: śr kwie 06, 2011 12:57 pm
Zazwyczaj nie komentuje, ale skoro chcesz zawodowo pisac, to cos powiem - w tym jakos nie ma prawdy; widzę tu, na siłę władowany, patos ale nie widzę prawdy. Dla mnie siłą wiersza powinna byc jakas prawda, ktora pokazuje, ze czuje sie, co sie pisze. Nie chce byc nie miła ale przed pisaniem o tancu proponowałabym bardziej jakos wejsc w balet i poczuc go.
Jak Reymont pisal Ziemie Obiecana, to na rok zamieszkal w Łodzi, pil z fabrykantami i lodzkimi poetami, muzykami, pracujacymi jako ksiegowi w fabrykach, chodzil do pracy o 5 rano z fabrykantami, poznal cale miasto od podszewki. I dopiero jak wchłonął to miasto do cna, to napisal o nim ale nie z księżyca, tylko ze swoich wnętrzności, jakby pisał to, co sam czuje. A jak wydano książke, to -mimo ze wszystkie postaci byly fikcyjne - to wszyscy z Łodzi, ktorych znal poobrazali sie na niego, bo widzieli w tej książce siebie- swoje wady, słabosci, zawody, swój bezsens życia.
Podobnie jak pisał chłopów, to był na wsi, był na ilus weselach, a potem to przetrawial i pisał z siebie, jakby zbierał siebie samego z wrazen, które w nim kipiały po obcowaniu z chłopami. Jak opisywal wesele to zasłabł, żona wezwala lekarza a ten pyta "panie cos pan robil, mial pan atak paraliptyczny" a on na to "bo ja 3 dni i 3 noce tancowalem na chlopskim weselu". Siedział w domu 3 doby i pisał o weselu ale tak , że zbierał z siebie tak silne wrażenia, miotające nim, że zasłabł, bo go to wykonczyło.
Rzuc sie w ten temat, zyj tym- baletem na zywo i na DVD, a potem pisz prosto i prawdziwie o tym, na zasadzie wydobywania z siebie tego,czym kipisz po kontkakcie z tancem. Wtedy nie trzeba bedzie patosu sztucznego, po prawda obezwładnia, nawet jak jest wyrazona tak po prostu ot tak.
Weźmy np wiersze Baczyńskiego. Toz tam jest sama prostota, a jakie to poruszajace . Przytocze chociaz 1 wers z wkładki z TWON, który mnie zahipnotyzował ostatnio-
'deszcz jest jak litośc - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka, i skamieniałe z trwóg powietrze".
Ale żeby napisac o kamieniniu z trwagi trzeba z trwogi raz choc skamieniec....
Jak Reymont pisal Ziemie Obiecana, to na rok zamieszkal w Łodzi, pil z fabrykantami i lodzkimi poetami, muzykami, pracujacymi jako ksiegowi w fabrykach, chodzil do pracy o 5 rano z fabrykantami, poznal cale miasto od podszewki. I dopiero jak wchłonął to miasto do cna, to napisal o nim ale nie z księżyca, tylko ze swoich wnętrzności, jakby pisał to, co sam czuje. A jak wydano książke, to -mimo ze wszystkie postaci byly fikcyjne - to wszyscy z Łodzi, ktorych znal poobrazali sie na niego, bo widzieli w tej książce siebie- swoje wady, słabosci, zawody, swój bezsens życia.
Podobnie jak pisał chłopów, to był na wsi, był na ilus weselach, a potem to przetrawial i pisał z siebie, jakby zbierał siebie samego z wrazen, które w nim kipiały po obcowaniu z chłopami. Jak opisywal wesele to zasłabł, żona wezwala lekarza a ten pyta "panie cos pan robil, mial pan atak paraliptyczny" a on na to "bo ja 3 dni i 3 noce tancowalem na chlopskim weselu". Siedział w domu 3 doby i pisał o weselu ale tak , że zbierał z siebie tak silne wrażenia, miotające nim, że zasłabł, bo go to wykonczyło.
Rzuc sie w ten temat, zyj tym- baletem na zywo i na DVD, a potem pisz prosto i prawdziwie o tym, na zasadzie wydobywania z siebie tego,czym kipisz po kontkakcie z tancem. Wtedy nie trzeba bedzie patosu sztucznego, po prawda obezwładnia, nawet jak jest wyrazona tak po prostu ot tak.
Weźmy np wiersze Baczyńskiego. Toz tam jest sama prostota, a jakie to poruszajace . Przytocze chociaz 1 wers z wkładki z TWON, który mnie zahipnotyzował ostatnio-
'deszcz jest jak litośc - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka, i skamieniałe z trwóg powietrze".
Ale żeby napisac o kamieniniu z trwagi trzeba z trwogi raz choc skamieniec....