[quote44="ag111111"]mnie akurat w balecie najbardziej fascynuje to co klasyczne [...] (podajrzewam, że możecie mieć inne podejście)[/quote44]
Ja też mam dość "klasyczny" gust
[quote44="ag111111"]czekałam na to, że Złośnica pod koniec "roztańczy się na całego" ale mimo, że się tego nie doczekałam... [/quote44]
Jak to? Przecież roztawiła wszystkich po kątach w pierwszym akcie, aż się kurzyło! Gdyby Złośnica miała być bardziej "na całego" musiałaby chyba pogonić widownię z miejsc
[quote44="Joanna Bednarczyk"]Może to nie jest jakaś "perła architektury", ale sama widownia pomyślana jest bardzo dobrze , dzieki temu można komforowo oglądać spektakle, a fotele moim zdaniem są najwygodniejsze w Europie[/quote44]
Oczywiście, przecież od dawna wiadomo, że liczy się wnętrze
[quote44="Joanna Bednarczyk"]Szkoda tylko że nie było okazji spotkać się na żywo[/quote44]
Na pewno taka okazja się jeszcze kiedyś zdarzy. W końcu nie ma aż tak wielu różnych baletowych scieżek by się nie spotkać gdzieś na szlaku...
Jeszcze odniosę się do nieco starszej wypowiedzi Scarpii, bo kusi strasznie by na nią odpowiedzieć...
[quote44="Scarpia"] No ale co ja mogę jak jakiś baletowy amor strzelił do mnie z łuku parę lat temu jak bezbronny, niewinny i nieświadomy urody tej sztuki siedziałem sobie w V rzędzie Teatru Wielkiego w Poznaniu niepewnie spoglądając na "Don Quixota" Minkusa... Myślałem, że eliksir przestanie działać, ale cóż... Terpsychora wstawiła przed oczy urocze tancerki i tancerzy i teraz wyjść spod uroku nie mogę [/quote44]
O popatrz, a ja od jekiegoś czasu szukałam odpowiedzi i pytałam los "co się ze mną dzieje", gdy jakoś tak nagle życie stało się po prostu dłużącym oczekiwaniem pomiędzy jednym a drugim spotkaniem z tańcem. Teraz, dzięki Scarpii wiem, że to sprawka Amora, który jak widać dokonuje swych okrutnych zbrodni nie tylko w Poznaniu. Od początku kobieca intuicja mi podpowiadała, bym zwróciła uwagę na tą niepozorną, drobną, skoczną istotkę przewijającą wsród bohaterów klasycznej opowieści o rycerzu z La Manchy. Tu wyjrzy zza kurtyny, tam dygnie nieśmiało by zaraz bah! walnąć zatrutą strzałą w nieświadomego widza. Bo widownia nie wie, że te "Intrygi amora" nie dzieją się jedynie na scenie. To sprytnie zaplanowana zasadzka, z której potem nie ma ucieczki. Bowiem magiczny eliksir z każdym kolejnym przedstawieniem działa coraz mocniej, by doprowadzić zahipnotyzowaną ofiarę do stanu, w którym będzie gotowa oddać życie za tą niedocenianą sztukę jaką jest balet, bo bez niej wszystko stanie się niewiele warte... Pomimo zaskakującego rozwoju medycyny w ostatnich czasach, lekarstwa na tą truciznę nie widać. Być może dlatego, że tak naprawdę nikt nie chce go wymyślić...
Aby nie było tak całkowicie off..owo, dodam, że słyszałam opinię, że Francuzi na Spotkaniach wg pewnej miłej Pani byli dość... nudni..."ot taki sobie balet w trzech odsłonach"