[quote:e6c3f7d136="Ariodante"]
Mysle ze balet jest w nieco lepszej sytuacji niz np. opera, ktora dzis na sile probuje sie unowoczesnic, co czesto prowadzi do absurdu. W przeciwienstwie do muzyki powaznej, ktora zdaniem autorytetow, po prostu umiera, balet cieszy sie doskonalym zdrowiem, poniewaz latwiej adaptuje sie do zmieniajacych sie trendow. Potrzeba tanca jest chyba silniejsza w czlowieku niz potrzeba biernego sluchania muzyki, nawet jesli ta potrzeba to taniec w dyskotece. Gdybysmy zapytali przecietnego przechodnia, za co wolalby byc podziwiany w swych kregach: za piekne spiewanie, gre na instrumencie czy za taniec, wiekszosc odpowiedzialaby zdecydowanie, ze za taniec. W domysle "towarzyski", ale milosc do wyzszych form danej sztuki bierze sie przeciez czesto z wlasnych marzen i pragnien. Jakim powodzeniem cieszy jazda figurowa na lodzie, a to przeciez taniec, i to czesto "klasyczny". Naprawde nie wierze w to, ze balet - jakkolwiek zdefiniowany - nie cieszy sie wielkim powodzeniem. Przejrzyjcie sobie recenzje pisane przez amatorow dla Amazon.com. Zerknijcie na strony poswiecone baletowym DVD - jest na nich wiecej recenzji, niz na stronach poswieconym bardzo popularnym operom czy recitalom wokalnym. Komus sie chce to wszystko pisac! Bylam naparwde zdziwiona tym trendem, czy nawet samym faktem wysokiej sprzedazy DVD z baletem. Balet po prostu reklamuje sie sam, ma ogromna moc przyciagania. Co nie znaczy, ze mozemy siedziec z zalozonymi rekoma. Rzeczywiscie, nalezy walczyc o swoja pasje, propagowac ja wsrod przyjaciol, znajomych, wsrod dzieci. Na takie dzialania mozemy bardziej liczyc niz na TV publiczna, ktora po prostu umywa rece od wysokiej kultury.
Pozdrawiam, A.[/quote:e6c3f7d136]
Mówisz o tym "pytaniu przechodnia" - ciekawe spostrzeżenie, może to zależy od środowiska, w jakim ktoś się obraca. Można powiedzieć, że zajmuje się trochę aktorstwem, i większość moich znajomych to "śpiewacy", dla których zajęcia z tańca są raczej nowością, ciekawostką, że można tak traktować ciało.
Poza tym, nie porównywałabym tańczenia w dyskotece do zainteresowania sztuką taneczną w ogóle (nie tylko baletem), bo taniec w dyskotece to tak naprawdę żaden taniec, tylko okazja do wypicia czegoś czy poznania kogoś, etc.
Ja mówiąc o zainteresowaniu tańcem wspomniałabym raczej o warsztatach, na które tłumnie zjeżdzają jego miłośncy, tylko że częściej dotyczy to takich technik jak współczesny, flamenco, czy różne odmiany jazzowe, klasyka jest na takich imprezach stosunkowo mało popularna.
I dziwi mnie trochę stwierdzenie, że balet jest bardziej popularny niż opera, bo jakoś częściej i więcej można przeczytać o operze, czy usłyszeć o niej coś w tv czy radio...
No, a jeśli chodzi o te kasety czy dvd z baletami to nie do końca tak jest. Raz, że mało gdzie są, a dwa, jeśli już są, to ceny mają zaporowe... Naprawdę nie wiem, kto kupuje takie płyty ;)
Dlaczego taniec nie ma swej promocji w mediach? Zmieńmy to!
To ja w takim razie nie rozumiem, co dla Was znaczy "popularyzacja" baletu. Nawolywanie ludzi do udzialu w warsztatach tanecznych? Dla mnie popularyzacja to cos bardziej podstawowego - rozpalanie zainteresowania, pasji, ktora potem przerodzi sie w cos bardziej konkretnego czy praktycznego. Dlatego skierowana powinna byc na "zwyklych zjadaczy chleba", w ktorych drzemie potrzeba tanca.
