Córka Źle Strzeżona
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote13="Sagittaire"]Tu jest więcej zdjec...[/quote13]
Wygląda na zdjęciach nieźle - oryginalnie, dowcipnie i zabawnie. Ale ileż to marnych przedstawień zawdzięczało swój rozgłos dobrym fotografikom! Poczekajmy więc na relację Kasi G. O ile oglądała.
Bardzo bym się uciszył, gdyby był to plus dla baletu wrocławskiego. Czeka na to od lat. A jeśli tak, to może doceni go też pani dyrektor Ewa Michnik i podłączy wreszcie do spektaklu orkiestrę?
Wygląda na zdjęciach nieźle - oryginalnie, dowcipnie i zabawnie. Ale ileż to marnych przedstawień zawdzięczało swój rozgłos dobrym fotografikom! Poczekajmy więc na relację Kasi G. O ile oglądała.
Bardzo bym się uciszył, gdyby był to plus dla baletu wrocławskiego. Czeka na to od lat. A jeśli tak, to może doceni go też pani dyrektor Ewa Michnik i podłączy wreszcie do spektaklu orkiestrę?
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ali - ten balet to żadna zasługa. Zrobili koprodukcję z ŁÓdzią przy okazji Romea, zawiazala sie przyjażń, która wyraza sie np w gościnnych występach wrocławskich tancerzy w Łodzi i w konsekwencji poproszono 'nadwornego' choroegrafa z Łodzi o zrobienie tam tez spektaklu.
A zdjecia? Fotograf jest dobry to fakt, ale nawet dobry fotograf nie zrobiłby np z Romea i Julii dobrego spektaklu. Madia robi spektakle na świecie, dla znanych zespołów i czesto spotyka sie z uznaniem. Ta Córka jest zblizona do kopciuszka, a zatem nic genialnego ale coś ładnego i wesołego. przypuszczam, że będzie miał spektakl pełna widownię przez długo - tak jak zawsze było w Łódzi.
A zdjecia? Fotograf jest dobry to fakt, ale nawet dobry fotograf nie zrobiłby np z Romea i Julii dobrego spektaklu. Madia robi spektakle na świecie, dla znanych zespołów i czesto spotyka sie z uznaniem. Ta Córka jest zblizona do kopciuszka, a zatem nic genialnego ale coś ładnego i wesołego. przypuszczam, że będzie miał spektakl pełna widownię przez długo - tak jak zawsze było w Łódzi.
Ali, nigdzie nie pisałam że wybieram się do Wrocławia na Córke - ciutke daleko jak na te mrozy, w dodatku mnie za to nie płacą niestety. Wybieram się na Jezioro do Poznania, na relację z Wrocławia trzeba poczekać na jakiegoś użytkownika z Wrocka
PS. Po obejrzeniu zdjęc domniemywać mogę, ze chorografia mooocno jest inspirowana "klasyczną" choreografią sir Fredericka Ashtona - są wszystkie charakterystyczne dla niej sytuacje - pas de trois, gdzie Lisa wymyka się Alainowi a on całuje Colina itd, itp, nawet w jakiejś częsci pas de ruban czyli taniec ze wstążką. No ale nie widziałam, nie wiem. Trochę mnie to denerwuje (mam nadzieję, ze niesłusznie) : wziąć humor z Ashtona, zdjąć pointy i dać "nowocześniejsze" kostiumy.. i już mamy własne dzieło. Chwyt z łanami zbóż bardzo podobny był dla odmiany w realizacji Spoerliego
Plastycznie - ładne
PS. Po obejrzeniu zdjęc domniemywać mogę, ze chorografia mooocno jest inspirowana "klasyczną" choreografią sir Fredericka Ashtona - są wszystkie charakterystyczne dla niej sytuacje - pas de trois, gdzie Lisa wymyka się Alainowi a on całuje Colina itd, itp, nawet w jakiejś częsci pas de ruban czyli taniec ze wstążką. No ale nie widziałam, nie wiem. Trochę mnie to denerwuje (mam nadzieję, ze niesłusznie) : wziąć humor z Ashtona, zdjąć pointy i dać "nowocześniejsze" kostiumy.. i już mamy własne dzieło. Chwyt z łanami zbóż bardzo podobny był dla odmiany w realizacji Spoerliego
