Billy Elliot film ...
film swym generalnym zamysłem baaardzo mi się podobał. wprawdzie te paczki były dość przesadzone, ale nie odwracały uwagi od fabuły. również byłam pod wrażeniem gry aktorskiej Jamie Bella oraz chłopca, który grał jego kolegę. Scena w hali, gdy Billy go uczy była niesamowita, niestety trochę popsuta przez końcowy taniec Billy'ego (miałam wrażeie ze jest tam wsadzony "na siłę"). Te same odczucia miałam w związku z gwałtowną przemianą wewnętrzną ojca Billy'ego, ale jego poźniejsze zachowanie (np w RAD) mnie urzekło. Całość oceniam bardzo pozytywnie, chociaż odczuwam lekki niedosyt.
[quote:722553f763="just_me"]Chłopiec nazywa się Jamie Bell.
A co do tej ostatniej sceny - czy ktoś z Was widział w całości pokazany tam balet? Choreografię wymyslił Matthew Bourne, a premiera odbyła się w 1995 roku.[/quote:722553f763]
Tak, widzieliśmy. Bardzo cenię Bourne'a za ciekawe pomysły inscenizacyjne. Jego "Jezioro" (ewokowany w filmie balet) jest bardzo interesujące.
A co do tej ostatniej sceny - czy ktoś z Was widział w całości pokazany tam balet? Choreografię wymyslił Matthew Bourne, a premiera odbyła się w 1995 roku.[/quote:722553f763]
Tak, widzieliśmy. Bardzo cenię Bourne'a za ciekawe pomysły inscenizacyjne. Jego "Jezioro" (ewokowany w filmie balet) jest bardzo interesujące.
Co do opinii, że film był mało baletowy: nie miał być z założenia filmem tanecznym, więc akurat ograniczenie scen z sali baletowej było w pełni uzasadnione. Wydaje mi się, że istotą tego filmu miało byc ukazanie pewnych modeli społecznego myślenia, do tego w ciężkiej sytuacji materialnej i politycznej (przeciez wiemy wszyscy, że chodziło o słynne akcje górników vs Lady Thatcher, a nie o jakies fikcyjne zamieszki).
Patrycho21, muszę powiedzieć, że Twoja ocena fabuły filmu jako "mało rewelacyjnej" po prostu mnie rozśmieszyła. Nie wiem, czy widziałaś wcześniej inne filmy brytyjskie, bo jeśli nie, to być może nie jesteś po prostu przyzwyczajona do takiego sposobu opowiadania historii w filmie. Inna sprawa, że nie jest to lekki, łatwy i przyjemny filmik do oglądania wieczorkiem z koleżankami.
Jak dla mnie "Billy Elliot" stanowi cudownie skomponowaną, spójną całość, bez [b:ac4f49fd09]żadnej zbędnej sceny ani postaci![/b:ac4f49fd09] Przecież nawet scena, w której Jack i Tony zjeżdżają windą do kopalni zaraz po tym, jak Billy wyjechał do Londynu, jest w swej prostocie nasycona emocjami i znaczeniami!
I na koniec (bom się rozpisała z emocji): myślę, że "niedosyt" ostaniej sceny jest chyba najpiękniejszym uczuciem, jakie wyniosłam z tego filmu. Owszem, chciałabym zobaczyć tego pięknego tancerza we wspaniałej, trudenj choreografii...ale przecież wszyscy wiemy, że byłby świetny...
Patrycho21, muszę powiedzieć, że Twoja ocena fabuły filmu jako "mało rewelacyjnej" po prostu mnie rozśmieszyła. Nie wiem, czy widziałaś wcześniej inne filmy brytyjskie, bo jeśli nie, to być może nie jesteś po prostu przyzwyczajona do takiego sposobu opowiadania historii w filmie. Inna sprawa, że nie jest to lekki, łatwy i przyjemny filmik do oglądania wieczorkiem z koleżankami.
Jak dla mnie "Billy Elliot" stanowi cudownie skomponowaną, spójną całość, bez [b:ac4f49fd09]żadnej zbędnej sceny ani postaci![/b:ac4f49fd09] Przecież nawet scena, w której Jack i Tony zjeżdżają windą do kopalni zaraz po tym, jak Billy wyjechał do Londynu, jest w swej prostocie nasycona emocjami i znaczeniami!
