Opera Dolnoslaska- Wroclaw
[quote:0712780501="Sagittaire"]aż mi się miło zrobiło, że ktoś tak myśli mądrze[/quote:0712780501]
Dzięki Sagittaire, myślę że znajdziemy tu więcej wspólnych spostrzeżeń w różnych sprawach. I tylko żal, że nasze zgodne opinie w sprawie baletu we Wrocławiu tak naprawdę nic nie posuną do przodu. No, chyba że wrocławskie środowisko baletowe (i wokół baletowe) nabierze odwagi, ruszy się wreszcie i ostro zaprotestuje przeciw polityce, czy raczej braku właściwej polityki dyr. Ewy Michnik wobec baletu. Czas tam wziąć sprawy we własne ręce!
Dzięki Sagittaire, myślę że znajdziemy tu więcej wspólnych spostrzeżeń w różnych sprawach. I tylko żal, że nasze zgodne opinie w sprawie baletu we Wrocławiu tak naprawdę nic nie posuną do przodu. No, chyba że wrocławskie środowisko baletowe (i wokół baletowe) nabierze odwagi, ruszy się wreszcie i ostro zaprotestuje przeciw polityce, czy raczej braku właściwej polityki dyr. Ewy Michnik wobec baletu. Czas tam wziąć sprawy we własne ręce!
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Czarno to widzę - tancerze są bodajże najmniej zorganizowaną grupą zawodową. Widac to było w zeszłym sezonie, gdy w Łodzi było więcej wystawianych baletów niż oper (czasem w stosunku 9-8 baletów do 5 oper) i doprowadziło to, jak i inne kwestie, do tego, że wszystkie gwiazdy śpiewające narobiły afery, poszly nawet na posiedzenie rady miasta (m.in. aby poruszac kwestie remontu, ale też tego, ze dyrektor musi odejsc i rzeczywiście wkrótce odszedł). Co do tancerzy - uwzględniając ich mentalnośc - sądzę, ze tego typu ruch jest nie realny.
[quote:e321125e1c="Sagittaire"]Czarno to widzę (...) w Łodzi (...) wszystkie gwiazdy śpiewające narobiły afery, poszly nawet na posiedzenie rady miasta (m.in. aby poruszac kwestie remontu, ale też tego, ze dyrektor musi odejsc i rzeczywiście wkrótce odszedł). Co do tancerzy - uwzględniając ich mentalnośc - sądzę, ze tego typu ruch jest nie realny.[/quote:e321125e1c]
No właśnie, to może trzeba wziąć przykład z tych łódzkich gwiazd operowych. Zebrać się i pójść do prezydenta, marszałka, wojewody (nie wiem kto tam wykłada kasę na autokreację p. Michnik). Może właśnie na posiedzenie rady miasta? A jak nie pomoże, to pojechać wprost do ministra Zdrojewskiego – on przecież z Wrocławia. I powiedzieć: dość tej miernoty baletowej we Wrocławiu – żądamy równouprawnienia dla baletu w naszej operze.
A jeszcze lepiej niech zbiorą się wszystkie wrocławskie Odetty, Kitri, Klary, Lizy i kto tam jeszcze, niech ośmielą swoich dzielnych partnerów i całe towarzystwo baletowe, a potem „kupą mości panowie”, teraz właśnie, przed rychłą premierą „Córki źle strzeżonej”, niech wtargną do gabinetu dyrektorki teatru i powiedzą twardo: koniec z dyskryminacją, nie zatańczymy znowu przy taśmie, prosimy nam zagwarantować udział orkiestry w premierze, a potem wszystko inne, co się należy baletowi w naszej macierzystej placówce. I rzeczywiście nie zatańczyć do czasu zagwarantowania na piśmie spełnienia podstawowych postulatów. Takie metody są teraz w Polsce najskuteczniejsze, zresztą Opera Wrocławska ma z tym już pewne doświadczenia.
No właśnie, to może trzeba wziąć przykład z tych łódzkich gwiazd operowych. Zebrać się i pójść do prezydenta, marszałka, wojewody (nie wiem kto tam wykłada kasę na autokreację p. Michnik). Może właśnie na posiedzenie rady miasta? A jak nie pomoże, to pojechać wprost do ministra Zdrojewskiego – on przecież z Wrocławia. I powiedzieć: dość tej miernoty baletowej we Wrocławiu – żądamy równouprawnienia dla baletu w naszej operze.
