[quote15="Ali"]W poszukiwaniu wzorców scenicznych Wybranki dla Anny Lorenc i Dagmary Dryl, czy Wybrańca dla Vladimira Yaroshenki lub Maksima Woitiula, czyli interpretacyjnych punktów odniesienia, kierowałbym raczej do źródła, czyli do "Święta" wykonywanego pod okiem samego Bejarta przez Balet XX Wieku, z modelowymi w swych rolach Tanią Bari i Germinalem Casado. [/quote15]
No to już jest klasyk, dla mnie jednak na pierwszym miejscu stoi Elisabeth Platel i jej Wybrana. To nagranie o którym mówię jest z 1986r., Opera Paryska była wtedy jednak innym zespołem, niż dziś, przypuszczam, że obecnie nie dałoby się tego w taki sposób tam zatańczyć (mówię to świadomie, nie pomijając całego mojego uwielbienia dla tego zespołu) - a to bardzo bejartowskie wykonanie, przy tym powiedziałabym, że najbardziej rytualne, a nawet mistyczne (oczywiście nie zmuszę nikogo, żeby mi wierzył na słowo, zresztą nie o to tutaj chodzi). Ta interpretacja Święta wiosny obudziła we mnie drżenie (dosłownie, nie metaforycznie) i sprawiła, że zaczęłam "oddychać" rytmem tej choreografii. A Platel to jedna połówka, drugą jest genialny jako Wybrany Cyril Atanassoff. Naprawdę rzadko zdarza mi się oglądać tak idealnie sprzężone duety. I tutaj dochodzę do tego, na czym polegała owa mistyczność - Atanassoff był "bliski ziemi", emanował kolosalną, trudną do opisania energią, każdy jego ruch, krok, wzniesienie rąk wydawały się dopełnieniem rytuału, jego siła była niemal zwierzęca, niemal, bo chodziło przecież o uwolnienie i przedstawienie czysto ludzkiego instynktu. Co do roli Wybranego, dla mnie nikt - do tej pory - nie może się z nim równać. Z kolei Platel była najbardziej tajemniczą i zagadkową Wybraną, jaką widziałam. Nie mogłam wcześniej wyobrazić jej sobie zupełnie w tej choreografii. Może mój opis sugeruje, że to były stereotypowe ujęcia kobiecości i męskości, ale w rzeczywistości były bardzo złożone i prawdzie. Platel potrafiła być bardzo zdecydowana w ruchach, od niej też biła swego rodzaju wszechogarniająca energia, ale kiedy zbliżało się dopełnienie "obrzędów", dało się zauważyć wzrastający niepokój, kruchość, chęć wycofania. Połączenie siły i delikatności stanowiło bardzo przekonywające rozwiązanie, myślę nawet, że bez komponentu subtelności w roli kobiecej przestaje być ona prawdziwa.
Z kolei b dużo obiecywałam sobie po Sylvie Guillem i Massimo Murru - może z powodu wielkich oczekiwań, trochę się zawiodłam, a może dlatego, że to wykonanie widziałam już jako ostatnie i brakowało mu tej wielowymiarowości, jaką znalazłam w tym z 1986.
[quote15="bibi86"]uwazam, ze trochę inaczej niż ja odczytujesz "Swięto Wiosny" Bejarta. Wybranka jest tutaj silną kobietą, wybraną przez jej towarzyszki w przeciwienstwie do "Swięta" Nizynskiego. Jest to jedna z najsilniejszych- stąd brak u niej niepokoju wynikajacego z osaczenia i przymusu.Ona "dąży do prokreacj, która odbywa się wiosną.." Na spektaklu w Bydgoszczy- dla mnie Lorenc była idealna- nie przesadzona w emocjach, nie wulgarna- a jednak przemawiająca! A co do porównywania- wszystko idzie do przodu, pewnie i choreografia od czasów Platel mocno ewaluowała..Przecież to asystenci wybierali solistów- wiec czymś sie musieli kierować

[/quote15]
Przeoczyłam Twój post i przeczytałam go dopiero po napisaniu tego, co powyżej

To tym bardziej potwierdza tezę, jaką postawiłeś, że inaczej odczytujemy Święto wiosny i mamy inne oczekiwania.
Co do Lorenc, sęk w tym, że ona dla mnie nie była w tej roli ani silna, ani słaba - była dla mnie po prostu płaska i jakby całkiem wyzuta z emocji, przeżywania tego, co się na scenie dzieje (a dzieje się dużo i intensywnie).
Guillem była konsekwentnie i przez cały czas silna, Platel była silna, ale czasem też krucha (powtarzam się, ale to dlatego, że mam wrażenie, jakbym zaczynała wszystko od początku) i to dla mnie stanowiło o wyjątkowości jej roli. Przy tym wszystkim, powiedzmy wprost, energia seksualna jak z niej emanowała została wyraźnie zaznaczona, aż w końcu zaczęła dominować, więc mimo wahań jej bohaterka i tak szła bezwiednie za popędem przez cały czas. Wiem, mój opis jest mizerny, ale nawet najlepszy nie zastąpi obejrzenia samemu - wtedy dopiero można wyrobić sobie własną opinię.