Co do „incydentów erotycznych” składających się na choreografię Fauna, nie uszły one mojej uwadze, interesowało mnie raczej, czy Niżyński, jakby to ująć, nie posunął się dalej w śmiałości.... W jakimś opracowaniu, dotyczącym chyba Debussy’ego, przeczytałam swego czasu, że prapremiera „Popoludnia”zakończyła się klapą, z powodów właśnie takich o których wspomniał Milton , a na domiar złego "zakończyła się publicznym orgazmem”. W świetle uściśleń Miltona teraz wiem jak zrozumieć to zdanie, i uważam, że owszem, tu pewne granice zostały przekroczone (co może nawet nie wymaga komentarza) i nie chciałabym być świadkiem tego przedstawienia,.... no może ostatecznie w ramach ceny zobaczenia Niżyńskiego w ogóle ... ;] Generalnie, cieszę się bardzo, jako że sama nie postarałam się o zdobycie odpowiedzi, że przy okazji tematu uzyskałam informację o nurtującym mnie raczej długo zagadnieniu wierności choreografii wystawianego obecnie „Fauna” z pierwowzorem , no ale dość, bo o "Popołudniu” już było wyczerpująco powiedziane... [/size14]
Co do Mai, Maji, Mai, cóż, żałuję, że nie miałam okazji oglądać jej późnych a zarazem stosunkowo niedawnych występów... ona sama w swojej książce wspomina, jak oglądając kasetę z występu z lat dziewięćdziesiątych, albo późnych osiemdziesiątych powiedziała do męża coś w rodzaju, że tak naprawdę dopiero teraz nauczyła się tańczyć i że szkoda, że dopiero teraz, czyli była raczej zadowolona ze swojej tanecznej formy i rezultatów występu... Nie wiem czy to rozbieżność opinii publiki i jej własniej, czy kwestia tego CO wtedy tańczyła, bo może akurat nie obejrzała własnego występu na pointach ale generalnie myślę, że jeżeli chodzi o tę granicę wieku, to wydaje mi się, że jest to bardziej nasze przyzwyczajenie do tego co akceptowalne, obok naturalnych możliwości ciała oczywiście, niż tak naprawdę problem zachowania pewnej granicy dobrego smaku.
Z mojej strony- w przypadku każdej gwiazdy cieszyłabym się, że przedłuża ona swoje i tak drastycznie krótkie artystyczne życie, nawet kosztem tego, że byłabym świadkiem naturalnego spadku jej formy i ograniczeniem możliwości. Albo tego, że nie oglądałabym ciała dwudziestolatka czy trzydziestolatki. I właśnie o to chodzi, że jesteśmy przyzwyczajeni do widoku na scenie jedynie osób młodych, u szczytu możliwości, o nienagannym ciele, bo tak już było i jest, zresztą tancerze sami nierzadko dosłownie „uciekają” ze sceny przed starością, choćby Alessandra Ferri, która uzasadniła swoje odejście tym, że obiecała sobie, że odejdzie w momencie pełnej chwały.... Nie mówię, że to jest złe albo dobre, ale jeżeli artysta decyduje się wbrew przyjętym „normom” na to, że pokazuje się publiczności , kiedy potrafi mniej,jego ciało nie jest już nienaganne, kiedy może nawet staje się wręcz brzydkie, przynajmniej z punktu widzenia estetyki obowiązującej na scenie, ja osobiście uważam, że nie łamie on granicy dobrego smaku, wyczucia, konwenansów obowiązujących w balecie. ...co najwyżej łamie pewne bariery...
