=9:4993fe7216]swoją drogą... po obejrzeniu owego dokumentu tu odczułam potrzebę obejrzenia jeszcze na deser, tak na dobranoc "Efekt motyla" - oczywiście teraz sama się schizuję i pomimo że jest 25 minut po piątej, to nie mogę spać... niektóre filmy mają na mnie naprawde duży wpływ emocjonalny - za pierwszym razem jak oglądałam ten film to za dużo obrazów z przeszłości przypomniało mi się, a teraz gdy widzę ten film po raz drugi, to jest znowu tak samo. :roll: [/size:4993fe7216]
[size=9:4993fe7216]swoją drogą... po obejrzeniu owego dokumentu tu odczułam potrzebę obejrzenia jeszcze na deser, tak na dobranoc "Efekt motyla" - oczywiście teraz sama się schizuję i pomimo że jest 25 minut po piątej, to nie mogę spać... niektóre filmy mają na mnie naprawde duży wpływ emocjonalny - za pierwszym razem jak oglądałam ten film to za dużo obrazów z przeszłości przypomniało mi się, a teraz gdy widzę ten film po raz drugi, to jest znowu tak samo. :roll: [/size:4993fe7216]
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
o moich odczuciach co do tego filmu pisałam w filmy w TVP Kultura.
Po wczorajszej powtórce tak sobie myślę, że (wg mnie) "jakaś wyższość" (nie wiem czy to stosowne określenie) tego filmu nad książką polega na tym, że film został "skonstruowany" z najlepszych (w mojej ocenie)fragmentów.
Najlepszych, bo najspójniejszych ale dla mnie też najlepszych, bo wydobywających niesamowitą wrażliwość Niżyńskiego, taką jakąś fascynującą jego delikatność, zdolność "odczuwania" świata i istnień. Przedłużeniem owej wrażliwości jest ból istnienia spowodowany zdarzeniem się delikatnej duszy z realiami świata (wielokrotnie powtarzany wątek ~nie jestem chory umysłowo, jestem smiertelnie chory na duszy (nie jestem w stanie teraz przytoczyć dokładnie).
Cóż w "Dzienniku" też są te fragmenty ale uwikłane w gęstwinie zdań, z których przebija sama li tylko choroba nie robią takiego wrażenia. Film natomiast, jakoże został zgudowany tylko z nich doskonale je uwypukla i -jeżeli można tak powiedzieć- daje jaki "impresjonistyczny wgląd" w myśli w umysł Niżyńskiego - jeszcze sprzed choroby. I za to uznania dla reżysera...
PS. jak dla mnie troszkę za mało tańca., no ale to już kwestia raz ze poboczna, a dwa że subiektywna.
Po wczorajszej powtórce tak sobie myślę, że (wg mnie) "jakaś wyższość" (nie wiem czy to stosowne określenie) tego filmu nad książką polega na tym, że film został "skonstruowany" z najlepszych (w mojej ocenie)fragmentów.
Najlepszych, bo najspójniejszych ale dla mnie też najlepszych, bo wydobywających niesamowitą wrażliwość Niżyńskiego, taką jakąś fascynującą jego delikatność, zdolność "odczuwania" świata i istnień. Przedłużeniem owej wrażliwości jest ból istnienia spowodowany zdarzeniem się delikatnej duszy z realiami świata (wielokrotnie powtarzany wątek ~nie jestem chory umysłowo, jestem smiertelnie chory na duszy (nie jestem w stanie teraz przytoczyć dokładnie).
Cóż w "Dzienniku" też są te fragmenty ale uwikłane w gęstwinie zdań, z których przebija sama li tylko choroba nie robią takiego wrażenia. Film natomiast, jakoże został zgudowany tylko z nich doskonale je uwypukla i -jeżeli można tak powiedzieć- daje jaki "impresjonistyczny wgląd" w myśli w umysł Niżyńskiego - jeszcze sprzed choroby. I za to uznania dla reżysera...
PS. jak dla mnie troszkę za mało tańca., no ale to już kwestia raz ze poboczna, a dwa że subiektywna.