Przyklad aktorow nie jest najlepszy, dlatego ze sa to ludzie o sprecyzowanym kierunku edukacji, ktory w Polsce oznacza takze spiew (ach, te wszystkie festiwale i konkursy piosenki aktorskiej!). Pytanie aktora, czy woli spiew czy taniec to mniej wiecej to samo, co pytanie tancerza, czy woli taniec czy opere.
A co do tego, co jest bardziej popularne, opera czy taniec, wciaz upieram sie przy twierdzeniu, ze taniec. Moze nie "liczbowo", bo przeciez wspominalismy juz o ograniczonym repertuarze (zreszta wiele teatrow, np. MET, ma bardzo krotki - choc intensywny - sezon baletowy, zwykle w przerwie sezonu operowego) i kilku innych czynnikach, ale jako "potencjal". Zobaczcie ile dzieci przychodzi na przedstawienia baletowe, ile dzieci uczy sie tanca w przedszkolu. To wszytsko potencjalna przyszla publicznosc! Opera boryka sie z wielkimi problemami wlasnie jesli chodzi o mloda publicznosc, nie wiem, czy balet tez boi sie o przyszlosc, ale osobiscie w to watpie. Jest w balecie element sportu, wyczynu, ktory jest ponadczasowy i ktory sprawia, ze nawet laicy patrza na przedstawienia z wielkim zainteresowaniem. Nie twierdze, ze podziw dla wyczynow tancerzy to od razu wielka pasja tancem i chec obcowania z nim i zglebiania jego arkanow. Do opery tez chadza sie dzis czesto dla wydarzenia towarzyskiego i wsrod publicznosci jest wiele osob, ktore nigdy do opery nie wroca, nie siegna po nagrania. Ale kupujac bilety pozwalaja operze trwac. Tak samo jest z baletem.
Nie wiem, kto w Polsce kupuje plyty z baletem, nie wiem nic o ich dostepnosci w sklepach. Mowiac o plytach, nie mam na mysli konkretnego nosnika, ale fakt istnienia przedstawien baletowych w formacie video, wszytsko jedno czy skopiowanych z TV czy od znajomych, a te na pewno obecne sa w domach polskich baletomanow, o czym nie raz tu wspominano.
Pozdrawiam, Iza
Przyklad aktorow nie jest najlepszy, dlatego ze sa to ludzie o sprecyzowanym kierunku edukacji, ktory w Polsce oznacza takze spiew (ach, te wszystkie festiwale i konkursy piosenki aktorskiej!). Pytanie aktora, czy woli spiew czy taniec to mniej wiecej to samo, co pytanie tancerza, czy woli taniec czy opere.
A co do tego, co jest bardziej popularne, opera czy taniec, wciaz upieram sie przy twierdzeniu, ze taniec. Moze nie "liczbowo", bo przeciez wspominalismy juz o ograniczonym repertuarze (zreszta wiele teatrow, np. MET, ma bardzo krotki - choc intensywny - sezon baletowy, zwykle w przerwie sezonu operowego) i kilku innych czynnikach, ale jako "potencjal". Zobaczcie ile dzieci przychodzi na przedstawienia baletowe, ile dzieci uczy sie tanca w przedszkolu. To wszytsko potencjalna przyszla publicznosc! Opera boryka sie z wielkimi problemami wlasnie jesli chodzi o mloda publicznosc, nie wiem, czy balet tez boi sie o przyszlosc, ale osobiscie w to watpie. Jest w balecie element sportu, wyczynu, ktory jest ponadczasowy i ktory sprawia, ze nawet laicy patrza na przedstawienia z wielkim zainteresowaniem. Nie twierdze, ze podziw dla wyczynow tancerzy to od razu wielka pasja tancem i chec obcowania z nim i zglebiania jego arkanow. Do opery tez chadza sie dzis czesto dla wydarzenia towarzyskiego i wsrod publicznosci jest wiele osob, ktore nigdy do opery nie wroca, nie siegna po nagrania. Ale kupujac bilety pozwalaja operze trwac. Tak samo jest z baletem.
