Matthew Bourne

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Czajori
Posty: 1638
Rejestracja: pt sie 12, 2005 2:13 pm

Post autor: Czajori »

Kasiu! Twój post był tutaj bardzo potrzebny, jak ten wyjątek potwierdzający regułę :)
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[size=9:c17d94938b]wybaczcie kosmiczny off (skasuje się! :wink: ), ale[/size:c17d94938b]

[quote:c17d94938b="milton"]Wiadomo, że spektakle teatrów tańca są dużo głębsze (mimo to, moje serca jest przy petipowskiej klasyce). Baletami gorzej. Marzy mi sie np. spektakl Warlikowskiego np. z choreografią Pastora.[/quote:c17d94938b]

Skoro lubisz 'mocniejsze' klimaty teatralne, to może przerzucisz sie na Vandekeybusa? :D
milton
Posty: 408
Rejestracja: sob lis 12, 2005 4:25 pm

Post autor: milton »

W moim przypadku raczej złym słowem jest przerzucenie. Ja staram się cały czas poszerzać swoje horyzonty, szczególnie nie zamykając się na sztukę współczesną. Ostatnimi czasy faktycznie.....zafascynowała mnie twórczość Sary Kane i teatr Warlikowskiego (który jako drugi po Grotowskim, zreformował polsk teatr po wojnie i dziś jest już klasykiem a nie żadnym skandalistą). Faktem jest również to, że zmienia mi się podejście różnych sztuk z czasem. Teraz mam choćby bardzo dobrą opinię o twórczości DV8 (która mnie kiedyś odrzucała). Twórczość Vandekeybusa i Ultima Vez z pewnością poznam. Nawet jakby miała mi się nie spodobać, to uważam że warto ją poznać.
Jednak mimo fascynacji sztuką współczesną zawsze moje serce pozostanie przy klasyce. Lubię contemporary dance ale kocham klasykę Petipy. Tak samo jak fascynują mnie współcześni kompozytorzy jak Andre Czajkowski to łzy w oczach mam przy Piotrze Czajkowskim (to takie odniesienie do wczorajszego koncertu w filharmonii).
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

zupełnie wyjątkowo zostawiam oba posty bo inni forumowicze mogą się czegoś ciekawego z nich dowiedziec, ale na przyszłośc prosze tak rażąco nie offtopowac - to jest wątek poświęcony konkretnemu choreografowi!
moderator
jurecq
Posty: 241
Rejestracja: ndz maja 31, 2009 9:10 am

Post autor: jurecq »

[b:c7ae9afe04]x[/b:c7ae9afe04]
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Właśnie przeżywam moją fascynację Borne`jem. Fantastyczne potraktowanie tańca, nadanie mu nowych kierunków, skolonizowanie przez balet nowych ziem nieznanych. Reżysersko spektalke zrobione tak, że trzymają mnie w napięciu. Jednocześnie jakoś tak człowiekiem potrząsają i uzależniają. Baryshnikov, po obejrzeniu męskich łabędzi Bourne`ja, powiedział, że oto zakochał się w Jeziorze po raz drugi. Ja mogę powiedzieć o sobie to samo.

Jednocześnie, czując postępujące u mnie uzależnienie od Borne`ja chyba częściowo mogę podpisać się pod tym, co Kasie napisała o tej choreografii Jeziora, zarzucając jej to, ze jest tanecznie ograniczona. Zgadzam sie z tym w 100%. Widać, że troszke brakuje tu tanecznego rzemiosła, które mogłoby podkreślić i wzbogacić przekaz. W sumie choreografia, jesli spojrzec na same uklady taneczne, jest dziecinna. Nie ma tu zadnego wyrafinowania. Byc moze jest to zabieg umyslny, slużący temu, żeby spektakl byl bliższy ludziom , ktorzy na balet nie chodzą. I patrzac od tej strony, i od tego jak te choreografie taniec upowszechnily, jest to sukces.

