: wt sty 15, 2008 1:35 am
Ogólnie raczej były rodziny - rodzice uczennic, rodzeństwo, sympatie. Ja zaprosiłem koleżankę z pracy, niestety nie przyszła. Za to była Kasia - koleżanka z Kanonu, z którą miałem okazję coś tańczyć czasami no i nasza forumowa Sari, która kiedyś była uczennicą szkoły. Pan Janek robił zdjęcia.
Tym razem brałem udział w lekcji jako ćwiczący. Jeszcze dwa tygodnie temu moja rola nie była określona, musiałem podjąć w tej sprawie decyzję. Nie byłem zobligowany do udziału w lekcji - nie jestem uczniem szkoły, korzystam z zajęć jako wolny słuchacz. Niektóre koleżanki prosiły żebym robił zdjęcia, co wykluczałoby czynny udział. Ale wspólnie z panią Martą uznaliśmy, że będę się przygotowywać i ćwiczyć. Było z tym trochę ambarasu - niektóre ćwiczenia trzeba było poprzerabiać na męskie.
No i po lekcji stwierdzam, że czynny w niej udział dobrze mi zrobił. Miałem trochę mobilizacji żeby pouczyć się ćwiczeń i postarać się bardziej niż na zwykłej lekcji - wiadomo, publiczność mobilizuje. Poza tym był to dla mnie pewien sprawdzian, test postępów. Po lekcji zebrałem uwagi od nauczycieli, znajomych i ich opinie podniosły mnie na duchu z dwóch powodów - po pierwsze w kwestii braków, błędów i potrzebie pracy nad niektórymi elementami opinie obserwatorów były zgodne z moimi odczuciami. A po drugie - zauważyli postęp w konkretnych rzeczach na których mi zależało i nad którymi pracuję. To jakoś dodaje chęci do dalszej pracy, utwierdza mnie że posuwam się do przodu na tej drodze.
A jak to wyglądało od strony drążka? Ja trochę się obawiałem spraw pamięciowych - denerwowałem się głównie tym, żeby nie pomylić kombinacji. Jak znałem kombinację, to nie byłem pewien rozłożenia akcentów... skupianie się na tym odbierało mi uwagę którą wolałbym poświęcić np. na wyraz albo techniczne szczegóły, które jeszcze nie weszły w krew i trzeba nad nimi świadomie pracować. No ale jakoś sobie radziłem, biorąc pod uwagę swoje możliwości jestem raczej zadowolony.
Atmosfera na lekcji była przyjazna i dosyć luźna. Miało to swoje dobre skutki - nie było przesadnej sztuczności, czuliśmy cel w prezentowaniu naszej pracy. Z drugiej strony czasami nasze zbytnie rozprężenie powodowało bałagan.
Natomiast dziś na tej lekcji odczułem bardzo wyraźnie pewną solidarność pomiędzy ćwiczącymi. Staraliśmy się sobie pomagać - osoby z pierwszych linii pilnowały, żeby podejść do przodu i zrobić miejsce wszystkim z tyłu. Kiedy robiło się ciasno (nasza sala jest głęboka, ale bardzo wąska wszerz), koleżanki patrzyły w około i uważały na innych ćwiczących, nikt nie był zaborczy w kwestii miejsca. Nie było problemów z uciekaniem do ostatnich linii (gdy ktoś nie był pewien i chciałby podpatrywać ćwiczenie). Po krótkich rozstrzygnięciach znajdywały się osoby gotowe poprowadzić grupę i zgodnie z ustaleniami funkcja ta przypadała coraz to komuś innemu.
A w dniach przed lekcją, znalazły się życzliwe dusze, które pomogły mi w pamięciowym opanowaniu niektórych ćwiczeń i wyjaśniły wiele wątpliwości. Ta pomoc była bardzo cenna.
Jednym słowem miło jest ćwiczyć w takim gronie koleżanek, którym serdecznie dziękuję za tą wspólną pracę.
Tym razem brałem udział w lekcji jako ćwiczący. Jeszcze dwa tygodnie temu moja rola nie była określona, musiałem podjąć w tej sprawie decyzję. Nie byłem zobligowany do udziału w lekcji - nie jestem uczniem szkoły, korzystam z zajęć jako wolny słuchacz. Niektóre koleżanki prosiły żebym robił zdjęcia, co wykluczałoby czynny udział. Ale wspólnie z panią Martą uznaliśmy, że będę się przygotowywać i ćwiczyć. Było z tym trochę ambarasu - niektóre ćwiczenia trzeba było poprzerabiać na męskie.
No i po lekcji stwierdzam, że czynny w niej udział dobrze mi zrobił. Miałem trochę mobilizacji żeby pouczyć się ćwiczeń i postarać się bardziej niż na zwykłej lekcji - wiadomo, publiczność mobilizuje. Poza tym był to dla mnie pewien sprawdzian, test postępów. Po lekcji zebrałem uwagi od nauczycieli, znajomych i ich opinie podniosły mnie na duchu z dwóch powodów - po pierwsze w kwestii braków, błędów i potrzebie pracy nad niektórymi elementami opinie obserwatorów były zgodne z moimi odczuciami. A po drugie - zauważyli postęp w konkretnych rzeczach na których mi zależało i nad którymi pracuję. To jakoś dodaje chęci do dalszej pracy, utwierdza mnie że posuwam się do przodu na tej drodze.
A jak to wyglądało od strony drążka? Ja trochę się obawiałem spraw pamięciowych - denerwowałem się głównie tym, żeby nie pomylić kombinacji. Jak znałem kombinację, to nie byłem pewien rozłożenia akcentów... skupianie się na tym odbierało mi uwagę którą wolałbym poświęcić np. na wyraz albo techniczne szczegóły, które jeszcze nie weszły w krew i trzeba nad nimi świadomie pracować. No ale jakoś sobie radziłem, biorąc pod uwagę swoje możliwości jestem raczej zadowolony.
Atmosfera na lekcji była przyjazna i dosyć luźna. Miało to swoje dobre skutki - nie było przesadnej sztuczności, czuliśmy cel w prezentowaniu naszej pracy. Z drugiej strony czasami nasze zbytnie rozprężenie powodowało bałagan.
Natomiast dziś na tej lekcji odczułem bardzo wyraźnie pewną solidarność pomiędzy ćwiczącymi. Staraliśmy się sobie pomagać - osoby z pierwszych linii pilnowały, żeby podejść do przodu i zrobić miejsce wszystkim z tyłu. Kiedy robiło się ciasno (nasza sala jest głęboka, ale bardzo wąska wszerz), koleżanki patrzyły w około i uważały na innych ćwiczących, nikt nie był zaborczy w kwestii miejsca. Nie było problemów z uciekaniem do ostatnich linii (gdy ktoś nie był pewien i chciałby podpatrywać ćwiczenie). Po krótkich rozstrzygnięciach znajdywały się osoby gotowe poprowadzić grupę i zgodnie z ustaleniami funkcja ta przypadała coraz to komuś innemu.
A w dniach przed lekcją, znalazły się życzliwe dusze, które pomogły mi w pamięciowym opanowaniu niektórych ćwiczeń i wyjaśniły wiele wątpliwości. Ta pomoc była bardzo cenna.
Jednym słowem miło jest ćwiczyć w takim gronie koleżanek, którym serdecznie dziękuję za tą wspólną pracę.