Wegetarianizm u tancerzy
Czy służy czy nie to trudno powiedzieć. Bo tak naprawdę liczy się cała dieta, a nie tylko jeden jej aspekt - czy się je mięso, czy nie.
Wielu tancerzy odżywia się wybitnie niezdrowo (coś w deseń Snickers na śniadanie w porze kolacji popity Colą;) ), i jakoś żyją; są też i tacy którzy bardzo zwracają uwagę na to, co jedzą.
Mnie osobiście się wydaje, że jedząc mięso łatwiej jest dostarczyć organizmowi potrzebne składniki, np. białko; ale nie oznacza to, że nie da się inaczej - jeśli ktoś ma zbilansowaną dietę, i faktycznie dostarcza to białko i nie tylko poza pokarmami mięsnymi, to nie wydaje mi się, aby to było problemem.
Można się spierać, jak to wygląda z teoretycznego, naukowego punktu widzenia (i na ten temat nie chcę się wypowiadać); ale w praktyce to ja naprawdę nie widzę, aby to był aż tak wielki problem - a na pewno nie większy, niż żywienie się głównie kawą i batonikami.
Fakt, tańczenie to bardzo duży wysiłek fizyczny, ale jeśli ktoś latami jest przyzwyczajony do takich obciążeń, to staje się to bardziej naturalne dla organizmu. Po prostu podnosi się jakby norma wysiłkowa, jest znacznie wyższa niż w porównaniu do osób, które mają np. bardziej statyczną pracy. Nie znaczy to, że organizm się nie męczy, tylko że jest do tego męczenia się przyzwyczajony, także zarówno zapotrzebowanie energetycznie, jak i zachowanie równowagi elektrolitowej, witamin, itp., nie jest aż tak trudne jak by się mogło wydawać komuś niećwiczącemu, lub dopiero zaczynającemu ćwiczyć (lub zwiększającemu nagle intensywność ćwiczeń).
Moim zdaniem, problem nie tkwi w jedzeniu/ nie jedzeniu mięsa, a w tym, co się w ogóle je, obojętnie jakie ma się przekonania/ gusta smakowe, itp.
A już zupełnie nie rozumiem tych wszystkich dywagacji naukowych, itp. - naprawdę, W ŻYCIU to wygląda trochę inaczej, mało kto się bawi w diety aż tak szczegółowo tylko z samego jednego faktu, że jest się tancerzem.
Wiem, że w sporcie to trochę inaczej wygląda, nawet amatorskim - tam się zwraca dużą uwagę na to co się je, ile, czego i w jakich ilościach trzeba dostarczyć organizmowi, itp. W tańcu czegoś takiego raczej nie ma. Więcej zależy od ogólnej świadomości 'dietetycznej'. W przypadku tancerzy klasycznych, właściwie tancerek, jest dodatkowo niemal zawsze dość mocno spaczone przekonanie na temat jedzenia (tudzież niejedzenia w ogóle), wagi, itp.
Tyle mojego, można się z tym nie zgodzić, piszę na podstawie tego, co widzę wokół, więc być może to się zmienia, w zależności od środowiska.
Wielu tancerzy odżywia się wybitnie niezdrowo (coś w deseń Snickers na śniadanie w porze kolacji popity Colą;) ), i jakoś żyją; są też i tacy którzy bardzo zwracają uwagę na to, co jedzą.
Mnie osobiście się wydaje, że jedząc mięso łatwiej jest dostarczyć organizmowi potrzebne składniki, np. białko; ale nie oznacza to, że nie da się inaczej - jeśli ktoś ma zbilansowaną dietę, i faktycznie dostarcza to białko i nie tylko poza pokarmami mięsnymi, to nie wydaje mi się, aby to było problemem.
Można się spierać, jak to wygląda z teoretycznego, naukowego punktu widzenia (i na ten temat nie chcę się wypowiadać); ale w praktyce to ja naprawdę nie widzę, aby to był aż tak wielki problem - a na pewno nie większy, niż żywienie się głównie kawą i batonikami.