Mi jednak w Jeziorze brakuje troszkę pożądnej choreografii, bardziej złożonego ruchu. Jak dla mnie idealnym Jeziorem (z tych w 100% męskich) byl i zostanie chyba do konca moich dni Rolanda Petit - Les cygnes blancs / The White Swans. To był majstersztyk . Ruch tam jest wyrafinowany, przesycony geniuszem choreografa. Łabędzie są silne, bo sa mężczyznami, ale sa tez dużo bardziej poetyczne, bardziej do łąbędzie podobne. Ruchy dłoni, a przede wszystkim podnoszenia i przewroty spowolnione nadają dynamiki ale przez idealne wspolgranie z muzyką i lekkość są po prostu genialne.

I nawet zakladając, za łabędzie od Bourne nie mialy byc mniej labedziami a bardziej diabelkami z piekla rodem, to troche mi tu takiej bogatej choreografii jak u Petita brakuje.

U R. Petit łabędzie sa tez zwiewniejsze, maja ksztalty typowe dla klasycznego tancerza. Z tym, ze mi bardzo podobaja sie sylwetki labedzi Bourne, bo od jakiegos czasu tak sobie myslę, czy idealy tancerzy-mezczyzn w balecie nie powinny sie do tego wzorca zblizac. No ale to juz moje zdanie i przypuszczam, ze dla wiekszosci z Was dosc kontrowersyjne.

I na koniec jeszcze 2 pyt:
1) czy ktos z Was znalazl moze do nabycia/sciagniecia Doriana Gray ? Szukam go od kilku dni ale nic nie znalazlam, nawet na stronie new adventures sa tylko nagrania samej muzyki. Czyli tak jakby to nigdy nie bylo nagrane do sprzedazy. Ach co za bol. Bardzo mnie to intryguje. Sądząc po kilkunastu minutowych urywkach, jakie widzialam, to chyba jest bardzo ciekawa rzecz.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Jej, coraz bardziej mi sie to podoba:
MATTHEW BOURNE'S DORIAN GRAY

http://www.youtube.com/watch?v=JIoTYYsiLcg&feature=related

Czasem sie zastanawiam, biorąc pod uwage te durne teksty w prasie łódzkiej, oburzajace sie na Jezioro bez point, czy na zbyt smiały Contact , jak by ludzie zareagowali, gdyby wystawic cos takiego ze scenami jak facet do faceta sie przytula, albo wyskakuje mu z łózka.
Wiem, wiem, ze M. Bourne zawsze podkresla, ze tych scen fizycznych miedzy mezczyznami nie powinno sie interpretowac zbyt prosto, ale zawsze.

Jak myslicie? Byłoby wiecej głosów aprobaty czy krytyki? Wiecej patrzenia na to przez pryzmat sztuki czy tak na chlopski rozum?
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

A może te spektakle są krytykowane nie dlatego, że ich rzekoma transgresyjność przerasta krytków tylko dlatego, że są po prostu słabe, a nie śmiałe, wywrotowe, obrazoburcze, bluźniercze........

To samo dotyczy Doriana Gray'a - to, że w kolejnym spektaklu Bourne umieszcza swoje ukochane motywy czyli rozliczenie z brytyjską tożsamością, homoseksualizm/homoerotyzm, okraszając je "campowym anarchizmem" nie jest gwarantem udanego spektaklu, wartością samą w sobie. Pytanie czy z wykorzystania tych motywów wynika coś interesującego w kontekscie powieści Oscara Wilde'a i czy choreograf wykazł się zrecznoscią rzemiosła.
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Cóż, jedynym spektaklem Bourne, ktory w calosci wiele razy obejrzalam jest Jezioro. Przyjemnie mi się oglądało, chętnie do niego wracam ale , tak jak 2 posty wyżej napisałam, uważam, że choreograficznie (patrząc od jakości ruchu, wyrażania ruchem, złożoności ruchu) jest upośledzone. Brak choreografowi środków. To świetnie widać jak sie zestawi Jezioro Bourne z Białymi łabędziami R. Petit, które sa , w mojej ocenie majstersztykiem. Tak jak napisałąm wyżej bez porównania Petit posługuje sie bogatszym językiem. To jakby porównywać 2 książki: jedną pisaną najszlachetniejszym językiem, a drugą w postaci komiksu. Z tym, ze czasem i dobry komiks jest przyjemny w odbiorze :) .
Bo mimo tej cechy , tej małej złozoności ruchu, ja jakos jednak bardzo chętnie do tego Jeziora wracam.

