balet Opery Bałtyckiej / Bałtycki Teatr Tańca

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Przyznam się szczerze, że tak jak Czajori – zdjęcia z tej inscenizacji Dziadka nie zachęcały mnie do odwiedzenia Opery Bałtyckiej. Przede wszystkim nowe, plastykowe postaci tj Barbie i He-Man działały – i po przedstawieniu nadal działają na mnie wręcz odpychająco. Ale, żeby nie bić się podczas całej mojej wizyty w domu z wątpliwościami iść czy nie iść, postanowiłby zrobić to jaknajszybciej... i z przykrością muszę stwierdzić, że cieszę się, że mam to już za sobą...

Osoby, które znają mój styl pisania i opowiadania o obejrzanych przedstawieniach dobrze wiedzą, że nie lubię mówić źle o tym co widziałam, bo zawsze był przecież jakiś powód dlaczego dane przedstawienie chciałam zobaczyć. Niestety odnośnie tego Dziadka, poza tradycyjnymi powodami dla których zawsze warto zobaczyć przedstawienie (np. bo zawsze jest miło posłuchać Czajkowskiego, bo być może ciekawie jest zobaczyć inną wersję tego co już znamy, bo oczywiście miło jest oglądać ulubionych tancerzy mierzących się z rolami...) okropnie trudno znaleźć mi jakiś punkt zaczepienia by polecić najnowszą premierę Opery Bałtyckiej.

Akcja przedstawienia zaczyna się dość ciekawie, zamiast tradycyjnie na scenie, pierwszy fragment dzieje się na widowni, widzowie są zaczepiani przez rozbrykanych schodzących się na święta bohaterów przedstawienia. Można by nawet pomyśleć, że zapowiada się fajna zabawa.. Niestety moja przez tą krótką chwilę wzbudzona nadzieja, na to że może jednak wyjdę z Opery zadowolona, szybko została zawiedziona... W pierwszym akcie widzimy przygotowania do Świąt u typowych Kowalskich. Mamy więc zwyczajną scenografię, przypominającą małe M4, nudzące się i przerzucające kanały w telewizorze dzieciaki i w moim odczuciu absolutny brak pomysłu na to jak to wszystko zapełnić choreografią... Siedząc na widowni nie mogłam oprzeć się myślom, czy aby na pewno warto było zostawiać przygotowania do Świąt w moim domu, które tak lubię po to by oglądać ich nużącą wersję na deskach teatru... Trudno zwłaszcza w odniesieniu do pierwszego aktu oceniać choreografię, bo przez jego większość jej właściwie nie było, lub było bardzo mało. Przedstawienie jest właściwie chodzone, skakane i grane aktorsko (czasem też mówione, krzyczane i śpiewane – rozumiem, że miało być zabawnie – ale chyba najlepiej bawili się przy tym sami wykonawcy, ja niestety poza drobną frajdą ich uśmiechów oczekiwałabym idąc do Opery czegoś więcej...), są też fragmenty przypominające niestety nieskoordynowane machanie kończynami a nie taniec. Zdaję się, że choreograf, brak pomysłu chciał zapełnić poczuciem humoru, rzeczywiście czasem za sprawą dobrze bawiących się przy tym tancerzy udawało mu się i mnie rozbawić – jednak to troszkę za mało gdy nie ma się nic do powiedzenia...
O uwspółcześnionych prezentach, które znacie już ze zdjęć – spróbuje dyplomatycznie: fajnie, że lalki barbie tańczą na pointach (nie mogę powstrzymać się od cynizmu, ale moją pierwszą myślą gdy to zobaczyłam było pytanie retoryczne: to jednak można? Przecież to niezgodne z nową wizją Opery...). Rozumiem, że zastąpienie skomplikowanej, ciekawej choreografii i magicznego świata Świąt plastykiem i kiczem jest wyjściem na przeciw współczesnymu światu. Jak wiecie osobiście jestem zupełnie niedzisiejsza i niestety nie znajduje w tym żadnej wartości, być może walka he-manów i lalek barbie (jak dla mnie ich maski były nieco psychodeliczne) jest dla niektórych czymś zabawnym, na szczęście są jeszcze miejsca gdzie można oglądać tradycyjne myszy i żołnierzyki (docencie proszę!!!).
Żeby nie było tak całkowicie krytycznie – jestem wzrokowcem – w pierwszym akcie podobał mi się obraz walca śnieżynek, choć – znów zapewne zabawne – okrąglutkie, ciężkie bałwany absolutnie nie pasują do cudnego, delikatnego chóru w tym fragmencie muzyki. Z resztą strasznie często miałam wrażenie, że choreograf, nie tylko nie miał pomysłu ale wręcz był chyba głuchy na muzykę do której zdecydował się ułożyć balet (tu dla obrazowego porównania dla tych którzy nie zobaczą, no i ze szczególną dedykacją dla Kasi – w „Nocy Walpurgii” jest bardzo dużo tańca).
Konstrukcją przedstawienie przypomina tradycyjnego Dziadka, po pierwszym akcie „z akcją” Klara z Dziadkiem przenoszą się do krainy bajek. Było tu dużo więcej tańca niż w akcie I, natomiast nadal jak dla mnie nadal dużo za mało... W tej części podobała mi się bajkowa scenografia, pomysł z księgą baśni, no i zapewne ciekawe dla dzieci są żywe, bogate kolory kostiumów.