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Dobry krytyk, nawet jak go nie ma, to łypnie okiem na zdjecia i juz coś zauważy
. Ja nie byłam, a Córka źle strzeżona nie jest baletem, który często oglądam, ale widząc po milion razy na żywo 5 spektakli Madii (Bolero, Śpiącą, Kopciuszka, Dziadka i Jezioro) + Romeo na DVD sądzę,że Kasia uchwyciła istotę. Madia bardzo dużo czerpie z innych, dodając do tego swoje specyficzne poczucie humoru, uwspółcześniając (to jest choreograf, który umie pw wychwytywać i uwypuklać tancerzy uzdolnionych do tańca współczesnego) i dodając ładne kostiumy i scenografię. Sama wiele razy przyłapałam się na tym, że jak byłam przekonana, ze jakiś element jego spektaklu mi się podobał i myślałąm, ze stanowi wynik autorskiej myśli Madii, to potem coś podobnego spotykałąm np w słabo dostępnych fragmentach w jakiś starych filmach o innych choreografach itd (np ostatnio w filmie dokumentalnym o Balanchine). Tam jest bardzo mało myśli własnej. Natomiast on ma asystenkę Adriannę Martinelli i jak ją zatrudni do zrobienia części spektaklu, to ta część mi się ogromnie podoba (swoją drogą ta dziewczyna jest wybitnym, młodym choreografem).
Natomiast Madia ma jeden wspaniały plus - idealnie dobiera tancerzy do ról. Wszystkie jego wybory w pełni podzielam i stanowią one lek na moje rany, jakie zadają mi inni decydencii w TW w Łodzi. On ma genialne wyczucie mozliwości tancerzy, umie współpracować z ludźmi niepokornymi ale wybitnymi, którzy przez całą resztę są tłumieni za brak pokory i oporność. Zresztą on wybitnie umie zjednywać sobie ludzi i wzbudza szacunek u tancerzy mimo, ze ma do nich często stosunek bardziej na zasadzie kolega z kolegą - a zatem bez zbędnej wyniosłości. Czasem jest porywczy jak to Włoch ale ja zawsze ogromnie go szanowałam za to w jaki sposób umie współpracować z zespołem, zjednywać go i dobierać tancerzy. Na domiar dobrego to jest choreograf, któremu nie jest wszystko jedno i umie np bronić jakiegoś tępionego przez dyrekcję dobrego tancerza, nawet z pomocą prawników. Za to mu ogromna cześć się należy.
Same jednak choreografie nie są objawianiem - 8 mym cudem świata i dlatego, mimo że za wiele rzeczy go cienię, to ucieszyłąm się, jak Marek Zajączkowski na spotkaniu Łodzian z dyrekcją powiedział, ze będzie szedł w stronę inną z zespołem w najbliższym czasie.
Natomiast Madia ma jeden wspaniały plus - idealnie dobiera tancerzy do ról. Wszystkie jego wybory w pełni podzielam i stanowią one lek na moje rany, jakie zadają mi inni decydencii w TW w Łodzi. On ma genialne wyczucie mozliwości tancerzy, umie współpracować z ludźmi niepokornymi ale wybitnymi, którzy przez całą resztę są tłumieni za brak pokory i oporność. Zresztą on wybitnie umie zjednywać sobie ludzi i wzbudza szacunek u tancerzy mimo, ze ma do nich często stosunek bardziej na zasadzie kolega z kolegą - a zatem bez zbędnej wyniosłości. Czasem jest porywczy jak to Włoch ale ja zawsze ogromnie go szanowałam za to w jaki sposób umie współpracować z zespołem, zjednywać go i dobierać tancerzy. Na domiar dobrego to jest choreograf, któremu nie jest wszystko jedno i umie np bronić jakiegoś tępionego przez dyrekcję dobrego tancerza, nawet z pomocą prawników. Za to mu ogromna cześć się należy.
