Podoba mi się bardzo to jak opisujesz najświeższe dokonanie Yaroshenki - choć nie oglądałam, mam wrażenie, że jego ostatnia duża rola jest niemałym osiągnięciem artystycznym. Zazdroszczę dwukrotnego obejrzenia, co prawda sama jestem sobie winna, że nie dopilnowałam - cóż, przeliczyłam się, myślałam, że będę miała szczęście jak zawsze i dostanę bilet.
Mogę tylko powiedzieć, że wczorajszy krótki reportaż, gdzie można było zobaczyć zaledwie migawki ze spektaklu, wzbudziły we mnie takie emocje, jakie opisujesz. To zaskakujące, ale wydaje mi się, że trzeba stworzyć naprawdę pełną wyrazu i artystycznej mocy postać, żeby w kilka, czy kilkanaście sekund zdołać zaabsorbować całą uwagę widzę i wywrzeć na nim jakieś wrażenie. Oczywiście oceniać mogą jedynie ci, którzy obejrzeli cały spektakl, ja mam tylko przeczucie, ale kształtuje się też na podstawie obserwacji ścieżki rozwoju artysty. A mi sama rola Lizandra uświadomiła, że Yaroshenko rozwinął się bardzo (i przeobraził) - przez długi czas miałam wrażenie, jakbym oglądała nowego tancerza w naszym zespole, ewentualnie kogoś, kto przeszedł całkowitą metamorfozę. Odczuwałam do tej pory mniejszy lub większy, ale jednak dystans, czy nawet chłód emocjonalny wobec tego tancerza, był mi w jakiś sposób obcy, a teraz z kogoś dalekiego stał się nagle i całkiem nieoczekiwanie bardzo bliski. To dziwne doświadczenie, zupełnie nie spodziewałam się takiej przemiany - pewnie będziesz Ali polemizował, a mnie być może trudno będzie się bronić, bo niełatwo mi teraz zwerbalizować nie do końca jeszcze wykrystalizowane spostrzeżenia. Może rzecz w tym, że wcześniej - mimo że był na scenie, zdawało mi się, jakby go nie było, a jego ostatnie wcielenie było tak soczyste, przesycone różnorodnymi, wielobarwnymi emocjami i świadomością tego, co ma na scenie pokazać, ze trudno było go nie wyróżnić.
Co do Tezeusza/Oberona dzięki urywkom nabrałam przeświadczenia, że silnie zaakcentował dwoistość i różnorodność swojej podwójnej roli, a przy tym - jedność w odmienności. Może brzmi to niezbyt logicznie, ale rozumiem to tak, jakby każdy reprezentował dwa odmienne, jednak uzupełniające się obrazy męskości. Wiem, to brzmi śmiesznie, bo widziałam łącznie może.. 3 minuty, więc można uznać, że plotę trzy po trzy, ale naprawdę zostawiły na mnie silne wrażenie. Mam skłonność do pochopnych ocen, ale często nie chybię;)
Rozwinę to, o czym wcześniej napomknęłam - tak samo rzuciła mi się w oczy wzruszająca czułość Tezeusza, jego wrażliwość, potrzeba kobiecej bliskości i otwartość w okazywaniu uczuć (zapadł mi w pamięć moment, kiedy układa głowę na kolanach Hipolity, był to pełen czułości, a zarazem subtelny gest), a z drugiej strony - męska siła i władczość Oberona, myślę, że również słowo "brutalność" którego użyłeś jest tutaj bardzo na miejscu, ale rozumiane raczej jako podkreślenie mocy tych wcześniej wymienionych cech, chęci męskiej dominacji, niż skłonności do przemocy.
Nagrałam i dlatego obejrzałam już wiele razy obraz zamykający dzieło - Yaroshenko był w nim po prostu genialny. Całe napięcie zostało skumulowane w jego powolnym wejściu na scenę, Tezeusz i Oberon stopili się w jedno przez ukazaną wspólnotę cech charakterystycznych przedtem dla jednej z dwóch odrębnych postaci - erotyzm, zmysłowość i męska siła z jednej strony, z drugiej czułość i subtelność. O Ebiharze mogłabym powiedzieć to samo, jednak tym razem prawie cała moja uwaga skoncentrowała się na bohaterze męskim.
Finał, czyli - pozorne zatarcie granic między światem realnym, a rzeczywistością snu, czy jak kto woli, powrót do tego drugiego. Jednak teraz, mam wrażenie - metafora osiągnięcia kresu psychicznej drogi, jaką przeszła dwójka bohaterów, kiedy z tezy i antytezy rodzi się synteza. A prościej - pogodzenie się jednostki z dwoma światami, w których musi funkcjonować - rzeczywistością norm i ładu społecznego oraz rzeczywistością instynktów, z której często pochodzą pragnienia rugowane z tej powszechnie akceptowanej sfery ludzkiego doświadczenia.
Tak, to wyda się zabawne - ale tych kilka ujęć, w tym zbliżenia, które zobaczyłam wczoraj, pozwoliły mi otworzyć oczy szerzej. Bo co innego czytać, lub słyszeć różne rzeczy, a co innego samemu naprawdę zrozumieć - no i czyja w tym była nieoceniona zasługa, łatwo się domyślić - choreograf, mistrz i jego wizja to jedno, ale dopiero wyjątkowa interpretacja wieńczy dzieło

Szkoda mi tylko bardzo, że muszę teraz czekać do listopada..