Joanno czy widzialas Doriana Gray'a ? Ja widzialam tylko fragmenty i odnosze wrazenie, ze ruch jest jeszcze bardziej prosty niz w Jeziorze ale ja mam czasem duza przyjemnosc z prostych form. A trzeba przyznac, ze ta rezyseria ruchu , jaka dal Bourne ma jednak jakąś wartość. Przynajmniej w mojej ocenie. Jest cos w tym fajnego. Tak jak zobaczylam zajawki D.Graya, to mi to zaraz zaczelo chodzic po glowie.
Ukochane motywy? Mnie jeszcze nie zdążyły znużyć ale tak jak pisze widzialam tylko Jezioro, teraz kupuje 2 pozostale na DVD. Byc moze za jakis czas ale teraz jeszcze nie.

Jeżeli chodzi o krytykow i Bourne, to sa i tacy, ktorzy chwala. Rozumiem, ze wyrobiony krytyk czuc moze niedosyt ale mi, zadajac to pytanie, chodzilo o inny jeszcze problem. Bardziej prosty, a mianowicie jak przyjety by byl u nas, dajmy na to na lodzkiej scenie TW, spektakl , w ktorym wprost bylyby odniesienia do homoseksualizmu, calujacy sie faceci itd. We wspolczesnym te granice dopuszczalnosci sa coraz bardziej elestyczne, nawet w Polsce ale na scenie TW jest jakas straszna tama.
Ba, nawet nie trzeba siegac do tego, bo ja mam wątpliwosci jakie posypalyby sie tytuly gdyby wystawiono np mojego ukochanego R Petit i jego White swans. Że sami faceci, ze bez point, za co to jest. To mi przeszkadza, nawet momentami bardziej niz nieznajomosc baletowej klasyki i baletowej nomenklatury przez piszacego recenzję.
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

[quote:e2cf7925f5="Sagittaire"]ale mi, zadajac to pytanie, chodzilo o inny jeszcze problem. Bardziej prosty, a mianowicie jak przyjety by byl u nas, dajmy na to na lodzkiej scenie TW, spektakl , w ktorym wprost bylyby odniesienia do homoseksualizmu, calujacy sie faceci itd. We wspolczesnym te granice dopuszczalnosci sa coraz bardziej elestyczne, nawet w Polsce ale na scenie TW jest jakas straszna tama.
Ba, nawet nie trzeba siegac do tego, bo ja mam wątpliwosci jakie posypalyby sie tytuly gdyby wystawiono np mojego ukochanego R Petit i jego White swans. Że sami faceci, ze bez pointe, za co to jest. [/quote:e2cf7925f5]

Nie no bez przesady Jezioro łabędzie Petita myślę że nikogo by ani wstrząsneło ani nie zmieszało. :wink: co prawda łąbędzie to mężczyźni bo po francusku łabędz tak jak po polsku jest rodzaju męskiego ale po drugiej stronie tych męskich łabedzi maksymalnie wyestyzowanych - narcystycznych (jak często u Petita ) są kobiety, i jest nawet księżniczka w pointach. Choć ja uważam, że akurat zdjęcie pointe nie jest dziś szczytem awangardy we współczesnym balecie. Nie po tym co robił i co pokazał William Forsythe juz 30/20 lat temu. Poza tym w uwspólcześnianiu XIX wiecznych baletów nie powinno chodzić tylko zmianę na poziomie formy ale o nowe odczytanie tego dzieła na wielu poziomach. czyli tak jak robili to Ek, Neumeier czy w jakimś niewielki stopniu Bourne. Inaczej nie ma sensu się z to zabierać.

Na łódzkiej scenie 1997 pokazywano Giselle Matsa Eka i skandalu nie było a wręcz odwrotnie maksymalny entuzjazm publiczności i krytki, dlatego ja tak nie odczuwam jakiegoś ekstremalnego konserwatyzmu.


A Doriana nie widziałam jedynie słyszałm kilka entuzjastycznych opini, choć od osób, które programowo bardzo Bourne'a cenią :wink:
ODPOWIEDZ