Nie wiem, kto w Polsce kupuje plyty z baletem, nie wiem nic o ich dostepnosci w sklepach. Mowiac o plytach, nie mam na mysli konkretnego nosnika, ale fakt istnienia przedstawien baletowych w formacie video, wszytsko jedno czy skopiowanych z TV czy od znajomych, a te na pewno obecne sa w domach polskich baletomanow, o czym nie raz tu wspominano.
Pozdrawiam, Iza
[quote:485db803a1="Ariodante"]To ja w takim razie nie rozumiem, co dla Was znaczy "popularyzacja" baletu. Nawolywanie ludzi do udzialu w warsztatach tanecznych? Dla mnie popularyzacja to cos bardziej podstawowego - rozpalanie zainteresowania, pasji, ktora potem przerodzi sie w cos bardziej konkretnego czy praktycznego. Dlatego skierowana powinna byc na "zwyklych zjadaczy chleba", w ktorych drzemie potrzeba tanca.
Przyklad aktorow nie jest najlepszy, dlatego ze sa to ludzie o sprecyzowanym kierunku edukacji, ktory w Polsce oznacza takze spiew (ach, te wszystkie festiwale i konkursy piosenki aktorskiej!). Pytanie aktora, czy woli spiew czy taniec to mniej wiecej to samo, co pytanie tancerza, czy woli taniec czy opere.
[/quote:485db803a1]
Nie chodziło mi o udział w warsztatach tanecznych, bo to jest już aktywna forma zainteresowania tańcem, a w temacie chodzi chyba o w ogóle zapoznawanie ze sztuką taneczną - konkretniej baletową - innych, lub też większą jej dostępność w mediach, a to jest już jakby 'bierne' odbieranie tańca.
Podaję przykład aktorów, bo to 'moja' dziedzina.
[i:485db803a1]Pytanie aktora, czy woli spiew czy taniec to mniej wiecej to samo, co pytanie tancerza, czy woli taniec czy opere.[/i:485db803a1] Absolutnie i kategorycznie nie zgadzam się z tym porównaniem, nie ta skala. To, że aktorstwo może kojarzyć się z piosenką aktorską jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież nie wszyscy aktorzy śpiewają, bo nie to jest najważniejsze w tym zawodzie. Ruch (a szczególnie świadomość ciała) tutaj jest również bardzo ważny, powiedziałabym nawet, że ważniejszy niż dobry słuch muzyczny.
Oczywiście, można nagrać kasetę vhs z baletem z tv, w nie większym stopniu niż z operą. Sądzę zresztą, że opera pojawia się w telewizji polskiej trochę częściej, może nie zawsze w pełnej swojej krasie, ale chociażby jako parę arii ze znanych oper, czy koncertów takich gwiazd, jak np. pani Ewa Podleś. Również nie jest tego dużo, ale jednak trochę więcej niż spektakl baletowy raz na miesiąc.
Przyklad aktorow nie jest najlepszy, dlatego ze sa to ludzie o sprecyzowanym kierunku edukacji, ktory w Polsce oznacza takze spiew (ach, te wszystkie festiwale i konkursy piosenki aktorskiej!). Pytanie aktora, czy woli spiew czy taniec to mniej wiecej to samo, co pytanie tancerza, czy woli taniec czy opere.
[/quote:485db803a1]
Nie chodziło mi o udział w warsztatach tanecznych, bo to jest już aktywna forma zainteresowania tańcem, a w temacie chodzi chyba o w ogóle zapoznawanie ze sztuką taneczną - konkretniej baletową - innych, lub też większą jej dostępność w mediach, a to jest już jakby 'bierne' odbieranie tańca.
Podaję przykład aktorów, bo to 'moja' dziedzina.
[i:485db803a1]Pytanie aktora, czy woli spiew czy taniec to mniej wiecej to samo, co pytanie tancerza, czy woli taniec czy opere.[/i:485db803a1] Absolutnie i kategorycznie nie zgadzam się z tym porównaniem, nie ta skala. To, że aktorstwo może kojarzyć się z piosenką aktorską jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież nie wszyscy aktorzy śpiewają, bo nie to jest najważniejsze w tym zawodzie. Ruch (a szczególnie świadomość ciała) tutaj jest również bardzo ważny, powiedziałabym nawet, że ważniejszy niż dobry słuch muzyczny.
