[quote61="Father"]Jest bardzo skomplikowany ponieważ masz talent do poruszania wielu wątków na raz.[/quote61]
Ów talent bywa chyba częściej utrapieniem, ale i czasem się przydaje, m.in. w nauce - można jednocześnie ogarnąć różne teorie i aspekty, które na pozór wydają się sprzeczne (a w rzeczywistości wszystko ma swoje miejsce, zależy tylko, z którego miejsca na to spojrzeć...)

Gorzej, jak w rozmowie zawsze chcę też powiedzieć to wszystko naraz, i dość często rozmówca się przez to gubi, niestety. Może to też znaczy, że reaguje on za szybko, nie prześledziwszy słyszanej/ czytanej myśli do końca?
Z drugiej strony, jakoś nie umiem nie poruszać wielu wątków naraz, bo poruszając tylko jeden, mam wrażenie że zaraz usłyszę zarzut ignorowania innych, i że przecież 'tak nie jest', bo komuś innemu wydaje się inaczej, nie przyjmując do wiadomości, że gdyby nie wielość aspektów i punktów widzenia, oraz kryteriów opisu jakiejś rzeczy (jednej i tej samej), nie istniałby np. podział na dyscypliny w nauce, które w większości badają to samo (w skrócie: człowiek i przyroda), a jednocześnie w zupełnie inny sposób.
Sorry za off, tak jakoś mi się rozpisało, będąc zmęczona, i nie bardzo już kontrolując, co mi tam na klawiaturę wypływa
jaromir
[quote61]
Mniemam jednak, ze talent, to cos co ma w sobie Artysta i jest tym czym wyróznia adeptów sztuki baletowej przy podobnym warsztacie formalnym.[/quote61]
Ja nie umiem tak zwięźle pisać, ale podoba mi się to zdanie
Natomiast co do pozostałej części wypowiedzi - ja naprawdę uważam, że poza owym warsztatem formalnym;) jest coś jeszcze, że tym 'czymś' nie są tylko kwestie dająca się łatwo opisać i wymienić, jak linia, płynność, muzykalność. To wszystko oczywiście zostaje, ale kwestia, o której myślę też się rozchodzi Fatherowi, to kwestia skąd to właściwie wypływa, i właściwie co? Co jest ową iskrą, charyzmą, która sprawia, że ktoś potrafi nas zaczarować? Tyle, że to odrębna rzecz, od samej techniki, umiejętności, i warunków. Co więcej - mają ją nie tylko tancerze przecież. Czasem ludzie nie związani w żaden sposób ze sztuką mają w osobowości ogromną siłę oddziaływania na innych. A i tancerze czy aktorzy bywa, że jej nie mają.
Czasem w przypadku tańca porusza nas idealne ciało, z idealną techniką, i to nam wystarczy, a czasem porusza nas właśnie to 'coś'. Nie ma jedej wersji, ani jednego 'przycisku', który uruchamia w nas jakieś wzruszenia. I o to chyba też chodzi.
Tak jak tzw. alternatywna definicja sztuki. Może nas poruszyć coś piękne, ale puste, albo 'brzydkie', ale pełne prawdy (dyskusję, czy prawda może być de facto 'brzydka' zostawmy na bok

or ask Socrates), oraz różne inne możliwe kombinacje powyższych
Czy Torin określi owo 'coś' boskością, czy Father mu zawturuje, czy jaromir uzna, że boskości nie ma - to już doprawdy dyskusja zbyt filozoficzna się robi;)
Dla mnie osobiście lepiej jest przyjąć, że istnieją różne poziomy, czyli ze strony funkcjonalnej możemy powiedzieć, że tancerce płacimy za to, że ma wyglądać ładnie i tańczyć ładne, jak muzykowi płacimy, żeby ładnie grał (ładnie to też pojęcie względne, oczywiście), w sensie - o, właśnie znalazłam dobre słowo, którego mi brakowało, a o które w dużej mierze mi chodziło

- chodzi o to, że tancerz czy inny ma robić swoją pracę po prostu profesjonalnie. A jeśli do tego ma talent, charyzmę, itp., to już w ogóle cudownie. Ale pamiętajmy też, że nawet najgenialniejszy artysta niekoniecznie każdego spektaklu czaruje i czyni cuda (z nami)
Inna rzecz, również czysto techniczna - sama dyskusja zaczęła się od tym, co odróżnia piruet zakręcony przez baletnicę, a przez gimnastyczkę. Niby to samo, a jednak ile różnic, i to właśnie nie tylko w wykonaniu jako takim, ale i całym podejściu do wykonania danego elementu (w teoretycznym kontekście całej dyscipliny rzecz jasna, bo sama zaintersesowana wykonawczyni to tylko myśli o odwróceniu głowy

).
PS. Mam nadzieję, że to co napisałam, brzmi składnie. Naprawdę jestem już trochę zmęczona przez ostatnie kilka dni.[/size61]