A jeszcze lepiej niech zbiorą się wszystkie wrocławskie Odetty, Kitri, Klary, Lizy i kto tam jeszcze, niech ośmielą swoich dzielnych partnerów i całe towarzystwo baletowe, a potem „kupą mości panowie”, teraz właśnie, przed rychłą premierą „Córki źle strzeżonej”, niech wtargną do gabinetu dyrektorki teatru i powiedzą twardo: koniec z dyskryminacją, nie zatańczymy znowu przy taśmie, prosimy nam zagwarantować udział orkiestry w premierze, a potem wszystko inne, co się należy baletowi w naszej macierzystej placówce. I rzeczywiście nie zatańczyć do czasu zagwarantowania na piśmie spełnienia podstawowych postulatów. Takie metody są teraz w Polsce najskuteczniejsze, zresztą Opera Wrocławska ma z tym już pewne doświadczenia.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Wczoraj gala we Wrocławiu.
Ogólnie wychodzę z założenia, że zawsze warto jechac na galę Staatsballett Berlin, nawet jeżeli się widziało ją wcześniej, głównie z uwagi na to, że zawsze dobrze jest popatrzec na wybitnych tancerzy. Oprócz tego warto jechac dlatego, ze obserwując jak sie rozwija Polski Balet Narodowy ostatnio i widząc niektóre rodzynki, poukrywane w polskich zespołach, to serce rośnie..., ze nie jest z nami tak źle :).
Tancerze berlińscy ogólnie świetni, choc jak ich wczoraj widziałam, to jakoś, bardziej niż ostatnio, zwracał uwagę niski wzrost zdecydowanej większości. Dinu Tamazlacaru i Iana Salenko to jak Calineczka z partnerem swojego wzrostu. O ile we współczesnych choreografiach wzrost nie ma znaczenia, to w Don Kichocie juz zaczyna miec...
Wieczór otwierała choreografia Schreinera do muzyki Czajkowskiego, a dokładnie do PDD z Dziadka do orzechów. Ciekawie pomyślana choreografia w bardzo dobrym wykonaniu S. Gulseker i I. Onal, ale szału nie było w odróżnieniu od genialnego [b:0ee96a873e]Sonetu XVIII chor. T. Plegge, wyk. Nadja Saidakova, V. Marinov[/b:0ee96a873e]. Choroegrafia tego sonetu była z gatunku takich, których wydobywają taki specyficzny geniusz ruchu współczesnego, do jakiego tańczenia stworzeni są tacy tancerze jak R. Pronk czy chocby nasz Nazar Botsiy (dynamiczne i z charyzmą). Wykonanie sonetu zaś było przecudowne. Przepiekny fragment, brak słów.
Wspomniane PDD z Don Quixote jakieś średnie. Dinu Tamazlacaru, którego uwielbiam, jakos tu nie błyszczał. Sama nie wiem co było nie tak, ale on po prostu jest stworzony do Gopaka czy Les Bourgeois. W tym klasycznym PDD czegoś zabrakło, chocby postawy i wyrazu. Partnerka natomiast I. Salenko dużo bardziej mi się podobała z tym, ze widzowie z Wrocławia maja I tancerkę, która bez problemu machnie 40 fouette, więc tutaj te 40 nie zwala z nóg, zwłaszcza że wzrost jest jaki jest... Co prawda te fouette I tancerki wroclawskiej są bardzo akademickie, bez polotu w szczegółach, a w wykonaniu Salenko artystycznie bardziej o niebo wyrafinowane (no i co któryś potrójny), ale jednak to nie jest najlepsze PDD z Don Kichota, jakie na świecie jest tańczone, bo tancerze z Marinki biją tym tańcem na głowe wszystkich.
Genialne, jak dla mnie, było natomiast wykonanie L`HARLEQUINADE!!! Subiektywnie przyznam, ze tak świetnego wykonania tego fragmentu nie widziałam w moim życiu nigdy. Ideał!!! Wykonanie bajeczne I. Salenko i R. Krenstettera. Wzrost tutaj nie przeszkadzał, a przeciwnie dodawał charakteru. Technika obłędna (obojga tancerzy), a do tego takie niesamowicie bajkowe niuanse.... Generalnie ten fragment to była bajka!!!
Podobnie bajkowe było, jak zawsze, wykonanie Les Bourgeois przez Dinu Tamazlacaru. Po ostatnim wykonaniu tego w Łodzi przejrzałam wszystkie możliwe nagrania na świecie i moim zdaniem nikt nie tanczy tego tak dobrze jak Dinu. To jest jego numer i jest w tym bezkonkurencyjny. Ani gwizdy z ABT ani M.Krajewski ani nikt nawet nie zbliżają sie do ideału, jaki serwuje Dinu (na marginesie dodam, ze ja się wlokłam tam do Wrocławia w 80%, żeby zobaczyc raz jeszcze to właśnie wykonanie ...).
