Możesz mnie pomęczyć
Ale najpierw mam własne pytanie - bo piszesz, że masz związki z łyżwiarstwem i to mnie zaciekawiło

Czyli sama trenujesz jeszcze? Współpracuję trochę z łyżwiarzami, a poza tym sama usiłuję się jakichś podstaw nauczyć, stąd zwróciłam uwagę...
Co do Twoich pytań - odsyłam do moich wypowiedzi parę postów wyżej, bo już kilka razy zabierałam głos w tym wątku... Nie mogę odpowiedzieć Ci, czy szkoła warta jest takich pieniędzy, jaką się za nią płaci, bo to raczej sprawa indywidualna; różni ludzie mają różne oczekiwania i różnie można na takie studia patrzeć. Generalnie inaczej wyobrażałam sobie własne studia taneczne,ale to, jakie są w Polsce możliwości pod tym względem zweryfikowało moje poglądy; przede wszystkim ich 'zaoczność' jest tu czynnikiem decydującym, że traktuję to raczej jako uzupełnienie tego, czego nauczyłam się gdzie indziej - bo wiadomo, że w systemie weekendowym nie ma co mówić o jakimś poważnym zgłębianiu tańca. Jeśli tak traktuje się te studia, właśnie jako rozwinięcie nabytych już umiejętności, zaczyna mieć to sens. W żadnym wypadku nie oczekiwałabym po tego rodzaju szkole, że będzie się w niej można dobrze nauczyć którejś z technik, nie w tym systemie. Chodzi raczej o zaczerpnięcie możliwie dużej ilości wiedzy od różnych specjalistów i wykorzystanie w swojej pracy tego, co okaże się najistotniejsze. Jako że tego rodzaju szkół u nas mamy, ile mamy, warto, choćby dla satysfakcji, że ma się ten dyplom (chociaż i tak w tym zawodzie decydują głównie umiejętności, ale to już inna sprawa, zależna znowu od nastawienia i planów na przyszłość...)
Co do samych zajęć - podział na taniec i teorię w harmonijnym grafiku przewija się nieustannie w dyskusjach, ale taki układ pozostaje jedynie naszym pobożnym życzeniem - w praktyce plan jest układany tak, jak udaje się sprowadzić wykładowców i w praktyce bywa niestety właśnie tak, że raz mamy 8 (tak, to nie błąd, naprawdę 8!) godzin baletu, a raz od rana do wieczora wykłady. Poza tym program jest przeładowany, niektórych przedmiotów jest mimo wszystko za dużo; bywało, że zjazdy były nie co dwa tygodnie, a co tydzień i siedzieliśmy na zajęciach od piątku do niedzieli do 20, co zresztą jest sporym utrudnieniem dla osób z odległych części Polski, a jest ich trochę (niektóre przedmioty są zaliczane na podstawie obecności)
Plany zajęć zdarzają się raz lepsze, raz gorsze, zwykle jednak są zapełnione od rana do wieczora

Kielce zobaczyłam w świetle dnia po raz pierwszy gdzies pod koniec drugiego semestru, bo wcześniej przyjeżdżałam, gdy było już ciemno, cały dzień spędzałam w szkole i wyjeżdżałam znów, gdy było ciemno...

(Nawiasem mówiąc wirtualny dziekanat jest dostępny tylko dla studentów, więc planów nie zobaczysz niestety, ale jak gdzieś je jeszcze znajdę mogę Ci podesłać

)
Co do programu: rzeczywiście, balet jest tylko na pierwszym roku i to w formie 'wypośrodkowanej' pomiędzy umiejętnościami tych, którzy zaczynają go od zera (bo są tacy), a poziomem tancerzy aktywnych zawodowo; w efekcie, mimo starań Pań Profesorek, ci pierwsi i tak nie zdążą wiele się nauczyć, ci drudzy się trochę nudzą... A! Tu muszę zaznaczyć, że obie Panie prowadzące balet (P. Rudnicka i P. Książkiewicz) są świetne, mieliśmy barre au sol, co rzadko na zajęciach w szkołach dla dorosłych bywa i ogólnie, poza owym brakiem podziału na poziomy zaawansowania, zajęcia były prowadzone tak, że przyjemnie się na nie chodziło
Jazzu rzeczywiście jest dużo ( w sensie: dużo godzin

), no i to rzeczywiście jest dobrą rzeczą. Generalnie jazz jest z przedmiotów tanecznych najbardziej rozbudowany (w końcu to KTT

) i trwa przez wszystkie semestry. Towarzyski wchodzi na drugim roku i jak dla mnie jest go za dużo, no ale to już rzecz gustu. Poza tym są wszelkie tańce charakterystyczne, chyba nawet etniczne, wszelkie body - mindy i inne takie
Podsumowując - z dużych minusów wymieniłabym przeładowany program, niedociągnięcia organizacyjne, duże grupy, brak klarownego podziału na podgrupy pod względem poziomu, brak możliwości wpływania na swój tok nauki (na zasadzie np. fakultatywnego wyboru technik tańca, które są dla nas najistotniejsze).
Jeśli miałabym wymienić plusy - szeroki wachlarz przedmiotów,od fizjologii i biomechaniki (okropieństwo, nie pojęłam do dziś co to osmoza

), z których wiele jest prowadzonych naprawdę interesująco (genialna antropologia z teorią tańca na przykład). Do tego kontakt z KTT i wielki plus tej szkoły - coroczny spektakl studentów na scenie KTT

I dyplom też się tańczy tamże
Natomiast z czesnym sprawa wygląda tak, że do tej pory wynosiło 390 za miesiąc, zatem w skali roku tę podwyżkę na pewno da się odczuć. A i tak było przecież nienajniższe! Oczywiście edukacja artystyczna zawsze była i będzie kosztowna, ale podwyżka powinna być jak dla mnie poparta polepszeniem komfortu studiów, nową podłogą w sali baletowej czy czymś w tym stylu, natomiast na bazie moich dotychczasowych obserwacji na tym polu zakładam, że nic takiego nie nastąpi.
[quotee9="oscyp"]
Jednak rzeczą, która najbardziej mnie nurtuje jest brak egzaminów... gdyby były, można by ocenić mozliwości grupy, oczekiwania (namiastkę, ale zawsze) kadry (której skład też do mnie przemawia)... Ich brak jest również niepokojący ze względu na to, że może się tam dostać prawie każdy, kto miał kiedyś cokolwiek z tańcem wspólnego.. Dlatego obawiam się o poziom..
[/quotee9]
Hmmm...

Co ja sądzę o braku egzaminów to już może poza forum
Mam nadzieję, że trochę rozwiałam mgłę tajemnicy otaczającą tę szkołę
