Strona 3 z 10
: pt mar 09, 2007 6:48 pm
autor: Aga
[quote:cc1e9c81b8="Nati"]dobrym rozwiązaniem jest wziąść partnera ze swojego środowiska ale to chyba nie często sie zdarza, jak ktos tak trafi na swoją miłość to ma fajnie... ;)[/quote:cc1e9c81b8]
Ja spotkałam się z małżeństwem: tancerka - śpiewak. Pracują w tym samym teatrze i z tego co widzę to są szczęśliwi :)
: pt mar 09, 2007 7:56 pm
autor: .:Agga:.
Co moglabym poswiecic dla tanca? Mysle ze naprawde duzo ale zalezy jeszcze czy bylaby to technika ktora chce sie zajmowac czy cos posredniego.
Moglabym wjechac do innego miasta/kraju, napewno bylby duze obawy, tesknota za rodzina ale to moja decyza dotyczaca dalszego zycia i moglabym to poswiecic.
Przyjaciele - zawsze mozna poznac nowych, ale w zamian za ciezka prace tancerza molabym poswiecic tez to.
Milosc - tu troche gorzej, napewno zastanawialabym sie 10x dluzej niz dwoch pozostalych przypadkach, jednak uwazam ze jesli ktos jest w 100% pewien co chce robic i jesli z tym wiaze sie wjazd to druga osoba powinna to zrozumiec. Czy zwiazek to przetrwa? Jesli uczucie jest prawdziwe to nie powinno byc z tym problemow.
Po dluzszym namysle stwierdzam ze moglabym poswiecic wszystko.
: pt mar 09, 2007 9:12 pm
autor: Bajaderka
W sumie każda tancerka poświęca własne zdrowie, ba, każda tancerka i uczennica szkoły baletowej. Ale nie tylko o takie poświęcenie zdrowia mi chodziło, też o mocne wyniszczenie, często zakończone długim pobytem i leczeniem w szpitalu... Bylibyście zdolni do tego, by tańczyć z wieloma kontuzjami wiedząc że robiąc to Wasze życie nie będzie długie?
Ja ostatnio się mocno zastanowiłam....i gdybym mogła, to cofnęłabym czas o 3 lata i nie wyniszczyła się tak jak wyniszczona jestem... Chociaż teraz jest coraz lepiej. Walczę z tym:)
: pt mar 09, 2007 9:55 pm
autor: makova_panienka
zdrowie - za późno się nad tym zastanawiać, faktów się nie zmieni. to, co zrobił mi balet jest uciążliwe, ale nie jakoś znowu tragicznie w porównaniu z przypadłościami które mogą być wrodzone. jednak mając do wyboru - mieć problemy i nie mieć problemów - wiadomo co bym wybrała.
w zasadzie zdrowie jest najprostszą kwestią. jest teraz tyle sposobów by zapewnić sobie komfort fizyczny, że nie jest to specjalną rozterką przynajmniej dla mnie. gdyby się zastanawiać nad ZOSTAWIENIEM/PORZUCENIEM rodziny, przyjaciół, wreszcie przyszłości dla tańca - moja postawa jest definitywna. nigdy nie zrezygnuję z priorytetów dla zachcianki. to jest moim zdaniem bardzo egoistyczna postawa, tak odrzucać bliskich z powodu własnej pasji, własnego hobby. rozumiem moich znajomych którzy krzywią się gdy kolejny raz proponują mi spotkanie w weekend a ja muszę po raz tysięczny powtórzyć - mam próbę, nie da rady. w chwili kiedy całe kieszonkowe wydajesz zamiast na bilety do kina - na baletki, cały wolny czas poświęcasz zamiast żywym ludziom - swoim własnym stopom, przedkładasz godziny na sali nad godziny z rodziną, zawalasz szkołę ze względu na przemęczenie po zajęciach - jest coś nie tak.
priorytety! stawiając na balet, stawiamy na siebie. swój rozwój, swoją przyjemność, swoje ciało, swoje ambicje (często chore i nie mające pokrycia w rzeczywistości), swoje zadowolenie. taka postawa jest dla mnie absurdalna. lubię to, co robię, ale mam świadomość że nie będę tego robić wiecznie, kiedyś - a nawet całkiem niedługo to wszystko się skończy, a ja nadal będę tylko umieć tańczyć, bo temu poświęcę lwią część swojego życia. nie chcę tego, toteż ostatnio na zajęcia przeznaczam niezbędne minimum, które pozwala zachować formę. wiem, że muszę mieć wykształcenie, muszę mieć bliskich, muszę umieć sobie w życiu poradzić. taniec to tylko jeden z aspektów, z pomysłów na życie. nie powinien przysłaniać wszystkiego innego, bo to próżne.
moim zdaniem.
