19 Łódzkie Spotkania Baletowe

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Czajori
Posty: 1638
Rejestracja: pt sie 12, 2005 2:13 pm

Post autor: Czajori »

Chciałam uniknąć wypowiadania się na temat "Edith", bo jestem w tej kwestii ekstremalnie nieobiektywna (tak to nazwijmy), ale spróbuję.
Też byłam zdziwiona decyzją, aby połączyć Piaf z In-grid, która kojarzy mi się z fatalnymi pioseneczkami typu "Tu es foutu", a jedyną piosenką Piaf, którą znałam w jej wykonaniu, była koszmarna przeróbka "Milorda". Na szczęście - przynajmniej moim zdaniem - w piosenkach wykorzystanych w spektaklu In-grid nie brzmi jak In-grid, nie słychać dance'owego łupania, za to jest podkład muzyczny, a nie dominujący wokal, jak w oryginalnych wykonaniach. Z tego powodu zresztą dodano uwspółcześnione wersje, było mowa o tym w dużym artykule w "Dzienniku Bałtyckim", chyba nawet jest on na e- teatrze (nie chce mi się szukać linka :P).
I jeszcze jedno - teksty Edith Piaf zawierają duży ładunek ironii i sceptycznego spojrzenia na życie. Dosłowne traktowanie scen w "Edith", gdzie chłopcy chodzą na czworakach czy rzucają w główną bohaterkę kwiatami, świadczy o niewiedzy o tym drobym fakcie. [/url]
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

[quotea8="Czajori"] Z tego powodu zresztą dodano uwspółcześnione wersje, było mowa o tym w dużym artykule w "Dzienniku Bałtyckim", chyba nawet jest on na e- teatrze (nie chce mi się szukać linka :P).
[/quotea8]
[quotea8="M."]Mi bliższa jest [url=http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/29888.html]ta[/url] nieco starsza wypowiedź.[/quotea8]
Ach te ukryte linki, nie musisz wcale jej szukać. :twisted: :)
.:Odylia:.
Posty: 688
Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm

Post autor: .:Odylia:. »

Co do "Poskromienia.."-główna bohaterka,aktorsko rewelacja,ale to rola tylko dla wyrazistej,charakterystycznej tancerki z temperamentem,wiec plus dla niej i dla tego kto ją w tej roli obsadził..Więcej było jednak rzeczy które mi sie nie podobały,zwłaszcza,co jest domeną słabszych zespołów, układy solistów zawsze zawierały te same elementy,w których dana osoba sie "specjalizowała"-np.obie siostry mialy rewelacyjną rozwartość,wiec co chwile podnosily nogi we wszystkie mozliwe strony,co po jakims czasie naprawde robilo sie nudne,te powtarzalnosc bylo widac we wszystkich charakterystycznych postaciach,co odbieralo im wiele uroku..co do dekoracji-robily wrazenie swoim rozmachem i naprawde dawaly sie porwac w krainy i czasy,w których toczyla sie akcja,ale byl to raczej kicz i mysle ,ze rowniez sposob nadrobienia niedoskonalosci technicznych zespolu..podsumowując-zespół na tle europejskich tendencji,trendów i ogólnie poziomu słaby,jednak jak na naszą zacofaną baletowo Polskę(oprócz paru wyjątków potwierdzających regułę) wystarczająco dobry by podnieść publiczność z krzeseł i skłonić do długich owacji :wink:
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Niedoskonałości techniczne? Odylio czy możesz podać jakieś przykłady? Bo mi wszystko "grało" w tym jak tańczyli.

Prawda, często podnosiły nogę, jadnak robiły to tak ładnie, lekko i płynnie, że mogłabym na to patrzeć jeszcze wiele razy i wcale się nie znudzić.

Co do kiczowatych dekoracji. Mam chyba inne poczucie kiczu i te dekoracje wcale do niego nie pasują. Zdecydowanie to nie kicz! Jak dla mnie były to bardzo typowe, klasyczne, porządnie wykonane dekoracje.