Torin, wiesz, ja nie wiem gdzie się poskarżyć, ale uważam, że to skandal, że administrator forum odmówił mi udostępnienia materiałów, które pozwoliłyby mi przygotować się merytorycznie do zabrania głosu w ważkiej dyskusji :PP[/size14]
Cóż....moja opinia jest dość jednoznaczna jeśli chodzi o klasykę sensu stricte a tańcem en point. To jest technika ekstramalna, i ludzkie ciało w wieku szcześdziesięciu paru lat najzwyczajnie nie jest w stanie normalnie tańczyć. Ewentulnie zgodzę się no rolę chorakterystyczne czy komiczne.Bo przez ponad 50 lat działo jest zdewastowane do granic możliwości, a szczególnie taniec na pointach jest czymś absurdalnie trudnym
A co do Maji....... po pierwsze działa magia nazwiska która bardzo wpływała na odbiór. Bo mi to przypomina cyrk. Na dodatek żenujący. Po drugie znając charakter Maji..... powiedzmy sobie szczerze- ta cudowna artystka była zadufaną w sobie wredną (...) Sorry za język ale sl;ysząc o niektórych perfidny jej akcjach.....przykre, a szkoda.....
Więc nie dziwi mnie jej samouwielbienie własnego tańca. Ona do tego kompletnie nie miała dystansu.
I jeszcze jedno.....niech nawet w wieku 80 lat tańczy t. charakterystyczne czy coś w tym rodzaju. Ale na klasykę sensu stricte było dużo za późno jak "tańczyła" ją
A Ferri odchodzą w chwale miała sporo ponad 40 lat. A to znacznie więcej niż wiek emerytury dla tancerki.
A Ferri odchodzą w chwale miała sporo ponad 40 lat. A to znacznie więcej niż wiek emerytury dla tancerki.[/quote01]
dokładnie 44 bo urodziła się 1963 nie wiem czy to aż tak sporo ponad 40 a i tzw. wiek emerytalny nie jest precyzyjnie zafiksowany i zależy od ustaleń danej instytucji najczęściej jest to wiek koło 40 ale czasem zdarzają sie odejscia przed, czasem po. Zależy to równiez od samego tancerza/tancerki.
jeszcze a propos "Popołunia..." Nizyńskiego - rewelacje typu czy on naprawdę "to zrobił" traktowałabym jednak jako część legendy, w której fakty mieszają się z mitami.
To jak przy Niżyńskim jesteśmy to nie można nie wspomnieć o Świecie wiosny. Dzioł muzycznie genialne i przełomowe. Choreograficznie równie, ponadto znacznie wyprzedzające epokę. Ja pierwszy raz spotakłem się z nim kilka lat temu jak jeszcze nawet o tańcu nie myślałem, na filmie o życiu Niżyńskiego. Wywarło na mnie piorunujące wrażenie. Potem widziałem kilka choreografi tego dzieła (Bejart, Bauch, Preljocaj)i powiem, że w/g mnie wszystkie bledną przy pierwowzorze (wiem że za tego Bejarta narażam się Joannie Bednarczyk) i myśle że dla sporej cześci widownie (głównie tej starszej) delej robi podobne wrażenie co w 1913 roku.
Ja w każdym bądź razie uwielbiem choreografie i uważam że są one przepiękne choć z pewnością dośc trudne (i w wymiarze odbiory, jak i wykonawcy).
[quote63="milton"]Po drugie znając charakter Maji..... powiedzmy sobie szczerze- ta cudowna artystka była zadufaną w somie wredną (....) [/quote63]
Proponuje troszke przyhamowac w ocenie czyjegos charakteru. Znajac Maje? Znasz ja osobiscie? Watpie...Wiec nie obrazaj prosze wielkich artystow.
No i poprosze o cos na poparcie Twojej tezy, jakie to wybryki??? Duzo o niej czytalam, biografie i inne rzeczy i jakos nie zauwazylam zeby byla wredna.
Jedynie burze wywolalo we mnie to, ze usunela ciaze, no ale to juz sprawa jej moralnosci.
popieram - uzywajmy języka parlamentarnego - wykropkowanie to za mało. Pozwalam sobie ocenzurować post Miltona a dyskutantów przywołuje do porzadku - ten wątek jest o niedopuszczalnych układach choreograficznych, przekraczaniu granic dobrego smaku w tańcu, a nie w zyciu osobistym, zatem dyskusję na temat Mai Plisieckiej prosze przenieśc do stosownego wątku
koniec offtopu
administrator Kasia G