I na koniec (bom się rozpisała z emocji): myślę, że "niedosyt" ostaniej sceny jest chyba najpiękniejszym uczuciem, jakie wyniosłam z tego filmu. Owszem, chciałabym zobaczyć tego pięknego tancerza we wspaniałej, trudenj choreografii...ale przecież wszyscy wiemy, że byłby świetny...
[quote:f9000431f6="Czajori"]Jak dla mnie "Billy Elliot" stanowi cudownie skomponowaną, spójną całość, bez [b:f9000431f6]żadnej zbędnej sceny ani postaci![/b:f9000431f6] Przecież nawet scena, w której Jack i Tony zjeżdżają windą do kopalni zaraz po tym, jak Billy wyjechał do Londynu, jest w swej prostocie nasycona emocjami i znaczeniami![/quote:f9000431f6]
o tak, poprzedzona ujęciem popalającej nauczycielki w pustej, ciemnej hali przy asyście wspaniałego, dramatycznego fragmentu muzyki z "Jeziora"....
o tak, poprzedzona ujęciem popalającej nauczycielki w pustej, ciemnej hali przy asyście wspaniałego, dramatycznego fragmentu muzyki z "Jeziora"....
hmm... a mnie scena pożegnalna rodziną z Billym strasznie zdołowała. Wiele rzeczy mi sie nie podobało w tym filmie... 1. Ten młody Billy chyba nie wiedział sam co chce (jakie ma problemy ze sobą czy co?) - czy chce tańczyć czy nie i mam jeszcze wrażenie że tak na prawde nie wiedział co chce tańczyć. Bueh nawet nie miał zielonego pojęcia o speklatkach :P Ale można powiedzieć że rewelacyjnie tańczy ;) 2. Jak większość forumowiczów mam też niedosyt po ostatniej scenie... szykowałam się na fragmencik baletu, a tu kicha :(
moją ulubioną postacią z filmu jest ta mała baletniczka :lol: :D ;)
moją ulubioną postacią z filmu jest ta mała baletniczka :lol: :D ;)
[quote:f9d58ca123="Princess Maron"]Ten młody Billy chyba nie wiedział sam co chce (jakie ma problemy ze sobą czy co?) - czy chce tańczyć czy nie i mam jeszcze wrażenie że tak na prawde nie wiedział co chce tańczyć.[/quote:f9d58ca123]
jak to nie wiedział? przecież dążył cały czas tylko do jednego - by stać się tancerzem! Jego przywiązanie do baletu wbrew woli całego otoczenia i powszechnych stereotypów było godne podziwu! a jeżeli chodzi ci o pytania komisji i jego niezmienną odpowiedź "I dunno" to chyba była próba podreślenia tego ze taniec był dla niego czymś całkowicie naturalnym. tak sądzę...
jak to nie wiedział? przecież dążył cały czas tylko do jednego - by stać się tancerzem! Jego przywiązanie do baletu wbrew woli całego otoczenia i powszechnych stereotypów było godne podziwu! a jeżeli chodzi ci o pytania komisji i jego niezmienną odpowiedź "I dunno" to chyba była próba podreślenia tego ze taniec był dla niego czymś całkowicie naturalnym. tak sądzę...
bo po pierwsze to raczej nie zawsze w filmie balet tańczył - jakieś raczej połączenie stepowania z baletem (chyba że to jakaś forma baletu, ale nie wiem - aż taka obeznana nie jestem ;))
po drugie to jego zachowanie było dziwne - najpierw wielki foch niewiadomo czemu do nauczycielki, a potem jeszcze walnął z gonga chłopaka w szatni. jakby wogóle nie chciał sie dostać do szkoły... :roll:
po drugie to jego zachowanie było dziwne - najpierw wielki foch niewiadomo czemu do nauczycielki, a potem jeszcze walnął z gonga chłopaka w szatni. jakby wogóle nie chciał sie dostać do szkoły... :roll:
-
Tranquility
- Posty: 1123
- Rejestracja: ndz kwie 10, 2005 1:33 pm
To normalne ze 11letnie dziecko nie wie czego chce, z reszta wez pod uwage, ze to nie byl chlopiec z inteligenckiej, rozmilowanej w sztuce rodziny ( jak to zazwyczaj uczniowie szkol art.)ale dziecko z biednej, robotniczej rodziny, z miasteczka gorniczego gdzie KAZDY problem zalatwia sie przemoca i agresja to normalka, z reszta ten kontrast wlasnie pokazuje ten film...i to ze on czuje ten taniec, ale to nie przystaje do kultury w jakiej sie wychowal