Wiesz co, ja być może nie znam za bardzo tych europejskich tendencji i być może jako świeży odkrywca baletu jeszcze niewiele widziałam. To prawda, że słysząc ciągle o francuzach, anglikach czy rosjanach można pomyśleć sobie, że balet z Węgier nie może być najlepszy. Ale ja pomimo wszystko, akurat tego przedstawienia będę bronić. Moje wyczucie podpowiada mi, że to był naprawdę dobry taniec.
.:Odylia:.
Posty: 688
Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm

Post autor: .:Odylia:. »

no to przykro mi ale moja cierpliwośc skończyla sie po 3ciej kombinacji arabesque+grand pas de chat+podbiegnięcie do partnera i penche...jest jeszcze pare pas w balecie :wink: (chociaz na laikach nawet i ta kombinacja powtorzona pare razy moze robic wrazenie)a niedoskonałości..hmm..bardziej chodzilo mi o to,ze nie byli zniewalający,nikt nie robil nic nadzwyczajnego,choreografia byla ukladana "pod tancerzy"..ja nie mowie ze bylo to zle wykonanie-swoja opinie wyrazilam w ostatnim zdaniu..ogolnie ciekawe doswiadczenie chocby z racji mojego zamilowania do szekspira i radosci z tego ze ktos zabral sie za inne dzielo niz romeo i julia czy sen nocy letniej..
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

Co do choreografii "Poskromienia" to podobnie jak Odylia wdziałam ten pewien ograniczony zestaw figur- rozwiązań formalnych. Pamiętam wersje Cranko która Na Spotkaniach 1991 robiła w wielkie wrażenie i była jeszcze zabawniejsza, choć scena z oczekiwaniem na pana młodego wyszła bardzo zabawnie. Choreografia węgierska powstała 1994 więc myśle że była ułozona dla innych tancerek. Faktycznie podkreślała atuty obecnych wykonawczyń, ale uważam że ich możliwości były szersze i przy sprzyjających okolicznościach choreograficznych można by je było w pełni podziwiać. Wręcz czekałam na moment aby odtwórczyni głównej roli mogła się roztańczyć - jako złośnica była niesamowita, co za temperament, ale jednocześnie nie jakaś przerysowana i karykaturalna. Dekoracje faktycznie solidne i z ducha werystycznych, jednak też nie uważam żeby były bardzo kiczowate. A cały zespół nie odebrałam jako słaby, oczywiście są w Europie lepsze ale nie ma sensu Narodowego Baletu Węgier porównywać z np. Operą Paryską .

Chociaż też Węgier bym nie ignorowała. W bardzo ciekawej i liczącej się książce wydanej po angielsku pt. "Tańcząca Europa - taniec teatralny i tożsamość narodowa" znajduje się 9 esejów poświecony rozwojowi tańca w Europie tzw nasz rejon wschodni reprezentują właśnie Węgry

M. - ciesze się że odebrałaś łódzki teatr tak przychylnie faktycznie panie w kasie są przyjemne, Może to nie jest jakaś "perła architektury", ale sama widownia pomyślana jest bardzo dobrze , dzieki temu można komforowo oglądać spektakle, a fotele moim zdaniem są najwygodniejsze w Europie :wink: Szkoda tylko że nie było okazji spotkać się na żywo :)