Same jednak choreografie nie są objawianiem - 8 mym cudem świata i dlatego, mimo że za wiele rzeczy go cienię, to ucieszyłąm się, jak Marek Zajączkowski na spotkaniu Łodzian z dyrekcją powiedział, ze będzie szedł w stronę inną z zespołem w najbliższym czasie.
[quotebd="Sagittaire"]Ali - ten balet to żadna zasługa. [/quotebd]
A może jednak - choćby to, że zaprosili jednak Madię (którego chyba cenisz) i przekonali go, aby coś zrobił dla tego zespołu. Myślę, że to jednak było lepsze niż "Dziadek" w choreografii (pożal się Boże) ich kierowniczki - co niestety widziałem ze dwa lata temu i do dziś nie mogę się otrząsnoć z niesmaku.
A może jednak - choćby to, że zaprosili jednak Madię (którego chyba cenisz) i przekonali go, aby coś zrobił dla tego zespołu. Myślę, że to jednak było lepsze niż "Dziadek" w choreografii (pożal się Boże) ich kierowniczki - co niestety widziałem ze dwa lata temu i do dziś nie mogę się otrząsnoć z niesmaku.
[quote55="Kasia G"]domniemywać mogę, ze chorografia mooocno jest inspirowana "klasyczną" choreografią sir Fredericka Ashtona - są wszystkie charakterystyczne dla niej sytuacje - pas de trois, gdzie Lisa wymyka się Alainowi a on całuje Colina itd, itp, (...) Trochę mnie to denerwuje (mam nadzieję, ze niesłusznie): wziąć humor z Ashtona, zdjąć pointy i dać "nowocześniejsze" kostiumy.. i już mamy własne dzieło.[/quote55]
Może to zbyt pochopne przypuszczenia. Fakt, wersja Ashtona to dzieło wybitne, ale nie on jednak wymyślił "Córkę źle strzeżoną" w 1960 roku. Owszem przywrócił ją do życia w XX wieku, ale scena po scenie, taniec po tańcu i gag po gagu - według wcześniejszej tradycji sięgającej korzeniami twórcy tego baletu, czyli według praźródła Daubervala z 1789 roku i jego następców, a zwłaszcza Mariusa Petipy. Korzystał też bowiem z wielkiej tradycji rosyjskiej, gdzie zachowano i doskonalono wykonanie tego baletu przez cały wiek XIX, a pomagała mu w tym sędziwa już wtedy Tamara Karsawina. I tak powstało to arcydzieło Ashtona, dobrze nam znane także ze sceny warszawskiej.
Zatem źródło wszystkich tych pomysłów, przepisywanych przez Ciebie Ashtonowi, a także komizmu tego baletu, tkwi tak naprawdę znacznie głębiej i dawniej. Zdjęcie point też mnie specjalnie nie szokuje, bo tancerze Daubervala, kiedy rodził się ten balet, nie mieli o nich zielonego pojęcia. Miał zatem prawo Madia do takiego ujęcia i może tez był to pomysł na pokrycie braków warsztatowych wrocławskiego zespołu. Ale to tylko tak na marginesie Twoich niepokojów. Poczekajmy na wiarygodna relację - byle nie wrocławskich recenzentów, którzy wykazują na ogół zbyt daleko idąca łaskawość dla wyczynów swojego zespołu baletowego. Oby tym razem było na to pokrycie!
Może to zbyt pochopne przypuszczenia. Fakt, wersja Ashtona to dzieło wybitne, ale nie on jednak wymyślił "Córkę źle strzeżoną" w 1960 roku. Owszem przywrócił ją do życia w XX wieku, ale scena po scenie, taniec po tańcu i gag po gagu - według wcześniejszej tradycji sięgającej korzeniami twórcy tego baletu, czyli według praźródła Daubervala z 1789 roku i jego następców, a zwłaszcza Mariusa Petipy. Korzystał też bowiem z wielkiej tradycji rosyjskiej, gdzie zachowano i doskonalono wykonanie tego baletu przez cały wiek XIX, a pomagała mu w tym sędziwa już wtedy Tamara Karsawina. I tak powstało to arcydzieło Ashtona, dobrze nam znane także ze sceny warszawskiej.
