Drugie miejsce na mojej liście ulubionych symfonii, po wyżej wspomnianym Schubercie.
A jak już jesteśmy przy symfoniach, to "Symfonia fantastyczna" Berlioza też ma moc, zwłaszcza V część, sabat czarownic. Podobna do niej jest (w moim odczuciu, słuchałam ich ostatnio jedna po drugiej) Symfonia "Faustowska" Liszta, zresztą dedykowana Berliozowi.
Hah, na historii muzyki mamy teraz symfonikę, to sobie mogę pogadać.