powracając jeszcze do baletu "Edith". Czytałam swego czasu, jeszcze przed obejrzeniem spektaklu w Łodzi wywiad ze Sławomirem Gidelem, byłam uświadomiona w kwestii jego motywacji w zakresie wyboru ścieżki muzycznej i całego jego zamysłu, co nie zmienia faktu iż jego pomysł mnie nie przekonał. Mój komentarz o mieszaniu jakości właśnie odwoływał się do jego wypowiedzi. Nie oczekiwałam również od baletu tego czy innego dokumentalnej rejestracji życia Piaf bowiem z założenia sztuka tańca to sztuka wizyjna oparta na metaforze. Wizje i metafory różnych artystów mogą być dla różnych odbiorców satysfakcjonujące bądz nie.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Na początku chciałabym Wam powiedzeć, że ogromnie się cieszę, iż znalazłam to Forum i mogę śledzić Wasze opinie. Wśród moich znajomych nie ma miłośników baletu więc sprawia mi dziką radość czytanie Waszych opinii, bo czy zgodne ze mną czy nie to przebija z nich zauroczenie baletem i za to Was WSZYSTKICH BEZ WYJATKU uwielbiam.
Co do ŁSB mam dwa przemyślenia:
1) odnośnie spektaklu francuskiego: w Apollon Musagete brakowało mi czegoś nieuchwytnego co nazwę gracją,. Było to ładne ale raczej eleganckie niż zwiewne i szlachetne. Powiem szczerze, że mimo, iż oglądając to byłam urzeczona to przeszkadzała mi jedna myśl - mianowicie cały czas zastanawiałam się jak wcieliłaby się się w muzę Joo-won Kim (to ona tańczyła w Jeziorze ????? - nie wiem czy mi się cos nie pomyliło) i inne Koreanki. Muza to jednak coś więcej niż elegancja i poprawność.
2) co do występu węgierskiego. Cenię sobie wszystkie Wasze opinie i dlatego cieszę się, że tyle napisaliście o tym spektaklu. Mi osobiście po Koreańczykach najbardziej podobali sie właśnie Węgrzy (trzecie miejsce dla Francji). Ma to pewnie związek z tym, że mnie akurat w balecie najbardziej fascynuje to co klasyczne. Nie porywa mnie w balecie nowatorstwo ale powrót do źródeł (podajrzewam, że możecie mieć inne podejście). Podobał mi się ten -dla niektórych może staroświecki- rozmach, na który złożyły się dekoracje, gwar, tłumy tancerzy. Całość niesamowicie roztańczona, barwna i do tego jeszcze śmieszna. Podobało mi się również aktorstwo solistów. Tak jak pisaliście Złośnica była bardzo przekonująca, a z tego który ją ujarzmił emanowała pewność siebie, odwaga, siła charakteru. Tanecznie - też mi się podobalo. Podobnie jak Wam czekałam na to, że Złośnica pod koniec "roztańczy się na całego" ale mimo, że się tego nie doczekałam to i tak całość zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Dobrze, ze Węgrzy pojawili się na spotkaniach, bo było to coś zupełnie innego. No i też cieszę się ogromnie, że to Szekspir, bo podobnie jak Któraś z Was też w lubię Szekspira (w liceum przeczytałam wszystkie jego komedie i trategie oprócz Hamleta - z przekory bo to lektura). Podobało mi się że te "węgierski Szekspir nie był tylko zatańczony ale też zagrany aktorsko).

A i jeszcze jedno, napiszcie proszę coś o łódzkich tancerzach. Założyłam nowy temat 1.06 ale nikt się na ten temat nie wypowiedział.

EDIT:[/colorba]
Joasiu B. bardzo dziękuję za Twoją fachową opinię o Francuzach. Dziękuję.
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

[quote44="ag111111"]mnie akurat w balecie najbardziej fascynuje to co klasyczne [...] (podajrzewam, że możecie mieć inne podejście)[/quote44]
Ja też mam dość "klasyczny" gust :)

[quote44="ag111111"]czekałam na to, że Złośnica pod koniec "roztańczy się na całego" ale mimo, że się tego nie doczekałam... [/quote44]
Jak to? Przecież roztawiła wszystkich po kątach w pierwszym akcie, aż się kurzyło! Gdyby Złośnica miała być bardziej "na całego" musiałaby chyba pogonić widownię z miejsc :wink:

[quote44="Joanna Bednarczyk"]Może to nie jest jakaś "perła architektury", ale sama widownia pomyślana jest bardzo dobrze , dzieki temu można komforowo oglądać spektakle, a fotele moim zdaniem są najwygodniejsze w Europie[/quote44]
Oczywiście, przecież od dawna wiadomo, że liczy się wnętrze :)

[quote44="Joanna Bednarczyk"]Szkoda tylko że nie było okazji spotkać się na żywo[/quote44]
Na pewno taka okazja się jeszcze kiedyś zdarzy. W końcu nie ma aż tak wielu różnych baletowych scieżek by się nie spotkać gdzieś na szlaku...