: pt mar 09, 2007 10:28 pm
autor: Joanna
[quote:83b68abb22="Czajori"]...zawsze można spróbować związać się z kimś, kto ma zbliżony tryb życia :wink:[/quote:83b68abb22]
To prawda, ale wlaśnie w tym jest trudnosc - jest duzo wiecej tancerek niz tancerzy, wiec nie kazda sie 'zalapie' (podobnie z aktorami) ;)
Ale cos w tym jest, moze dlatego ze ciezko jest poznac a przede wszystkim utrzymywac znajomosc z kims, kto prowadzi 'normalny' tryb zycia (w sensie, ze np. wychodzi rano do pracy i wieczor ma wolny).
Ktos pisal o bolu np. pozdzieranych palcow. Ale to jeszcze nie jest dla mnie poswiecanie zdrowia. Ono jest wtedy, kiedy naraza sie - bo tak jest predzej czy pozniej - na trwaly uszczerbek na zdrowiu, np. duzo wczesniejsze zmiany zwyrodnieniowe, czy deformacje kosci/ stawow. Same palce sie zagoja, i nie bedzie sladu, ale sa rzeczy, ktore sie nie goja, tylko po prostu szybciej zuzywaja (organizm ma ograniczone zdolnosci do regeneracji). To jest moim zdaniem poswiecenie zdrowia - kiedy ktos swiadomie decyduje sie narazic TRWALE swoje zdrowie dla tanca. Bo niektorych rzeczy, urazow, po prostu nie da sie juz nigdy wyleczyc, raz 'zuzytych' nie da sie naprawic, mozna tylko sprawic, ze beda sie zuzywaly w wolniejszym lub szybszym tempie (np. stawy, wiezadla).
: pt mar 09, 2007 11:02 pm
autor: M.
hmmm... a czy to nie jest przypadkiem tak, że jeżeli kochasz coś robić to największym marzeniem jest spędzać cały czas na realizowaniu tego?
Czyli to jest wielkie szczęście gdy ma się szansę poświęcić swoje życie - gdy już się odkryło "to coś" dla czego warto zrezygnować ze wszystkiego innego, "to coś" co nadaje życiu jedyny słuszny kierunek...
: pt mar 09, 2007 11:09 pm
autor: Joanna
Tak, M., chyba tylko dlatego tancerze decydują się tyle poświęcić ;) Bo jakby się tego nie kochało, to nikt nie dałby rady się tak męczyć... Męczyć bez miłości to się można siedząc w jakiejś pracy za biurkiem, ale nie w tańcu (czy innym zawodzie scenicznym), bo wtedy szybko się robi wrak z człowieka - to mocno obciążające fizycznie i psychicznie. Ale jak się to kocha, to się to robi, i się tak nie męczy 'w duchu', wtedy można iść dalej, mimo zmęczenia w mięśniach. :)
: sob mar 10, 2007 1:28 pm
autor: Czajori
A ja się zgadzam z Makovą - w kwestii odrzucenia rodziny czy znajomych na rzecz całkowitego poświęcenia się sztuce (bo to zjawisko dotyczy nie tylko tańca).
Zastanawiam się, na ile jest to naprawdę możliwe? Czy człowiek (tzn. zdrowy psychicznie, nie będący socjopatą czy innym "socjofobem" :wink:) naprawdę może ograniczyć kontakty z najbliższymi osobami i skupić się tylko na twórczości? To postawa bardzo skrajna, bardzo - jak już napisała Makova - egoistyczna i moim zdaniem całkowicie nierealistyczna. Totalne odcięcie się od społeczeństwa nie jest możliwe, nie wspominając o tym, że nikogo nie uszczęśliwiło, a wręcz przeciwnie.
Sukces artysty jest często klęską człowieka.
: sob mar 10, 2007 4:10 pm
autor: inscrutable.m
ale przecież taka tancerka czy tancerz nie odcinają sie całkowicie od społeczeństwa.. właściwie byłoby to wręcz niemożliwe, gdyż przecież współpracują na codzień z wieloma osobami! i również wteatrze mają wielu przyjaciół..
: sob mar 10, 2007 4:26 pm
autor: wendy
Co do "odrzucania", "porzucania" rodziny: kontakty są rzeczywiście ograniczone, ale nie przesadzajmy. Tancerze mają przecież także trochę czasu wolnego, wakacje. Poza tym duża grupa młodych ludzi studiuje, pracuje daleko od domu, także za granicą i jest co całkowicie normalne :roll:
I nikt nie uważa ich za egoistów...