sezon 2011-12 Polski Balet Narodowy
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote74="Kasia G"]fajnie, ze go zobaczymy, ale dla mnie .... nie ma tego wdzieku i walorów co inne prace choreografów dla Ballet Russes z tego okresu (oczywiście moim zdaniem).[/quote74]
Uważam dokładnie tak samo. Z prac Balanchine wiele rzeczy bym chętniej obejrzała. Zawsze fajnie jak są premiery, tancerze tańczą, przyjeżdżają dobrzy choreografowie (tu z NYCB!!!!!), ale żebym tak przeżywała tę premierę (jak nadchodzącą w Łodzi....) to nie mogę powiedzieć z czystym sercem.
Uważam dokładnie tak samo. Z prac Balanchine wiele rzeczy bym chętniej obejrzała. Zawsze fajnie jak są premiery, tancerze tańczą, przyjeżdżają dobrzy choreografowie (tu z NYCB!!!!!), ale żebym tak przeżywała tę premierę (jak nadchodzącą w Łodzi....) to nie mogę powiedzieć z czystym sercem.
[quoted3="Kasia G"]akurat "Syn marnotrawny" średnio mnie podnieca - fajnie, ze go zobaczymy, ale dla mnie to troszkę obiekt muzealny, który warto znać, ale może nie oglądać raz po raz. Nie ma tego wdzięku i walorów co inne prace choreografów dla Ballet Russes z tego okresu...[/quoted3]
Muzealny? Podobnie jak "La Sylphide", "Giselle", "Bajadera", "Śpiąca królewna", "Les Syphides" i im podobnie. Muzea są jednak nieocenioną wartością, opoką kultury. Mnie więc "podnieca" zapowiedź tej premiery i będę wracał na ten spektakl, aby studiować arcydzieło Balanchine'e w najdrobniejszych szczegółach i obserwować jak sobie radzą z tą wielką rolą tytułową nasi tancerze - po Lifarze, Nuriejewie, Barysznikowie..., słowem po najsłynniejszych tancerzach XX wieku.
A co do wdzięku? On, zwłaszcza XIX-wiecznym balecie , to pewien walor (do dziś dla wielu), wyprany jednak na ogół z głębszej myśli. W repertuarze zespołu Diagilewa chodziło jednak o coś więcej. Na scenę baletową wkraczały nowe idee, silniejsze emocje, uniwersalne problemy, eksperymenty formalne, rozmaite próby teatru tanecznego... A wszystko to legło później u podstaw baletu współczesnego. "Syn marnotrawny" jest właśnie jednym z pierwszych i wybitnych tego rodzaju osiągnięć, obfitujących na przyszłość w znaczące następstwa w światowej choreografii. To jeden z korzeni współczesnego teatru baletowego, a balet polski - oderwany od tych korzeni - błąkał się przez lata po bezdrożach...
Więc rzeczywiście, "fajnie, że go zobaczymy" i będziemy mogli jednak na niego wracać.
Muzealny? Podobnie jak "La Sylphide", "Giselle", "Bajadera", "Śpiąca królewna", "Les Syphides" i im podobnie. Muzea są jednak nieocenioną wartością, opoką kultury. Mnie więc "podnieca" zapowiedź tej premiery i będę wracał na ten spektakl, aby studiować arcydzieło Balanchine'e w najdrobniejszych szczegółach i obserwować jak sobie radzą z tą wielką rolą tytułową nasi tancerze - po Lifarze, Nuriejewie, Barysznikowie..., słowem po najsłynniejszych tancerzach XX wieku.
A co do wdzięku? On, zwłaszcza XIX-wiecznym balecie , to pewien walor (do dziś dla wielu), wyprany jednak na ogół z głębszej myśli. W repertuarze zespołu Diagilewa chodziło jednak o coś więcej. Na scenę baletową wkraczały nowe idee, silniejsze emocje, uniwersalne problemy, eksperymenty formalne, rozmaite próby teatru tanecznego... A wszystko to legło później u podstaw baletu współczesnego. "Syn marnotrawny" jest właśnie jednym z pierwszych i wybitnych tego rodzaju osiągnięć, obfitujących na przyszłość w znaczące następstwa w światowej choreografii. To jeden z korzeni współczesnego teatru baletowego, a balet polski - oderwany od tych korzeni - błąkał się przez lata po bezdrożach...