Był tez wczoraj Wiesław Dudek z Shoko Nakamura w Adagietto i Caravaggio. Osobiście mnie te wykonania naszego rodaka nie powaliły. Trzeba mu oddac wspaniałą elegancję i niesamowicie dobre partnerowanie (stabilne jak u żadnego tancerza w Polskim Balecie Narodowym - o takim partnerze to większosc tancerek może sobie pomarzyc....). Natomiast brak w tym jego tańcu emocji, czegoś co chwyta za serce. Shoko juz bardziej mi się podobała, ale też jakaś taka za bardzo techniczna. Brakuje u Shoko czegos takiego co ma Nadja czy Iana, ktore poza techniką przekazują emocje, albo których taniec jest wyrafinowany i bogaty w niuanse.
A sam Malakhov z roku na rok coraz w słabszej formie (choc to jak wymachiwał partnerką w Le Park robi wrażenie...). Widac u niego wielką dojrzałosc, i to wzrasta, ale zanika możliwosc wyrazu pod wzgledem ruchu... Genialny tancerz ale coż ponad 40 lat.... Nie zaczarował mnie Malakhov jak ostanio w Arii 2 lata temu... A tak z reakcji ludiz z widowni - mam wrażenie, ze publicznośc zdecydowanie klasyczna i dużo zawodu było slychac, ze za bardzo cyt.'nowoczesny" ten taniec.
Ogólnie wychodzę z założenia, że zawsze warto jechac na galę Staatsballett Berlin, nawet jeżeli się widziało ją wcześniej, głównie z uwagi na to, że zawsze dobrze jest popatrzec na wybitnych tancerzy. Oprócz tego warto jechac dlatego, ze obserwując jak sie rozwija Polski Balet Narodowy ostatnio i widząc niektóre rodzynki, poukrywane w polskich zespołach, to serce rośnie..., ze nie jest z nami tak źle :).
Tancerze berlińscy ogólnie świetni, choc jak ich wczoraj widziałam, to jakoś, bardziej niż ostatnio, zwracał uwagę niski wzrost zdecydowanej większości. Dinu Tamazlacaru i Iana Salenko to jak Calineczka z partnerem swojego wzrostu. O ile we współczesnych choreografiach wzrost nie ma znaczenia, to w Don Kichocie juz zaczyna miec...
Wieczór otwierała choreografia Schreinera do muzyki Czajkowskiego, a dokładnie do PDD z Dziadka do orzechów. Ciekawie pomyślana choreografia w bardzo dobrym wykonaniu S. Gulseker i I. Onal, ale szału nie było w odróżnieniu od genialnego [b:0ee96a873e]Sonetu XVIII chor. T. Plegge, wyk. Nadja Saidakova, V. Marinov[/b:0ee96a873e]. Choroegrafia tego sonetu była z gatunku takich, których wydobywają taki specyficzny geniusz ruchu współczesnego, do jakiego tańczenia stworzeni są tacy tancerze jak R. Pronk czy chocby nasz Nazar Botsiy (dynamiczne i z charyzmą). Wykonanie sonetu zaś było przecudowne. Przepiekny fragment, brak słów.
Wspomniane PDD z Don Quixote jakieś średnie. Dinu Tamazlacaru, którego uwielbiam, jakos tu nie błyszczał. Sama nie wiem co było nie tak, ale on po prostu jest stworzony do Gopaka czy Les Bourgeois. W tym klasycznym PDD czegoś zabrakło, chocby postawy i wyrazu. Partnerka natomiast I. Salenko dużo bardziej mi się podobała z tym, ze widzowie z Wrocławia maja I tancerkę, która bez problemu machnie 40 fouette, więc tutaj te 40 nie zwala z nóg, zwłaszcza że wzrost jest jaki jest... Co prawda te fouette I tancerki wroclawskiej są bardzo akademickie, bez polotu w szczegółach, a w wykonaniu Salenko artystycznie bardziej o niebo wyrafinowane (no i co któryś potrójny), ale jednak to nie jest najlepsze PDD z Don Kichota, jakie na świecie jest tańczone, bo tancerze z Marinki biją tym tańcem na głowe wszystkich.
