Blanche wyjaśniła wszystko bardzo dokładnie, więc nie widzę sensu powtarzania jej słów, bo nie ma w zasadzie czego dodawać

Może tylko tyle:
[quotefe="Father"][quotefe="Blanche"]ylko popularyzacja niektórych dziedzin sztuki wiąże się jednocześnie z zaniżeniem poziomu, bądź koncentracją na innych walorach, [/quotefe]
No i co z tego złego wynika? Przecież chodzi o to aby rozpowszechniać "pod strzechy".
W spornym chińskim przypadku akurat to nie wystapiło.[/quotefe]
I to jest odpowiedź na pytanie jaromira, dlaczego miłośnicy i znawcy baletu nie mają najmniejszych powodów cieszyć się z takiej oto popularyzacji. Father, pytasz co jest złego w obniżaniu jakości? To posłużę się zwyczajnym przykładem. Mi na przykład nie jest wszystko jedno, czy chodzę w ładnym, dobrze leżącym swetrze, czy w pozaciąganym, brzydkim. Nie jest mi tak samo obojętny dokładnie jego krój, kolor, wręcz przeciwnie, jestem zwolenniczką jakościowych rzeczy i lubię na przykład bardzo ubrania sprowadzane z Austrii. To samo odnośnie innych części garderoby: nie kupuję nigdy czegoś, co nie podoba mi się idealnie, jakiejkolwiek spódnicy, sukienki, butów etc. Tak samo nie kupię sobie spektaklu baletowego/ filmu/ płyty z muzyką etc. które nie spełniają moich oczekiwań.
A rozpowszechnianie się czegoś wcale nie zawsze jest zjawiskiem pozytywnym, ponieważ tak jak Blanche zauważyła niezwykle trafnie, wiąże się to zazwyczaj z obniżeniem jakości. Kultura masowa - co z tego, że ma ogromnie szerokie spektrum dotarcia do odbiorcy, skoro nie ma w niej nic, co by mnie interesowało. Kultura wysoka jest o wiele trudniej dostępna, ale za to oferuje swoim odbiorcom o wiele więcej. Przeniesienie czegoś z jednej płaszczyzny na drugą czasem ma pozytywne skutki, a czasem kończy się jak widać na powyższym przykładzie. Ja to bez ogródek i otwarcie nazywam kiczem.
Akrobatyka akrobatyką - bardzo proszę, niech przedstawiają sobie, co chcą, w jakiejkolwiek formie, niech nawiązują do baletów czy też nie, ale na Boga - nikt nigdy mnie nie zmusi, żebym uznała to za sztukę. Jak chcecie możecie uznać mnie za buntowniczkę, która już za młodu jest na złej drodze i w dodatku ma klapki na oczach, bo nie potrafi docenić prawdziwej sztuki, możecie pisać, co chcecie, ale gwarantuję wam, że nic i nigdy mnie do tego nie przekona, ponieważ w tej materii jestem już ukształtowana na tyle, że mam własny gust i zdanie. Co zresztą nie ukrywam - bardzo mnie cieszy.
[quotefe="Father"][quotefe="Ewa J."]Dla mnie cyrk i balet to dwie zupełnie różne rzeczy, a ich łączenie jest wręcz niesmaczne,[/quotefe]
Ewo tym cytatem sugerujesz iż Chinczycy to wlaśnie uczynili. Ja juz napisalem,że można w pewnym momencie sie tego dopatrzyć. Ale jednoczesnie uwazam, że trzeba mieć naprawde duzo złej woli aby odmawiac im artyzmu i imputować przerost formy nad trescią. A jaka jest tresć? Przecież treść czyli libretto jest niesamowicie wzniosła i zawsze aktualna a zatem żadna forma nie jest w stanie ją przerosnąć. Nawet gdyby tancerze mieli skrzydła to i tak by tego nie dokonali. W tym wlaśnie objawia sie geniusz Czajkowskiego.
Widzę, że Joanna i Coreczka to skumały intuicyjnie a Ty Ewo dzielisz przysłowiowe zapałki na czworo

[/quotefe]
A więc dobrze, wedle Twojej koncepcji, niech będzie, mam ogromnie dużo złej woli i mogę mieć jej w tym wypadku tylko coraz więcej, nigdy mniej. Poza tym brawo, to dokładnie zasugerowałam.
Dobrze, ja też w przyszłości stworzę niezwykle wzniosłe libretto, albo - w sumie po co. Wykorzystam już to, które jest do "Jeziora.." i muzykę Czajkowskiego właśnie. Czy ktoś z was ma wątpliwości, że to będzie niezwykłe i wiekopomne dzieło? Ponieważ skoro z zasady jeśli libretto jest wzniosłe, to z choreografią nie może być inaczej, mogę być prawie pewna, że w przyszłości zostanę sławnym choreografem. Tak, to będzie zapewne bardzo wzniosłe..
Chociaż.. sama już zaczynam mieć wątpliwości. Ale tak czy inaczej, z tej koncepcji wynika dość jasno, że dysponując wzniosłym librettem i muzyką w zasadzie każdy może stworzyć dzieło sztuki. To może autor tej teorii zacząłby od udowodnienia jej na własnym przykładzie?

W porządku, przygryzam już swój smoczy język i przestaję ironizować, co miałam do powiedzenia, powiedziałam. To nawet całkiem niezła zabawa.