Oczywiście, można nagrać kasetę vhs z baletem z tv, w nie większym stopniu niż z operą. Sądzę zresztą, że opera pojawia się w telewizji polskiej trochę częściej, może nie zawsze w pełnej swojej krasie, ale chociażby jako parę arii ze znanych oper, czy koncertów takich gwiazd, jak np. pani Ewa Podleś. Również nie jest tego dużo, ale jednak trochę więcej niż spektakl baletowy raz na miesiąc.
[quote:b4f0d382de="Kasia G"]
Przypomina mi sie zawsze w takich razach anegdotka powtarzana przez nauczycieli na studiach Teorii Tańca:
- lubi pan/pani balet?
- Eeeeee, nie.
- A był pan/pani kiedys na balecie?
- Eeeeee, nie.....[/quote:b4f0d382de]
tak... to jets niestety marna i prawdziwa rzecywistośc, z która boryka się każdy. Dziwny jest stereotyp baletu, jako tragicznie nudnej sztuki w naszym społeczeństwie, streotyp, który niestety zniekształca i zniechęca "owych przecietnych zjadaczy chleba" do tej pieknej sztuki. Ja sam zawsze byłem prezkonnay( nie wiedziec czemu) , że balet jest beznadziejny i nieinteresujący, a tu... wystarczył pierwszy kontakt ze wstawką klasyczną w musicalu "Dziadek do Orzechów" by serce zastygło na chwilę...
Systematyczny kontakt ze sztuką baletową w formie nauki przez zabawę zapewniłby wychowanie sobie widzów (świadczy o tym sukces wśród młodej widowni "Abalecadła" OB czy "Czarodziejskiego Swiata Baletu" SBBTD, etc)
Przypomina mi sie zawsze w takich razach anegdotka powtarzana przez nauczycieli na studiach Teorii Tańca:
- lubi pan/pani balet?
- Eeeeee, nie.
- A był pan/pani kiedys na balecie?
- Eeeeee, nie.....[/quote:b4f0d382de]
tak... to jets niestety marna i prawdziwa rzecywistośc, z która boryka się każdy. Dziwny jest stereotyp baletu, jako tragicznie nudnej sztuki w naszym społeczeństwie, streotyp, który niestety zniekształca i zniechęca "owych przecietnych zjadaczy chleba" do tej pieknej sztuki. Ja sam zawsze byłem prezkonnay( nie wiedziec czemu) , że balet jest beznadziejny i nieinteresujący, a tu... wystarczył pierwszy kontakt ze wstawką klasyczną w musicalu "Dziadek do Orzechów" by serce zastygło na chwilę...
Systematyczny kontakt ze sztuką baletową w formie nauki przez zabawę zapewniłby wychowanie sobie widzów (świadczy o tym sukces wśród młodej widowni "Abalecadła" OB czy "Czarodziejskiego Swiata Baletu" SBBTD, etc)
[quote:f30e6cfb55="Kasia G"]Moi rodzice są nauczycielami-wychowawcami: sje klasy prowadzają do kina, teatru, filharmonii, na operę i balet. czasem zabieraja młodsze rodzeństwo swoich uczniów, rodziców, innych nauczycieli. Dwie koleżanki z ich pracy, nauczycielki nie takie znów młode po jednym z wyjść zadeklarowały, ze chcą być juz zawsze zabierane, jak będzie organizowane takie wyjście. Jedna powiedziała szczerze: ja nie wiedziałam, że tak lubię balet! Bo ludziom - i dzieciom i dorosłym, trzeba przedstawiać, proponować i pokazywać różne rzeczy, aby mogli sami przekonać się czy cos ich zainteresuje czy nie. Ale muszą miec okazje do pierwszego kontaktu. I to nazywam promowaniem baletu.
Przypomina mi sie zawsze w takich razach anegdotka powtarzana przez nauczycieli na studiach Teorii Tańca:
- lubi pan/pani balet?
- Eeeeee, nie.
- A był pan/pani kiedys na balecie?