Genialne, jak dla mnie, było natomiast wykonanie L`HARLEQUINADE!!! Subiektywnie przyznam, ze tak świetnego wykonania tego fragmentu nie widziałam w moim życiu nigdy. Ideał!!! Wykonanie bajeczne I. Salenko i R. Krenstettera. Wzrost tutaj nie przeszkadzał, a przeciwnie dodawał charakteru. Technika obłędna (obojga tancerzy), a do tego takie niesamowicie bajkowe niuanse.... Generalnie ten fragment to była bajka!!!
Podobnie bajkowe było, jak zawsze, wykonanie Les Bourgeois przez Dinu Tamazlacaru. Po ostatnim wykonaniu tego w Łodzi przejrzałam wszystkie możliwe nagrania na świecie i moim zdaniem nikt nie tanczy tego tak dobrze jak Dinu. To jest jego numer i jest w tym bezkonkurencyjny. Ani gwizdy z ABT ani M.Krajewski ani nikt nawet nie zbliżają sie do ideału, jaki serwuje Dinu (na marginesie dodam, ze ja się wlokłam tam do Wrocławia w 80%, żeby zobaczyc raz jeszcze to właśnie wykonanie ...).
Był tez wczoraj Wiesław Dudek z Shoko Nakamura w Adagietto i Caravaggio. Osobiście mnie te wykonania naszego rodaka nie powaliły. Trzeba mu oddac wspaniałą elegancję i niesamowicie dobre partnerowanie (stabilne jak u żadnego tancerza w Polskim Balecie Narodowym - o takim partnerze to większosc tancerek może sobie pomarzyc....). Natomiast brak w tym jego tańcu emocji, czegoś co chwyta za serce. Shoko juz bardziej mi się podobała, ale też jakaś taka za bardzo techniczna. Brakuje u Shoko czegos takiego co ma Nadja czy Iana, ktore poza techniką przekazują emocje, albo których taniec jest wyrafinowany i bogaty w niuanse.
A sam Malakhov z roku na rok coraz w słabszej formie (choc to jak wymachiwał partnerką w Le Park robi wrażenie...). Widac u niego wielką dojrzałosc, i to wzrasta, ale zanika możliwosc wyrazu pod wzgledem ruchu... Genialny tancerz ale coż ponad 40 lat.... Nie zaczarował mnie Malakhov jak ostanio w Arii 2 lata temu... A tak z reakcji ludiz z widowni - mam wrażenie, ze publicznośc zdecydowanie klasyczna i dużo zawodu było slychac, ze za bardzo cyt.'nowoczesny" ten taniec.
[quote:20a9a4b1fb="Sagittaire"]...mam wrażenie, ze publiczność zdecydowanie klasyczna i dużo zawodu było słychać, że za bardzo cyt. "nowoczesny" ten taniec.[/quote:20a9a4b1fb]
Zbyt "klasyczna"? Czyli - jak rozumiem - mało wyrobiona... Bo też któż zadbał o jej wyrobienie we Wrocławiu w ostatnich latach? W każdym razie dzięki Sagittaire za tę obszerna relację z gali i cieszę się, że mimo wszystko nie zdradzasz Malakhova. Też go wysoko cenię - bez względu na upływający czas.
Zbyt "klasyczna"? Czyli - jak rozumiem - mało wyrobiona... Bo też któż zadbał o jej wyrobienie we Wrocławiu w ostatnich latach? W każdym razie dzięki Sagittaire za tę obszerna relację z gali i cieszę się, że mimo wszystko nie zdradzasz Malakhova. Też go wysoko cenię - bez względu na upływający czas.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Nie, nie - ja Malakhova zawsze będę cenic. on ma cos nieuchwytnego, wydizela z tańca emocje, które mnie wzruszają do łez. Jest w tym jego tancu jakas niewiarygodna siła poruszania. To jest coś duzo więcej niż Vasiliev...
A na gale, jeżeli kiedyś jeszcze będzie w Polsce, zachęcam wszystrkich. Nawet jak cos się podoba mniej czy bardziej, to zawsze w tym wieczorze jest jakiś fragment dwa, który jest mistrzostwem na skale swiatową i to jest wystarczający powód, zeby zawsze sie skusic.
A na gale, jeżeli kiedyś jeszcze będzie w Polsce, zachęcam wszystrkich. Nawet jak cos się podoba mniej czy bardziej, to zawsze w tym wieczorze jest jakiś fragment dwa, który jest mistrzostwem na skale swiatową i to jest wystarczający powód, zeby zawsze sie skusic.