Szukając plusów – ciekawym pomysłem jest współczesna Klara – okazuje się, że obecna bohaterka, tylko przez chwilę jest w przedstawieniu małą wystraszoną dziewczynką chowającą się za Dziadkiem, okazuje się, że w chwilach próby chwyta miecz i walczy równie a może nawet bardziej dzielnie z he-manami(oj naprawdę wolałabym myszy) niż Dziadek.

Z tancerzy szczególne oklaski ode mnie: już tradycyjnie dla forumowej .:Odylii:. za lekkość i plastyczność tańca, za łobuzerskość, dziewczęcość i urok w roli Klary. Bardzo podobał mi się partnerujący Klarze Irenesz Stencel w roli Dziadka. Również w zgodzie z moim dotychczasowym gustem, tradycyjnie i konsekwentnie jestem fanką Sylwi Kowalskiej-Borowy – tym razem w roli Wróżki – świetne aktorstwo, rzeczywiście momentami się uśmiałam :).. (tylko po co ta tasiemka na nodze??). No i ogromny minus dla Opery Bałtyckiej, za niedokładne podanie obsady zarówno w drukowanych programach jak i z błędami na tablicy wiszącej przy kasach... Ogromnie podobał mi się w dzisiejszej obsadzie tancerz w roli Konika polnego/Motyla(?), bardzo płynnie tańczył, lekko i wysoko skakał, natomiast no niestety z moim słabym wzrokiem i w jego charakteryzacji nie dopatrzyłam się kto to był. Natomiast chętnie posłałabym mu przy jakiejś innej okazji kwiaty, bo naprawdę jestem zachwycona.

Super, że Dziadek w Operze Bałtyckiej doczekał się wystawiania z orkiestrą. Niestety podsumowanie słabiutkie - nie wystarczy zastąpienie braku pomysłu ciągłym żartowaniem; rzadko mi się to zdarza, ale niestety kilka nawet ładnie zatańczonych fragmentów to zdecydowanie za mało bym na tego Dziadka wróciła... :( Niestety nie wiem jaki cel/sens pokazywania tego przedstawienia na deskach Opery i jaką wartość można w nim odnaleźć... ale może znajdę kogoś kto mi ją wskaże?
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Czytając recenzję gdańskiego 'Dziadka' zastanawiało mnie, na ile użycie np. lalek Barbie, czy He-Mana (które dla mnie są same w sobie pomysłem bardzo ciekawym), uzasadnione jest głębszą refleksją nad kiczem we współczesnej kulturze masowej, konsumpcjonizmem (zwłaszcza skontrastowanym z tradycyjnym - rodzinnym, itp. - modelem Świąt), czy też może innego rozważaniach - można tu mieć masę skojarzeń, i użycie np. takich postaci popkultury jest ciekawym punktem wyjścia do rozważać o współczesności. To było moje pierwsze skojarzenia-myśli, które mi przepłynęły na hasło Barbie i HeMan :) A drugie, po doczytaniu recenzji oraz obejrzeniu zdjęć - na ile to miało jakiś zamysł, a na ile samo w sobie było pewnym chwytem marketingowym, tudzież 'tanim' sposobem na zainteresowanie publiczności (czy innym jest używać Barbie 'na serio', czy innym brać w taki postmodernistyczny cudzysłów ;) i mrugnąć okiem do odbiorcy). I na tym w sumie zasadza się cała moja obawa - spektaklu nie widziałam co prawda, stąd zastanawiam się, jaki jest cel wystawiania takich spektakli, tzn co ktoś tutaj chciał powiedzieć, i czy w ogóle, czy na zasadzie wystawmy kolorowy spektakl? Pytam poważnie, bo jak powtórzę, spektaklu nie widziałam, więc nawet niespecjalnie mogę domniemywać. Ot, taka luźna refleksja...
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Wiesz właściwie na siłę i jeśli się chce można to tak odbierać. Drugi akt, w którym pojawiają się postaci z bajek, jest sam w sobie dużo ciekawszy od zabawek z pierwszego aktu. Są tam m.in. kolorowe krasnoludki, wilk, zła wróżka Carabosse (heh, dająca Klarze jabłko a nie wrzeciono - i tu miałam ubaw, bo sama w dzieciństwie często myliłam Śpiącą Królewne z Królewną Śnieżką a tu to się fajnie przenikało i zgrywało w całość, miałam więc zabawę ;) ) i dużo humoru. Jest dużo ładniejszy i naprawdę dużo lepiej od pierwszego mi się go oglądało.
Natomiast też były momenty w których jakby czegoś brakowało i były wtedy stosowane proste rozwiązania choregraficzne lub prosty humor - tak jakby miało być tylko zabawnie i kolorowo... no i nic mnie nie zachwyciło. Więc i mi samej trudno powiedzieć czy zamysł był i słabo się udał czy go wogle nie było i chodziło tylko o to by inaczej zrobić Dziadka...
ŁU
Posty: 13
Rejestracja: czw mar 20, 2008 12:45 pm

