: pn lis 13, 2006 1:05 am
HEj!
A ja uważam, że nie jest ważne ile się waży, tylko jak się tańczy. Ktoś moze być gruby (w mocnym tego słowa znaczeniu) a bardzo dobrze tańczyć, a inny może być chudziutki, mieć nogi od tylka do podlogi i tańczyć beznadziejnie. Może i bardzo gruba osoba nie wygląda zbyt estetycznie w obcisłym kostiumie. Sama wiem po sobie, bo choć jestem gruba (nie myślcie tu o granicach 50-60 kg, tylko więcej) to tańczę całkiem nieźle (aczkolwiek nie "zawodowo" <-czyt. chodzę do ogniska baletowego). W mojej klasie jest wiele dziewczyn, na które jak patrze to sobie myślę "Gdybym ja była taka szczupła...i miała takie warunki...to dopiero bym tańczyła.... Skoki to pod sam sufit by były". Tak sobie czasem marzę :) Gdyby moje życie inaczej się poukładało i ważyłabym normalnie (przynajmniej jak na dziewczynę mojego wzrostu <-nie mówię tu o baletnicach) to kto wie... może i bym miała szanse zaistnieć gdzieś na scenie :). Dobra koniec moich wywodów, bo zaczynam się nad sobą rozczulać. Pozdrawiam
A ja uważam, że nie jest ważne ile się waży, tylko jak się tańczy. Ktoś moze być gruby (w mocnym tego słowa znaczeniu) a bardzo dobrze tańczyć, a inny może być chudziutki, mieć nogi od tylka do podlogi i tańczyć beznadziejnie. Może i bardzo gruba osoba nie wygląda zbyt estetycznie w obcisłym kostiumie. Sama wiem po sobie, bo choć jestem gruba (nie myślcie tu o granicach 50-60 kg, tylko więcej) to tańczę całkiem nieźle (aczkolwiek nie "zawodowo" <-czyt. chodzę do ogniska baletowego). W mojej klasie jest wiele dziewczyn, na które jak patrze to sobie myślę "Gdybym ja była taka szczupła...i miała takie warunki...to dopiero bym tańczyła.... Skoki to pod sam sufit by były". Tak sobie czasem marzę :) Gdyby moje życie inaczej się poukładało i ważyłabym normalnie (przynajmniej jak na dziewczynę mojego wzrostu <-nie mówię tu o baletnicach) to kto wie... może i bym miała szanse zaistnieć gdzieś na scenie :). Dobra koniec moich wywodów, bo zaczynam się nad sobą rozczulać. Pozdrawiam