Jeszcze odniosę się do nieco starszej wypowiedzi Scarpii, bo kusi strasznie by na nią odpowiedzieć...
[quote44="Scarpia"] No ale co ja mogę jak jakiś baletowy amor strzelił do mnie z łuku parę lat temu jak bezbronny, niewinny i nieświadomy urody tej sztuki siedziałem sobie w V rzędzie Teatru Wielkiego w Poznaniu niepewnie spoglądając na "Don Quixota" Minkusa... Myślałem, że eliksir przestanie działać, ale cóż... Terpsychora wstawiła przed oczy urocze tancerki i tancerzy i teraz wyjść spod uroku nie mogę [/quote44]
O popatrz, a ja od jekiegoś czasu szukałam odpowiedzi i pytałam los "co się ze mną dzieje", gdy jakoś tak nagle życie stało się po prostu dłużącym oczekiwaniem pomiędzy jednym a drugim spotkaniem z tańcem. Teraz, dzięki Scarpii wiem, że to sprawka Amora, który jak widać dokonuje swych okrutnych zbrodni nie tylko w Poznaniu. Od początku kobieca intuicja mi podpowiadała, bym zwróciła uwagę na tą niepozorną, drobną, skoczną istotkę przewijającą wsród bohaterów klasycznej opowieści o rycerzu z La Manchy. Tu wyjrzy zza kurtyny, tam dygnie nieśmiało by zaraz bah! walnąć zatrutą strzałą w nieświadomego widza. Bo widownia nie wie, że te "Intrygi amora" nie dzieją się jedynie na scenie. To sprytnie zaplanowana zasadzka, z której potem nie ma ucieczki. Bowiem magiczny eliksir z każdym kolejnym przedstawieniem działa coraz mocniej, by doprowadzić zahipnotyzowaną ofiarę do stanu, w którym będzie gotowa oddać życie za tą niedocenianą sztukę jaką jest balet, bo bez niej wszystko stanie się niewiele warte... Pomimo zaskakującego rozwoju medycyny w ostatnich czasach, lekarstwa na tą truciznę nie widać. Być może dlatego, że tak naprawdę nikt nie chce go wymyślić...

Aby nie było tak całkowicie off..owo, dodam, że słyszałam opinię, że Francuzi na Spotkaniach wg pewnej miłej Pani byli dość... nudni..."ot taki sobie balet w trzech odsłonach"
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

Jak wiadamo wszystko jest kwestią gustu i temperamentu ja lubie różnorodność, więc doceniam i z przyjemnością oglądam "powściągliwego" i skoncentrowanego na formie i strukturze Balanchine'a, jak również choreografów dla których ważne są dodatkowo emocje i spektakularne widowisko. Małe formy, średnie, duże , z treścią, abstrakcyjne- wszystko uważam może być dobrze spożytkowne przez utalentowanego choreografa.

Co prawda nie jestem socjologiem, ale już od dawna stwierdzam że program tego typu co zaprezentowali Francuzi jest mało ceniony w Polsce czyli małe neoklasyczne formy - myśle że jest to kwestia braku pewnej tradycji tańca jak również obycia z tego rodzaju repertuarem. Co nie znaczy że kazdy musi upajac sie samą formalnością np wspaniała tancerka z aktorskim zacięciem - muza Cranko, Marcia Haydee powiedziała kiedyś: Balanchine to geniealny choreograf, ale nie nawidzę go tańczyć jest taki "nieczuły" i nie mam co grać.

Jeszcze tylko zaległa "Próba" i koniec 19 Łódzkich Spotkań baletowych
mam nadzieję za dwa lata nie będzie krócej, ani mniej różnorodnie. W zapowiedzi jeszcze jedna próba z zaproszeniem Bejart Ballet Lausanne - do trzech razy sztuka może tym razem uda się, w końcu bedzie to jubileusz
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Joanno - jak to jeszcze "Próba"?
Na stronie Teatru nie ma informacji na ten temat. To jednak Poznań jeszcze zatańczy w Łodzi? W ten weekend?
ODPOWIEDZ