Post autor: ŁU »

no ale cóż ja mogę.. też żałuję, że mało było baletu w tym balecie, ale ja się nie znam, tylko naciskam guzik ;)
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

hmmm, tez nie wiedziałam więc nie mogę ocenić ale... to już gdzieś było - kto widział w TV "Twardy orzech Krakatuk" w choreografii Marka Morrisa ten wie już ze "współcesne święta" u "kiczowatej" rodzinki z lalkami wprost ze sklepowych półek a nawet żołnierzykami i czołgami juz były na scenie baletowej... tam wyraźnie można było odczytać krytyke współczesnego konsumpcjonizmu i "nowoczesnych" swiat w zderzeniu z basniowym światem dziecka...
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Nie widziałam ale odpowiadam :) . Brawo jeśli tu też jest taka koncepcja. Kij z tym na ile interesująca czy oryginalna. Już tłumaczę dlaczego trudno mi tego Dziadka rozpatrywać w tej kategorii i jestem bardziej skłonna do opinii „zróbmy Dziadka pod szerszą publiczność, pozmieniajmy, uwspółcześnijmy i pośmiejmy się...”

Wybraź sobie, że siedzisz na widowni i czekasz na przedstawienie, które z nazwy jest baletem. W malutkim programie czytasz wzmiankę o Czajkowskim i o tym czym jest balet-feeria – mogłabyś nawet pomyśleć, że obejrzysz klasykę. Wiesz, że ma być uwspółcześniona, ok – zostawmy wszystkie nadzieje i obawy z tym związane... Przedstawienie się zaczyna, już nie możesz się doczekać aż zaczną tańczyć - widzisz najpierw [sorry jak opowiem nie w kolejności] siedzące przed telewizorem dzieci. Ktoś kogoś zaczepił, kopnął – jest śmiesznie. Fryderyk łobuzersko wskakuje na kanapę zahaczając o siostrę – jest śmiesznie. Coś się przypaliło w kuchni – jest dym, jest śmiesznie, fajnie, że coś się dzieje, ale wciąż nie tańczą. Dzieci nadal się nudzą, tańczą krótki, wg mnie dość średni hip-hopowy duet, nie do końca pasujący do muzyki – ok. niech będzie, że jest ciekawie - fajnie, że tańczą (to ci dopiero radość gdy przyszło się na balet). Robią sobie zdjęcie, próbują śpiewać kolędę – jest śmiesznie, ale dlaczego jeszcze się nie roztańczyli? Wchodzi babcia coś tam podskakuje, fajnie, że tańczy. Znów się wygłupiają, chyba znów coś próbują śpiewać, znów ktoś kogoś zaczepił, jak to dzieciaki, i chyba znów babcia z tymi samymi krokami... zaczynasz myśleć, że ktoś nie miał pomysłu jak zapełnić Czajkowskiego – myślisz „kurcze, zmarnowało się już tak dużo muzyki...” i potem przez całe przedstawienie już niestety wrażenie o braku koncepcji (i o tym, że wszystkie żarty, figle i zmiany w stosunku do oryginału, które dzieją się na scenie służą nie tyle powiedzeniu czegoś konkretnego, czy wynikają ze spójnego pomysłu a służą jedynie zrobieniu INNEGO dziadka) jest na tyle silne, że trudno mówić o tym, że jest to jakiś poważny głos mówiący o sprzeciwie wobec konsumpcjonizmu ...
Stąd moje wątpliwości, właściwie trochę retoryczne.
Może odrobinę wyolbrzymiam i się nabijam. Nie chciałabym by dyskusja przerodziła się w dyskusję o zawartości tańca w tańcu. Potem troszkę się rozkręciło – tańczyli...

Chyba kontrast pomiędzy światem nudnych świąt i plastykowych, kiczowatych zabawek a światem baśni to troszkę mało by mówić o jakiejś poważnej koncepcji... raczej przedstawienie ma być zwyczajnie bliższe typowym Kowalskim...no i jest :neutral: przez co dla mnie nudnawe...