- Eeeeee, nie.....[/quote:f30e6cfb55]
No właśnie, wiele osób uważa balet za sztukę nudną, nieciekawą, a gdy proszeni są o przykład, to okazuje się, że tak naprawdę żadnego baletu w życiu nie widzieli. Notabene czasem dotyczy to nie tylko baletu - moja współlokatorka w teatrze była raz w życiu, na wyjeździe z klasą w szkole średniej. To taka mała dygresja, ale świadczy o tym, jak ważne są szkolne wycieczki na spektakle dramatyczne, baletowe czy operowe - dla niektórych uczniów jest to jedyny kontakt z szeroko rozumianą sztuką teatralną. A w jaki inny sposób można wyrobić potrzebę obcowania z taką sztukę, umiejętność docenienia jej? Ba, spektakl dramatyczny jest jeszcze w miarę zrozumiały, bo po polsku mówią, ale balet? Jak czasem przysłuchuje się szkolnym wycieczkom do Teatru Wielkiego to okazuje się, że dzieciakom najbardziej podobało się to, kto kogo i gdzie dotykał ;) No ale lepsze to niż nigdy w życiu sceny nie widzieć. Tyle, że do teatru najlepiej zabierać już małe dzieci, bo w wiek -nastu lat na pierwszą wizytę to trochę późno. Mojej współlokatorce spektakl owszem, podobał się, ale do teatru już nigdy nie wróciła.
Poza tym jest w Polsce również sporo osób zainteresowanych tańcem, baletem również, którzy najzwyczajniej w świecie nie mają skąd czerpać o nim informacji. Jeśli ktoś nie ma internetu, albo nie mieszka w dużym mieście, gdzie jest opera (ja pierwszy w życiu spektakl baletowy widziałam, jak zaczęłam studia w Warszawie) to już w ogóle nic nie wie.
Przypomina mi sie zawsze w takich razach anegdotka powtarzana przez nauczycieli na studiach Teorii Tańca:
- lubi pan/pani balet?
- Eeeeee, nie.
- A był pan/pani kiedys na balecie?
- Eeeeee, nie.....[/quote:f30e6cfb55]
No właśnie, wiele osób uważa balet za sztukę nudną, nieciekawą, a gdy proszeni są o przykład, to okazuje się, że tak naprawdę żadnego baletu w życiu nie widzieli. Notabene czasem dotyczy to nie tylko baletu - moja współlokatorka w teatrze była raz w życiu, na wyjeździe z klasą w szkole średniej. To taka mała dygresja, ale świadczy o tym, jak ważne są szkolne wycieczki na spektakle dramatyczne, baletowe czy operowe - dla niektórych uczniów jest to jedyny kontakt z szeroko rozumianą sztuką teatralną. A w jaki inny sposób można wyrobić potrzebę obcowania z taką sztukę, umiejętność docenienia jej? Ba, spektakl dramatyczny jest jeszcze w miarę zrozumiały, bo po polsku mówią, ale balet? Jak czasem przysłuchuje się szkolnym wycieczkom do Teatru Wielkiego to okazuje się, że dzieciakom najbardziej podobało się to, kto kogo i gdzie dotykał ;) No ale lepsze to niż nigdy w życiu sceny nie widzieć. Tyle, że do teatru najlepiej zabierać już małe dzieci, bo w wiek -nastu lat na pierwszą wizytę to trochę późno. Mojej współlokatorce spektakl owszem, podobał się, ale do teatru już nigdy nie wróciła.
Poza tym jest w Polsce również sporo osób zainteresowanych tańcem, baletem również, którzy najzwyczajniej w świecie nie mają skąd czerpać o nim informacji. Jeśli ktoś nie ma internetu, albo nie mieszka w dużym mieście, gdzie jest opera (ja pierwszy w życiu spektakl baletowy widziałam, jak zaczęłam studia w Warszawie) to już w ogóle nic nie wie.
<"Człowiek raz, drugi przypadkiem lub nie-przypadkiem obejrzy cos w TV i przynajmniej nie będzie sie potem dziwił w teatzre, jak go szczęściem na spektakl doprowadzą, że tancerka tańczy na palcach. Autentyk! - grupa gimnazjalistów siedzących za mną na przedstawieniu Córki źle strzeżonej gdy tylko solistka wzniosła się na czubki palców zaczęła się przekrzykiwać: Rany, patrz jak ona chodzi!!! >"
o ludzie!!! skąd sie takie niedouki biorą?
o ludzie!!! skąd sie takie niedouki biorą?