Zatem źródło wszystkich tych pomysłów, przepisywanych przez Ciebie Ashtonowi, a także komizmu tego baletu, tkwi tak naprawdę znacznie głębiej i dawniej. Zdjęcie point też mnie specjalnie nie szokuje, bo tancerze Daubervala, kiedy rodził się ten balet, nie mieli o nich zielonego pojęcia. Miał zatem prawo Madia do takiego ujęcia i może tez był to pomysł na pokrycie braków warsztatowych wrocławskiego zespołu. Ale to tylko tak na marginesie Twoich niepokojów. Poczekajmy na wiarygodna relację - byle nie wrocławskich recenzentów, którzy wykazują na ogół zbyt daleko idąca łaskawość dla wyczynów swojego zespołu baletowego. Oby tym razem było na to pokrycie!
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ali - zaraz dostanę pewnie po głowie, ale dopowiem do końca - według mnie zaproszenie Madii, to jest przejaw tego jak tragicznym kierownikiem jest szefowa wrocławska, która ma największy wpływ na wybór choreografów. Od czasów poprzedniej, pożal się Boże, kierowniczki łódzkiej, szefowa wrocławska jakoś ciążyć zaczęła do Łodzi. Zrobiony był wspólnie spektakl, zapraszani są tancerze z obu zespołów przemiennie itd. Jak się zacząłą obracać w świecie łódzkiego baletu, to najłatwiej było iść po najmniejszej linii oporu i ściągnąć Madię. To jest właśnie tryb pracy we Wrocławiu- zero własnych pomysłów, kompletny brak wizji, a działanie jedynie na zasadzie, że podpatrzyłam u koleżanki to ja też. Podobnie w swoim czasie zrobiono w Krakowie. Mnie to wkurza, bo świadczy o zaściankowości, braku inicjatywy, braku wizji, któa moim zdaniem jest najgorszym grzechem. Oprócz tego Madia nie pasuje do zespołu wrocławskiego, który przez ostatnie kilka lat był kompletowany pod klasykę, bo to jest choreograf, którego dzieła rozkwitają, jeżeli mają z jednego chociaż tancerza nie klasyka- a takich we Wrocławiu po prostu teraz jest brak.
Sądzę, ze ktoś kto ma własną wizję jak np. Przybyłowicz w życiu by nie działał na takich zasadach. Jak raz nabrał "ochoty" na inspirację jedną łódzką premierą, to nie poszedł w tę stronę, żeby ściągnąć Madię, tylko zauważył swoim sprawnym okiem, ze gwiazda, która w łódzkiej premierze tańczyła u Madii również ma coś ciekawego do powiedzenia i zatrudnił Giovanniego di Palmę jako choreografa do swojej premiery. To jest właśnie przykłąd jak dyrektor z polotem nie musi kopiować, a jedynie się inspiruje, robiąc coś nowego i własnego.
Zresztą w Polsce to narodowa specjalność- zero polotu i myślenie na zasadzie od kogo by ściągnąć, bo mi pomysłów brak. Jak się robi na uczelniach technicznych duże granty, to najbardziej należy skupiać się, zeby inni się nie dowiedzieli o pomyśle, bo zaraz ściągną. Osobiście tego nie znoszę i działa na mnie to jak płachta na byka.
A zatem mimo, że u Madii wiele rzeczy cenię, to uważam, że są takie dziesiątki choreografów zza granicy, którzy by zrobili premierę innowacyjną i bardziej pasującą do charakteru zespołu, że takie powielanie jest dla mnie po prostu czymś, co świadczy o tym, ze ta pani nie powinna sprawować swojej funkcji.
A co do tej premiery to zgoda. To była tragedia ten Dziadek, chociaż Jezioro też nie lepsze - pomyślane zresztą na zasadzie - zaprosić swoją koleżankę E. Wycichowską, niech zrobi gniot. Tam w repertuarze, poza jedną skamieliną, ciekawą swoją archaicznością, nie ma kompletnie nic, a samorząd który wykłada pieniądze na teatr w dalszym ciągu finansuje nowe pomysły.