Więc rzeczywiście, "fajnie, że go zobaczymy" i będziemy mogli jednak na niego wracać.
nie no, jasne, "muzealny" było tu pewnym skrótem myslowym - nie odbiera mu to wartości, ale po prostu nie porusza mnie emocjonalnie (a przecież Tobie Ali o te emocje i wzruszenia, czucie i wiare, przeciez chodzi). No więc nie znajduje tego w Synu marnotrawnym - przynajmniej gdy go oglądam na V, tak jak np. nie odnajduje tego w Legendzie o Józefie - z tego samego okresu. Oczywiście też w tym kontekscie nie chodziło mi o "wdzięk" baletowy - klasyczny czyli elegancje, lekośc ruchu, urok i powiewnośc, tulko o "wdzięk" czyli to co porusza. Tak rozumiany wdziek ma Święto wiosny, Popołudnie Fauna, Pietruszka, czy Trójkątny kapelusz... ale Syn marnotrawny nie. Co nie zmienia faktu że ciesze się, ze i z tym dziełem warszawska publiczność ma okazje poznac się na zywo, warszawscy tancerze zatańczyć, acz wieksze oczekiwania wiążę z nieznanymi bo dopiero tworzącymi sie baletami polskich choreografów w tym samym wieczorze
[quoteec]...po prostu nie porusza mnie emocjonalnie (a przecież Tobie Ali o te emocje i wzruszenia, czucie i wiare, przeciez chodzi). No więc nie znajduje tego w Synu marnotrawnym...[/quoteec]
Jak to? Jest tam nieodpowiedzialna ucieczka z domu rodzinnego, poszukiwanie banalnych wrażeń, skręt na tzw. złą drogę, pochopne zaufanie przypadkowym kolesiom spod budki z piwem, bezmyślne poddanie się bezdusznej i wyrachowanej bogini seksu, zdrada przyjaciół, zatracenie się w pijaństwie i zabawie, utrata wszelkiego dobytku, a wreszcie samotność, opamiętanie, skrucha i... powrót do domu, a tam - ojcowskie miłosierdzie i wybaczenie. Ileż w tym wszystkim wzruszeń, emocji, "czucia i wiary" właśnie!
[quoteec]...acz wieksze oczekiwania wiążę z nieznanymi bo dopiero tworzącymi sie baletami polskich choreografów w tym samym wieczorze.[/quoteec]
A tu racja, to zawsze godne uwagi i życzliwego zainteresowania. Też tak mam.
Jak to? Jest tam nieodpowiedzialna ucieczka z domu rodzinnego, poszukiwanie banalnych wrażeń, skręt na tzw. złą drogę, pochopne zaufanie przypadkowym kolesiom spod budki z piwem, bezmyślne poddanie się bezdusznej i wyrachowanej bogini seksu, zdrada przyjaciół, zatracenie się w pijaństwie i zabawie, utrata wszelkiego dobytku, a wreszcie samotność, opamiętanie, skrucha i... powrót do domu, a tam - ojcowskie miłosierdzie i wybaczenie. Ileż w tym wszystkim wzruszeń, emocji, "czucia i wiary" właśnie!
[quoteec]...acz wieksze oczekiwania wiążę z nieznanymi bo dopiero tworzącymi sie baletami polskich choreografów w tym samym wieczorze.[/quoteec]
A tu racja, to zawsze godne uwagi i życzliwego zainteresowania. Też tak mam.
Ali, ale właśnie mnie nie porusza przypowieść, bo nie porusza tez - o dziwo - muzyka mojego ulubionego Prokofiewa, i taneczny język, którym jest to opowiedziane - nie wiem dlaczego, jakies wydaje mi sie to płaskie i nie-moje, jak oleodruk. No taka stylistyka. To troche tak, jakbym usiłowała Ci wytłumaczyć dlaczego mnie nie porusza symfonia Beethovena - choc "tyle tam emocji i uczucia" - a na mnie nie działa 
[quote22="Kasia G"]...mnie nie porusza symfonia Beethovena - choc "tyle tam emocji i uczucia" - a na mnie nie działa
[/quote22]
Hmmm... Rozumiem, że nie Beethoven, pewnie bardziej Czajkowski. Ja chyba też tak wolę. Ale na tego nietypowego Balanchine'a popatrz jednak na żywo i świeżym okiem. Ileż tam prostych, a doskonałych pomysłów tanecznych i inscenizacyjnych, jakież oryginalne, przemyślne (przewrotne rzekłbym) wykorzystanie techniki klasycznej w tym jego typowo ekspresjonistycznym balecie. Myślę, że w teatrze - wypełniony żywą ekspresją tancerzy - robi on jednak większe wrażenie niż na szklanym ekranie. Poczekajmy więc, może się przekonasz...
Hmmm... Rozumiem, że nie Beethoven, pewnie bardziej Czajkowski. Ja chyba też tak wolę. Ale na tego nietypowego Balanchine'a popatrz jednak na żywo i świeżym okiem. Ileż tam prostych, a doskonałych pomysłów tanecznych i inscenizacyjnych, jakież oryginalne, przemyślne (przewrotne rzekłbym) wykorzystanie techniki klasycznej w tym jego typowo ekspresjonistycznym balecie. Myślę, że w teatrze - wypełniony żywą ekspresją tancerzy - robi on jednak większe wrażenie niż na szklanym ekranie. Poczekajmy więc, może się przekonasz...
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am