[quote:1517b834d4="Sagittaire"]To jest coś dużo więcej niż Vasiliev... [/quote:1517b834d4]
Nie wiem, o którym Vasilievie myślisz, ale obaj najsłynniejsi - i ten dawny, i obecny - mają jednak chyba zupełnie inne emploi niż Malakhov, więc trudno ich nawet porównywać. Ja jednak wolę osobowość i siłę przekonywania Malakhova od najbardziej nawet imponujących popisów technicznych i ekspresyjnych obu tamtych panów. Choć w takiej gali z pewnością Vasiliev - i jeden, i drugi - pobiłby wszystkich innych.
Nie wiem, o którym Vasilievie myślisz, ale obaj najsłynniejsi - i ten dawny, i obecny - mają jednak chyba zupełnie inne emploi niż Malakhov, więc trudno ich nawet porównywać. Ja jednak wolę osobowość i siłę przekonywania Malakhova od najbardziej nawet imponujących popisów technicznych i ekspresyjnych obu tamtych panów. Choć w takiej gali z pewnością Vasiliev - i jeden, i drugi - pobiłby wszystkich innych.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Tu się akurat zgadzamy. Malakhov niby kształcony w przy akademii przy Bolshoy, ale jest jakiś taki samoistny. Chociaż ja Vasilieva młodego również cenię i marzyłam np, zeby zobaczyc go w Bolshoy w Spartakusie. Niestety marzenie się już nie ziści, a szkoda, bo to był genialny spektakl moskiewski - cały zespół był idealny.
[quote:2868366b02="Sagittaire"]...marzyłam np, zeby zobaczyc go w Bolshoy w Spartakusie. Niestety marzenie się już nie ziści...[/quote:2868366b02]
A cóż to się stało z Twoim Ivanem, by nie ziściły sie Twoje marzenia? Przecież żyje chyba i nawet tańczy w NYCB... Więc nie trać wiary. Zresztą kawałek jego Spartakusa widziałaś w gali otwarcia Teatru Bolszoj. Więc jeśli nic się z nim nie stało złego (chyba, że czegoś nie wiem), to z pewnością będzie wracał do Moskwy. Czasy wyklinania Nurejewa, Makarowej, Barysznikowa, Panowa i jego siostry, Godunowa, Malakhova, Ratmanskiego i wielu innych za to jedynie, że wybrali wolność za granicą przeminęły bezpowrotnie. Dzisiaj Rosjanie uznają ich wszystkich za bohaterów narodowych i szczycą się swoimi współczesnymi "uciekinierami" baletowymi, zapraszając ich jako gościnne gwiazdy.
A cóż to się stało z Twoim Ivanem, by nie ziściły sie Twoje marzenia? Przecież żyje chyba i nawet tańczy w NYCB... Więc nie trać wiary. Zresztą kawałek jego Spartakusa widziałaś w gali otwarcia Teatru Bolszoj. Więc jeśli nic się z nim nie stało złego (chyba, że czegoś nie wiem), to z pewnością będzie wracał do Moskwy. Czasy wyklinania Nurejewa, Makarowej, Barysznikowa, Panowa i jego siostry, Godunowa, Malakhova, Ratmanskiego i wielu innych za to jedynie, że wybrali wolność za granicą przeminęły bezpowrotnie. Dzisiaj Rosjanie uznają ich wszystkich za bohaterów narodowych i szczycą się swoimi współczesnymi "uciekinierami" baletowymi, zapraszając ich jako gościnne gwiazdy.
Czytam sobie ten wątek i czytam i nie wesoło to wygląda.
A jak się nic nie zmieni to będę we wtorek w okolicach Wrocławia, a tam zdaje się że grają Dziadka wtedy.
Myśl mi wpadła coby może nadrzucić te 100km, odwiedzić piękne miasto Breslau do którego mam wielki sentyment i oglądnąć tego dziadka ??
Jest sens , czy raczej lepiej powdychać świeże powietrze wedle jesiennych lasów i pól dolnego śląska ?? :)
Torin
A jak się nic nie zmieni to będę we wtorek w okolicach Wrocławia, a tam zdaje się że grają Dziadka wtedy.
Myśl mi wpadła coby może nadrzucić te 100km, odwiedzić piękne miasto Breslau do którego mam wielki sentyment i oglądnąć tego dziadka ??
Jest sens , czy raczej lepiej powdychać świeże powietrze wedle jesiennych lasów i pól dolnego śląska ?? :)
Torin