Sądzę, ze ktoś kto ma własną wizję jak np. Przybyłowicz w życiu by nie działał na takich zasadach. Jak raz nabrał "ochoty" na inspirację jedną łódzką premierą, to nie poszedł w tę stronę, żeby ściągnąć Madię, tylko zauważył swoim sprawnym okiem, ze gwiazda, która w łódzkiej premierze tańczyła u Madii również ma coś ciekawego do powiedzenia i zatrudnił Giovanniego di Palmę jako choreografa do swojej premiery. To jest właśnie przykłąd jak dyrektor z polotem nie musi kopiować, a jedynie się inspiruje, robiąc coś nowego i własnego.
Zresztą w Polsce to narodowa specjalność- zero polotu i myślenie na zasadzie od kogo by ściągnąć, bo mi pomysłów brak. Jak się robi na uczelniach technicznych duże granty, to najbardziej należy skupiać się, zeby inni się nie dowiedzieli o pomyśle, bo zaraz ściągną. Osobiście tego nie znoszę i działa na mnie to jak płachta na byka.
A zatem mimo, że u Madii wiele rzeczy cenię, to uważam, że są takie dziesiątki choreografów zza granicy, którzy by zrobili premierę innowacyjną i bardziej pasującą do charakteru zespołu, że takie powielanie jest dla mnie po prostu czymś, co świadczy o tym, ze ta pani nie powinna sprawować swojej funkcji.
A co do tej premiery to zgoda. To była tragedia ten Dziadek, chociaż Jezioro też nie lepsze - pomyślane zresztą na zasadzie - zaprosić swoją koleżankę E. Wycichowską, niech zrobi gniot. Tam w repertuarze, poza jedną skamieliną, ciekawą swoją archaicznością, nie ma kompletnie nic, a samorząd który wykłada pieniądze na teatr w dalszym ciągu finansuje nowe pomysły.
Ali, oczywiście, ze mam świadomość, ze Ashton "tylko" rewitalizował ten balet - nazywany najstarszym zachowanym baletem (w sensie fragmenty muzyki, fragmenty chorografii i libretto) w jakiej takiej całości. Chciałam tylko zwrócić uwagę, ze libretto i połączone z nim "numery" (sceny) nie sa przypisane w każdej wersji tak samo, ba, nawet nie tej samej muzyce, stąd mówię o INSPIRACJI Ashtonowską wersją, a nie zadną inną (Spoerli'ego, rosyjskiej czy innej). Te same sceny (zaloty Alaina, jego taniec zakończony niefortunnym lądowaniem na kolanach ojca, wdowy Simone itd), wyzania miłosne na wiązkach zboża, czy taniec kurcząt można rozwiązać, jak przypuszczam, na sto sposobów. Stąd tylko moje twierdzenie o podobieństwach rzucających sie w oczy. Oczywiście, oceniam TYLKO na podstawie zdjęć i nie daje mi to prawa do wydawania jakiejś miarodajnej oceny, ani tym bardziej przygany. Napisałam tylko co od razu rzuciło mi sie w oczy. Zwłaszcza, ze dopiero co przeczytałam książkę Krzysztofa Felchnera o choreografii w świetle prawa autorskiego (http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/113162/choreografia-i-pantomima-w-swietle-prawa-autorskiego.html), gdzie opisywał tak kuriozalne spraw, jak wytaczanie procesu o zamieszczenie zdjęcia sceny podobnej lub takiej samej jak w innym balecie, jako naruszenie praw do choreografii, czy protest Balanchine Trust dotyczący publikacji ksiazki ze zdjęciami z baletów Balanchine'a, jako o naruszenie praw do choreografii
)) Ja tylko napisałam ze inspiracja zbyt widoczna, prosta i oczywista i ze szoda - skoro tworzy się "nowoczesną" wersję jakiegos baletu, to pewnie oczekiwałabym większej samodzielności, "inności" po prostu od tego co znamy.