Jestem ogromnie ciekawa pozostałych opinii.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

rozumiem - niestety w większosci współcześnie tworzonych wersji baletów klasycznych najbardziej brak... tańca :(
.:Agga:.
Posty: 1165
Rejestracja: wt cze 28, 2005 6:52 pm

Post autor: .:Agga:. »

Nie widzialam "naszego gdanskiego Dziadka". Planuje wybrac sie na jego 100% klasyczna wersje zatanczona przez profesjonalistow.

Recenzje nie sa zachwycajace. Pewnie gdybym mogla to z checia wybralabym sie do POB. Niestety nie mam takiej mozliwosci.

To wszystko co przeczytalam o lalkach, telewizorze, "rodzinnym obchodzeniu Swiat" jest troche przytlaczajace. Zwlaszcza teraz, jesli sama nie moge spedzic Swiat z bliskimi. Spokojnie moge stwierdzic, ze Swieta sprzedzam wlasnie w takiej plastikowej atmosferze gdzie wazniejsze sa prezenty, zakupy, gdzie ludzie pracuja w Wigilie i drugi dzien Swiat. Gdzie choinki sa za drogie, zeby kazdy mogl sobie kupic jedna i cieszyc sie nia w domu.
Uwazam, ze wlasnie takie pokazanie Swiat jest niesprawiedliwe. Wszyscy ludzie jakich spotkalam w ostatnim czasie robia wszystko, zeby Swieta chociaz troche przypominaly te do, ktorych kazdy z nas jest przyzwyczajony. Wiem, ze jest malo domow, w ktorych Swieta spedza sie przed telewizorem, wazniejsze jest to z kim je spedzamy i ze wreszcie wszyscy moga byc razem. Radze dobrze sie zastanowic nad kolejnym "wpanialym" spektaklem naszej opery.
nathaliye
Posty: 2264
Rejestracja: czw wrz 27, 2007 6:51 pm

Post autor: nathaliye »

zbliżała się Wigilia, święta więc pomyślałam ze to idealny moment na Dziadka, na dodatek premiera, czyli wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują udanie się do Opery Bałtyckiej,

na początek denerwowały mnie wszechobecne biegające dzieci ciągnące rodziców do orkiestronu, gdy się zaczęło przygotowałam się na ciekawe kilkadziesiąt minut, no i przyszło rozczarowanie, nie od razu bo początek nieco hip hopowo nowoczesna choreografia mi się nawet spodobała , pomyślałam że to to współczesne spojrzenie, niestety he man to była moim zdaniem porażka, strasznie mnie irytował, kierowanie tej lalki na rodzinę też było moim zdaniem nie na miejscu, barbie już trochę złagodziła mój niesmak ale także ubolewałam na bardzo ubogą choreografie i w zasadzie brak tańca

atak Barbie w zgadzam się "psychodelicznych maskach" (w których naiwnie szukałam nieco mysiej twarzy i siła wyobraźni nieco jej tam spotkałam) był kolejną porażka, przerzucały sie przez tą kanapę moim zdaniem bez sensu

o ile główna idea Księgi Baśni była fajna o tyle drugi akt to było kolejne rozczarowanie, śnieżynki mi się nie podobały, pewnie zabawne dla dzieci mi nie pasowały do pięknych śnieżynek (raz się zaśmiałam gdy ciągnęli jedna a ona jechała na swoim puchatym brzuchu :) ), 7 krasnoludków całkowicie do mnie nie przemówiło (obecność 7 w ramach pacynki odebrałam jako brak tancerzy w zespole, kolejna pomyłka), te konie też mi nie pasowały

w fotelu trzymała mnie jeszcze Wróżka i było ok tylko nie widziałam powodu dla którego z pępka jej wisiał długi kolczyk, podobał mi się tylko motyl i właśnie ten Pasikonik

ogólnie to trochę tu ponarzekałam ale po Operze Bałtyckiej spodziewałam się czegoś innego, może i dzieci się na tym dobrze bawiły ale jestem pewna że klasyczny Dziadek zostałby w ich pamięci nieco dłużej niż ta mieszanka bajek z zabawkami z półek hipermarketów

Pozdrawiam
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

[quote:174eba5414]kierowanie tej lalki na rodzinę[/quote:174eba5414]
hmmm.. zaraz naprawdę wyjdzie nam z tych forumowych relacji przedstawienie z ideologią - plastykowe lalki barbie z hipermarketów zagrożeniem dla podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina... ;)

drugie hmmm... długi kolczyk wiszący z brzucha wróżki - w takim razie byłaś pewnie na tym samym spektaklu co ja - 23 grudnia, a ta tancerka to Sylwia Kowalska-Borowy :)
ODPOWIEDZ