Fakt, tańczenie to bardzo duży wysiłek fizyczny, ale jeśli ktoś latami jest przyzwyczajony do takich obciążeń, to staje się to bardziej naturalne dla organizmu. Po prostu podnosi się jakby norma wysiłkowa, jest znacznie wyższa niż w porównaniu do osób, które mają np. bardziej statyczną pracy. Nie znaczy to, że organizm się nie męczy, tylko że jest do tego męczenia się przyzwyczajony, także zarówno zapotrzebowanie energetycznie, jak i zachowanie równowagi elektrolitowej, witamin, itp., nie jest aż tak trudne jak by się mogło wydawać komuś niećwiczącemu, lub dopiero zaczynającemu ćwiczyć (lub zwiększającemu nagle intensywność ćwiczeń).
Moim zdaniem, problem nie tkwi w jedzeniu/ nie jedzeniu mięsa, a w tym, co się w ogóle je, obojętnie jakie ma się przekonania/ gusta smakowe, itp.
A już zupełnie nie rozumiem tych wszystkich dywagacji naukowych, itp. - naprawdę, W ŻYCIU to wygląda trochę inaczej, mało kto się bawi w diety aż tak szczegółowo tylko z samego jednego faktu, że jest się tancerzem.
Wiem, że w sporcie to trochę inaczej wygląda, nawet amatorskim - tam się zwraca dużą uwagę na to co się je, ile, czego i w jakich ilościach trzeba dostarczyć organizmowi, itp. W tańcu czegoś takiego raczej nie ma. Więcej zależy od ogólnej świadomości 'dietetycznej'. W przypadku tancerzy klasycznych, właściwie tancerek, jest dodatkowo niemal zawsze dość mocno spaczone przekonanie na temat jedzenia (tudzież niejedzenia w ogóle), wagi, itp.
Tyle mojego, można się z tym nie zgodzić, piszę na podstawie tego, co widzę wokół, więc być może to się zmienia, w zależności od środowiska.
hmm... ja od kilku lat jestem laktoovowegetarianką i nie zauważyłam żadnych "zmian" ani chorób (zęby też nie powypadały
)
nie mogę słuchac ludzi którzy mówią "to niezdrowo, trzeba chociaż raz na jakiś czas jeśc padlinę..."
albo jak moja rodzina "od tego nie schudniesz"
jak to usłyszałam to normalnie mną wstrząsnęło........jak by tu o to chodziło........nie mogę się doczekac żeby się od nich wynieśc
bardzo ważna jest różnorodnośc pokarmów, nie możesz np. codziennie jeśc na obiad kotletów z tofu, lepiej urozmaicic....ja np. uwielbiam gotowaną fasolę w ketchupie własnej roboty.........ja w ogóle bym nie mogła życ bez ketchupu.....
nie mogę słuchac ludzi którzy mówią "to niezdrowo, trzeba chociaż raz na jakiś czas jeśc padlinę..."
albo jak moja rodzina "od tego nie schudniesz"
bardzo ważna jest różnorodnośc pokarmów, nie możesz np. codziennie jeśc na obiad kotletów z tofu, lepiej urozmaicic....ja np. uwielbiam gotowaną fasolę w ketchupie własnej roboty.........ja w ogóle bym nie mogła życ bez ketchupu.....
-
Michalina.
- Posty: 16
- Rejestracja: śr gru 29, 2010 3:10 pm
[quoted5="Nati"]sam wegetarianizm moze nie jest niezdrowy ale weganizm....? niejedzienie nabiału to z pewnościa nie jest zdrowe![/quoted5]
Nie wydaje mi się: nie jem nabiału ani mięsa od pół roku i czuję się świetnie. Mimo że jestem aktualnie w wieku dojrzewania, bez mleka i serów rozwijam się prawidłowo. Poprawiła mi się cera i przyśpieszyła przemiana materii. Nie jestem zawodową tancerką, ale dość dużo się ruszam.
Zgodzę się z Joanną - wszystko zależy od diety w ogóle, nie tylko od mięsa. Ale jeśli wie się czym zastępować poszczególne produkty, ze zdrowiem nie ma problemu.
Nie wydaje mi się: nie jem nabiału ani mięsa od pół roku i czuję się świetnie. Mimo że jestem aktualnie w wieku dojrzewania, bez mleka i serów rozwijam się prawidłowo. Poprawiła mi się cera i przyśpieszyła przemiana materii. Nie jestem zawodową tancerką, ale dość dużo się ruszam.
Zgodzę się z Joanną - wszystko zależy od diety w ogóle, nie tylko od mięsa. Ale jeśli wie się czym zastępować poszczególne produkty, ze zdrowiem nie ma problemu.